NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny
Ks. Henryk Cyrzan przyjmuje kwiaty od Stanisławy Bastian Brzezińskiej - nauczycielki historii w ZS.

Ks. Henryk Cyrzan przyjmuje kwiaty od Stanisławy Bastian Brzezińskiej - nauczycielki historii w ZS.


Rozmawiam z ks. prałatem Henrykiem Cyrzanem, pochodzącym z Brzeźna Szlacheckiego proboszczem parafii Zwiastowania NMP w Chojnicach, autorem książki o historii swojej rodzinnej wsi.

„Kurier Bytowski": - Skąd to historyczne zacięcie?
Ks. Henry Czyrzan: - Zainteresowałem się historią za sprawą ks. Antoniego Liedtke, wybitnego historyka i rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie. Gdy przyszedł czas na wybranie tematu pracy dyplomowej, namówił mnie do spisania historii mojej rodzinnej miejscowości, Brzeźna Szlacheckiego, l tak się stało. W 1963 r. pod kierunkiem ks. rektora rozpocząłem zbieranie informacji na temat dziejów mojej wsi.

Czy to, że ksiądz urodził się w Brzeźnie, spędził w nim dzieciństwo, młodość, pomogło w pisaniu?
Oczywiście. Osobiście znałem wielu z bohaterów mojego opracowania. Z wieloma rozmawiałem, zbierając materiały. Niektórzy, jak np. Jan Richter czy Aleksy Rudnik, bardzo przyczynili się do napisania tej pracy. W ciągu roku udało mi się zebrać wszystkie materiały i ją ukończyć. W tym samym roku - 1964 - ukończyłem seminarium duchowne i otrzymałem święcenia.

Ale praca o historii Brzeźna Szlacheckiego doczekała się publikacji dopiero po 40 latach.
Losy tego opracowania są dość skomplikowane. Kiedy pod koniec lat 70. chciałem napisać pracę magisterską, postanowiłem wrócić do tego tematu. Okazało się, że tekst gdzieś się zawieruszył i już nie znalazłem go w archiwach pelplińskiego seminarium. Na szczęście zachowały się moje notatki. Po rozszerzeniu i uzupełnieniu o kolejne fakty, w 1980 r. obroniłem pracę magisterską o historii Brzeźna Szlacheckiego na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Sam pomysł wydania książki narodził się jednak dopiero rok temu. Przyjechał do mnie Tomasz Żmuda Trzebiatowski, właściciel jednego z wydawnictw (BiT) w Trójmieście i namawiał do wydania historii Brzeźna Szlacheckiego w formie książki. Jak widać, udało mu się mnie przekonać. Uważam zresztą, że młodzi mieszkańcy Gochów powinni jak najwięcej wiedzieć o własnej historii.

Czy ksiądz często ma okazję odwiedzać rodzinne strony?
W Brzeźnie Szlacheckim jestem średnio dwa razy w miesiącu, czyli tak często, jak tylko jest to możliwe. Odwiedzam swojego brata mieszkającego w rodzinnym domu odziedziczonym po naszym ojcu, który był kowalem. Mam sentyment do tego miejsca. Cieszę się, gdy widzę, że dzisiejsi mieszkańcy dbają o zachowanie kultury kaszubskiej. Przed laty, gdy rozpocząłem pracę w Chojnicach, chciałem ożywić współpracę tamtejszych zespołów folklorystycznych z mieszkańcami Brzeźna. Teraz tym bardziej cieszę się, że przy miejscowej szkole zaczął działać zespól kaszubski. Myślę, że władze gminy powinny wspierać tego typu przedsięwzięcia, Cieszę się również, że wziąłem udział w Spotkaniach na Gochach, bo dzięki temu po ponad 40 latach, po raz drugi w życiu, miałem okazję odwiedzić tuchomski kościół. Ostatni raz byłem tu, gdy proboszczem parafii był jeszcze ksiądz Jan Hinz, który zresztą był moim krewnym.


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: ciąża Wrocław Stare gry Tanio i szybko odżywki dla sportowców dźwięki do podkładów hip hop, sample wavloops rap