NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny

Przypadek spowodował, że cztery lata temu zająłem się historią Oflagu II B Arnswalde ( Choszczno ). Rozpoczął się łańcuszek zainteresowań: Oflag II B, płk Witold Dzierżykraj – Morawski, płk Morawski, „Bataliony Odra”. Jak „Bataliony Odra” to, zainteresowanie się historią por. dr Edmund Mroczkiewicza i asp. Janusza Szaybo a w tym kontekście to także, ekspozyturą „Odry” w Stalagu II B Hammerstein.Hammerstein to oczywiście Czarne…

Życie w małych miasteczkach ma to do siebie, że dla ludzi z pasją dotarcie do spisanych źródeł wiedzy jest utrudnione. Skorzystanie z archiwów, znaczących, obfitych księgozbiorów wymaga czasu, szczęścia i nierzadko nakładów finansowych. Szukanie prawdy w książkach i dokumentach nazywam „biblioracją”,przynosi ono znacznie więcej korzyści poznawczych niż bieganie z wykrywaczami po okolicy ( eksploracja ). Szperaczy –„biblioratorów” jest mało,dlatego nie stanowią grupy korzystającej z wsparcia miejscowych decydentów. Oparciem dla tych pasjonatów bywają na ogół Miejskie Biblioteki Publiczne.

Nie dziwi, więc, że w poszukiwaniu materiałów dot. „Batalionów Odra” pierwsze kroki skierowałem do Biblioteki Miejskiej w Czarnem. Powitała mnie drobna, czarna pani o lekko zachrypniętym głosie i charakterystycznym podobnym do Japonki chodzie. Okazało się, że miałem zaszczyt rozmawiać w jednej osobie z kierownikiem i pracownikiem tej placówki. Pani Kierownik udostępniła mi zbiory, jakie jej biblioteka posiadała w tzw. „Pomorzanach” , spowodowało to, że bywałem w tej placówce często a kolejne pożółkłe woluminy ujawniały dawno zapomniane fakty i wyznaczały dalszy kierunek hobbystycznych poszukiwań. Po zapoznaniu się z nimi powstały opracowania nie tylko nt „Batalionów Odra”. To dzięki Bibliotece Miejskiej w Czarnem udało się odtworzyć pewien fragment z historii pospolitego ruszenia w 1807 r. , losy gen. Michała Sokolnickiego i jego wyprawę na Słupsk, dzieje 2 pułku strzelców konnych płk Garczyńskiego… a ostatnio prawdę o pierwszym dniu wolności w Jastrowiu. Na bazie tych zbiorów powstały artykuły, które ukazały się w Naji Gochë, Dzienniku Bałtyckim, Odkrywcy, Ziemi Drawieńskiej i w Biuletynie Kawaliera. Inne czekają na swoją kolej.

Pasja szperacza lokalnej historii udzieliła się i Pani Kierownik. Pamiętam, jaką radość sprawiało Jej poszukiwanie śladów byłego dziewiętnastowiecznego dowódcy Garnizonu Arnswalde (Choszczno ) gen. Franza Theodora Prądzyńskiego w Gockowie czy pruskich generałów, braci Doprowskich z Krzemieniewa. Spontanicznie zareagowała, gdy dowiedziała się o pobycie w Stalagu II B słynnego pisarza od szwoleżerów Mariana Brandysa. W bibliotece miał powstać kącik jemu poświecony. Cieszyła się z odnalezienia wzgórza i fosy po zamku Wedlów w Prostymi. Dbała o powierzony księgozbiór stale go rozwijając. Jej szczególną troską było wyjście naprzeciw zainteresowaniom czytelników. Przekazane przez władze miasta pieniądze na zakup książek, starała się wydawać rozsądnie i w duchu czytelniczych potrzeb. Niejeden pasjonat historii z Czarnego znajdzie w rodzimej Bibliotece Miejskiej to, co zaspokoi jego zainteresowania. Służbie książce poświęciła ponad 30 lat, czyli całe swoje zawodowe życie. Podczas tego czasu Biblioteka Miejska przeszła prawdziwy skok cywilizacyjny. Już nie tylko książki,ale także internet jest powszechnie dostępny dla czytelnika.

Kierowniczka czarneńskiej książnicy służyła także radą i pomagała także innym bibliotekom. Była miłośniczką zwierząt, szczególnie kochała psy, przejmowała się losem niejednego bezdomnego czworonoga w Czarnem. Pensja bibliotekarek jest tak mała,że niemal do cudu należy jak wiążą one koniec z końcem. Po mimo tego radziła sobie z tym, np. nie kupując nigdy czegoś zbędnego. Wytworzyła swój niepowtarzalny pełen harmonii i piękna styl ubioru, co czyniło Ją osobą,której nie można było nie zauważyć. Przez te kilka lat nie tylko widziałem Jej uśmiech, niestety widziałem także wielki ból. Najbardziej cierpiała, gdy Jej ukochane córki wyjeżdżały do Anglii gdzie wraz z mężami pracują. Obserwując Jej rozpacz zrozumiałem tragedię podobnych Jej tysięcy polskich matek. Tej patologicznej sytuacji rozstania rodzin nie może wytłumaczyć żadna polityczna deklaracja odniesionego sukcesu w walce z bezrobociem. Poznałem Ją, gdy już ciężko chorowała. Na pierwszy rzut oka nie było tego widać. Unikała lekarzy. Myślała, że zna swoje choroby, okazało się, że nie. Była honorowa, nie umiała się skarżyć i nie potrafiła poprosić o pomoc. Niestety nie słuchała też rad tych, którzy Ją kochali i swój stan zdrowia wciąż lekceważyła. Choroba okazała się podstępna i straszna.

Grażyna Borysewicz kierowniczka Biblioteki Miejskiej w Czarnem Grażyna zmarła w szpitalu w Szczecinku 28 listopada 2009 r. Miała 53 lata. W tym samym dniu stało się coś symbolicznego, otóż przyszedł email od słynnego polskiego plakacisty prof. Rosława Szaybo. Jego ojciec aspirant Janusz Szaybo był sanitariuszem szpitala w Stalagu II B i jednym z czołowych konspiratorów „Batalionów Odra”. Zginął za Polskę razem z płk Morawskim w 1944 r. Profesor trafił w Naji Gochë na artykuł, gdzie wspomniany został jego ojciec - Janusz Szaybo. Prof. Rosław Szaybo zaproponował udostępnienie mi materiałów o swym ojcu.…

Gdy p. Grazyna Borysewicz umierała, redagowano w dalekim Drawnie kolejny lokalny, drawieńsko – pełczycki Biuletyn Kawaliera. Była „fanem” tego wydawnictwa i miała niewątpliwy wpływ na prezentowane w nim wartości merytoryczne, dlatego ten 3/2009 numer postanowiono zadedykować jej pamięci. Numer ten ukazał się przed świętami gwiazdkowymi w lokalnej gazecie Ziemia Drawieńska.

Pani Grażyna była dla mnie przyjacielem w dosłownym tego słowa znaczeniu, łączyła nas wspólna pasja. Materiały, które razem wygrzebaliśmy jeszcze nieraz będą podstawową jako baza źródłową dla kolejnych opracowań autorstwa drawieńsko- pełczyckich i kaliskich hobbystów. Nie złagodzi to jednak bólu, jaki po sobie zostawiła.

Rodzinie i wszystkim bliskim śp. Grażyny Borysewicz składam wyrazy szczerego współczucia.

Mówiła, że uwielbia patrzeć na ogniki płonących świec


NAJI GOCHE | e-mail: