NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny

Zdzisław Zmuda Trzebiatowski [Gdynia]

X Zjazd Rodzin Trzebiatowskich Bytów-Sominy 2009

W cyklu: Wydarzenia (liczba artykułów 60)

[NG: 42]   Autor: Zdzisław Zmuda Trzebiatowski - Gdynia (liczba artykułów: 14)

Drogą, którą obrała Rada Rodzin Trzebiatowskich dla pogłębienia tożsamości kaszubskiej, stała się organizacja zjazdów rodzin Trzebiatowskich. Trzebiatowscy - obecnie występujący z pierwszymi członami nazwiska: Malotka, Jutrzenka i Zmuda, są najliczniejszą rodziną kaszubską o rodowodzie szlacheckim.

Dziesiąty już raz, znad morza i jezior, z nizin i z gór zjechali się Trzebiatowscy, aby odnawiać swoje więzy krwi, poznawać swoje korzenie i potwierdzać swoje miejsce na Kaszubach - kolebce naszego szeroko pojętego rodu. W 2009 roku Bytów był siedzibą największych imprez kaszubskich: Dnia Jedności Kaszubów - najlepiej zorganizowanego w historii i wspaniałego XI Zjazdu Kaszubów, a jak zwykle trzeci weekend września na Kaszubach, tym razem również w Bytowie, upłynął pod znakiem Trzebiatowskich.

Trzeba przyznać, że Kaszuby przyjęły nas w tym roku przepięknie! Słońce towarzyszyło nam przez cały weekend. Sympatyczny ośrodek wypoczynkowy w Sominach „Kaszubski Bór” gościł nas w tym roku ciepło i serdecznie. Widok na jezioro, jaki rozciągał się z łagodnych wzniesień, śpiew ptaków i szum wiatru w koronach drzew stanowiły oprawę naszego rodzinnego święta.

Pierwsi Trzebiatowscy zameldowali się w ośrodku już we czwartek. Byli to członkowie Rady Rodzin. Nasz zjazd to duża i poważna impreza, na której zjawia się kilkaset osób, więc żeby zapewnić im dobrą zabawę, trzeba zorganizować sprzęt, zaopatrzenie, zadbać o logistykę, oznakować teren i zapewnić bezpieczeństwo wszystkim uczestnikom.

W piątek witaliśmy pierwszych gości. Stojące pośród drzew domki szybko wypełniały się gwarem i śmiechem. Zewsząd dobiegały nawoływania i powitalne okrzyki radości. Atmosfera zaczęła przypominać rodzinny piknik, a wzajemnym gościńcom nie było końca. Kiedy jesienny chłód wygonił nas do baru, nastąpiło przywitanie i otwarcie zjazdu. Podsumowaliśmy miniony rok, przedstawiliśmy plan tegorocznego spotkania i serdecznie podziękowaliśmy za szczodry dar 1% podatku przekazywanego przez Trzebiatowskich dla Trzebiatowskich. Wasza darowizna sprawiła, że odważyliśmy się spełnić ciche marzenie Zdzisława: sztandar rodzinny. Trzeba przyznać, że dawniej traktowaliśmy ten temat z rezerwą, ale jak mówi przysłowie, kropla drąży skałę, i tak też działania naszego speca od rodzinnej genealogii przyniosły efekt.

Tego wieczoru pierwszy raz zaprezentowano sztandar Rodziny Trzebiatowskich, haftowany z dumą i z miłością przez Gabrysię Recę z domu Zmuda Trzebiatowską. Jak to dobrze, że ręce Trzebiatowskich potrafią czynić tak piękne rzeczy! Trzebiatowscy i Ziemia Kaszubska to jedność, czego daliśmy wyraz umieszczając na sztandarze kaszubskiego Gryfa oraz herby trzech gałęzi Trzebiatowskich. Czy wyobrażacie sobie Zjazd w 2015 roku na zamku w Szczecinie, gdzie pokażemy się z naszym sztandarem!? Szacunek za pomysł i piękne dzięki za wykonanie.

Piątek to również był czas rozmów i wspomnień - o tym, jak było rok temu w Swornegaciach. W nowym świetle przyszło nam oglądać znane twarze Trzebiatowskich, bo Andrzej z Wiesiem „zmajstrowali” bardzo śmieszny pokaz zdjęć z lat ubiegłych, z podkładem głosowym z najsłynniejszych scen filmowych.

Sobota przed wyruszeniem do kościoła była gorącym czasem dla Wiesława Jutrzenki. On to, z fotograficznym aparatem, uczepiony elektrycznego słupa, czyhał w polu na kawalkadę pojazdów, która w dostojnym tempie zmierzała w kierunku Bytowa, powiewając rodowymi barwami Jutrzenek i Zmudów (lub „Zmierzchów”, jak mówi pewien złośliwiec). Kochani, to był niezapomniany widok! Głowy przechodniów ukręcały się niemal przy szyi, tak byli ciekawi!

Mieszkańcy Bytowa, dziękujemy Wam bardzo za piękny gest, jaki dla nas uczyniliście, albowiem przy wjeździe Trzebiatowskich do miasta życie zamarło na kilka minut. Bytowianie z cierpliwością i życzliwością obserwowali niekończący się sznur pojazdów z żółtymi i niebieskimi chorągiewkami. Jako goście w Waszym pięknym mieście czuliśmy się bardzo uhonorowani. Dziękujemy!

Dalej kościół pod wezwaniem Św. Katarzyny Aleksandryjskiej, patronki Bytowa. I tu tłok i ścisk, bo ludzi co niemiara. W pierwszej ławce zasiedli honorowi uczestnicy zjazdu: burmistrz Ryszard Sylka, starosta bytowski Jacek Zmuda Trzebiatowski, senatorowie obecnej i przeszłych kadencji: Jan Wyrowiński i Antoni Jutrzenka Trzebiatowski, oraz najstarsza uczestniczka zjazdu Gertruda Zmuda Trzebiatowska. Nie zaszkodzi wspomnieć o obecności przedstawicieli samorządów - sołtysów z Tuchomka i Kowalewa. A jednym z honorowych gości zjazdu był syn Herberta von Schmude z Niemiec - naszego genialnego genealoga.

Zjazd uroczyście otworzył starosta bytowski, a następnie nastąpiło uroczyste poświęcenie sztandaru Rodzin Trzebiatowskich. Poruszenie wielkie panowało podczas kazania głoszonego po kaszubsku, co i rusz szeptano pytając: „Ale o czym ksiądz mówi?!” To prawda, mało my ten kaszubski język dzisiaj znamy, a przecież kiedyś był to naszych rodzin język powszedni... My nie dlatego prosimy księży i naszych Trzebiatowskich o kaszubskie słowa w kościele, żeby Was zawstydzać, ale żebyśmy mogli chociaż raz w roku posłuchać jak w naszych żyłach głośniej szumi krew, kiedy słyszymy kaszubską mowę...

I te oczy zaszklone, gdy niektórzy z nas opowiadali o tym, jak pierwszy raz oficjalnie Nasza Rodzina wystąpiła ze sztandarem. Opatrzność dla naszych rodzin bardzo jest łaskawa i niech tak zostanie.

Opatrzność opatrznością, ale i ludzie niezwykły wkład w nasze dzieło wnoszą. Bo oto z okazji 10. rocznicy naszych rodzinnych spotkań rodzina Zmuda Trzebiatowskich z Unieścia-Łąkiego Szlacheckiego ufundowała wspaniałą i wielce okazałą (jak na taką rocznicę przystało) Pamiątkową Księgę Rodu Trzebiatowskich - ku pamięci nas samych i tych, którzy po nas to dzieło sklejania rodziny podejmą. Tak oto, raptem 10 lat minęło, a my już własny sztandar mamy i bijemy własny medal!

Mszę koncelebrowaną w intencji naszego familianta Sługi Bożego Edmunda Roszczynialskiego prowadził nas rodowiec ks. Cyrzan z Brzeźna Szlacheckiego, a rodem z Łąkiego. A propos medali, w tym roku Kapituła Medalu Bogusława X postanowiła przyznać medale w dziedzinie aktywności ekonomicznej ze szczególnym uwzględnieniem spraw ludzi i Ziemi Kaszubskiej. Otrzymali je: Edmund Zmuda Trzebiatowski, Marian Zmuda Trzebiatowski i Aleksander Jutrzenka Trzebiatowski. Nasze gratulacje!

Nabożeństwo zakończyło prawowierne odśpiewanie Hymnu kaszubskiego Hieronima Derdowskiego.

Z kościoła powędrowaliśmy na bytowski zamek, gdzie hukiem wystrzałów armatnich przywitali nas rycerze z tamtejszego bractwa. Tam tradycja: rodzinne zdjęcie i jakieś 500 osób! My to dopiero mamy rodzinne imprezy! Jak opowiadam o nich znajomym, to mi nie wierzą.

Na zamku raczono nas pajdami chleba z tutejszym smalcem i szczękiem broni zamkowej drużyny rycerskiej, w historyczne zbroje odzianej. Bitnym wojom towarzyszyły piękne białogłowy od stóp do głów w stroje z epoki obleczone.

Dzięki hojności jednego ze sponsorów z rodziny Zmuda Trzebiatowskich, mogliśmy obejrzeć zamkowe sale muzeum, pełne zatrzymanych w czasie zbiorów etnograficznych, eksponatów codziennego użytku i dokumentów sprzed setek lat. Niektórzy z nas zwiedzali zabytkowy przepiękny most kolejowy nad rzeką Borują i kościółek Św. Jerzego.

Tradycyjnie złożyliśmy wiązanki kwiatów na grobach Trzebiatowskich - tym razem był to grób Albina i Anny Zmuda Trzebiatowskich. „Rodziną silni” - takie zawołanie widnieje na naszym sztandarze, bo pamiętamy o tych, co żywi, ale nie byłoby nas bez tych, co odeszli...

Powrót do Somin był dosyć łatwy - trzeba było kierować się na wrzawę i kaszubską kapelę, która grała wesoło i skocznie, aż nogi same tupały! Kuszące zapachy mięsiwa i wszelkich innych potraw wabiły nas niczym miód niedźwiedzia. Kiedy nasyciliśmy żołądki i ugasiliśmy pierwsze pragnienie, Roman z Wiesiem uderzyli w dzwon. Od kilku już lat tak zaczynamy nasze rodzinne licytacje. A czego tam nie było! Zwyczajowo Wiesiowa miodówka, wino Haliny, powidła dziadka Janusza (z zaczarowanej śliwki, która co 7 lat rodzi), wiadro suszonych prawdziwków, jeżynówka i tarninówka, pięknie oprawione Zbyszkowe zdjęcie, ręką Gabrysi haftowane herby Jutrzenek i tych Zmudów... Tyle tego dobra, że trudno spamiętać! Dobrej zabawy i rodzinnych przekomarzań Jutrzenek, Malotków i Zmudów nie brakowało... Ależ byliśmy hojni! Nasze dary zasilą rodzinny budżet kolejnego zjazdu i wspomogą wydanie nowej książki. Toć dziewięć tomów już za nami!!!

Nie sposób w tej relacji pominąć zawodów sportowych, w których co roku rywalizują rodowe odnogi Jutrzenka i Zmuda: mecz piłki nożnej i regaty żeglarskie. (Gdyby Franciszek Smuda nazywał się choć Zmuda...) Wieczorem do tańca przygrywał zespół Sylwii i Leszka, który dzielnie trwał na posterunku do czwartej rano, kiedy to ostatnie umęczone pary zeszły z parkietu. Dziękujemy za dobrą muzę! W trakcie tanecznej przerwy Bogdan z Mietkiem przygotowali pokaz sztucznych ogni, któremu towarzyszyła oprawa muzyczna. Były oklaski, okrzyki zachwytu i wołania o jeszcze.

A niedziela... A nie myślcie wy sobie, że niedziela była cicha i spokojna! Już od rana wesołe nawoływania, pokrzykiwania: „A pamiętasz jak wczoraj...”, i chrypka w głosie jeszcze większa przy opowiadaniu wrażeń. O 10-ej, jak co roku, podsumowaliśmy zjazd i zgłosiliśmy swoje uwagi i pomysły na przyszły rok. Jeszcze ostatnie wpisy do księgi i nutka nostalgii w głosie, że to już koniec i że na kolejne spotkanie znowu trzeba czekać rok...

Pogoda była piękna, a słońce grzało tak mocno, że ci z nas, którzy mieszkają bliżej, zostali jeszcze do wieczora! Do dyspozycji mieliśmy wszelkiego rodzaju sprzęt wodny (kajaki, łodzie, żaglówki, rowery wodne), dla mniej aktywnych były wspaniałe widoki na białe żagle z piętrowego pomostu przy restauracji. No, a kiedy zmęczeni trzydniową wrzawą siedliśmy do obiadu, ostatni już raz patrzeliśmy na gładką taflę jeziora i wystawiając twarz do słońca, szukaliśmy pomysłów na przyszły zjazd...


NAJI GOCHE | e-mail: