NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny

Z Lęborka do przeszłości

[NG: ]   Autor:  - (liczba artykułów: 16)

Do przeszłości nigdy nie jest daleko, a ta, o której niżej, zdarzyła się 25 lipca 2009 r. w Lęborku. W lokalu muzeum od 15-tej przez nieco ponad dwie godziny osoby z tzw. kręgów skupiały się na kwestiach działalności kulturalnej w regionie. W zasadzie sprowadziło się to do cyklu autoprezentacji, gdyż z powodu klimatu skrócono spotkanie o część panelową. Tym niemniej ów przegląd osiągnięć i problemów okazał się pożywny, a zwłaszcza dla osób mniej związanych z wspomnianymi kręgami. W 30-osobowym gremium było ich na pewno kilkoro.

Hasłem spotkania było „Po pierwsze zachować”, a przedmiotem takiej troski - zabytki kultury. W podsumowaniu dyr. muzeum p. Mariola Pruska zaliczyła do nich również dziedzictwo intelektualne. Podkreśliła specyfikę jego trwania i wyraziła nadzieję, że może i myśli wypowiedziane tamtego popołudnia ktoś kiedyś zacytuje, zachowując je w ten sposób od zapomnienia. No to trzeba je chyba najpierw utrwalić.

Posiedzenie zaczęła również p. Pruska witając zebranych, a jego cel nakreśliła dr Joanna Schodzińska. Miała nim być wymiana doświadczeń, do której zaproszono przedstawicieli organizacji i instytucji z Kartuz i Słupska. Oczywiście zaprezentowali się też gospodarze, a rozpoczął najwyższy rangą na sali burmistrz Lęborka Włodzimierz Klata. Rzucił kilka krótkich uwag o specyfice działania organizacji pozarządowych, pogratulował dopięcia swego „pomimo pogody” i zakończył błyskawicznie, acz niewątpliwie szczerze, prostymi wojskowymi słowami „wszystkiego dobrego życzę”.

Część treściwą zaczął najstarszy wiekiem z gości p. Leon Brylowski z Towarzystwa Miłośników Kartuz, które w ubiegłym roku obchodziło 25-lecia założenia. Właśnie założenia, a nie działalności, bowiem w historii tego elitarnego zgromadzenia trafiła się kilkuletnia przerwa w końcowych latach PRL-u. Tym niemniej udało mu się m.in. przywrócić historyczne nazwy ulic w mieście, wyremontować obiekty sakralne oraz zorganizować liczne spotkania czy rajdy - wszystko, żeby „dowartościować ludzi”, jak się wyraził p. Brylowski, i wytworzyć choćby zaczątek lokalnej elity. „Bez elity miasto nie ma swojej tożsamości” - słowa te można odnieść do wszelkich skupisk ludzkich.

Nieco mniejszy jubilat, bo pięcioletni - skansen w Swołowie - zaprezentował się ustami p. Marty Lesieckiej, która poparła swój referat obszerną prezentacją fotograficzną, na której placówka wydała się olbrzymia. Jest to w istocie tylko jedno, choć wielkie gospodarstwo - słynna „ósemka”, ale można traktować ją jako wieś w miniaturze. Prócz funkcji muzealnych, jak wystawa browarnictwa czy tkactwa, pełni ona też rolę gospody oraz centrum kulturalnego wsi. Organizuje zajęcia dla dzieci oraz spotkania muzyczne i konkursy kulinarne dla wszystkich. Dość imponujące są plany placówki: rekonstrukcja 2 budynków gospodarczych, stodoły i uruchomienie kuźni, pozyskanej aż gdzieś z Kociewia!

O osiągnięciach 45-latka, czyli Słupskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego, mówił jego prezes p. Stanisław Turczyk. Są one tak imponujące jak ten jubileusz, a składają się na nie festiwale muzyczne, pomniki, liczne imprezy i wydawnictwa. Miasto Słupsk w rekapitulacji p. Turczyka wydało się stolicą kultury na miarę całego Pomorza. Może to być, bo w końcu słupski Festiwal Pianistów Polskich odbywa się w tym roku po raz czterdziesty trzeci, a festiwal organowy i konkurs wiedzy o Słupsku dobiegają trzydziestki. Zostały one zaanonsowane w wystąpieniu.

Wypowiedź prezesa STSK poparł dr Józef Cieplik i naszkicował działania Koła Miłośników Regionu, jednego z dwóch obecnie kół Stowarzyszenia, które w szczytowym okresie swej działalności miało ich 11. Koło organizuje liczne wystawy, prelekcje, rajdy czy wieczornice, opublikowało też wiele wydawnictw, w tym 10 tomów rocznika „Materiały i Studia do Poznania Regionalizmu Słupskiego”.

Prezentację drużyny gospodarzy rozpoczęła p. Dominika Rompska z Lęborskiej Organizacji Turystycznej, która od prawie 5 lat ożywia kulturalnie miasto i „Błękitną Krainę”. Składają się na to m.in. konkursy, wystawy i akcje w przestrzeni miejskiej oraz publikacje. Wydano już album, trzy przewodniki i mapę, czyli całkiem sporo, choć prelegentka zakończyła skromnie: „Zawsze może być lepiej, czego sobie i państwu życzę.”

Lęborskiemu Bractwu Historycznemu poświęciła kilka chwil p. Schodzińska, wymieniając jego osiągnięcia z 15 lat istnienia tego stowarzyszenia: 10 edycji konkursu wiedzy o Lęborku, kilka sesji naukowych, dwa albumy i cykl widokówek dawnego miasta oraz ponad 30 edycji „Biuletynu”, który jest też organem lęborskiego muzeum. To na pewno mocny punkt dorobku tutejszego środowiska, które może dać przykład nawet większym miastom i placówkom.

Z ramienia LBH wystąpił jeszcze p. Zachariasz Frącek prezentując zabytki techniki miasta i powiatu: historyczne zegary, wieże ciśnień, instalacje kolejowe, młyn, cegielnie, trzy lokalne gorzelnie, a nawet przedwojenną kasę pancerną można było obejrzeć na prezentacji prawdziwego pasjonata tematu. Znawcy literatury kaszubskiej z przyjemnością też obejrzeli słynny „breńtuz” z Łebuni, wspominany w opowiadaniach Aleksandra Labudy. Gorzelnia ta, zbudowana w 1875 r., istnieje i jest ponoć kompletna. Przyszłość tego nieczynnego już obiektu nie jest jednak w obecnym klimacie zbyt świetlana, przedstawia on bowiem sobą konkretną wartość jako nieruchomość, surowiec budowlany i odzyskiwalny. Podobne chmury wiszą nad gorzelniami w Leśnicach i Pogorszewie oraz licznymi obiektami w całym kapitalistycznym powiecie, jak i świecie, niekierującym się takimi przykazaniami jak „Po pierwsze zachować”.

W podtekście wszystkich wypowiedzi dało się słyszeć kwestie finansowe, choć posiedzenie zakończono w tonacji duchowej i optymistycznej. Zebranym dziękowały pp. Schodzińska i Pruska, a wszystkich zaproszono do zwiedzenia wieży kościoła Św. Jakuba, zaadoptowanej na potrzeby muzeum. Potem na pobliskich terenach zielonych odbył się minifestyn relaksacyjny. strzelano z muszkietów, podano jakieś jadło wg dawnej receptury, padał też lekki deszcz. Po małej przerwie pojawił się też burmistrz Klata, zamknąwszy zajście pewną wyraźną klamerką. 


NAJI GOCHE | e-mail: