| | OSTATNI ŚLAD O tym, że w Nowej Brdzie w gminie przechlewskiej ,wsi leżącej na pograniczu Goch była papiernia wiedzą dziś nieliczni. I nic w tym dziwnego, bo został po niej dziś tylko jeden, jedyny ślad a mianowicie koło młyńskie, wyprodukowane jak głosi na nim napis w wytwórni Wilhelma Allera, tym ostatnim śladem jest także grób Eleonory i Piotra Nehringów, ostatnich właścicieli tamtej manufaktury papierniczej, którzy tę wieś dzierżawili od człuchowskich Radziwiłłów. Starostowie Radziwiłłowie władali starostwem człuchowskim przez ponad 100 lat. Przyznać trzeba, że zapobiegliwie dbali o pomnażanie swego majątku, a dobra starościńskie były niezłym źródłem dochodów. Jak pisze znawca tematu Franciszek Pabich w lipcu 1696 książę Karol Stanisław Radziwiłł nadał młynarzowi z Przechlewa – Michałowi Andrzejowi Szmittowi i jego żonie – Ewie Kamyczkównie przywilej wybudowania na pustkowiu, zwanym Szniddling, papierni o dwóch kołach napędowych. Oprócz tego rodzina uzyskała także zgodę na połów ryb w jeziorze Płęsno i zwolnienie z wszelkich opłat na rzecz zamku. Z lipca 1696 roku pochodzi więc pierwszy dokument dotyczący papierni w majątku Nowa Brda. Rodzina Szmittów miała dobre stosunki w starostwie człuchowskim, wiec nic dziwnego, że w roku 1707 Michał Szmitt otrzymał od księcia Radziwiłła przywilej na dwa gburstwa, stając się wieczystym użytkownikiem papierni w Nowej Brdzie. Franciszek Pabich w artykule „Dzieje papierni radziwiłłowskiej w Nowej Brdzie położonej na gruntach starostwa człuchowskiego” w „Przeglądzie Papierniczym” podaje, że manufakturę nazywano także „papiernią chojnicką”, „starościńską papiernia Radziwiłłowską” albo po prostu – papiernią. Młyn papierniczy uruchomiony przez Michała Szmitta był w rodzinie przez pół wieku. Oprócz papierni przedsiębiorczy mieszkaniec starostwa posiadał młyny w Przechlewie i Przechlewku . Nie miał prawdopodobnie syna, więc papiernie odziedziczyła córka z zięciem. Nehringowie Z Dorotą Szmitt ożenił się Piotr Nehring – energiczny syn właściciela rozległych dóbr koło Piły. Córka Szmittów nie miała szcześcia i w 1753 roku zmarła w czasie porodu, wydając na świat syna. Wdowiec zawarł związek małżeński ponownie i druga żona także urodziła mu syna. Obaj bracia byli dzierżawcami papierni, a była ona w posiadaniu tej rodziny przez okrągły wiek. Produkcja w 1798 roku wynosiła od 1250 do 1500 ryz papieru i warta była 860 talarów F. Pabich podaje, że w papierni znajdowały się dwa koła napędowe, jedna kadź czerpalna oraz cztery stępy.W manufakturze zatrudniano fachowców, których inicjały znajdują się obok nazwy papierni na znakach wodnych. MAS to Michał Szmitt, N –rodzina Nehringów, SW – to pracujacy w papierni przez 50 lat Stanisław Wóyka. Listy pisano coraz częściej, a jak się okazuje „papier firmowy” nie jest wymysłem ostatnich lat. Papiernicy naszywali odpowiednie filigrany na czerpalni i w ten sposób powstawał charakterystyczny papier ze znakiem wodnym, który teraz pozwala ustalić, gdzie go wyprodukowano. Tartak W 1845 roku młyn zmienił się na działający do 1909 roku tartak. Dziś po starej papierni nie ma już śladu. W gospodarstwie państwa Lemańczyków, którzy mieszkają przy rzece w Nowej Brdzie, znajdują się szyny, którymi prawdopodobnie przewożono przetwarzane w tartaku drewno. Stary most przystosowany jest nawet do transportu wagoników – są na nim szyny. „Przyjechałam tu po wojnie jako jedna z pierwszych - opowiada Anna Lemańczyk , wtedy jeszcze można było coś zobaczyć, ale dziś nic już nie zostało”. Pani Anna chętnie pokazuje gdzie leży zabytkowe młyńskie koło. „To niedaleko od mojego podwórka. Kiedyś tu była jakaś młodzież” – mówi pani Anna pokazując zarośnięte zielskiem koło na granicy uroczyska prowadzącego do rzeki. – „Chcieli je ogrodzić, ale jakoś nic z tego nie wyszło”. Tuż obok rozciąga się rozległy park. – „Pamiętam – ciągnie swe wspomnienia Anna Lemańczyk , że jeszcze kiedy tu przyjechałam, wyglądał on bardzo ładnie, były np. alejki, którymi można było spacerować i podziwiać park”. Aż nie chce się wierzyć, bo rosnące tam wiązy powoli umierają, a pozostałe zdziczały i wyglądają jak „potwory” z groźnego horroru. W lesie, na starym cmentarzu za Nową Brdą, zachował się stary już grób rodziny papiernika. „Nawet nie wiedziałam, że była tu papiernia - dziwiła się nasza rozmówczyni – Tak to już jest. Ludzie zniszczyć mogą wszystko, ale żeby pamięć nawet nie została, to straszne. |
