| | Kto będzie w Wojtalu nad Wdą (Czarną Wodą), niech zajdzie do lasu ciągnącego się pod Odry, a zobaczy tam dziwnie ustawione kamienie. Zobaczy też większe i mniejsze kopice, jakby nagrobki z pradawnych czasów. O tych kamieniach krążą różne opowieści, jedna z nich brzmi tak: Przed tysiącami, i to kilkoma co najmniej lat, przyszli w te strony obcy ludzie. Byli wielcy, mocni i dzicy. Podobało się im tutaj. Podobał im się lud, robotny, spokojny, mający swoich bożków, którzy się nimi opiekowali. Obcy przybysze nazywani przez ten lud stolemami, zaczęli rządzić miejscowymi, narzucać im swoją wolę, czynić z nich niewolników. I tak jedni mieli dobrze, a drudzy licho. Stolemowie wszystkiego mieli w bród. Ludzie, pracując jak tylko mogli, musieli im dostarczać to, czego potrzebowali. Oni bawili się, polowali, wyruszali na wyprawy po zdobycz. Stolemowie mieli wielu bogów, którym składali jadło i krwawe ofiary. Mieli swoje święta, w które powinni tym bogom jak najlepiej służyć. Tak też czynili przez pierwsze lata. Ale kiedy urośli w siłę, kiedy już całkiem ujarzmili ludzi, zaczęli zapominać o swoich wobec bogów obowiązkach. Kapłani napominali, aby porzucili bezprawie, aby powrócili do dawnych obyczajów, oni jednak nie słuchali, myśleli, że mądrzejsi są od kapłanów i właśnie w największe święta tej swojej wiary najbardziej hulali. Doszło do tego, że brali kobiety i dziewczęta, aby im usługiwały przy libacjach. Upijali się coraz bardziej. Był u stolemów pewien kapłan – mówiono, że wielki czarownik. Służył im radami, zawsze będąc po ich stronie. Ludzie bali się go jak ognia. W końcu jednak i on, widząc, że pogrążają się coraz bardziej, gnębią i niszczą ludzi, zaczął przepowiadać stolemom koniec. Upadek lub jeszcze coś gorszego. Wiedział, że się ich miarka przebrała. I tak też było. Kiedy w największe swoje święto stolemowie zaczęli tańczyć – w pewnym momencie zamarli w miejscu. Nie mogli się poruszyć ani w lewo, ani w prawo, ziemia ich przytwierdziła do siebie. Jakiś czas jeszcze oddychali – może wołali o pomoc? O wstawiennictwo tego kapłana? – ale te rozpaczliwe prośby nie pomogły. Zastygli. I w tym stężeniu zostali już na wieki. Takich ich też widzimy. Stoją powyginani, jedni klęcząc jak to nieraz i dziś bywa w tańcu, inni wspięci ku górze, wszyscy w kołach, w kręgach większych i mniejszych; rodzin, spowinowaconych, może szczepów. A że wiele tych kręgów, więc musiało to być naprawdę wielkie święto, wielkie zgromadzenie. Powiadają, że małe kamienie to zaklęte kobiety i dziewczęta z ludu, a te wielkie to jurni stolemowie. Wszystko wygląda tak, jakby ta opowieść była prawdziwa. Tak zginęli stolemowie w tych stronach. Może nie wszyscy, bo o tych, którzy w dniu święta właśnie byli w podróży, mówi się , że prawdopodobnie jeszcze jakiś czas w tej okolicy się wałęsali; ci są pochowani tam, gdzie te kopice – usypiska. I to jest możliwe. Wiemy, że legendy są przekazem naszych przodków, a ci, którzy żyli przed nami, byli mądrzy i nigdy nie kłamali. Radzę te zaklęte taneczne kręgi zobaczyć póki czas. Bo ten czas, co wszystko zżera i połyka, i dla nich się nie zatrzyma. |

![Józef Ceynowa [Czersk]](/foto/autorzy/54.jpg)