Zapceńska „Brama wjazdowa”. Zdjecie wykonano 1.06.2000 r.
Ania – 5 letnia wnuczka autorki, mieszkanka Krakowa tuli się do „papli”, próbuje ją objąć /sierpień 2000 r./
Papla po pocięciu na opał /30.03.2001 r./
„Miejscowa władza” /sołtys, radny/ z licznym udziałem mieszkańców Zapcenia, ochoczo przygotowuje opał dla szkoły /07.04.2001 r./
Och !Topola ?
Jakaż jej dola.....
Rosła tu prawie sto lat,
Witała przybyłych,
Szumiała mogiłom,
Żegnała idących w świat.
Jeszcze przed rokiem nie wiedziałam, że robię historyczne zdjęcia.
Fakt, darzyłam sentymentem to stare drzewo /regionalnie nazywane paplą/, które stanowiło bramę wjazdową do Zapcenia, mojej rodzinnej wsi.
Cóż, nic nie trwa wiecznie, wszystko ma swój kres... Zapceńska stara topola wyglądała groźnie podczas wichur i chyba z tego powodu została ścięta.
Ale jak na miejscowe warunki glebowe i klimatyczne ta „papla” miała jakieś szczególne względy, ze osiągnęła taką wielkość.
Z ciekawości zajrzałam do leksykonu przyrodniczego i dowiedziałam się, że topola czarna /populus nigra/, dochodzi do 30 m wysokości. Obejmuje obszary o umiarkowanym klimacie w Europie, Afryce Północnej i zachodniej Azji. Od dłuższego czasu jest typowym towarzyszem kanałów odwadniających i grobli. Sadzi się ją, by korzeniami umacniać luźne, osuwające się gleby.
Szczególnie smukłe, szybko rosnące topole czarne „włoskie”, obrzeżają jeszcze do dziś drogi do wspaniałych willi lub do dużych gospodarstw rolnych, spełniając tę samą rolę co cyprysy w krajach śródziemnomorskich.
A więc starsi Zapcenianie dobrze znali właściwości różnych drzew i odpowiednio je sadzili. Pamiętają jeszcze aleję topolową wzdłuż kanału i pojedyncze drzewa przy drogach lokalnych. Młodsi wspominają cztery dorodne topole przy schodach naszego miejscowego kościoła.
Mnie jednak najbardziej utkwiła w pamięci ta stara pochylona topola i dlatego uwieczniłam je na niniejszych zdjęciach.
* Muszę przypomnieć znaczący fragment z jej długiego życia. Mianowicie w 1993 roku udało mi się uratować jej żywot, obroniłem ją przed powaleniem, przez przybyłą w tym celu do Zapcenia ekipę drwali z Rejonu Dróg - brygady przechlewskiej. Była to z mojej strony dosyć stanowcza, pełna dramatyzmu i determinacji obrona słowna, podczas, której wytoczyłem niepodważalny mym zdaniem argument! Było nim twierdzenie, że to moi dziadowie posadzili to drzewo /oczywiście nie wyjaśniałem, że nie przywołuje tych biologicznych, a tych szczepowych miejscowych Kaszubskich tuziemców – naszych Przodków, którzy posadzili tą paplę/, stąd ja nigdy nie pozwolę by dokonano na niej „tej egzekucji”. Cóż, po latach, gdy ja musiałem opuścić Zapceń, stało się inaczej... /tz/