| | Podczas tegorocznych wakacji – oczywiście spędzanych na Kaszubach, jak zwykle od lat w urokliwym Borowym Młynie, za namową swego męża, podjęłam z nim, rowerowe wyprawy, rozpoczynające się od jeziora Gwiazdy znad, którego jak dotąd się nigdzie nie ruszałam, spędzając nad nim „osiadłą turystykę”. Nie żałuje tej decyzji i wysiłku jaki musiałam wkładać w pokonywanie codziennie długich tras naszych wypraw. Jako mieszczuch odkryłam dodatkowy piękny , nie zauważany przeze mnie świat pełen urokliwej leśnej natury. To przede wszystkim bory z okolic Borowego Młyna są wspaniałe i malownicze. Wędrujący po nich człowiek, także na rowerze może podziwiać jego przepiękne krajobrazy a zwłaszcza miejscowego lasu, któremu dodatkowej urody dodają licznie przecinające go: doliny, pola, łąki, , bagienka, stawy i jeziora. Nawet nie wiedziałam, że taka terenowa, turystyczna jazda rowerem może być taką atrakcją. Egzotyczne są także spotkania ze zwierzętami, zamieszkującymi lasy. Spotkaliśmy jelenia, sarny, zające. Prawdopodobnie jechaliśmy też „śladami wilka”. Myśl o tym, że może spotkamy na drodze dzika była trochę niepokojąca. Oczywiście bardziej dla mnie, czyli osoby o wybujałej wyobraźni. Wzbudzające dreszczyk emocji były dojazdy do gospodarstw, w których witały nas „bardzo przyjazne psy”. I tak człowiek wtopiony w piękną naturę, dostrzegający dobra leśne: jagody, grzyby, borówki. Myśli, że natura jest potęgą i że jest się w środku „buszu” i że nikt tu przed tobą nie był, a tu nagle…butelka po piwie, puszka, butelka plastikowa, pudełko po papierosach, papierek po batoniku i ciastkach etc. I wstyd ogarnia biednego turystę: „NASI TU BYLI”. Ani…
|

![Anna Piotrowska []](/foto/autorzy/55.jpg)