NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny

Andrzej Szutowicz [Drawno]

Od rajdu Garczyńskiego po marsz na Słupsk (cz. II)

W cyklu: Historia (liczba artykułów 64)

[NG: 36]   Autor: Andrzej Szutowicz - Drawno (liczba artykułów: 26)

Nowy dowódca przystąpił do dyscyplinowania szlacheckiej braci. Podległe mu oddziały razem ok. 1300 ludzi zgrupowane były w Chojnicach, Tucholi, Jeziorkach i w Człuchowie. W dniach 14-15 lutego wszystkie siły skoncentrowano w Wojtalu. Siedzibą dowódcy były Chojnice. Nieprzerwanie działały patrole, które docierały do Piły, Bytowa, Kościerzyny, Starogardu Gdańskiego.

Bytów czy Słupsk
Z zebranych danych wynikało, że w okolicy Szczecinka i Miastka działały dwa oddziały przeciwnika. Szczególnie niepokoił ten, z okolic Miastka, który miał zagrażać bezpośrednio Bytowowi. Nie czekając na niekorzystny rozwój wypadków gen. Sokolinicki postanowił w rejonie Bytowa zlikwidować powstałe zagrożenie.

Wcześniej 13 lutego zaniepokojony brakiem wiadomości od wysłanych patroli wyjechał sprawdzić co mogło się z nimi stać. Około mili przed Czarnym zobaczył budujący widok. Ujrzał maszerujących do Ojczyzny kilka tysięcy Polaków z Legii Północnej (d-ca gen. Jacek Puthod, który zastąpił na tym stanowisku wyznaczonego na dowódcę Legii Kaliskiej gen. J. Zajączka). Była to czołowa kolumna wypatrywanych wojsk gen. Mčnarda, który od 8 lutego przez Stargard- Chociwel- Węgorzewo- Drawsko Pom.- Czaplinek- Szczecinek maszerował by połączyć się z gen. Dąbrowskim. Po tym spotkaniu kolumna Ménarda przeszła przez Człuchów i Chojnice w kierunku Tczewa, Następnie wykonywała już polecenia gen. Dąbrowskiego .Spotkanie to gen. Sokolniki opisał w raporcie wysłanym tego samego dnia z Człuchowa.

„Nie mogąc doczekać się powrotu mych patrolów, ruszyłem sam o godz. 10 rano z przyzwoitą asekuracją na zrekognoskowanie ku Gemmerstein (Czarne). O milę od tegoż miasta ujrzałem je wracające, a za nimi ciągnące cztery bataliony naszych rodaków przybyłych ze Starego Szczecina pod komendą gen. Putan (Puthod – H.K.). (...) Legion Polaków zredukowany na 4200 ludzi, pyszny lederwerk i nader przystojny lud, ochoczy lubo utyskuje na brak oficerów. (...) Za tym korpusem ciągnie gen. Meinnard (Ménard – H.K.) z Badeńczykami i kawalerią co w ogóle do 10 tysięcy wynosi z 6 haubicami i 10 armatami. Wszyscy jednym traktem ciągną” (źr. Hieronim Kroczyński „ Wojsko Polskie na Pomorzu Zachodnim i Krajnie w 1807 r.” . s. 115). Raport ten dotarł do gen. Dąbrowskiego dopiero 15 lutego.

Na mocy rozkazu gen. Dąbrowskiego z 12 lutego, gen. Axamitowski przekazał pod komendę Sokolnickiego dwie kompanie 11 pp (d-ca kpt. Deręgowski), którym nakazano dołączyć do zgrupowania w Chojnicach. Generał Sokolnicki osiągnął to czego nie otrzymał gen. Kosiński ale i sytuacja uległa zmianie. 21 stycznia Komisja Rządząca wydała dekret pozwalający rycerzom na opuszczenie pospolitego ruszenia. Dyscyplinowanie szeregów przez Sokolnickiego zainicjowało legalny odpływ ludzi z chorągwi wojewódzkich. 17 lutego wzmocnione kompaniami 11pp liczące ok 1700 ludzi zgrupowanie stanęło w podbytowskim Rekowie (część wojska została w Wojtalu i Czersku dla ochrony przepraw przez Wdę). W tym czasie Sokolnicki wiedział już o ulokowaniu się w Słupsku kompanii pod dowództwem kpt. Gutzmerowa z Freikopsu von. Krokowa. Słupsk w planach Krokowa miał spełniać główną rolę. Krokow posiadał w okolicy licznych krewnych, znajomych i rodzinne majątki liczył na pomoc i poparcie okolicznej ludności oraz na wsparcie materialne i aprowizacyjne. Ponadto Słupsk był miastem dobrze zaopatrzonym. Nic wiec dziwnego, że von Krokow 10.02 osobiście przyprowadził i ulokował w mieście pododdział Gutzmerowa po czym wyjechał do Gdańska dla ukończenia organizacji swego oddziału.

Po stwierdzeniu, że Bytowowi nie zagraża niebezpieczeństwo i nie chcąc dopuścić do wzmocnienia sił pruskich w rejonie słupskim gen. Sokolnicki podjął w Rekowie decyzje o zajęciu Słupska. Szybko opracował plan wstępny przewidujący nie tylko opanowanie miasta, ale także zadanie dalsze dla wykonania marszu na Gdańsk, z jednoczesnym zabezpieczeniem od zachodu grupy gen. Ménarda.

Z Bytowa na Słupsk
Plan operacji powstał w Rekowie. Jednak o podjętych decyzjach zameldował pisemnie generałowi Dąbrowskiemu ze swojej kwatery w Bytowie, którą zajął jeszcze tego samego dnia.

„Dziś w nocy otaczam Stolpe (Słupsk), gdzie podług doskonałych i urzędowych doniesień graf Krokau (Krockow) zgromadził kilkuset ludzi różnej farby i z tej organizuje sobie wojsko. Postawiłem zasadzki nad rzeką Lipówką na drodze od Stolpe do Gdańska, którędy tenże graf ma wracać z Gdańska z bronią i ledewerkami dla swojej gromady. W dniu jednym ukończę moją operację, po której na wezwanie gen. Menarda, by okrywać jego lewe skrzydło, który ciągnie do Berent (Kościerzyna), rzucę się ku Gdańskow iaz za rzeczkę Lipówkę stamtąd poślę mocne patrole: jeden przez Lauenburg ( Lębork ) do Putzig (Puck), drugi przez Neustadt (Wejherowo ) ku Gdańskowi, sam zaś ciągnąć się (będę) w górę na rzekę Lipówkę” (źr.J.Staszewski „Wojsko Polskie na Pomorzu w roku 1807”s. 124).

Sądzić należy, że stawianie zadań nastąpiło także w Bytowie. Sokolnicki określił zadanie główne, którym miało być otoczenie Słupska następnie przewidywał, że miasto skapituluje. Zadania stawiał bezpośrednio z mapy bez rekonesansu w terenie, co uznać należy za błąd, gdyż mapy nie były sprawdzone i nie wszyscy dowódcy byli w kartografii biegli. Wykorzystał to bezlitośnie płk Garczyński który po walkach o Słupsk w meldunku – skardze do gen. Dąbrowskiego doniósł iż „kazał atakować bez poznania miejsca, gdym ja mu zastanowienie czynił... Kazał mi mosty palić, gdzie ich nie było, przeprawy przez rzekę ku Kolbergowi bronić, gdzie jej nie masz”.

Chyba nigdy, ani przed ani po tym w Bytowie nie było tylu polskich wojskowych o tak wysokich szarżach . Choć gro z nich było generałami pospolitego ruszenia, inaczej zwanymi ziemskimi to, jednak byli generałami. Najwybitniejszą postacią był gen. bryg. Michał Sokolnicki, ten absolwent Korpusu Kadetów (ur.1760 r.) był wszechstronnie wykształcony na zagranicznych uczelniach technicznych. W 1792 r. wybudował most na Niemnie, którym przeszedł do historii polskiej inżynierii wojskowej. Podczas Powstania Kościuszkowskiego został generałem. Mimo amnestii, z własnej woli udał się na zesłanie. Po zwolnieniu przez cara, służył w Legionach Polskich .Jako dowódca Legii Naddunajskiej walczył pod Hohenlinden (1800 r.). Następnie służył w armii francuskiej. Bez wątpienia ze wszystkich biorących udział w zaplanowanej akcji na Słupsk miał on największe bojowe doświadczenie. Gen. Sokolnicki do swojej dyspozycji pozostawił chorągiew mazowiecką ( d-ca ppłk Załęski) która miała poruszać się na Słupsk za siłami głównymi na końcu ugrupowania.

Gen. mjr posp. rusz. Jan Łubieński (ur. 1788 r.) wywodził się z rodziny magnackiej mimo młodego wieku został dowódcą pospolitego ruszenia ziemi rawskiej. W akcji na Słupsk otrzymał zadanie zorganizowania blokady na przeprawie mostowej na rzece Łupawa w Łupawie.

Gen. mjr posp. rusz. Hipolit Trzebuchowski. Ziemianin z Kujaw, był byłym posłem na Sejm Wielki, zwolennikiem konstytucji 3-go maja. W powstaniu 1794 r. był pułkownikiem milicji inowrocławskiej. Zorganizował także pułk z którym stoczył potyczkę pod Brześciem Kuj. Po powstaniu został aresztowany przez Prusaków i skazano go na 2 lata więzienia. Jako d-ca oddziału ziem brzesko-kujawskich miał maszerować na Słupsk z prawej strony rz. Słupi i otoczyć miasto od wschodu oraz zablokować z tego kierunku drogę do Gdańska.

Gen. mjr posp. rusz. Kazimierz Sokołowski. Był również ziemianinem z Kujaw, swego czasu rotmistrzem kawalerii. W 1794 r. pułkownikiem milicji kujawskiej. Zorganizował także pułk kawalerii koronnej lecz z powodu klęski, udziału w walkach nie wziął. Jako d-ca posp. rusz. ziemi inowrocławskiej otrzymał zadanie marszu w ugrupowaniu razem z gen. Trzebuchowskim. Gen.Sokołowski posiadał w swoim ugrupowaniu dwie kompanie 11pp.

Natomiast dowódca 2 pułku strzelców konnych płk. Franciszek Garczyński miał poruszać się z lewej strony Słupi i po podejściu pod miasto otoczyć je od zachodu i zablokować trakt na Sławno.

Warunki klimatyczne sprzyjały operacji, temperatura była nieco powyżej zera, niezbyt dużo śniegu ale nadającego się do jazdy saniami, co pozwalało na przerzut tym środkiem transportu dwóch kompanii piechoty 11 pp. Ponieważ do Słupska było ok. 60 km. wykonywanie zadań rozpoczęto już 17–go lutego po południu. Zapewne po postawieniu zadań przystąpiono do przegrupowania podległych oddziałów, gdyż zgodnie z rozkazem Sokolnickiego cała operacja zajęcia Słupska miała się odbyć 18 lutego.

Uważa się , że płk Garczyński podążył dzisiejszą trasą przez Borzytuchom, Kołczygłowy, Suchorze. Pozostali zaś trasą przez Gostkowo, Dębnicę Kaszubską. Jedynie gen. Łubieński w Unichowie zszedł w kierunku Łupawy. Noc 17/18 lutego spędzono w miejscowościach leżących na trasach przemarszu. Po krótkim pobycie w Bytowie także gen. Sokolnicki wyruszył w kierunku Słupska.

Rawczanie
Oddział ten liczył 15 oficerów 292 żołnierzy oraz 313 koni. Uzbrojenie było różnorodne. Stanowiły je głównie szable i pistolety. W tej dziedzinie wszystko zależało od zamożności i upodobań właściciela. Rawczanie byli umundurowani w kontusze koloru pąsowego o czarnych wyłogach, posiadali białe żupany. Charakterystyczne były ich złote guziki z literą „R”. Pokonanie konno trasy do Łupawy nie stanowiło dla nich problemu.

Do wyboru mieli dwie drogi. Pierwsza dłuższa lecz wygodniejsza wiodła przez Jawory – Malenz Gaffert – Gogolewko, druga krótsza przez Nożynko –Gogolewo. Mając na uwadze przekazy o żołnierzach napoleońskich w Nożynku oraz odległość, z małym ryzykiem popełnienia błędu stwierdzić można że gen. Łubieński wybrał trasę krótszą. Niestety z tego marszu nie zachowały się żadne relacje dlatego przydałby się namacalny dowód. Może ktoś gdzieś, kiedyś znalazł złoty guzik z „R”- ką?
Po dotarciu na miejsce Łubieński rozpoczął wykonywanie zadań. Mimo młodego wieku gwarantował ich dobrą realizację i utrzymanie porządku. Miał praktykę, zgniótł przecież bez własnych strat bunt w Szczecinku.

Gdy 18 lutego Polacy stanęli pod murami Słupska, w Łupawie pospolite ruszenie ziemi rawskiej zablokowało most na rzece oraz zabezpieczało newralgiczne miejsca i drogi. W następnych dniach ubezpieczał nie tylko most i drogi ale także patrolował okolicę .Kroniki Lęborka odnotowały, że jego jeźdźcy 20 lutego dotarli także tam. Na pewno patrolowaniem objęto również drogę na Unichowo. Rycerze Łubieńskiego ubezpieczali także przemarsz oddziałów polskich, które by wzmocnić siły pod Gdańskiem na rozkaz gen. Dąbrowskiego opuściły Słupsk

Zdobycie Słupska
W środę 18 lutego ok. godz. 12.00 w Słupsku wszczęto alarm. Pierwszy opór miały stawić wysłane przez kpt. Gutzmerowa dwa patrole. Na pierwszy z nich natknął się płk. Garczyński, który minął Kobylnicę i z lewej strony zbliżył się do Słupska ( od Sławna), został ostrzelany z bagiennych zarośli przez patrol ppor. Baerscha lecz walki nie przyjął i wycofał się do Kobylnicy. Mniej więcej w tym samym czasie ostrzelana została przez drugi patrol kolumna Trzebuchowskiego. Tu dzięki wsparciu gen. Sokołowskiego walkę podjęto i kontynuowano otaczanie miasta . Patrole Gutzmerowa obawiając się odcięcia szybko opuściły swoje stanowiska. Zgodnie z wolą swego dowódcy obrońcy postanowili bronić się w murach miasta i na wyspie. Słupsk w tym czasie otoczony był murami, a do miasta prowadziły cztery bramy: Młyńska, Kowalska, Holsztyńska i Nowa. Obronę bram powierzono uzbrojonym mieszczanom. Natomiast pododdział Gutzmerowa miał bronić się na wyspie przed Bramą Młyńską, dlatego zniszczono dwa mosty na Słupi (Kowalski i Lęborski). W momencie gdy wokół Słupska panowali już Polacy przybył w rejon działania gen. Sokolnicki. Zabronił szturmu gdyż jego oddział nie posiadał armat. Licząc na zastraszenie wysłał parlamentariuszy z propozycja poddania miasta lecz wskutek zdecydowanej postawy Gutzmerowa ultimatum Sokolnickiego odrzucono. Zaskoczyło to i jednocześnie zdeterminowało generała. Zmienił zdanie i wydał rozkazy do ataku . W godzinach nocnych przystąpiono do szturmu . Od strony zachodniej 2 psk. demonstrował tylko swoją siłę a z drugiego kierunku rozpoczęto natarcie na wyspę. Piechurzy kpt. Deręgowskiego z 11 pp. przechwycili jedyny łączący wyspę most, następnie uderzyli na obsadzony przez strzelców pruskich, młyn (do mielenia kory dębowej) tu walki rozgorzały na dobre, walczono na bagnety w konsekwencji młyn opanowano. Na wyspę wdarła się chorągiew inowrocławska por. Wincentego Rudnickiego. Mimo, że opanowano całą wyspę to rdzeń pruskiej obrony tj. zamek i Brama Młyńska nadal były w rękach Prusaków. Sukces przyszedł z drugiej strony ok. godz. 23.00 2 psk. opanował Bramę Nową i wdarł się do miasta. Płk. Garczyński osiągnął sukces swego życia, gdyż opanował w krótkim czasie prawie cały Słupsk łącznie z trzema bramami, których obrońcy uciekli z miasta. Do tej pory zdobycie Bramy Nowej budzi pewną sensację. Historycy nie są zgodni co do faktycznego przebiegu tej akcji . Jedni mówią o zdradzie inni o wpływie alkoholu. Ale fakt pozostaje faktem Garczyński tę i inne wymienione bramy opanował. W miarę rozwoju sytuacji wśród atakujących do głosu dochodziło zmęczenie, warcholstwo szlachty oraz chaos dowodzenia. Mimo sukcesu gen. Sokolnicki zdecydował się opuścić miasto. Rozkaz wykonano. Oddziały polskie wycofały się . Następnego dnia tj. 19 lutego w godzinach rannych kpt. Gutzmerow z powodu nacisków mieszczan i po analizie swego położenia postanowił ujść z miasta i ok. g. 11 razem z 80-cioma swoimi żołnierzami wymknął się Bramą Holsztyńską . Zanim Polacy zorientowali się w sytuacji zdołał oddalić się na taką odległość, że mimo zorganizowanego przez gen. Trzebuchowskiego pościgu, bez przeszkód dotarł do macierzystego Freikorpsu. Po jego wyjściu Słupsk skapitulował przed gen. Sokolnickim. W walkach o miasto Prusacy stracili w poległych i rannych ok. 50 ludzi (wg ppor. Baesrcha). Wg Sokolnickiego do niewoli dostało się 32 żołnierzy pruskich i ok. 70 uzbrojonych mieszczan. Trudne są do określenia straty polskie, strona pruska podaje aż 200 osób ,co jest raczej wielką przesadą .Natomiast strona polska nie jest w tej materii precyzyjna mówi się o 22 osobach z pospolitego ruszenia i o kilkudziesięciu żołnierzach regularnych.

Polacy w Słupsku
Generał nałożył na miasto kontrybucje w wysokości 30 tyś. talarów. Zarekwirował mienie i zapasy, które na 112 wozach odesłał gen. Dąbrowskiemu. Ponadto przejął 1500 sztuk broni i 14 armatek oraz 100 koni, a i innego dobra było nie mało. Broń pod eskortą żołnierzy 11 pp. odesłano 21 lutego do Świecia. Generał wymusił także wykonanie przez słupskich rzemieślników ekwipunku żołnierskiego. Sam Sokolnicki otrzymał „w prezencie” 9 tyś. talarów i karetę z czterema końmi. A dla podległych żołnierzy ofiarowano 20 złotych i srebrnych zegarków oraz dla komendanta placu por. Psarskiego 1 tyś. talarów. Słupsk nie tylko został oficjalnie ogołocony lecz częste były samowolne kradzieże organizowane przez czujących się zdobywcami szlachciców z pospolitego ruszenia. Pewna zorganizowana grupa planowała nawet napad na dobra von Krokowa. Zaradził temu osobiście gen. Sokolnicki i w nocy 20/21.02.1807 r. rozpędził rabusiów. Chcąc zapanować nad sytuacją w mieście i aby zdyscyplinować szlachtę Sokolniki organizował liczne patrole do Koszalina, Darłowa, Ustki, Lęborka, Bytowa oraz nad Wdę i Łupawę. Jednocześnie na rozkaz gen. Dąbrowskiego zgrupowanie w Słupsku opuszczały jednostki regularne. 22 lutego odszedł pod Gdańsk razem ze swoim 2 psk płk Franciszek Garczyński. Pułkownik otrzymał wówczas dymisję o którą wcześniej prosił. Dzięki protekcji gen. Dąbrowskiego został komendantem placu w Rawiczu. Wiosną 1807 r. po włączeniu do 5 pułku strzelców konnych przestał istnieć 2psk. 23 lutego odeszły ze Słupska dwie kompanie 11 pp.

Także szlachta korzystając z ustawy Komisji Rządzącej opuszczała szeregi i wracała do domów (często przed odejściem obłowiła się w pobliskich wioskach). Mimo znacznego odpływu wojska i „ pospolitniaków” siły gen. Sokolnickiego przedstawiały dobrą wartość bojową, gdyż Ci, którzy pozostali byli w pełni świadomi swojej roli obowiązków i zadań. Tak w sposób naturalny „rycerze” pospolitego ruszenia przekształcali się w świadomych żołnierzy Wojska Polskiego.

Zachowanie się Polaków w Słupsku oburzyło gen. Dąbrowskiego, szczególnie ganił gen. Sokolnickiego za przyjęte prezenty, wręcz nakazał ich zwrot. „Bardzo mnie nie ucieszyło, że Generale kazałeś pobrać zegarki, proszę bardzo abyś je i wszystkie inne fanty, jeżeli jakie wziąłeś, kazał natychmiast pooddawać właścicielom”... - pisał Dąbrowski do Sokolnickiego. Gro związanych z gen. Dąbrowskim oficerów legionowych potępiło postępowanie Sokolnickiego choć patrząc na zachowanie się oficerów francuskich tego okresu generał nie zrobił nic odbiegającego od ówczesnej normy. Jednak reakcja Dąbrowskiego świadczyła o wysokim morale polskiego dowództwa na tle naszych sojuszników. Z drugiej strony smuci, że wszechstronnie wykształcony, z bogatym wojskowym doświadczeniem i obyty w świecie generał, tak łatwo przyjął francuskie zasady. No cóż, pewnie górę wzięła tradycyjna słabość Polaków do zachodnich wzorców.

Na tym przykładzie można ocenić jak wielką robotę wychowawczą zrobiły Legiony Polskie we Włoszech (Sokolnicki nie był typowym włoskim legionistą) zmieniając o całą epokę mentalność i świadomość służących tam Polaków.

22 lutego von Krokow stanął w Lęborku z odsieczą dla Słupska, za nim kroczyły kolejne pruskie oddziały. 25 lutego gen. Sokolnicki odebrał od władz miasta przysięgę na wierność Napoleonowi. Ogłosił także oświadczenie dla magistratu słupskiego. W którym zawarł własną interpretację wydarzeń oraz wyjaśnił powody swego postępowania.

Tego samego dnia gen. Sokolnicki opuścił Słupsk i w marszu ubezpieczonym przegrupował się pod Bytów. Zaraz po jego wyjściu do miasta podszedł patrol von Schilla. Patrol ten nękał pojedyncze oddziały polskie idące na Bytów. Nie chcąc marnować efektów swojej akcji Sokolnicki poprzez patrole i podjazdy nadal kontrolował uprzednio zajęty teren. Za kwaterę obrał Gostkowo. Mimo działania oddziałów partyzanckich Słupsk wywiązywał się ze swoich zobowiązań, dochodziło także do potyczek z oddziałów polskich z partyzantami.

Słupsk dla Krokowa okazał się stracony. Ze względu na zmieniającą się sytuację militarną major został wezwany ze swoim oddziałem pod Gdańsk.3 marca partyzanci pruscy napadli na przeprowadzającego rekonesans w Kaliskach gen. Łubieńskiego .Po początkowej panice Polacy wsparci przez gen. Sokolnickiego odrzucili Prusaków nad jezioro Kolano i tam ich rozgromili.18 Prusaków poległo. Do niewoli dostało się 47 z kpt. Baumgartenem na czele. Było to ostatnie starcie zbrojne żołnierzy podległych gen Sokolnickiemu na Pomorzu Środkowym. Którzy wraz z dowódcą przegrupowali się pod Gdańsk gdzie zbierano oddziały do blokady Twierdzy.

Słupsk na szlaku zaopatrzenia X Korpusu Wielkiej Armii
Współczesne opracowania historyczne, dotyczące doby napoleońskiej, podają przebieg drogi ze Słupska przez Lębork na Gdańsk w wersji dzisiejszej. Tymczasem biegła ona nieco inaczej, wytyczały ją takie miejscowości jak: Słupsk, Łupawa, Lębork, Kartuzy i Gdańsk.

Od chwili rozpoczęcia oblężenia Gdańska (7 marca 1807 r.) trakt ten stał się ważną drogą zaopatrzeniową łączącą X Korpus Wielkiej Armii ze Szczecinem. Zagrożony atakami pruskiej partyzantki wymagał zbrojnej osłony. Na rozkaz Napoleona, do jego ochrony od 16 marca 1807 r. marsz. Lefebvre wyznaczył ze swego korpusu 300 polskich kawalerzystów wspartych 150 Sasami i 140 Badeńczykami. Możliwe, że to żołnierzy z tego oddziału 18 marca zaskoczyli pod Mianowicami koło Słupska partyzanci Schilla. Zginęło wtedy 16 Polaków (pospolite ruszenie) w tym jeden oficer . Według źródeł niemieckich łączne straty tego oddziału były znaczne (32 zabitych 25 rannych i 7 wziętych do niewoli). O tej akcji wspominał marsz Lefebvre w meldunku do Napoleona (pisał o wysłanym przez niego 150 oddziale kawalerii saskiej i polskiego pospolitego ruszenia których napadnięto w okolicy Słupska). Działania partyzantów niepokoiły Napoleona co spowodowało, że do pilnowania drogi wyznaczono znaczne siły polskie (Legia Północna) i francuskie, którymi dowodził gen. Henryk Wołodkowicz. Ekspedycja Wołodkowicza wyruszyła 27 marca 1807 r. Niczym miotła od Lęborka poprzez Słupsk, Darłowo, Sławno do Kołobrzegu oczyściła szlak z partyzantów Schilla. Był to koniec jego działalności na Pomorzu Środkowym.

12 kwietnia 1807 r. spod Gdańska ruszył na Kołobrzeg 1 pułk piechoty dowodzony przez płk. Antoniego Sułkowskiego, marsz odbywał się batalionami. Druga kolumna pułku wyszła 13 kwietnia. Przegrupowywano się forsownie ok. 30 km. na dobę. Nie było innej drogi, kolumny słynnego polskiego pułku przeszły przez Lębork - Słupsk (ok. 1.200 żołnierzy).

Do czasu zdobycia Gdańska rejon Pomorza był materiałowym zapleczem dla X Korpusu. Nakładano na miejscowości odpowiednie obciążenia materiałowe, pieniężne i żywnościowe. Działały tu nie tylko pojedyncze posterunki i patrole ale także liczne poddodziały tyłowe.

Oblicza się, że od Gdańska do Szczecina w działalność patrolową, logistyczną i okupacyjną zaangażowanych było ponad 2.000 żołnierzy polskich . Na wielu pośrednich posterunkach, rozmieszczonych wzdłuż dróg, służbę pełnili Polacy, niestety także pacyfikowali teren.

Próba oceny
Działania na Pomorzu wojsk polskich wspartych pospolitym ruszeniem można ocenić wielorako. Na pewno pozytywną rolę odegrał 2 psk. Garczyńskiego. Postrzegany był jako obrońca, a roli propagandowej jaką odegrał trudno nie dostrzec. Natomiast wiele zła, które przez dziesięciolecie tkwiło w umysłach pomorskiej ludności. dokonali podkomendni gen. Amikara Kosińkiego. Działająca na Pomorzu partyzantka pruska Schilla i Krokowa szczególnie dawała się we znaki ludności polskiej czekającej na narodowe wojsko. Stosowane w stosunku do nich rekwizycje i wszelkiego rodzaju kary były na porządku dziennym. Partyzantów nazywano zbójcami i rabusiami, a Schill uzyskał miano „kapitana bandytów”. Natomiast zupełnie złą opinię mieli żołnierze Krokowa, których bardziej uważano za rabusiów jak za żołnierzy. Faktem jest, że do Freikorpsów przyłączyli się także pospolici bandyci. Wymierzanie sprawiedliwości głównie w stosunku do ludności polskiej przybierało także drastyczne formy, do zabójstw włącznie. Jednak partyzantka pruska cieszyła się znacznym poparciem ludności niemieckiej i w zakresie działania typowo wojskowego odnosiła znaczne sukcesy. Zła sława jaką partyzanci mieli wśród Polaków wywoływała nadzieje, z którą oczekiwano na przybycie jednostek polskich. Ludność polska przygotowywała się na przyjęcie narodowego wojska, gromadziła zapasy szykowała kwatery. Niestety, oddziały polskie były zbyt małe aby sprostać oczekiwaniom. Wprowadzono więc pospolite ruszenie, które zamiast zwiastować wolność stało się złem gorszym od Freikorpsów. Gdyż polscy szlachcice okazali się rodzimymi draniami.

Gen. Kosiński na ziemie polskiego Pomorza, przyniósł uczucie żalu i rozczarowania. Czy mógł temu zaradzić? Oczywiście, że mógł, należało kilku szlachciców rozstrzelać i byłby porządek, ale naraziłby się na gniew całego stanu szlacheckiego Rzeczypospolitej. Przypadek działania pospolitego ruszenia podległemu gen. Kosińskiemu wskazuje, że społeczeństwo szlacheckie nie dorosło do roli wyzwoliciela, nie rozumiało funkcji obronnych państwa wobec współobywateli i uwalnianych z pruskiego jarzma rodaków. Mimo, że gen. Kosiński odniósł kilka sukcesów, a zadanie ubezpieczenia od zachodu głównych sił gen. Dąbrowskiego wykonał, to ze względu na polską rację stanu rola podległego mu pospolitego ruszenia okazała się tragiczna. Uznać trzeba, że zniszczono wówczas potężny potencjał patriotyzmu rodzimej ludności. Nie poprawił tego gen. Sokolnicki, gdyż żal i poczucie krzywdy były zbyt powszechne. Sokolnicki marszem na Słupsk zniweczył plany von Krokowa, przerwał także wzajemne kontakty (drogą lądową) obu pruskich twierdz. Zdobył dla niedostatecznie zaopatrzonego wojska żywność i inne materiały, w tym broń.

Nie mając armat odważył się na szturm. Wydaje się, że zaskoczony determinacją obrońców generał stracił orientację w sytuacji, ale z drugiej strony bez artylerii nie mógł zdziałać wiele. Na pewno błędem było opuszczenie miasta po zajęciu go przez płk. Garczyńskiego, jednak należy też zrozumieć generała, że działał w nieznanej aglomeracji z blisko 4000 wrogo nastawionymi mieszkańcami. Ponadto za decyzją Sokolnickiego przemawiała obawa przed gwałtami i rabunkami jak sam stwierdził; „Słusznie rozgniewany i zniecierpliwiony żołnierz gotował się do palenia i rabunku. Wtedy już nie dobywać, lecz bronić miasta mi przynależało. Musiałem użyć całej mej władzy i pomysłu, by utrzymać zaciekłość żołnierza pewny, iż miasto zastanowiwszy się nad losem”.

Nie było błędem wypuszczenie z miasta Gutzmerowa, gdyż przez to, że oddział ten uszedł Słupsk skapitulował. Gdyby Gutzmerow został, kwestia szybkiego zawładnięcia miastem stałaby pod znakiem zapytania. Po wyjściu oddział Gutzmerowa był łatwym łupem, niestety nie wykorzystano tego i to był błąd.( Kto wie może zawarto jakieś porozumienie i tak miało być )
Dlaczego mimo tylu błędów „operacja słupska” skończyła się sukcesem ? Odpowiedź jest prosta , stało się to dzięki Gutzmerowowi, który gdyby szczelnie zamknął miasto Polacy długo byliby bezradni, a dwie kompanie piechoty też nie dałyby rady. Gutzmerow miał szansę wytrwać w Słupsku do przyjścia posiłków. Na wieść o marszu Sokolinickiego ruszył na Słupsk Schill z Kołobrzegu i Krokow z Gdańska. Błąd lub brak wytrwałości kpt. Gutzmerowa rozumiał król pruski dlatego odmówił nadania mu orderu, nazywając jego działanie „aferą”.

Gen. Sokolnickiemu Słupsk też nie przyniósł chwały, głównie przez te nieszczęsne zegarki i „ kieszonkowe” a także przez nielojalność podwładnych. ( np. płk Garczyński napisał meldunek - skargę do gen Dąbrowskiego ). Jednak trzeba przyznać, że zwalczał rabunki, dobrze też świadczyło o generale udaremnienie najazdu szlachty na majątek von Krokowa. Złupienie włości Krokowa, przy jego złej sławie nie spotkałoby się z potępieniem Polaków. Zła opinia o akcji na Słupsk wynikała również z powodów czysto propagandowych. Kilka dni później wojska podległe gen Dąbrowskiemu zdobyły Tczew. Sukces ten został odpowiednio nagłośniony. Posypały się zaszczyty i odznaczenia. Nikt nie eksponował tego, że to miasto uprzednio zajęto prawie bez strzału. Stracono je przez zlekceważenie podstawowych zasad ostrożności. Komuś zależało by Sokolnickiego przyćmić a nadmiernie wyeksponować Dąbrowskiego i udało się. O Słupsku mało kto pamięta. Natomiast jego zdobycie przyniosło znaczące korzyści logistyczne i taktyczne, których efektywność jest porównywalna z sukcesem Dąbrowskiego w Tczewie. Dlatego już czas zweryfikować historyczny osąd tej operacji. Na pewno lokalną ciekawostką jest to, że w akcji na Słupsk pewną rolę odegrał Bytów i jego okolice. W Rekowie powstał plan akcji, a w Bytowie kolumny rozeszły się do wykonania zadań. Po powrocie ze Słupska Sokolnicki kwaterował w Gostkowie, stąd zbierał dane wywiadowcze i kierował zaopatrzeniem uzyskiwanym z nałożonych kontrybucji.

W Słupsku zaszły dwa charakterystyczne wydarzenia. Jedne z nich można zaliczyć do zbrodni gdyż po tym jak leżącego rannego żołnierza polskiego słupscy mieszczanie zabrali do domu, podbiegli tam strzelcy Gutzmerowa, wywlekli rannego, po czym go zamordowali. Drugie dotyczy Szkoły Kadetów, otóż Polacy wzięli do niewoli całą słynną Słupską Szkołę Kadetów, wywodzącym się z ziem przedrozbiorowych wybranym kadetom zaproponowano służbę w wojsku polskim. Z około 12 kadetów nie zgodził się nikt. Niektórym proponowano rangę oficerską. Czy był to efekt walorów wychowawczych szkoły czy też sława rabunków na ziemiach, skąd kadeci się wywodzili, doszła już do Słupska?

W oddziale Schilla i Krokowa służyli także żołnierze o polskich korzeniach, zresztą podobnie jak ich dowódcy przykładem jednego z najdzielniejszych był por. Philip Ernst Karl von Diezelsky ( Dzięcielski).Ten oficer urodzony w 1785 r. w Lipianach koło Pyrzyc zasłynął nieprzeciętną odwagą, natomiast w relacjach Schilla z wypadów w których Diezelsky brał udział widnieją duże liczby poległych Polaków a tylko jednostki zostały wzięte do niewoli. Niestety w swojej neofickiej zajadłości Diezelsky tak nie lubił Polaków, że nie dawał im pardonu. Poległ 9 maja 1809 r. w starciach z Francuzami.

Losy bohaterów wydarzeń
Po zdobyciu Słupska generałowie pospolitego ruszenia; Kazimierz Sokołowski, Józef Trzebuchowski, Jan Łubieński powrócili do rodzinnych włości. Pewną rolę odegrał później tylko Jan Łubieński (ojciec Feliks był ministrem) był znanym działaczem gospodarczym i filantropem. W powstaniu listopadowym został na krótko intendentem generalnym armii. Jego brat Piotr był generałem brygady W.P., a drugi brat Tomasz generałem dywizji (jako młody oficer był szwoleżerem gwardii cesarskiej, uczestnikiem szarży na Somosierę).

Gen Jan Łubieński dożył sędziwego wieku, zmarł w 1878 r.

Piękną kartę zapisał gen. Michał Sokolnicki. Brał udział w zdobyciu Gdańska. W 1809 r. odznaczył się pod Raszynem i w obronie Sandomierza, za co otrzymał nominację na generała dywizji oraz Krzyż Komandorski Orderu Virituti Militari. W 1812 r. był szefem wywiadu w sztabie Napoleona. W bitwie pod Borodino dowodził dywizją. W 1813 r. pod Lipskiem dowodził polską jazdą. Wyróżnił się w obronie Paryża w 1814 r. Powrócił do kraju eskortując ks. Józefa Poniatowskiego. Zginął w tragicznym wypadku podczas parady na Placu Saskim w 1816 r w Warszawie.

Gen. dyw. Amilkar Kosiński uczestniczył w szturmie Gdańska w 1809 r., organizował ruch partyzancki na tyłach armii austriackiej. W 1812 r. dowodził osłoną wschodnich granic Księstwa Warszawskiego. Pod koniec epopei napoleońskiej rozpoczął starania o utworzenie Wojska Polskiego w poznańskiem pod protekcją Prus (został gen. lient. armii pruskiej). W 1820 r. podał się do dymisji i osiadł na roli. Zmarł w 1823 r. w Targowej Górze.

Płk. Franciszek Garczyński po zdobyciu Słupska odszedł z 2 psk. pod Gdańsk, otrzymał wówczas dymisję ze względu na ranę ręki. Dzięki protekcji gen. Dąbrowskiego został komendantem placu w Rawiczu . Zmarł w 1812 r. jako bankrut. Jego syn Stefan był oficerem WP i adiutantem gen. Umińskiego w powstaniu listopadowym oraz dość popularnym poetą. Napisał „ Wacława dzieje”. Na podstawie jego relacji Adam Mickiewicz napisał „ Redutę Ordona”.

Wilhelm Joachim Reinhold hr von. Krokow. Po upadku Słupska walczył pod Tczewem, następnie w obronie Gdańska, również stanął przeciw gen. Sokolnickiemu do którego najwyraźniej miał pecha. W Laskach Oliwskich został ranny i pojmany do niewoli przez kpt. Antoniego Sokolnickiego. Chroniony przez Polaków uniknął linczu. Cieszył się wśród Francuzów złą sławą. Oskarżono go o rozstrzeliwanie Polaków lecz sąd, do którego go przetransportowano wydał w stosunku do niego wyrok uniewinniający. Po pokoju w Tylży powrócił do Pieszcza. Następnie związał się z tajnym ruchem „ Tugendbund” działającym wbrew woli króla. Za karę został osadzony w twierdzy kołobrzeskiej, spędził w niej rok. Król mimo nalegań nigdy nie przywrócił go do służby. Pod koniec życia pisał patriotyczne wiersze. Zmarł w roku śmierci Napoleona. Nie awansował, do końca był majorem.

Ferdynand Baptysta von. Schill ,brał udział w obronie Kołobrzegu. 28 kwietnia 1809 r. opuścił wraz ze swoim pułkiem Berlin. Granicę przekroczył 1 maja chcąc rozpocząć antyfrancuskie powstanie. Zginął 31 maja 1809 r. w m. Stralsud. Fancuzi sprofanowali jego zwłoki i odcięli głowę, którą przekazano do uniwersytetu w Lejdzie. Głowa w 1836 r .powróciła do Prus 24.IX.1837 r. szczątki Schilla pochowano pod pomnikiem w Brunszwiku. Jego słynnym powiedzeniem było „ Lepiej koniec z trwogą niż trwoga bez końca”.

Zdobycie Słupska w relacjach uczestników

Meldunek gen. Kazimierza Sokołowskiego do generała J. H. Dąbrowskiego 19.II.1807 r.
Bawiąc tu parę tygodni chory, przy czytaniu w gazetach o różnych czynnościach wojennych, nie znajduję żadnej wzmianki względem Stolpe z 18 na 19 lutego atakowanego i wziętego. Nie wiem, dlaczego nie doszło do uszu JWP Dąbrowskiego o postępku działań. Ja przytomny wszystkiemu będąc, mam sobie za obowiązek oddać zasłużonym sprawiedliwość w tym właśnie czasie potrzebującą objawienia, aby Polacy, chociaż duchem patrjotycznym zdjęci, tylko jeszcze z wojną nieoswojeni, przez pochwały ich czynności ważniejszych, mocniejsze na wytrwanie przykrości wojennych i do uczciwej ambicji nabierali pobudki.

Wiadomo zapewne JWP jak byliśmy prowadzeni. Dla przypomnienia i ja w krótkości powtórzę. Awangardą ( straż przednia ) generał Trzebuchowski prowadził z powstaniem brzesko-kujawskim. Korpus pod moją komendą z powstania inowrocławskiego i 2 kompanie piechoty z 11 regimentu piechoty pod kapitanem Deręgowskim. Ariergarda ( straż tylna) była złożona z powstania mazowieckiego i przy tej szedł generał komenderując wszystkim ( Michał Sokolnicki). Powstanie rawskie zasłaniało sukurs ( pomoc) od Gdańska, a strzelcy konni pod pułkownikiem Garczyńskim z drugiej strony miasta, wolnej od przepraw.

Byłem właśnie ˝ mili od Stolpe ( Słupsk) blisko wsi Kusso ( Kuleszewo albo Kończewo w pow. słupskim), gdy generał Trzebuchowski przysłał po sukurs. Kazałem więc ciągnąć kawalerii i piechocie. Sam zaś pobiegłem z adiutantem spieszno pod miasto dla rozpoznania obrotów nieprzyjaciela i położenia miejsca. Znalazłem na górach 7 strzelców dawających do nas ognia, a kilkadziesiąt ukrytych w krzakach pod górami od miasta, a za rzekę drugich, palących do strzelców Garczyńskiego. P. Trzebuchowski z ordynansem ( z rozkazem), który przed marszem odebrał, szedł w prawo opierać skrzydłem o drogę gdańską.

Ja po przejrzeniu uszykowałem kawalerię w klamrę, a w tę wprowadziwszy infanterię ( piechotę) dla ukrycia jej przed nieprzyjacielem, szedłem naprzód w lewo nad rzekę końcem ( celem) dodania odwagi strzelcom Garczyńskiego, utwierdzeniem ich o naszej bytności. Obróciwszy się w prawo, spuściłem ( się) w parowę bardzo do mego zamiaru służącą, gdzie odłączywszy piechotę, iść wolno zaleciłem, części za kawalerii flankierować ( osłaniać boki) kazałem dla wyprowadzenia strzelców na pole: co gdyby się było stało - jak też w rzeczy samej już byli zaczęli wyruszać z krzów na kupionej ( skupionej) sile- wtenczas byłbym wyprowadził podobnym jak pierwszej sposobem naszych, a przy zbliżaniu się rozwinął kawalerię: infanteria znalazłaby się z frontu, a kawaleria mogłaby oskrzydlić. Wtem przybyły generał komenderując ( Sokolnicki) nie poganiał mego manewru, lecz osądził za rzecz prędszą i oczywistą pokazać nieprzyjacielowi otwartą siłę w linii, a tym skłonić do poddania garnizonu i miasta. W tym celu posłał oficera z trębaczem do komendanta. Nieprzyjaciel omylił nadzieje przez odmówienie; pozbierał mosty na rzece trzema korytami oddzielającej przystęp od naszej strony do miasta murem obwiedzonego.

Rozpoczął się atak w nocy przez infanterię ( piechotę). W tym miejscu oddać muszę sprawiedliwość kapitanowi Deręgowskiemu, który przedarłszy się przez pierwszy most, spędził strzelców i tych, ukrytych w młynicy z piętrem budowanej, mocno szkodzących, atakował.

Sam z karabinem w ręku po ramionach swych ludzi ( co i inni za przykładem komenderującego uczynili) do okien dostawszy się, stamtąd wyparował ( wypchnął ) nieprzyjaciela pod mury.

Most wynalezionymi deskami poukładać kazał na ułatwienie przejścia i dalej, zawsze sam dawając ognia, prowadził ludzi.Po czym nie tak łatwo postępować się mogło, ponieważ droga wąska, prowadząca do bramy pomiędzy dwoma korytami rzeki, obłożona była drzewem kupieckim, czyniącym sposobność ukrycia się strzelcom z obydwóch stron i z frontu obsadzona 10 armatkami, małymi wprawdzie, prawie wiwatowymi, ale z bliska szkodzącymi. Tam wielu plejzerowali (ranili) naszych, a ładunków już brakło piechocie.

Nie byłem wprawdzie czynów pierwszych kapitana Deręgowskiego sam oczywistym świadkiem, bo czekałem z kawalerią zawołania, lecz gdy naziębiony wytrzymać nie mogłem z bólu reumatyzmu, poszedłem do domu pod atakiem będącego dla zagrzania się.

Tam od plejzerowanach o tym uwiadomiony zostałem, a gdy przy awansie ( posuwaniu się naprzód ) kawalerii poszedłem do młyna, widziałem i sam jego odwagę i dowodzenie, mogące dać wiarę pierwszej powieści ( opowiadaniu) plejzerowanych.

W awansie kawalerii szczególniej dystyngowali się ( odznaczyli się ) dotarciem pod same bramy mimo ognia z wszystkich stron idącego: porucznik Wincenty Rudnicki – pod tym konia ubito, płaszcz postrzelono i pistolety za pasem będące strzaskane zostały, porucznik Walenty Kruszewski, rycerz ( żołnierz szlacheckiego pochodzenia) Tomasz Klęczyński – trzy razy plejzerowany, pocztowy ( żołnierz nieszlacheckiego pochodzenia ) Warczewski – plejzerowany. Pod innymi trzy konie ubito. Wszyscy z powstania inowrocławskiego. Jezierski namiestnik, docierający poległ, z powstania mazowieckiego. Sam generał Sokolnicki, komenderujący, naraził się na ogień nieprzyjacielski.

Przed atakiem miasta namiestnik Kurowski z powstania brzesko- kujawskiego mężnym napadem za rozkazem generała Sokolnickiego, strzelców w pole na prawe skrzydło wyszłych zmieszał i z swoim rewirem, kilku położywszy i w niewolę wziąwszy, do miasta nieporządnie rejterujących się ( cofających się ) spędził. Z drugiej strony, zza rzeki, strzelcy Garczyńskiego z 30 mazowieckich dostali się do miasta i lubo dla nas otwarcia bram nie ułatwili, przyłożyli się przecie tym, że nieprzyjaciel bramą między błotami ku morzu prowadzącą wyniósłszy się, wolne nam do wejścia „ miasto” zostawił. podziewam się, że JW Sokolnicki gen. nie weź- mie mi za złe, mego doniesienia. Nie mam w myśli obrażenia go nejmniejszym cieniem. To tylko czynię z zapału patryotycznego. życząc widzieć i słyszeć zawsze wsławionych rodaków.

W rzeczy wzięcie tego miasta, w oczach wiadomego położenia wojownika, nie jest tak znaczące, ale okazałe przez dykcjonarz Hybnera, w którym pisze, że w roku 1749 Moskale oblegli Stolpę, lecz nie zdobyli. Uważałem w buletynach zwycięzców Europy, w gazetach umieszczonych, że nie opuszczali takich zdarzeń na swoją korzyść, za cóżby i to od pomnożenia dzieł JWP Dobr. interesujących, dobrze życzącym jemu, wyjęte być miało, zwłaszcza, gdy to zawstydzenie Rosjanów uskutecznione zostało przez mały oddział dywizji jego, z samych świeżo uzbrojonych żołnierzy złożone, a obejście się dość łagodne z mieszkańcem, który do obrony mięszał się, przydaje Polakom blasku...

Opis działań 2psk i skarga płk Garczyńskiego na gen. Sokolnickiego

JWM Generale Dobrodzieju!
Przyłączam JWP Generałowi raport, który podałem do gen. Sokolnickiego, z którego miał JWP raport podać, ale że się martwi tem, iż kazał atakować bez poznania miejsca, gdym ja mu zastanowienie uczynił, przyłączam JWP Dobr. ordynanse jego. Kazał mi mosty palić, gdzie ich nie było, przeprawy przez rzekę ku Kolbergowi (Kołobrzegowi) bronić, gdzie jej nie masz, a sam przeszedł na drugą stronę od rzeki i obszańcowanych Prusaków w zamku atakować kazał o jedenastej w nocy temu eskadronowi, z którego już 50 ludzi na patrole wykomenderowanych było. Zadość uczyniłem, wpadłem, miasto odebrałem, trzy bramy otworzyłem. Nie oznajmił mi o swej pozycji. Sześć godzin w mieście byłem, bramy ob- sadziłem, do czwartej trzy razy zapuszczałem się, tam utraciłem kilku ludzi, bo umocniwszy się ze 100 Prusaków na zamku przy tej bramie, ani przystąpić nie można było. Zabrałem resztę broni, ubito kilkadziesiąt Prusaków, gdy ładunków zabrakło i sukurs (pomoc) nie przy- szedł. Ku Kolbergowi reszta Prusaków nie poszła, gdzie ja stał, tylko w tę stronę, gdzie Generał stał. Wypuścił ich.
Upraszam Najłaskawszego Pana o wzięcie spod Jego komendy eskadronu tego, bo żeby siebie uniewinnić, składa winę, że czwartej bramy nie zdobyliśmy, kawalerja między murami, a sam z piechotą to uskutecznić nie mógł, żeby był z tej strony wszedł skąd ja, wszyscy się poddać by musieli. Ale opuszczam to, zostawiam to do JWP Dobr. egzaminowania tego wszystkiego.

Stosunek generała M. Sokolnickiego. Obwieszczenie dla magistratu miasta Słupska 25.II. 1807r.
Dowiedziawszy się, iż w kreisamcie [powiecie] słupeckim w niższej Pomeranii leżącym, zbierają się kupy buntownicze pod dowództwem niejakiego grafa Krokau [von Krockow], który centralność tej formacji w mieście Słupsku założył, podstąpiłem z częścią wojska mnie powierzonego pod rzeczone miasto, by przytłumić w samym zarodku przedsięwzięcie. Chcąc przecie ochronić miasto od wszelkich wypadków, jakie ciągnie za sobą gwałtowne objęcie, wezwałem kamerę i magistrat [władze administracyjne i zarząd miejski] do poddania się i do wydania jako jeńców wojennych wszystkich uzbrojonych ludzi, a tytuł mających żołnierza. Lecz gdy ofiarowana kapitulacja odrzuconą została, przymuszony byłem przypuścić atak i szturmem dobywać. Już część wojska mego była w samym rynku, gdy uporczywy i nierozsądny opór sprzeciwiał się jeszcze porządnemu opanowaniu miasta przez inne korpusy. Słusznie rozgniewany i zniecierpliwiony żołnierz gotował się do palenia i rabunku. Wtedy już nie dobywać, lecz bronić miasta mi przynależało. Musiałem użyć całej mej władzy i pomysłu, by utrzymać zaciekłość żołnierza pewny, iż miasto zastanowiwszy się nad losem, który go czekał, upokorzy się wkrótce i resztę nam niedobitków wyda. Tak się wprawdzie stało, lecz nie wprzódy poddał się magistrat na dyskrecję[bezwarunkowo] aż po wypuszczeniu z miasta pierzchającej zgrai. Wchodząc przeto mocą oręża oświadczam i oznajmuję komu o tym wiedzieć należy, iż umiarkowaną, lecz sprawiedliwą nałożywszy kontrybucję, którą miasto dobrowolnie i z pokorą przyjęło, takowej rozłożenie w niniejszej naturze rekwizycjów [przymusowa dostawa] miasto samo do czwartej części ma należeć, kreys [powiat] części zapłacić ma. Z takowej to nałożonej kontrybucji, gdy miasto tak w gotowiźnie jak i w fandbriffach [listach zastawnych] 30 000 alarów już złożyło, uwalniam go przeto od wyższej kontrybucji pieniężnej i z takowej tym skryptem kwituję. Co się zaś tyczy innych rekwizycjów in natura [w naturze] jako to: zboże, futerarze [pasza] sukna, płótno, konie, obuwie, wódki, soli, wina, woły, barany, wieprze, skóry etc., gdy dotąd w części tylko dostawione zostały z tych [miasto] nie prędzej kwitowanym będzie, aż po zupełnym ich wydaniu; biorąc oraz obowiązek dostawienia do głównego magazynu do Świecia wszelkie wiktuały [żywność, produkty] wzwyż wyrażone i podług specyfikacji [wyszczególnienia] nakazane. Zważając potem iż miasto z ochotą złożyło wszelką broń, którą posiada tudzież amunicję i rekwizyta [sprzęt] wojenne; iż pomimo kontrybucji wojsko moje przez czas bawienia tu mego żywiło i żywić obowiązuje się; tudzież, iż osoba magistratu i landrata [naczelnik powiatu] dobrowolną składa przysięgę wierności W. Napoleonowi i przyrzeka iż z pełną gorliwością pełniąc obowiązki urzędowania swego, mięszać się ani pobłażać żadnym spiskom i zgromadzeniom przeciw zwycięstwom nieustraszonych wojsk i aliantów Jego Cesarskiej Królewskiej Mości, w przypadku chyba otwartej siły, w żaden sposób nie będzie; że owszem, gdyby stojące tu wojska zagrożone widział przez zbliżanie się nieprzyjaciela, starać się będzie ostrzec i ułatwić jemu przeprawę lub obronę; w takowy sposób za sprawiedliwą uznaję, aby nadal kreis [powiat] i miasto Słupsko od wszelkich były wolne nakładów i poborów ekstraordynaryjnych [nadzwyczajnych] i wszelką protekcją wyższych komend wsparte…


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: implanty wrocław Najlepsze szkolenia bhpSzkolenia BHP prezenty akwarium opti white Najlepsze szkolenia bhpSzkolenia BHP