NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny
Damazy Ollick

Damazy Ollick


Władzia Wiśniewska druga z prawej i jej zespół
Wdzydzanki.

Władzia Wiśniewska druga z prawej i jej zespół
Wdzydzanki.


22 maja 2008 roku w wieku 65 lat zmarła
Śp. Halina Felska
Urodziła się 10 marca 1943 roku w Upiłce. Jej ojcem jest Florian Szada Borzyszkowski , matką Helena z domu Scheda..
Śp. Halina prowadziła gospodarstwo przydomowe i dom rodzinny w Upiłce .
Jej główną troską i miłością były jej dzieci, których wraz z mężem Janem starała się z powodzeniem wykształcić i wychować na „prawych ludzi”. Jest matką Sławomira, Tomasza i Krystyny. Była babciom trójki wnucząt.
W naszej a przede wszystkim najbliższych – pozostanie pracowite, pełne miłości i oddania rodzinie – Jej życie.

Wieczny odpoczynek racz dać Jej Panie…!/tz/
 21 maja 2008 r. wieku 96 lat zmarł

Śp.Damazy Ollick

Urodził się w Borowym Młynie 29 03 1912 a zmarł 21.V. 2008 r. .
Był synem Pawła i Marii z domu Rudnik. Był żonaty z Agnieszką z domu Kądziela. Ojcem Marii i Jerzego.
Przez całe niemalże życie mieszkał na terenie Borowego Młyna. W ostatnich latach znalazł troskliwą opiekę w Tucholi w domu swojego syna Jerzego i jego małżonki Marii.
Oddając hołd Jego pamięci , jego życiowym dokonaniom, pracowitości, sumienności i kaszubskiej uczciwości i solidności w wykonywaniu codziennych prac gospodarczych w tym na rzecz swojego środowiska zamieszkania oraz wychowania swoich dzieci i wnuków …tą skromną notką pragniemy zatrzymać jak najdłużej o nim naszą pamięć.

Jego sylwetkę przypominamy fragmentem z książki „Ich losy” „ autorstwa Benedykta Reszki, w której autor przedstawił wojenne losy śp. zmarłego.

„…Damazy podobnie jak jego ojciec, najlepsze swoje młode lata spędził na służbie wojskowej. Jego ojciec walczył na pierwszej wojnie światowej w armii Kaisera Wihelma, a syn bronił niepodległości Polski w kampanii wrześniowej. Potem przeszedł przez udręczenie w Stalagu, służbę w Wehrmachcie i Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie.
Do zasadniczej służby wojskowej w Wojsku Polskim został powołano 15.03.1935 roku i skierowany do 65. Pułku Piechoty w Grudziądzu do 2. Baonu, 2. Kompanii Strzelecki ej. Tam też odbył przewidzianą regulaminem służbę wojskową. Do rezerwy został przeniesiony 18.09.3 936 r., w stopniu strzelca. W przededniu II wojny światowej, w czerwcu 1939 roku, wcielony został na ćwiczenia rezerwy do l. Baonu Strzelców w Chojnicach, wchodzącego w skład Armii „Pomorze".

Walczył w Borach Tucholskich i już 7 września i 939 dostał się do niemieckiej niewoli. Dopiero 26 października 1939, spod Tucholi wywieziono go wraz z innymi jeńcami polskimi w głąb Niemiec do obozu jeńców wojennych Stalagu 2.A. W drugim obozie, w którym przebywał, sytuacja jeńców była znacznie lepsza. Przebywał tam do 20.09.1940, po czym przeniesiono go do dyspozycji Arbeitsamtu i skierowano do prac cywilnych, ale pod nadzorem. Nie miał prawa wyjeżdżać z miejscowości zamieszkania, mógł prowadzić korespondencję, ale kontrolowaną. Jego kolejne miejsca zamieszkania oraz wyżywienia związane były najczęściej z miejscem pracy. Była to praca pod nadzorem i przymusowa.

Od początku marca 1942 roku, z polecenia Gauleitera Forstera z Gdańska, dokonywano wpisu miejscowej ludności na niemiecką listę narodowościową -DVL. Był to okres tzw. „Sammeleinbergerung"' - tj. zbiorowego wpisu.
Po podpisaniu tej listy, pracujący przymusowo, został automatycznie zwolniony z tego obowiązku i wracał do domu. A więc odzyskiwał wolność, ale jak się okazało, była ona iluzoryczną. Bowiem od tego czasu na szeroką skalę, szczególnie pod koniec 1942 roku, wcielano tych młodych mężczyzn do Wehrmachtu. Wśród nich znalazł się również Damazy. Do Wehrmachtu powołany został 19 stycznia 1943 roku, do 148. Zapasowego Batalionu Piechoty 2. Kompanii. Po trzytygodniowym krótkim przeszkoleniu i złożeniu przysięgi, został skierowany do Północnej Francji, w pobliże Normandii. Od początku desantu Aliantów, tj. od 6 czerwca 1944 roku, znalazł się w trudnej sytuacji. Codziennie ocierał się o
śmierć, wielu jego kolegów w tym czasie zginęło, najczęściej od bomb i ostrzałów lotniczych.
Jednak Damazemu dane było przeżyć. Znalazł się w oddziałach, które w pośpiechu ewakuowano do Belgii. Już na terenie Belgii, 2 września 1944 roku, został wzięty on do niewoli amerykańskiej. Kilka dni później przewieziono go do obozu jenieckiego w Cherburgu w Normandii, gdzie przebywało wielu Kaszubów. Po przeprowadzonej selekcji wg. narodowości, 26 stycznia 1945 roku, jako Polak, przeniesiony został do obozu jenieckiego w Fores, na terenie Wielkiej Brytanii. W nim przebywał krótko, bo już 27 lutego 1945 roku został zwolniony i wcielony do 1. Korpusu, 4. Dywizji Polskich „ Sił Zbrojnych. Po zakończeniu wojny przeniesiono go do II Brygady, 6. Batalionu Piechoty, 1. Kompanii, gdzie służył w stopniu strzelca
Po demobilizacji powrócił 7 marca 1946 roku, angielskim statkiem transportowym do Gdańska..
Jako ciekawostkę należy odnotować, że po wojnie w PRL-u, byłych żołnierzy służących w Polskich Siłach Zbrojnych , popularnie nazwanymi Andersowcami, nie powoływano do odbycia służby wojskowej. Odwrotnie było z tymi, co służyli w Wehrmachcie, lub byli w sowieckich łagrach – tych masowo wcielano do tej służby.
Być może Andersowców traktowano, jako tzw. niepewnych politycznie. Natomiast oficerów z armii polskiej na zachodzie , w większości, pod różnymi pozorami, wtrącano do komunistycznych więzień lub mordowano.
Takie to były czasy!...”
W takich to czasach swojej młodości przyszło żyć m.in. Damazemu Ollickowi., który życie swoje przeżył godnie… a dzisiaj po śmierci prośmy o to by Dobry Bóg dał mu wieczne… w spokoju spoczywanie…!!! /tz/

Zmarli z poza parafii Borowy Młyn i Gochów

9 maja 2008 roku w wieku 88 lat zmarła we Wdzydzach Kiszewskich wielka Córka tej
Zaborskiej Ziemi,
Śp. Władka – Władysława Wiśniewska.

Bliska naszym kaszubskim sercom - regionalistka, twórczyni ludowa, hafciarka pieśniarka i serdeczna mama – gospodyni. Wspaniały i serdeczny Człowiek i Przyjaciel.
Na parafialnym cmentarzu pożegnała ją ze swoimi stanicami liczna Brać Kaszubska. Pieśniami żegnał ją zespół Kaszuby z Wiela – Karsina ( zarówno podczas obrzędowej ceremonii„pustej nocy” w zabytkowym kościółku w Skansenie Wdzydzkim, jak i w kościele parafialnym i na cmentarzu w Wąglikowicach) .
Będzie nam Ciebie brakowało… nie mniej będziemy kontynuować to wszystko co z takim sercem i Kaszebskom Miłotom czyniłaś NA TYM WDZYDZKIM Zaborskim zakątku, upiększając dokonaniami swojego życia to co dla tej Ziemi uczynili przed Tobą m.in. Twoi Nauczyciele – Teodora i Izydor Gulgowscy.

Spoczywaj w spokoju. Niech ta Nasza Kaszubska Ziemia lekką Ci będzie…!

Zbigniew Talewski

Krótki rys działalności Pani Władysławy Wiśniewskiej
(16.IX.1920-9.V.2008)
9 maja odeszła od nas na zawsze Władysława Wiśniewska - wybitna twórczyni ludowa, hafciarka, śpiewaczka i gawędziarka. Była uczennicą Teodory Gulgowskiej - jedną z najwyżej cenionych przedstawicielek wdzydzkiej szkoły haftu kaszubskiego. Od 1950 roku niemal aż do śmierci śpiewała w Zespole Śpiewaczek Ludowych „Wdzydzanki", którym kierowała od 1969 roku. Była laureatką wielu nagród państwowych, regionalnych i resortowych, wśród nich najbardziej prestiżowych dla twórcy ludowego w Polsce: im. Oskara Kolberga oraz Festiwalu Śpiewaków i Kapel Ludowych w Kazimierzu. Stale współpracowała z Wdzydzkim Muzeum-Kaszubskim Parkiem Etnograficznym oraz Zrzeszeniem Kaszubsko-Pomorskim i wieloma innymi towarzystwami i instytucjami kulturalnymi w naszym kraju. Określana mianem „Ambasadora Kaszubskiej Kultury" swoim życiem, twórczością i działalnością w pełni sobie na ten nieformalny, ale zaszczytny i honorowy tytuł zasłużyła.
Jako Władysława Grulkowska urodziła się 16 września 1920 roku we Wdzydzach Tucholskich, gdzie Jej ojciec znalazł sobie żonę. Grulkowscy jednak długo tam miejsca nie zagrzali i kiedy Pani Władzia była jeszcze dzieckiem, Jej rodzice przenieśli się do Wdzydz Kiszewskich i zamieszkali w domu Jej ojca. Z tej strony Jeziora Wdzydzkiego Pani Władzia - wyjąwszy przymusowy wyjazd na roboty podczas okupacji i krótki powojenny pobyt w Danii już się nigdzie nie ruszała. Kochała Wdzydze Kiszewskie i Kaszuby, zawsze sławiąc ich piękno we wszystkich piosenkach i gawędach, które niezliczoną ilość razy wykonywała. Mając dziesięć lat zaczęta haftować. Była jedną z ulubionych uczennic Teodory Gulgowskiej, twórczyni wdzydzkiej szkoły haftu. O pierwszym z nią spotkaniu tak opowiadała mi w 2002 roku: „- ...Przyniosłam pani Gulgowskiej moją pierwszą serwetkę. Ona ją skrytykowała i kazała poprawić. Kiedy przyniosłam poprawioną, powiedziała że może być i powinnam się specjalizować w takich małych haftach, to na pewno dostanę za swoje prace parę groszy. Wtedy było ciężko, była duża bieda i bezrobocie, toteż każdy grosz byt w domu potrzebny. Pierwsze swoje pieniądze za haft, całe pięć złotych, dostałam w 1930 roku...".
Nauka Teodory Gulgowskiej nie poszła w las... Pani Władzia haftowała coraz lepiej i piękniej, cale życie doskonaląc swoją sztukę. Jej prace są teraz ozdobą wielu kolekcji muzealnych i prywatnych w Polsce i na całym świecie. W 1950 roku dwie nauczycielki szkoły we Wdzydzach Kiszewskich Stanisława Barsznik i Maria Wierzejewska założyły zespół „Wdzydzanki". Wiejskie zespoły świetlicowe, popularyzujące rodzimy folklor, niejednokrotnie stanowiły wtedy jedyny kontakt z szeroko rozumianą kulturą dla mieszkańców małych, zabitych deskami wsi. Pani Władzia od początku śpiewała w nim i deklamowała wiersze nie tylko kaszubskich poetów, a także występowała w amatorskich przedstawieniach teatralnych. W 1969 roku po śmierci założycielki „Wdzydzanek" Pani Władzia przejęła kierownictwo i zaczęła także kształtować artystyczną stronę repertuaru i występów zespołu. „Wdzydzanki" z upływem lat stawały się unikatowym zespołem śpiewaczym, wykonującym pieśni ludowe unisono i a`capella. Pani Władzia niemal do końca życia była twórczą inspiratorką i dobrą duszą zespołu, w którym w ostatnich latach śpiewały Jej wnuczki i krewne.
Stało się tradycją, że „Wdzydzanki" dawały wspaniałe koncerty we wdzydzkim muzeum z okazji corocznych Jarmarków Wdzydzkich. Miałem przyjemność prowadzić kilka ostatnich, podczas których Pani Władzia - mimo swego sędziwego wieku - zawsze była w rewelacyjnej formie. Pamiętam ubiegłoroczny, kiedy już chodzenie stanowiło dla niej wielką trudność i poruszała się o lasce. Przygotowaliśmy wtedy dla Pani Władzi wygodne siedzisko, sądząc że nie będzie mogła śpiewać stojąc. Jakże się myliliśmy! Zaśpiewała - jak zwykle na stojąco - pełnią swego głosu, dając wspaniały przykład młodszym i zbierając zasłużoną owację. Bardzo dobrze się stało, że w 2005 roku jarmarkowy koncert „Wdzydzanek" nagrało Radio Gdańsk. Pani Władzia była wtedy wspaniała, a jej głos brzmiał wdzięcznie i donośnie. Również bardzo dobrze się stało, że staraniem wdzydzkiego muzeum oraz Instytutu Sztuki PAN i Radia Gdańsk ukazała się płyta - życiowe dzieło Pani Władzi z nagraniami pieśni Jej i „Wdzydzanek" od 1950 roku. Kiedy w ubiegłym roku miałem zaszczyt prowadzić promocję tej płyty, Pani Władzia nie ukrywała swej radości i wzruszenia, że Jej dzieło już nigdy nie zaginie.
Przez niemal całe swoje twórcze życie aktywnie współpracowała z muzeum we Wdzydzach Kiszewskich. Chociaż mieszkała w swoim domku kilkaset metrów od muzeum, Jej wizyty w skansenie były zawsze wielkim świętem. Do ostatnich dni interesowała się skansenową codziennością, przeżywała każdą nową wystawę, uczestniczyła we wszystkich imprezach czy otwarciu nowych obiektów. Kiedy do Wdzydz przyjeżdżali dziennikarze, kiedy radio lub telewizja robiły tam programy, nigdy nie odmawiała swojej pomocy. Potrafiła w niepowtarzalny sposób mówić o Jej ukochanych Kaszubach, ubarwiając w ten sposób każdą audycję. Panią Władzię zawsze będę pamiętać jako osobę skromną i bezinteresowną, a kontakty z Nią jako wzruszające. Podczas Jej 82. urodzin, które obchodziliśmy we wdzydzkim muzeum sześć lat temu, Pani Władzia w rozmowie z dyrektor Teresą Lasową wyraziła swoje najskrytsze pragnienie: .....- Chciałabym dożyć 100-lecia skansenu...". Dożyła!!! Była podczas jubileuszowej uroczystości najcieplej witanym Gościem, uhonorowanym jak należy, stosownie do swoich wielkich zasług. Właśnie wtedy wojewoda gdański wręczył przyznany przez ministra kultury Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis", wieńczący Jej twórcze dokonania.
Bardzo nam będzie brakować Pani Władzi, Jej pieśni, Jej życzliwości i Jej poczucia humoru. Na szczęście mamy płytę, mamy zdjęcia, mamy teksty Jej poświęcone. To był Wielki Człowiek. To była wspaniała i piękna Osobowość. To było wspaniałe, czasami trudne, ale piękne Życie.
Andrzej Kisiel

12 maja 2008 roku w Toronto w Kanadzie w wieku 94 lat zmarł

Śp. Paweł Brzeska

Wielce oddany syn kaszubskiej Ziemi, zarówno tej pomorskiej jak i Kaszub kanadyjskich.
Pochowany został 30 maja 2008 r. na cmentarzu w Kartuzach.

Cześć Jego świetlanej pamięci.

Wspomnienie o nim w tym numerze NG publikuje ks. Władysław Szulist. /tz/

 


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: Dobry pas kulturystyczny