NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny

Pomorski los

Jak to się zaczęło? Musiałbym sięgnąć pamięcią do wczesnych lat dzieciństwa spędzanych w Nowych Prusach u babci Heleny. Lubiliśmy – wówczas słuchać różnych opowieści, czasami śmiesznych, radosnych, czasami smutnych. Zawsze zresztą siedziało we mnie zainteresowanie historią, może nie tyle rodzinną, ile tą w szerszym wymiarze. W końcu wylądowałem na studiach historycznych w Gdańsku. Jak dziś pamiętam pierwszą wizytę z mamą i ciocią Martą (siostrą babci) u ich brata - wujka Jerzego w Gdańsku na ul. Tarniny. Wówczas poznałem wujka, o którym do tej pory wiedziałem tylko mgliście, że w ogóle istnieje. Wkrótce skromne mieszkanko na poddaszu stało się móją przystanią na lata studenckie. Do dziś zachowuję we wdzięcznej pamięci wujka za to, że pozwolił mi u siebie zamieszkać, bo tylko dzięki temu mogłem studiować. To rzadki już przykład rodzinnej solidarności.
Wujek, mieszkając samotnie, spragniony był rozmów. Właściwie cały czas opowiadał, pytał... Prawda, czasami bywał męczący, czasami zamykałem się, nie chcąc powtarzać, po raz nie wiadomo który, tych samych wiadomości. I nie chcąc słuchać tych samych opowieści. Teraz z perspektywy lat, żałuję, że ich wówczas nie spisałem! Że ich nie nagrałem. (Co to był za język! Ciągle go słyszę - wszystkie gwarowe zwroty, specyficzny akcent, różne wujkowe neologizmy.

(Bodaj najtrafniejszym było nazwanie telewizora „plugaczem". Wujek był nie lada oryginałem. W związku ze swą zdeklarowaną niechęcią do komunistów nie jadał nic czerwonego, łącznie z pomidorami. Za dobre uznawał tylko wyroby przedwojenne. Znany był z tego, że jak ktoś nie miał skórzanych butów na porządnej podeszwie (takich, jakie nosili bogaci panowie przed wojną) był dla wujka niewiele wart. Jakość obuwia była podstawą oceny. Każde inne buty były przez niego określam-„trumiennymi" (właściwie jak jednorazówki w czasie wojny ubierane do trumny nieboszczykom). Nie chodził też z definicji do lekarzy - wiadomo było bowiem, że te wszystkie „tabletchen" wymyślili Niemcy w czasie wojny, podobnie zresztą jak różnego rodzaju namiastki (ersatz), które miały zastąpić treściwie jedzenie. Stosunek do Niemców był u wujka ambiwalentny, /jednej strony był pełen uznaniu i podziwu dla siły cywilizacji technicznej Niemiec, dla ich gospodarczej potęgi. Z drugiej strony, przeklinał Niemców za butę i wojnę, którą wywołali. Sam jednak uważał, pracując po wojnie w kolejowych ekipach remontowych, że powinien wszystko wykonywać tak, jak nauczyli go przedwojenni majstrowie w Gdańsku. To dlatego do końca, jako jedno z najgorszych wspomnień przywoływał, że jego koledzy z ekipy remontowej zniszczyli to, co zbudował jednego dnia, mówiąc, że nie będzie u nich takiej „niemieckiej roboty". Jako Pomorzanin starej daty, do czego się przyznawał i z czego był dumny, miał bardzo krytyczną opinię o „bosych Antkach", którzy napłynęli na Pomorze przed i po wojnie.)

Od początku jednak miałem świadomość, że losy tej rodziny są i typowe, i wyjątkowe zarazem. Chcąc je w jakiejś mierze utrwalić, namówiłem kilkanaście lat temu babcię, aby nagrała swoje wspomnienia. Nauczył mnie tego mój mistrz - prof. Józef Borzyszkowski - potrafiący jak nikt inny wykorzystywać relacje i wspomnienia w swojej pracy naukowej.
Tak więc trzynaście lat temu babcia zasiadła przed magnetofonem i zaczęła swoją opowieść: „Ja, Helena Pluta, mając już wiek 87 lat skończone, przy zdrowym rozumie jeszcze, nagrywam to dla mojego wnuka Cezarego Obracht-Prondzyńskiego, opowiem o moich rodach". Kaseta z tym nagraniem stanowi dziś prawdziwą rodzinną relikwię. (Spisana została natychmiast po nagraniu przez Alinę Baaskę, koleżankę z pracy w Urzędzie Wojewódzkim w Gdańsku).
Teraz babcia świętuje swoje setne urodziny! To wielkie święto dla nas wszystkich - dla całej rodziny, dziś już tak bardzo rozrośniętej. Mając w ręku babciną opowieść, uznałem, że choć w jakiejś mierze powinienem spłacić swój dług wobec Niej. Bo że dług u babci zaciągnąłem, podobnie jak my wszyscy, to rzecz pewna. Kiedyś o biskupie Konstantynie Dominiku ks. prof. Janusz Stanisław Pasierb powiedział, że „nadzwyczajna w tym życiu była zwyczajność", I tak jest z naszą babcią- nadzwyczajna jest zwyzajność Jej losu. To pomorskie trwanie przy swojej małej i wielkiej ojczyźnie oraz ich umiłowanie. Ten brak zgorzknienia i zachowanie pogody ducha, mimo tylu przeciwności losu. Wytrwałość i pracowitość — zresztą muszę tu podkreślić, że w zgodzie z pomorskim etosem podstawowym kryterium oceny drugiego człowieka była u babci przede wszystkim jego pracowitość i solidność. Nie słowa się liczyły, ale stosunek do pracy (całą tę relację mógłbym zatytułować: Pracowite mieliśmy życie). A przy tym charakterystyczne dla Niej było i jest zdrowe podejście do życiowych problemów oraz rozwaga. I poczucie humoru.
Długo można by wymieniać przymioty babci. Dziś, gdy jest najstarszą mieszkanką gminy Czersk, zwróci się do nas poprzez swoją opowieść sprzed kilkunastu lat, uzupełnioną narracją nagraną ledwie kilka miesięcy temu. Ta druga kaseta zalicza się także do naszych najcenniejszych pamiątek( w tle nagrania słychać też radość rodzinną... z wygranej Małysza). Bo - trzeba to podkreślić-babcia zachowała znakomitą kondycję intelektualną, a z fizyczną radzi sobie całkiem nieźle. Daj Boże nam wszystkim tyle światłości umysłu i kondycji fizycznej w tak zawansowanym wieku!
Na książeczkę niniejszą złoży się jednak nie tylko opowieść babci. Postanowiłem opatrzyć ją komentarzami, dotyczącymi poszczególnych miejscowości, z którymi los związał Ją i Jej rodzinę, z różnymi osobami, wydarzeniami, faktami historycznymi. Chodziło między innymi oto, aby tę powieść pokazać na nieco szerszym tle, uzupełnić różnymi informacjami, rozwinąć... Całość ubogacają zdjęcia z rodzinnego archiwum, których zachowało się - ku memu szczeremu zdumieniu całkiem sporo. W ichgromadzeniu i opisywaniu brało udział wiele osób: na czele oczywiście babcia Jej córka – Urszula Żywicka i wnuczka Barbara Narloch, z którą babcia mieszka oraz moja siostra Małgorzata Falk. Część skanów wykonał syn Basi.
Zdjęcia z Żarkowa otrzymałem z Urzędu Miejskiego w Głogowie. Sięgnąłem także do zdjęć dostępnych w Internecie. Z sieci oraz z literatury naukowej korzystałem poszukując materiału do komentarzy. Mam nadzieje, że książeczka ta stanie się nie tylko pamiątką dla babci na jej setne urodziny, ale przysłuży się do utrwalenia pamięci o naszej rodzinie i stanie się cennym źródłem do dziejów Pomorza. A sporo tu prawd, które umykają nie tylko przeciętnym mieszkańcom naszego regionu, ale także historykom. Choćby ten fragment, który mówi o babci służeniu w różnych majątkach i domach... Jakże silne były jeszcze w okresie międzywojennym dystanse społeczne! Ileż tu gorzkiej prawdy o ziemianach, kupcach, oficerach nieczułych na ludzką niedolę. Cieszę się też z tej relacji, bowiem w pamiętnikarstwie pomorskim zbyt mało jest ciągle świadectw osób niepochodzących z ziemiaństwa czy inteligencji, ale ze środowisk chłopskich i robotniczych. A jest to opowieść osoby wywodzącej się z tej części pomorskiego społeczeństwa, której historia nie rozpieszczała. To opowieść o trudnym życiu - biedzie, walce o jakiekolwiek wykształcenie, wojnach... Ale też jest to opowieść o częściowym awansie społecznym dzięki wykształceniu (nauczyciele, urzędnicy, pracownicy nauki) oraz o sukcesywnym awansie materialnym, mimo wszystkich przeciwności losu. Babcia zawsze, obserwując dzisiejsze czasy i słuchając naszych narzekań, Jak to jest ciężko i licho", przywołuje nas do porządku i mówi, abyśmy nie grzeszyli. I prawda - cóż my możemy powiedzieć o ciężkim życiu, słuchając Jej opowieści?
Winien jestem jeszcze czytelnikom informację dotyczącą zasad edycji tekstu. Zasadniczym źródłem jest opowieść babci sprzed trzynastu lat. Cytując Ją, staram się zachować oryginalne brzmienie języka, ingerując w tekst tylko w tych miejscach, w których jest to uzasadnione jasnością wywodu. Pamiętać bowiem należy, że tekst mówiony zawsze różni się od tekstu pisanego. Czasami opowieść tę uzupełniać będę wspominkami z drugiej, nowszej kasety (ale zawsze zaznaczę to w tekście). Muszę też, zwrócić uwagę na fakt, że niekiedy pojawia się w tekście głos drugiej osoby - opowieści babci towarzyszyła Jej córka, Urszula, dopytując, czy też ukierunkowując narrację. Tych ingerencji nie usuwałem, aby nie zmieniać za bardzo tekstu.
Podkreślam też, że nie jest to genealogiczny wywód o dziejach naszej rodziny, choć wiele tu takich informacji - czasami bezcennych - się znalazło (pewnie nieuniknione są tu także błędy, bo jednak ludzka pamięć bywa ułomna). Napisanie takiej genealogicznej rozprawy wymagałoby osobnych badań, sprawdzenia wielu informacji w archiwach, ich uzupełnienia, rozwinięcia, także sprostowania... Na to, mam nadzieję, jeszcze przyjdzie czas i ktoś się tego zadania podejmie. Liczę też, że członkowie naszej rodziny dopiszą dalsze ciągi sagi rodów Kamińskich, Plutów, Stopów, Rozenkranzów...
W tej opowieści równie ważne jak informacje genealogiczne są rodzinne anegdoty, obrazki z życia codziennego, fragmenty zapamiętanych zdarzeń... Wszystko to złożyło się na to, co jest w tej książeczce najważniejsze - na świadectwo pamięci i doświadczeń naszej Mamy, Babci, Prababci i Praprababci - Heleny Pluty. Składam ją na Jej ręce w imieniu rodziny dalszej i bliższej, przede wszystkim w imieniu czwórki dzieci, dziesięciu wnuków, dwudziestu jeden prawnuków i dwóch praprawnuków.

*
Modlitwa ( - Babci)
Teraz mam 87 lat skończone i jeszcze przy zdrowym rozumie jestem.
Mam 11 wnuków, l O prawnuków i mieszkam u wnuczki Barbary z jej mężem Piotrem i z dwoma prawnuczkami. Mam dobrze i czuję się jeszcze dobrze i zdrowo. I mogę jeszcze dużo opowiedzieć. A teraz będę mówić pacierz:
Ja przed tobą Ojcze Przedwieczny,
który stworzyłeś niebo i ziemię
i rzeczy widzialne, i niewidzialne,
i nas stworzyłeś na swoje podobieństwo,
a my niewdzięcznością odpłacamy za dobro,
ale z wielkiej i boskiej ku nam miłości
zesłałeś Syna swego jednorodzonego,
który narodził się z Marii Panny za sprawą Ducha Świętego.
O Duchu święty! Polecam wszystkich moich dzieci, wnuków, prawnuków
żeby się żadne Boga nie zaparło, pożyteczne dla ludzi byli
Dziękuję Bogu za wszystkie łaski.
Amen.


 


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: weider - najlepsze odżywki i suplementy Najlepsze szkolenia bhpSzkolenia BHP Najlepsze szkolenia bhpSzkolenia BHP Meble ogrodowe