| | Po pierwszym rozbiorze Polski, po włączeniu powiatu człuchowskiego do Prus, zaczęli tu napływać osadnicy, głównie rzemieślnicy. W miasteczkach powstawały liczne zakłady tkackie, rozwijała się produkcja obuwia, mebli, wozów konnych, karet. Cieśle przystąpili do budowy dworów, zabudowań gospodarczych i innych obiektów według stylu panującego w kraju ich pochodzenia-w stylu pruskim. W tym dotychczas nieznanym kierunku budowy powstawały liczne ewangelickie kościoły, domy mieszkalne i gospodarcze. Rozwój gospodarczy wymagał racjonalnej gospodarki leśnej nadzorowanej przez królewskich leśniczych. Niewątpliwie wszystko to miało swój związek z powstaniem pierwszej na tych ziemiach huty szkła. Wynikało to również ze znacznego zapotrzebowania na jej wyroby, a dostarczane z daleka były drogie i nie zawsze do osiągnięcia. Najbardziej były poszukiwane butelki, naczynia domowego użytku, niewielkich wymiarów szkło okienne. Naprzeciw tym potrzebom i dla osiągnięcia znacznych dochodów pan Piwonka na obecnym Wieczywnie w 1788 roku uruchomił pierwszą hutę szkła. Ze względu na to, że położona była na terenie należącym do Borowego Młyna została nazwana „Heydemuhlsche Glashütte” lub „Glasfabrik”. Nazwy Wieczywno czy późniejsze Ferdinandshof nie były jeszcze znane. Taką nazwę według mapy z 1806 roku nosiła ta osada. Można ją przetłumaczyć jako Borowomłyńska Huta Szkła. Wokół tego niewielkiego zakładu szybko rozrosła się osada licząca około 150 mieszkańców, a może i więcej. W dużej mierze byli to fachowcy branży szklarskiej, których było brak wśród miejscowych Kaszubów. Była to pierwsza, większa grupa ewangelików, która osiedliła się na Gochach. Przybyli tu z całymi rodzinami, gdyż tu znaleźli źródło utrzymania. Można wymienić nazwiska niektórych przybyszów: Krüger, Jacob, Krause, Grennert, Braune, Falck, Dremmel, Gutzman, Trapp czy Schmulidt. W księdze parafialnej Pietrzykowa znalazłem wpis dotyczący urodzin Eweliny Jacobiny dnia 13 listopada 1788 roku, a także wpis z dnia 5 października 1788 o urodzeniu dziecka o imieniu Alexander w Königliche Glashütte – Królewska Huta Szkła. Tak więc rodzili się, żyli i umierali i tutaj też powstał ich pierwszy cmentarz. Rodzi się pytanie, dlaczego właśnie w tym miejscu huta została zlokalizowana? Wpływ na to miały duże zasoby drewna potrzebne do palenia w piecach huty oraz węgla drzewnego potrzebnego do produkcji szkła i wyrobów z niego. Ponadto istotnym był występujący na bagiennych obrzeżach Wieczywna i nad rzeką Chociną piasek kwarcowy. Produktem ubocznym przy pozyskiwaniu węgla drzewnego była smoła, na którą było też zapotrzebowanie. Huta dobrze prosperowała przez prawie 70 lat, a jej wyroby jak: szkło okienne, butelki, wazony, kieliszki i szklanki sprzedawano po okolicznych wsiach i miasteczkach. Część towarów spławiano tratwami rzeką Brdą. Manufakturę zlokalizowano na zakolu rzeki Chociny, gdzie znajduje się niewielkie wzniesienie między obecną leśniczówką, a domem robotnika leśnego. Bieżąca woda była niezbędna do wypłukiwania piasku kwarcowego. Inne surowce, jak topniki, stabilizatory, środki barwiące i odbarwiające, jak wapno, saletra i inne pochodziły z Gdańska i były sprowadzane w drodze powrotnej po sprzedaży gotowych wyrobów. Piasek kwarcowy ze wspomnianymi dodatkami był przetapiany w temperaturze około 1000 stopni Celsjusza. Po obniżeniu temperatury do 800 stopni, kiedy to zanieczyszczenia osiadały na dnie pieca, z czystej masy szklanej dmuchacze formowali różne wyroby, jak: naczynia, butelki, wazony, rurki i inne. Inną technologię stosowano przy produkcji szkła okiennego, z którą obeznani byli tylko mistrzowie szklarscy, do których zaliczano też dmuchaczy. Odpady szklarskie, żużel, pozostałości z produkcji służyły do utwardzania nawierzchni dróg dojazdowych. Widoczne były jeszcze w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Huta była dobrze rozbudowana, istniały tu magazyny na surowce i wyroby gotowe, wiaty dla wozów konnych, stajnie z zapleczem na pasze dla koni, bydła oraz zwierząt gospodarczych. Dla pracowników i ich rodzin niezbędne były budynki mieszkalne, które musiały pomieścić, co najmniej 160 osób. Dodatkowo zatrudniani byli mieszkańcy Kobylich Gór oraz z wybudowań Nierostowa znad rzeki, Chociny. Dowodzi tego księga urodzeń z 1846 roku, przy wpisie dziecka rodziny Bińczyków z Kobylich Gór – „zatrudniony w hucie szkła”-chodzi tu o ojca dziecka. Dowodzi to również tego, że w tym roku huta była jeszcze czynna. Około 1860 roku po długoletniej intensywnej eksploatacji huty w Wieczywnie zabrakło drewna do podtrzymania produkcji. Hutę wraz z jej pracownikami przeniesiono do Nowej Karczmy, położonej w bliskiej odległości od brzegu znajdującego się tam jeziora. Istniała tam do 1920 roku. Dobrze ją pamiętali moja matka i dziadek Szczepan Kowalik z Rowisty, który w niej okresowo pracował. O wielkości huty świadczył komin, widoczny z odległości 10 kilometrów z Owczej Góry koło Borowego Młyna. Pamięta to dzisiaj, wiekowy Michał Reszka. Cegła z rozbiórki komina huty w Nowej Karczmie posłużyła do budowy przestronnego domu młynarzowi w Upiłce. Z hutą w Nowej Karczmie związany był pewien epizod w życiu mojej matki. Musiało to być około 1912 roku. Jak zwykle dzieci, a wśród nich moja matka, pasły krowy przy drodze z Żychc do Nowej Karczmy. Nagle z za lasu wyjechała kareta bez koni i wtedy jeden ze starszych chłopców zawołał: „uciekajmy, bo to diabeł i zaraz zacznie nas gonić”. Ze strachu zostawili bydło i uciekli do domu, opowiadając swoim rodzicom, co widzieli. Dopiero później się wyjaśniło, że ten pojazd bez koni to samochód, a pojechał do właściciela huty w Nowej Karczmie. Był to pierwszy samochód, jaki tutejsze wiejskie dzieci widziały. A przecież nie było to nawet sto lat wstecz! W 1920 roku po ustaleniu granic państwowych, gdy Nowa Karczma została włączona do Polski, dotychczasowy właściciel sprzedał hutę Polakowi. Odtąd zaczęła upadać, w końcu wyłączono piece i zaprzestano produkcji. Z biegiem lat rozebrano budynki, których resztki istniały jeszcze po II wojnie światowej. Wielokrotnie pokazywali mi je moi rodzice, gdy furmanką konną jeździliśmy do dziadków. Istniejąca w tym czasie droga miała nawierzchnię utwardzoną odpadami szlaki poprodukcyjnej, co było wtedy rzadkością. Pod koniec lat pięćdziesiątych XIX wieku, gdy upadła huta szkła, na Wieczywnie, w sąsiednim Żelaznym Moście (Eisenbrück), obecnej Żołnie powstał nowy zakład produkcji wyrobów szklanych. Była to następna z istniejących pod koniec tego wieku na ziemi człuchowskiej huta szkła. Miejscowi Kaszubi zostali wyparci przez napływową ludność ewangelicką. W 1892 roku żyło tam jeszcze 66 katolickich Kaszubów, co stanowiło 31% ludności.. Pozostali mieszkańcy byli ewangelikami, których włączono do parafii ewangelickiej w Borowym Młynie. Huta szkła w Żołnie istniała w latach 1859-84, jednak wskutek produkcji wielkoprzemysłowej oraz wysokich kosztów drewna i ta po 25 latach swego istnienia uległa likwidacji. I tak pozostało do 1945 roku. Już po drugiej wojnie światowej w latach sześćdziesiątych XX wieku w miejscu, gdzie niegdyś stała huta szkła w Wieczywnie, urządzono szkółkę leśną na potrzeby leśnictwa. Przy jej urządzaniu pracował Jan Gawin z Borowego Młyna, który przy pracach ziemnych znalazł szereg wyrobów ze szkła z niewielkimi wadami lub uszkodzeniami. Były to: wazony, kufle, karafki, butelki i inne naczynia, lecz do tych znalezisk ani on, ani inni robotnicy, nie przywiązywali wagi. Znaczna ich część uległa rozproszeniu. Reszta uległa zniszczeniu przy głębokiej orce. Przypuszczalnie gdzieś na obrzeżach ziemia kryje jeszcze w sobie wyroby dawniejszej huty szkła, a może w niejednym domu są jeszcze używane lub porzucone na strychu przedmioty szklane i nie zdajemy sobie sprawy z ich historycznej wartości. * Jest to fragment opracowywanej przez autora książki „Ewangelicy na Gochach” /tz/ |

![Benedykt Reszka [Rumia]](/foto/autorzy/51.jpg)