Gerard Szprycht z Katarzynek-Gospodarz Dozynek Gminy Lipnica. Obok Gerarda Szypryta Helena Czapiewska z Rucowych Lasów (żona Tolka). Wieniec niosą - uczennica Katarzyna Lemańczyk (obecnie Dupik), uczeń Jan Rudnik (,,z kuli"). Przy bramie pierwszy po lewej-Zygmunt Pażątka Lipiński (mieszkający naprzeciwko przedszkola); obok, z przodu - Kazimierz Pażątka Lipiński (mieszkający przy J. Nepomucenie)- wszyscy z Borowego Młyna.
O spotkaniu przedwyborczym na Gochach w Borowym Młynie w 1984 roku, na łamach Tygodnika „Zbliżeń” pisała :
Stara opowieść głosi, że podczas tworzenia świata lud kaszubski cierpliwie czekał na własną ojczyznę. Malała garstka oczekujących w kolejce na stworzenie poszczególnych krajów. Wreszcie siódmego dnia świat był gotów. Stwórca szykował się już do odpoczynku. Nagle poczuł, że za rękaw ciągnie go zdenerwowany chłop, który nieśmiało zapytał.
- Panie Boże! a co dasz nam, Kaszubom?... Zmęczony Pan Niebios wskazał na skrzynię i rzekł:
- Weź to, co zostało jeszcze w tej skrzyni. Taka będzie twoja ojczyzna...
Kaszub zajrzał do skrzyni w nadziei, że znajdzie tam dużo ziemi ornej, ale na jej dnie zostało tylko trochę pagórków, lasów i błękitnego morza. Z tego stworzył kraj biedny, gdzie życie znojne, ciężkie, lecz pogodne.
Zamiast charakterystyki mieszkańców Borowego Młyna przedstawiono nam tę starą przypowieść, kiedy razem z wojewodą słupskim — Czesławem Przewoźnikiem i sekretarzem Rady Wojewódzkiej PRON — Zbigniewem Talewskim, jechaliśmy na konsultacyjne spotkanie przedwyborcze. Mieli w nim uczestniczyć mieszkańcy Bukowa, Borowego Młyna, Bydgoszczy, Dębowa, Katarzynek, Klasztoru, Kobylich Gór, Kotła, Rosoch, Starego Mostu, Upiłki, Wieczywna i Wierzchociny.
W drodze do Borowego Młyna jeszcze wizyta w miejscach pamięci narodowej i kwiaty pod pomnikami: ofiar II wojny światowej w Borzyszkowych i upamiętniającym 300-lecie Odsieczy Wiedeńskiej w Brzeźnie Szlacheckim.
Wreszcie Borowy Młyn. Miejscem spotkania są pomieszczenia szkolne. Na sali około
pięćdziesięciu zebranych, Młodych ludzi można policzył na pakach. Większość uczestników to mieszkańcy Borowe go Młyna.
Jeszcze przed zebraniem dowiedziałam się, że sporego zamieszania wśród miejscowych działaczy PRON narobił wybór kandydata do listy wojewódzkiej. Kandydatem z Lipnicy miała być kobieta do lat 29, członkini ZSL. Trudno było znaleźć kandydata. Powodem do dyskusji stał się także fakt, że z Konarzyn i Studzienic mają być przedstawione z tego samego okręgu po cztery kandydatury na radnych WRN, a z Lipnicy tylko jedna.
Wybory do Wojewódzkiej Rady Narodowej budzą wśród Gochów wiele niepokojów i wątpliwości, które powinny być wyjaśnione. Żadnych natomiast wątpliwości nie rodzą przygotowania do wyborów Gminnej Rady Narodowej. Wszyscy w tym środowisku znają się. Na zebraniu konsultacyjnym nie trzeba było nawet prezentować kandydatów. Problemem będzie wybranie najlepszych spośród nich. Na liście kandydatów po wielu dyskusjach znaleźli się: Maria Albrecht, Maria Lemańczyk, Marian Klaist, Roman Rudnik, Franciszek Zblewski, Jan Półczyński, Korneliusz Trzebiatowski, Zygmunt Buczkowski, Jadwiga Friede, Gerard Szypryt, Henryk Trzebiatowski, Józef Pałbucki, Bernard Kolberg, Albin Skiba, Edward Olik.
Po odczytaniu listy na sali zapanował gwar. Wreszcie jeden z rolników zdecydował się wystąpić w imieniu sąsiadów:
- Uważamy, że Albin Skiba prowadzi działalność, z której więcej pożytku niż my mają mieszkańcy gminy Konarzyny. Na naszym terenie może go z powodzeniem zastąpić jego syn — Kazimierz. Proponuję wystąpić z wnioskiem o zmianę kandydata.
Wniosek spotkał się z aprobatą zebranych, a mój sąsiad półgłosem wyjaśnił, że na Go chach jest wiele rodzin, w których tradycje społecznej aktywności są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Zaangażowanie ojca udziela się synom. Na takich ludzi zawsze można liczyć, oni swoich nie zawiodą!
Lista kandydatów na radnych została zaakceptowana,
ale na sali budzą się jeszcze pełne niepokoju głosy:
- Którzy kandydat pozostaną na liście?
- Czy będą się martwili także o te wioski, w których nie mieszkają?...
- Czy jest sposób, żeby zmusić wszystkich radnych do aktywnej działalności?...
Działacze PRON wyjaśniają wątpliwości, przypominają założenia ordynacji, omawiają przygotowania do wyborów.
Sala się uspokaja. Kolejnym punktem zebrania jest przedstawienie programu wyborczego.
W rozwoju gminy do 1990 roku znalazło się miejsce dla intensywnego rozwoju rolnictwa i hodowli, budowy wodociągów i stacji wodociągowych, zwiększenia zakresu melioracji gruntów, otwarcia kopalni wapna rolniczego w Zapceniu, wzrostu budownictwa" jednorodzinnego. Mówiło się także o budowie remizy w Borowym Młynie, apteki i sali gimnastycznej w Lipnicy. Nie starczyło miejsca na uczciwe postawienie spraw rozwoju kultury i oświaty. Czyżby nie były ważne? W tej gospodarnej gminie nie ma ani jednego wiejskiego klubu kultury z prawdziwego zdarzenia! Już nie mówiąc o domu kultury, czy nikogo to nie martwi, nie drażni...
Ani jedna szkoła w gminie nie ma sali gimnastycznej dla dzieci! Gdzie mają się rozwijać te ujęte w programie zespoły amatorskie? Chyba nie w dzierżawionej sali remizy strażackiej w Lipnicy!... Aż dziw, że wyborcy godzą się z takim stanem rzeczy!
Kiedy się wśród tych niedostatków widzi wspaniały kościół, błyskawicznie zbudowany w czynie społecznym, to trudno się powstrzymać od gorzkich myśli...
Program wyborczy nie budził zastrzeżeń rolników zgromadzonych na zebraniu konsultacyjnym. Nie wywołał dyskusji. Może nie przemawiał do ich wyobraźni tak silnie, jak kłopoty dnia codziennego?
Dyskusja stała się okazją do narzekań. Na chleb, stary, nie nadający się do jedzenia; na śmierdzącą kiełbasę, którą się karmi rolników, na brak
Materiałów budowlanych, bałagan w zaopatrzeniu w nawozy mineralne; . nieuczciwą sprzedaż w lipnickim sklepie, wreszcie na nieczynny młyn...
Najwięcej emocji budziła sprawa otwarcia w Borowym Młynie sklepu z artykułami tekstylnymi i obuwniczymi. Maria Albrecht, Jadwiga Wirkus, Roman Reszka, Władysław Lipiński i Zygmunt Buczkowski zarzucali prezesowi lipnickiej GS brak inicjatywy. Sprawy wiejskiego handlu nie były jedynym, o które dopominali się mieszkańcy Borowego Młyna. Emerytowany nauczyciel Alfons Ulatowski -wystąpił z ciekawą inicjatywą:
— W wyniku działania rodzimej ludności w 1920 roku przesunięto na terenie naszej gminy granicę niemiecką. Proponuję, żeby tu, u nas postawić obelisk dla upamiętnienia tych zdarzeń. W tym celu należałoby takie włączyć nasz region do sieci znanych szlaków turystycznych. Opracowaliśmy program wędrówek pieszych i zmotoryzowanych pn. „Czyn zbrojny Gochów", który zapoznałby społeczeństwo naszego województwa z mało znaną historią tych ziem.
Wystąpienie wojewody słupskiego zamykające zebranie konsultacyjne wyjaśniło wiele spraw dotyczących funkcjonowania gospodarki województwa, handlu i produkcji rolnej.
Wspólne wybieranie reprezentantów wsi ma w Borowym Młynie długie tradycje. W szkolnej kronice znalazłam zapis z wyborów do gromadzkiej rady narodowej:
„Dnia 28 lutego 1939 mężowie zaufania 3 list wyborczych zgodzili się na listę kompromisową. Do rady nie wybrano żadnego przedstawiciela mniejszości narodowej (Niemca). W skład rady gromadzkiej wszedł również miejscowy kierownik szkoły. Przewodniczącym Komisji Wyborczej był pan nauczyciel Prondziński".
Już prawie pół wieku temu Kaszubi widzieli siłę w jedności i postulat ten mimo, że czasy się zmieniły nie stracił do dziś na aktualności./-/
*
Za rządów wojewody Czesława Przewoźnika, które przypadły na okres „stanu wojennego” uzyskałem jego akceptację na zorganizowanie patriotycznych uroczystości i budowy pomników na Gochach: w Borzyszkowach, Brzeźnie Szlacheckim i Borowym Młynie. On także akceptował moje wnioski na odznaczenie medalami Za Zasługi dla Województwa Słupskiego: Gminy Lipnica, księdza Kazimierza Reapke proboszcza parafii w Borzyszkowach oraz innych zasłużonych Obywateli tego Regionu. Także w tym okresie zaakceptował zorganizowany przeze mnie wyjazd grupy weteranów z Bytowszczyzny, członków V Dzielnicy Kaszuby i Pogranicze Związku Polaków w Niemczech na uroczystości 50 lecia historycznych zaślubin „Rodła z Wisłą”, które odbywały się w Warszawie.
Czesław Przewoźnik (ur. 31 lipca 1928 w Devin, zm. 27 grudnia 2007 w Warszawie) –był w latach 1968-1973podsekretarzem stanu w Ministerstwie Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych w latach 1980-1989 wojewodą słupskim a w latach 1973-1980. prezesem Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii w Warszawie oraz podsekretarzem stanu w Ministerstwie Administracji, Gospodarki Terenowej i Ochrony Środowiska. Był członkiem PZPR. Był absolwentem Szkoły Inżynierskiej w Szczecinie ( 1954 ). W 1956 uzyskał tytuł zawodowy magistra na Wydziale Budownictwa Lądowego Politechniki Gdańskiej, a w 1975 uzyskał stopień doktora nauk technicznych.
Był najdłużej sprawującym funkcje Wojewody Słupskiego ( od 5 sierpnia 1980 do 31 grudnia 1987 roku) Nazywano go Technokratą z Warszawy. Do Słupska ściągnięty był przez KW PZPR. Był otwarty na Zachód i żądny sukcesów gospodarczych. Ze Słupska awansował na wiceministra budownictwa.
Osobiście jestem mu wdzięczny za wiele spraw jakie w tym czasie (przede wszystkim nie przeszkadzał) można było zrobić na rzecz kultury naszego Regionu przede wszystkim na rzecz słupskich Kaszub.
Cześć Jego pamięci! /tz/