NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny

Andrzej Szutowicz [Drawno]

Od rajdu Garczyńskiego po marsz na Słupsk (cz. I)

W cyklu: Historia (liczba artykułów 64)

[NG: 34/35]   Autor: Andrzej Szutowicz - Drawno (liczba artykułów: 26)
Gen. bryg. Amilkar Kosiński Fot. Henryk P. Kosk
 

Gen. bryg. Amilkar Kosiński Fot. Henryk P. Kosk
 


Gen. mjr pospolitego ruszenia Hipolit Trzebuchowski. Źr. Henryk P..Kosk Generalicja Polska
 

Gen. mjr pospolitego ruszenia Hipolit Trzebuchowski. Źr. Henryk P..Kosk Generalicja Polska
 


Rys. R. Morawski. Gen. Michał Sokolnicki
 

Rys. R. Morawski. Gen. Michał Sokolnicki
 


Rys. R. Morawski. Strzelec konny 2 pułku strzelców konnych płk Franciszka Garczyńskiego z 1807r.

 

Rys. R. Morawski. Strzelec konny 2 pułku strzelców konnych płk Franciszka Garczyńskiego z 1807r.

 


W 1807 roku Pomorze Środkowe stało się terenem wydarzeń, które mimo, że rozgrywały się obok wielkiej sceny politycznej zasługują na przypomnienie i utrwalenie w lokalnej świadomości. Stanowiły one cząstkę epoki, która nadal fascynuje nie tylko historyków ale artystów, humanistów i zwykłych hobbystów. Przez te tereny przeszły wojska, których orły „okryły się nieśmiertelną chwałą” oraz przewinęli się ludzie dziś na trwale uwiecznieni na kartach historii Polski, Niemiec i Francji. To tu, na Pomorzu, rozwinął się legendarny pruski ruch partyzancki, a „walczące o bycie narodem” polskie oddziały przeszły metamorfozę od pospolitego ruszenia do nowoczesnego Wojska Polskiego.

Sytuacja militarna na Pomorzu

14 października 1806 r. armia napoleońska pod Jeną i Auerstedt rozgromiła główne siły pruskie. W państwie pruskim upadło morale i chęć walki. Tylko nieliczni dowódcy i młodzi oficerowie próbowali ratować jego honor. Armia francuska parła na wschód, przejmując obsadzone załogami nadal silne twierdze i rozbijając zdezorientowane oddziały. Para królewska uciekła z Berlina do Królewca. Król, licząc na pomoc Rosji z resztką swoich wojsk zamierzał stawić opór w Prusach Wschodnich. Jedną z głównych dróg przemarszu Francuzów był szlak wiodący od Stargardu poprzez Wałcz , Nakło i dalej na Bydgoszcz, Toruń. Służył on także dla celów zaopatrzenia, komunikacji i łączności. Przegrupował się nim V Korpus marsz. Lannesa ( Lewe jego skrzydło czyli kawaleria szła przez Goleniów, Drawsko i dalej przez Okonek, Nakło). Nic więc dziwnego, że szlak ten w systemie zabezpieczenia działań Wielkiej Armii odgrywał znacząca rolę.

Na północ od niego rozciągało się Pomorze, kraina lasów, pojezierzy, rzek, z odpowiednią siecią duktów i dróg, z których gro przebiegało z północy na południe. Był to rejon wolny od Francuzów z dwiema silnymi twierdzami w Kołobrzegu i Gdańsku, do których nie dotarł duch kapitulanctwa. Załogi tych twierdz zdecydowane były walczyć za wszelką cenę. Nic więc dziwnego, że stały się one ośrodkami organizacji dwóch oddziałów partyzanckich tzw. Freikorpsów . Z woli króla organizowali je młodzi oficerowie; mjr hr. Reinhold von Krokow i por. Ferdynand Baptysta von Schill. Co jest ciekawe, obaj poprzez swoich przodków związani byli z Polską. Schill, który tworzył Freikorps w Kołobrzegu wywodził się z zniemczonej, osiadłej na Śląsku, polsko- czeskiej rodziny. Jego ojciec, Jan Grzegorz, w 1768 r. kupił polskie szlachectwo, po czym do nazwiska dołączył owe „von”.

Ferdynand von Schill (ur.1776 r.) od 14 roku życia związał się z wojskiem. W 1806 r. jako porucznik dragonów brał udział w bitwie pod Auerstedt, w czasie której został ranny. Następnie znalazł się na Pomorzu i do czasu królewskiego rozkazu prowadził swoją małą wojnę. Także ze Śląska pochodził twórca Freikorpsu w Gdańsku .Wilhelm Joachim Reinhold hrabia von Krokow (ur.1767 r.) wywodził się z wielce zasłużonej dla Pomorza i Rzeczypospolitej rodziny Krokowskich, która w wierności Polsce nie wytrwała. Jego majątek mieścił się w m. Pieszcz koło Słupska. Krokow miał większe doświadczenie bojowe od młodszego Schilla, gdyż jako huzar Blüchera walczył z Francją w 1792-1799 r. Po czym w stopniu rotmistrza odszedł z wojska, do armii wrócił już po klęsce 1806 r.

W skład Freikorpsów wchodzili głównie ochotnicy. Były to dość silne oddziały liczące ponad 1000 ludzi. Mimo formowania w Gdańsku, bazą dla oddziałów Krokowa miał być posiadający jeszcze stare mury obronne, Słupsk. Za Słupskiem przemawiały także względy natury praktycznej wynikające z położenia na szlaku między obu twierdzami.

Stacjonujące na Pomorzu pruskie wojsko otrzymało zadanie przygotowania terenu dla angielskiego desantu, a w dalszej kolejności dla rozwinięcia ofensywy na tyły „wlewającej” się do Polski Wielkiej Armii. Poprzez działalność wywiadowczą i dywersyjną paraliżować miano francuską działalność okupacyjną, w tym niszczyć pojedyncze oddziały wroga. Tym samym bezpośrednio zagrożony został szlak pomorski.

Organizacja polskiej siły zbrojnej

W przeddzień wojny z Prusami Napoleon przypomniał sobie o Polakach. W tym czasie Legiony Polskie praktycznie już nie istniały, a sam ich twórca, gen. Jan Henryk Dąbrowski był na żołdzie jednego z pronapoleońskich włoskich państewek. Mając na uwadze dane wywiadu o dużej ilości Polaków wcielonych do armii pruskiej, Napoleon postanowił wrócić do dawnej idei . Przeważyły doświadczenia z roli jaką odegrały Legiony we Włoszech, które miały w swoich szeregach Polaków, głównie dezerterów i jeńców z armii austriackiej.

Cesarz wydał rozkazy o utworzeniu dwóch polskich Legii Północnych. Dowódcą pierwszej został gen. dyw. Józef Zajączek. Odpowiedni dekret Napoleon wydał 20 września 1806 r. natomiast dwa dni później 22 listopada 1806 r. cesarz zdecydował o organizacji 2-gej Legii wyznaczając na jej dowódcę gen. Henryka Wołodkowicza. Legia gen Zajączka zorganizowała się dość szybko, jej formowanie zakończono 29 listopada 1806 r. Nie skończono organizacji 2-giej Legii i w końcu 1806 r. istniejące jej pododdziały przyłączono do 1-szej Legii.

22 października 1806 r gen. Dąbrowski. zameldował się w kwaterze Napoleona w Dessau. Generał otrzymał rozkazy do organizacji wojska polskiego na polskich terenach wyzwalanych przez Wielką Armię. Mając na uwadze sugestie cesarza aby włączyć w to osobę cywilną Dąbrowski zaproponował Józefa Wybickiego. Na co uzyskał zgodę. W tym czasie sytuacja militarna zmieniała się z dnia na dzień. Korpusy francuskie zajmowały kolejne miejscowości: 29 października poddał się Szczecin, 1 listopada Kostrzyń, 3 listopada wyzwolono Poznań....

Gen. Dąbrowski wspólnie z Józefem Wybickim opracowali, za cesarską zgodą, deklarację do narodu polskiego, którą ogłoszono 3 listopada 1806 r. 6 listopada entuzjastycznie witany wjechał Dąbrowski do Poznania. W następnych dniach Napoleon zobaczył, że „ Polacy godni są być narodem”. Marsz przez ziemie polskie armii francuskiej oraz działalność Dąbrowskiego i Wybickiego pobudziły Wielkopolskę, która powstała.

Pierwszą formacją zbrojną powstałą na ziemiach polskich była poznańska Gwardia Narodowa. 9 listopada powstali kaliszanie i 19 listopada zdobyto twierdzę Częstochowę. W wolnych departamentach przystąpiono do organizacji polskiej siły zbrojnej. Wytworzyły się ośrodki organizacji wojska: Poznań i Kalisz, a po zajęciu Warszawy (27 XI 1806 r.) przystąpiono do formowania Legii Warszawskiej. Dowódcą jej został 6 grudnia ks. Józef Poniatowski. Był on jednak wyłączony spod zwierzchnictwa Dąbrowskiego.

W tym czasie, gdy Wielka Armia wchodziła do zniewolonej Polski nastąpił jakże wymowny akt, Napoleon resztkom Legionów Polskich będących na żołdzie włoskim wydał rozkaz powrotu do Ojczyzny. Półbrygada płk. Grabińskiego i pułk ułanów płk. Różnieckiego rozpoczęły marsz wypełniając jakby słowa pieśni, która w XX w. stała się narodowym hymnem.
Organizacją wojska objęto również departament bydgoski. W tym celu 27 listopada przybył do Bydgoszczy gen. A. Kosiński zasłużony oficer Legionów Polskich.

Gen. Kosiński (ur.1769 r.) w wieku 18 lat wstąpił do zakonu, z którego po trzech latach uciekł. Walczył w insurekcji 1794 r. Po klęsce przedostał się do Włoch, został przyjęty do wojska francuskiego ,wtedy zmienił imię z Antoniego na Amilkar. Następnie w Legionach Polskich doszedł do stanowiska dowódcy brygady. Po obronie Mantui znalazł się w austriackiej niewoli, z której wyszedł po bitwie pod Marengo. W 1803 r. w stopniu gen. bryg. zwolnił się z wojska i wrócił do kraju. Na wezwanie gen. Dąbrowskiego stawił się jako jeden z pierwszych.

Mimo nieprzychylności administracji francuskiej oraz zróżnicowania narodowościowego regionu Kosińskiemu udało się stworzyć czwarty liczący się ośrodek formowania wojska. Proces organizacji polskich sił dopełniło zwołanie pospolitego ruszenia. Odbyło się to z woli samego Napoleona, który poprzez nawiązanie do starych zwyczajów Rzeczypospolitej chciał pokazać powszechność wystąpienia Polaków. 2 grudnia 1806 r. były senator Rzeczypospolitej i wojewoda gnieźnieński Józef Radzimiński ogłosił „Uniwersał” tym samym zapoczątkował zbieranie się szlacheckiej braci. 25 grudnia 1806 r. chorągwie poszczególnych województw stanęły na zlocie w Łowiczu. W Nowy Rok, w obecności gen. Dąbrowskiego, na szablę Sobieskiego i buławę Czarnieckiego złożono uroczystą przysięgę. Z terenu podległego gen. Kosińskiemu na zlot udała się chorągiew inowrocławska gen. Kazimierza Sokołowskiego.

Nie było na nim pomorskiego pospolitego ruszenia gen. Komierowskiego, był on potrzebny pod Bydgoszczą, gdzie już 26 listopada 1806 r. doszło do pierwszego starcia z oddziałem pruskim. Kosiński postanowił oczyścić okolice z Prusaków. W nocy z 1 /2 stycznia, rozpoczął akcję, która po kilku dniach skończyła się pełnym sukcesem. Po zajęciu Świecia, 11 stycznia 1807 r. doszło w pobliżu Borzechowa k. Starogardu Gdańskiego do zwycięskiego starcia kawalerzystów Kosińskiego z pruskimi kirasjerami (pułk. Rosensteina) i huzarami (pułku „Pliwitz”) wzięto 13 jeńców w tym jednego oficera por. hr. Schulenburga.

Rycerze gen. Komierowskiego działali w okolicach Nowego i Gniewu tu pod miejscowością Ostrowite doszło do potyczki z 60-cio osobowym oddziałem kirasjerów. Gen. Komierowski włączył się osobiście do walki zabił własną ręką kilku Prusaków, niestety celnie trafiony pruską kulą został śmiertelnie ranny i wkrótce zmarł w Nowem. W dniu śmierci miał 29 lat. (ur. w 1778 r. był uczestnikiem wyprawy gen. Dąbrowskiego 1794 r. do Wielkopolski w 1806 r.).

Mimo bolesnej straty działania gen. Kosińskiego odniosły pozytywny skutek a nowosformowane pododdziały zaczęły zdobywać doświadczenie bojowe. W okolicy Bydgoszczy zapanował spokój.W drugiej dekadzie stycznia gen. Kosiński opuścił Świecie i zgodnie z otrzymanymi rozkazami stawił się w Bydgoszczy. 14 stycznia 1807 r. Napoleon powołał Komisję Rządzącą .Powierzył jej władzę na terenach wolnych od Prusaków. Kierownictwo departamentu wojny otrzymał ks. Józef Poniatowski. W tym czasie, zasadnicze siły polskie łącznie z pospolitym ruszeniem maszerowały w kierunku rejonu koncentracji, na który wyznaczono Bydgoszcz.

W idącej z Gniezna kolumnie 1 Brygady Piechoty (d-ca gen. bryg. Axamitowski) przemieszczał się dowodzony przez płk Franciszka Garczyńskiego oddział kawalerii w sile szwadronu (16 oficerów, 154 - szeregowych), był to tzw 2 pułk strzelców konnych. Ten mały pododdział jazdy sformowany został we Wschowej.

Podległość i zadania

W celu likwidacji zagrożenia z kierunku północnego Napoleon podzielił Pomorze pod względem operacyjnym na dwie części. Wyznaczył rzekę Parsętę jako linię rozgraniczenia dla działających tam wojsk .Cesarz nakazał VIII Korpusowi marsz. Edwarda Adolfa Montiera (wzmocniony grupą gen. Klaudiusza Victora) opanować tereny na zachód od tej rzeki w tym zablokować twierdzę Kołobrzeg.

Natomiast 3 stycznia 1807 r. gen. Dąbrowski otrzymał rozkaz utworzenia grupy operacyjnej z zadaniem opanowania terenów między Parsętą a Wisłą. Grupę początkowo podporządkowano dowódcy I Korpusu marsz. Bernadotte. Zadanie ściśle precyzowało ilość żołnierzy mających brać udział w działaniach na ok. 7000. Za punkt zborny wyznaczono Bydgoszcz. 5 stycznia gen. Dąbrowski wydał stosowne rozkazy. Do regularnego wojska postanowiono dołączyć zgromadzone w Łowiczu siły pospolitego ruszenia (ok. 2800 rycerzy i pocztowych). Generał nakazał zorganizować marsz sześcioma kolumnami po wyznaczonych trasach. Łącznikami mieli być zaufani polscy Żydzi.

Precyzowano zadania w zakresie utrzymania dyscypliny. Wprowadzono system sądów polowych orzekających tylko „winny ,niewinny” Wymarsz zaplanowano na 7 stycznia.

12 stycznia partyzanci pruscy pojmali do niewoli gen Victora i przekazali go jako jeńca do Kołobrzegu. Dowódcą jego grupy został gubernator Kostrzynia gen. bryg. Jan Ménard.

20 stycznia 1807 r. polskie pododdziały osiągnęły Bydgoszcz. Tego samego dnia gen. Dąbrowski przybył do miasta.
23 stycznia Napoleon w celu zdobycia twierdzy Gdańsk utworzył X Korpus ( dow. marsz. Lefebvre) i podporządkował mu grupę Dąbrowskiego oraz mającą ją wzmocnić grupę gen. Ménarda. W związku z tym gen. Dąbrowskiemu nakazano: wykonać marsz na Gdańsk, zwalczać i oczyszczać okolicę z partyzantki, nawiązać łączności z maszerującym gen. Ménardem. Wykonaniem zadań związanych bezpośrednio z Gdańskiem zajął się sam Dąbrowski. Pozostałe powierzył gen. Kosińskiemu i d-cy 2 pułku strzelców konnych płk. Garczyńskiemu.

Gen. Kosiński objął nadzór na terenie wyznaczonym miejscowościami od Kołobrzegu poprzez Szczecinek, Miastko, Bytów, Chojnice, Człuchów. Natomiast płk. Garczyński miał nawiązać kontakt z grupą gen. Ménarda i prowadzić penetrację terenów także po Kołobrzeg. Szczególną uwagę miał także zwrócić na drogę Stargard, Mirosławiec, Wałcz ,Piła. Stosowne rozkazy wydano 22.01.1807 r. Rozkazem z 28 stycznia 1807 r. stacjonującemu w rejonie Szczecina i Goleniowa gen. J. Ménard nakazano wykonać podległymi oddziałami marszu na Gdańsk.

Niestety podczas działań na Pomorzu Dąbrowski często spotykał się ze starą szkodliwą mentalnością szlacheckiej Polski. Ten legendarny generał nie raz wstydził się za czyny swoich podkomendnych , aż w jednym z rozkazów nie wytrzymał i wyznał:
napiszę natychmiast do stanów Pomeranii, że to wszystko, co stało się od komendy mojej w Pomeranii przeciw prawom wojny, było przeciwko mej woli, nigdy z mego rozkazu”.

2 pułk strzelców konnych

Zadania dla pułku sprecyzował osobiście w wspomnianym rozkazie z dnia 22 stycznia gen. J.H. Dąbrowski:
Daję rozkaz płk Garczyńskiemu, ażeby 23 stycznia z swoją komendą ruszył do Nakła, Wałcz [!] ku Neu Stetinowi na trakcie Kolberga, gdzie patrole pojedyncze się pokazują nieprzyjacielskie i ściągać, łapać i postrach w całej okolicy rzucić, że za nim kolumna wojska naszego idzie do Kolberga. Największe jego staranie będzie oczyścić ten kraj od patrolów nieprzyjacielskich […] i zawsze utrzymywać komunikację między moim lewym a prawym skrzydłem francuskim, tak aby nic do nieprzyjaciela się nie przerznęło. Ma żywić swój korpus na koszt nieprzyjaciela, dać zawsze regularne bony za wszystko co bierze […] Utrzyma w swoim korpusie jak największą karność, aby nikomu z obywateli krzywdy nie czyniło i rekwizycji żadnej. Niech nie pozwoli żadnej kontrybucji, gdyż to pod jego odpowiedzialnością. Zaś sam będzie się starał o wszelkie wygody i pomnożenie swojego korpusu”.

(źr. .A.Czarnik „Dzieje Ziemi Szczecineckiej”s.130)

Wynikało z nich, że pułk miał głównie oczyścić wyznaczony mu teren działania z małych oddziałów pruskiej partyzantki, wszelkie zdobycze natury materialnej (kasy) i wojskowej (broń, umundurowanie) miano odsyłać do Bydgoszczy. Pojmanych jeńców i dezerterów nakazano przekazywać najbliższym placówkom polskim lub francuskim lub jeśli to było możliwe, bezpośrednio do Bydgoszczy. Do jego zadań należało wyłapywanie kurierów pruskich, a co za tym idzie przechwytywanie korespondencji oraz rozpoznanie ruchów i sił przeciwnika, głównie w rejonie Kołobrzegu. Pułk otrzymał także polecenie nawiązania łączności z maszerującymi na Kołobrzeg i Gdańsk francuskimi kolumnami.

Ponadto polecono utrzymać wzorową dyscyplinę i wykorzystać działania pułku dla zwiększenia jego stanu osobowego. Zakazano krzywdzić miejscowych obywateli i dokonywać wszelkich rekwizycji żywności. Ze względu na problemy aprowizacyjne pułk miał je organizować we własnym zakresie. Kłóciło się to z zakazem wyrządzania krzywdy, kontrybucji, jednak wszelki zabór i zajęcie żywności nakazano kwitować specjalnymi bonami.

2 pułk strzelców konnych wchodził w skład 1 Brygady gen. Wincentego Axamitowskiego. Dowodził nim, wywodzący się z ziemiańskiej wielkopolskiej rodziny, płk. Franciszek Garczyński herbu Sas. Ojciec jego Stefan był generałem i adiutantem króla Augusta III, matka Weronika pochodziła z rodziny Krzyckich, natomiast dziadek też Stefan piastował swego czasu urząd wojewody poznańskiego. Franciszek Garczyński w powstaniu 1794 r. był rotmistrzem kawalerii narodowej w pułku rodowego imienia. Po upadku powstania służył w armii pruskiej i dosłużył się w niej majora. W 1807 r. był już w tzw słusznym wieku lecz ze względu na to, że należał do grona znajomych gen. Dąbrowskiego otrzymał od niego i dowództwo pułku i patent pułkownika. Także zadania pułku były sprecyzowane pod kątem cech osobowych i umiejętności wojskowych Garczyńskiego. Był ponoć niezdyscyplinowany i kłótliwy.

23 stycznia pułk wyruszył do wykonywania postawionych zadań Już na jednym z pierwszych postojów w m. Łobżenica 26 stycznia płk Garczyński złożył meldunek, w którym relacjonował o zorganizowaniu z dezerterów pruskich polskiego pochodzenia oddziału konnego i pieszego.

Dnia wczorajszego tu stanąłem dla zebrania wszystkich dezerterów polskich [i] oporządzenia ludzi, jeszcze rajsztak (popas) tu mam. Dnia jutrzejszego idę do Piły, stamtąd do Titz, czyli do Tuczna, bo tamtędy wojska francuskie nie przeszły, po nich zaś idąc nie byłoby co jeść; z Titz ku Miasteczku [Krajeńskie], a stamtąd ku Goldbergowi [Kołobrzegowi] podług ordynansu (rozkazu) [.....] Dezerterów pruskich tu bardzo wielu i wciąż ich zbieram, tudzież i broń, bo po wsiach jej bardzo wiele, ale bez najmniejszego raportu o nich. Skoro wnijdę w Pomeranię, zaraz doniosę o tym i kasę zabrawszy, odeszlę JW Skórzewskiemu prezesowi. Dezerterów Polaków nie odsyłam, bo zebrawszy już dosyć karabinków i zabrać jeszcze spodziewając się, jeżeli koni nie dostanę, uformuję pieszych strzelców. Pików (lanc) mam już 150 i więcej robić każę, bo chcę uformować osobnę kawalerię pikinierów. Staram się usilnie jak najpilniej uskutecznić rozkazy Pana. Raport przyłączam Panu. Czekam dalszych rozkazów JW Generała”.

(M.Sczaniecki ,K.Śląski ,” Dzieje Pomorza Słupskiego w wypisach” s. 147)

Rozpoczęto działalność patrolową i zwiadowczą, jednocześnie wszędzie zbierano po okolicy pozostawioną, schowaną czy porzuconą broń. Pułk nie mógł poruszać się ściśle po wyznaczonej trasie, gdyż przechodziły tamtędy większe jednostki francuskie i okolica pozbawiona była żywności.27 stycznia pułk wyruszył w kierunku Piły, którą osiągnął jeszcze tego samego dnia, nadal działały patrole i wyłapywano wałęsających się pruskich żołnierzy. Jednak na Pile kończył się rejon, gdzie dominował element polski. Na zachód od tego miasta wzrastała przewaga ludności niemieckiej. Do Garczyńskiego dochodziły meldunki o zwiększonej aktywności pruskiej partyzantki. Pojawienie się oddziału polskiego pobudziło narodowe nadzieje wśród miejscowej ludności polskiej, która podejmowała samorzutnie własne działania także w celach samoobrony przed Prusakami. Dochodziło do starć miejscowych Polaków z partyzantami i z lojalnymi wobec swoich władz Niemcami. Np. w Marcinkowie koło Piły miano zabić miejscowego dziedzica i proboszcza.

Charakterystycznym, a zarazem smutnym przykładem są wydarzenia z Tuczna. W celu przeciwdziałania polskiej aktywności w tym mieście kierowanej przez miejscowego proboszcza Jana Stefana Riebschlegena (mimo niemieckiego nazwiska okazał się dzielnym Polakiem), miejscowy Niemiec o nazwisku Hartmann doprowadził do najścia na Tuczno 30- osobowego oddziału partyzanckiego pod komendą wachmistrza Cocha. Prusacy zamierzali pojmać i uprowadzić księdza, jednak spotkali się z wystąpieniem w jego obronie miejscowych Polaków. Doszło do poważnego starcia, w którym zginęły dwie osoby, a 4 zostały ranne, w tym pruski szpieg pochodzenia żydowskiego z Mirosławca. Zdobyto także 20 sztuk broni i trzy sanie. Ksiądz Riebschlegen obawiał się kolejnego najazdu na Tuczno, przesyłając sanie i dwie sztuki broni zwrócił się 27 01.1807 r.do płk. Garczyńskiego z prośbą o pomoc.

"JW. Generale i Dobrodzieju ! W nocy od 25 na 26 dzień tego miesiąca miałem tu nieszczęśliwy przypadek, że mię zbójcy i rabusie pruscy w liczbie 30 pod komendą wachmistrza Cocha, stojącego pod subordynacją (komendą) leitnanta Szylera ( Schiller), który w mieście Greyfenbergu ( Gryficach) 8 mil od nas odległym stoi z 1000 ludźmi nieregularnymi wojska i 7 armat, napadli w tej myśli, że mnie do Kolberga ( Kołobrzegu ) jako nieprzyjaciela osobiście zaprowadzić, mundury dla polskiego wojska i trzewiki, które dla francuskiej armii tu wygotowane są, także kasę miejską, zabrać chcieli. W tej batalii zostało 2 zabitych i 4 plejzerowanych ( rannych), między którymi się szpieg Żyd z Firdlonka znajduje. Wzięto w areszt także przeszło 20 fuzjów, z których na dowód 2 posyłam i 3 sanie z końmi im zabrano. Przyczyna tego najazdu, jako się po części dało wiedzieć z inkwizycji ( przesłuchania ) tych więźniów, pochodzi od tutejszego dziedzica Hartmana, będącego dawniej pułkownikiem pruskim i na dalszej ( jak ) się jaśniej okaże (służbie ).

Będąc przestraszony, jako się dało słyszeć, że z większą mocą ci sami tu przybędą, proszę JWP Dobr., którego za swego wybawiciela od mnie jako i całemu miastu na ratunek przysłanego uznaję, jak najsilniej, abyś raczył z swoich mężnych żołnierzy 200 z armatą łaskawie przysłać, z którymi mieszczanie i chłopi tutejsi parafialni złączeni żadnego nieprzyjaciela się obawiać nie będziemy.

O szturmowaniu mego pomieszczenia umyślny ten posłaniec gruntowne złoży zaświadczenie.
Proszę powtórnie o łaskawe i jak najpośpieszniejsze przysłanie tego wojska i w tej nadziei, że moja najpokorniejsza prośba skutek odbierze; mam honor wyznać, żem jest z jak największą sumsją (poddaniem) JWMP. Dobr. najniższym sługą. X. Riebschlager.
"

(źr. M.Sczaniecki, K.Śląski - Dzieje Pomorza Słupskiego w wypisach.s.148)

Niestety, oddział Garczyńskiego był zbyt mały aby sprostać wszystkim podobnym wezwaniom. Dowódca pułku musiał wybierać wg ważności operacyjnej i Tuczno nie doczekało się zwartej polskiej siły zbrojnej. 2 lutego pułk zajął Wałcz. Tego samego dnia płk Garczyński meldował gen Dąbrowskiemu:

"Wszystkie starania zakładam, dojścia raz nieprzyjacielskie patrole, lub ich na stanowisku zastania, lecz rzecz próżna, ile oni mają tysiące szpiegów na miejsce, to ja ani jednego jak się należy dostać nie mogę, tylko wszystko przez wysyłane patrole moje dowiaduję się.

Uczyniłem JWP. Dobr. z każdego miejsca raport zupełny na ręce (jak mi Pan rozkazał) do szwagra mego Skórzewskiego prezydenta, że zaś tu dezertery kupią się pruscy i gminy, czyli policji, słuchać nie chcą do stawienia się do Bydgoszczy, przez emisarjuszów pruskich wsparcie wojska się tu patrolami tułającego przyrzeczone mają.

Ja dzisiaj już tylko o pięć mil będąc od Nowego Szczecina, a dziewięć mil od Kolberga, chciałem dzisiaj stanąć w Neu-Stettin, ale oto odbieram list od magistratu z Wielunia czyli Filene o gwałtach uczynionych, tudzież doniesienie, że ku wsparciu tych buntowników patrol ma się zbliżać. Mając w ordynansie kraj ten oczyścić od patrolów nieprzyjacielskich, dezerterów i niewolników chwytać, a owoż dla uspokojenia tego buntu, a dla zdybania patrolu maszeruję nawet nocą, aby tam stanąć. Czekam tylko rozkazu JW. Generała, czyli tu w tej stronie dłużej mam dezerterów zbierać, którzy się kupić i brać nie dadzą, lub czyli prosto z Wielunia mam pomaszerować w Pomeranję. W takowym przypadku jednak prosiłbym JW. Pana, abyś jeszcze oddział jaki, chociaż tylko kompanię piechoty ku Neu- Stettin nadesłać był łaskaw, bo zgromadziło się 700 Prusaków w Greyfenbergu i podobno stamtąd ruszyli. Koniecznie tych zabrać i zniszczyć potrzeba. Mając piechotę na ten czas, tem dokładniej Pomeranją nawiedzić można. Ja już uformowałem piechoty 64 z flintami, ile w każdym miejscu zabieram.... bo przekonałem się, że Prusacy nie mając broni wpadają do miast i zabierają. O colonie [!] dotąd jakowej francuskiej idącej ku Kolbergowi, dowiedzieć się nie mogę, posyłam détachement do Drezdenka do Arms- Waldu, nawet wczoraj do samego Szczecina. Jeżeli JW. Pan nadeśle mi sukurs jakowy, to ten musi prosto się ciągnąć mimo Chojnicy, ku Neu- Stettin, jednakowoż na Lobsentz [!] albo Łobżenicy, aby się złączyć wprzódy. Czekam dalszego JW. Pana ordynansu z uszanowaniem powinnym w Wieluniu lub Trzciance."

Z meldunku wynika, że w Wałczu Garczyński otrzymał wiadomości od magistratu wieleńskiego o pruskich gwałtach na miejscowej ludności oraz o kręcących się nad Notecią patrolach wroga. Prędko zorganizował ekspedycję antypartyzancką w okolice Wielenia. .Gdzie jak również donoszono działał liczny oddział pruski rabujący okoliczną ludność. To na podstawie przytoczonego meldunku należy sądzić, że z Wałcza ruszyły liczne patrole rozpoznawcze strzelców konnych, którymi objęto dość duży obszar sięgający do Choszczna, Drezdenka. Możliwe, że docierały również do Tuczna ,Drawna i Połczyna Zdroju.
W rozkazie z 5 lutego 1807 r. gen. Dąbrowski przydzielił płk. Garczyńskiemu dodatkowych 130 kawalerzystów (w tym 100 z pospolitego ruszenia). 2 psk zwiększył się do prawie 300 kawalerzystów i 64 piechurów, których Garczyński (jak napisał), sformował z ochotników i dezerterów. Zgodnie z zadaniem, pułk w tej sile miał opanować sytuację na ziemi wałeckiej, po czym przemieścić się na Kołobrzeg. Jednak kolejne rozkazy zmieniły zadania pułku i poprzez Okonek- Szczecinek przeszedł w rejon działania zgrupowania gen. Kosińskiego. W konsekwencji ta decyzja doprowadziła do zamiany nastawienia płk. Garczyńskiego i 11 lutego w Człuchowie w meldunku do gen. Axsamitowskiego poprosił o zwolnienie go ze służb. Nim to nastąpiło zasłynął jeszcze podczas zdobycia Słupska.

Działania 2 psk na przełomie stycznia i lutego nie tylko wpłynęły propagandowo na ludność polską z tzw Krajny, ale także pobudziły ją do narodowego działania. Tego regularnego oddziału Wojska Polskiego bali się Prusacy, gdyż nigdy nie odważyli się go zaatakować. Stary Garczyński niósł na swoich koniach nadzieję, nadzieję, która często przerodziła się w gorycz. Czego przykładem znowu może być Tuczno. Po wytyczeniu granicy z Księstwem Warszawskim Tuczno pozostało na terenie Prus. Ksiądz Riebschleger został przez Prusaków aresztowany i skazany za zdradę stanu na długoletnie więzienie. Wiadomo, że karę odsiadywał w Grudziądzu. Pruskie władze Tuczna ciągały po sądach wielu polskich patriotów - uczestników zajść z 1807 r .Ich sprawy rozpatrywano przez kilka lat.

Prawie 140 lat później ponownie na szlaku 2 psk pojawią się polskie rogate czapki, były wśród nich także te kawaleryjskie tym razem na trwale świadcząc o prawie Polski do tych ziem. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że patrole 2 psk podchodząc w rejon Choszczna przechodziły przez Tuczno , Drawno lub ich okolice. Możliwe, że zachowane opowieści o przebywających w rejonie Sieniawy Drawieńskiej żołnierzach napoleońskich, dotyczą polskich strzelców konnych. Niestety, nigdy nie zdoła się tego potwierdzić, a szkoda.

Działanie pospolitego ruszenia gen. A. Kosińskiego

Drugim zgrupowaniem wojska, mającym osłaniać siły główne od strony zachodniej, były chorągwie pospolitego ruszenia pod dowództwem gen. Amilkara Kosińskiego.

Początkowo osłaniały rejon koncentracji wojsk polskich w Bydgoszczy, a następnie przystąpiły do wykonywania wyznaczonych im przez gen. Dąbrowskiego zadań, polegających głównie na oczyszczeniu terenu z oddziałów pruskich i zabezpieczeniu przed nimi lewego boku polskich sił głównych. Kosińskiemu postawiono także zadania nawiązania łączności z oddziałem płk. Garczyńskiego oraz z grupami gen. Ménarda i gen. Teuliégo ( wyznaczony do zdobycia Kołobrzegu) nakazano objęcie systemem rozpoznania i patroli terenu do rzeki Parsęty. W zasadzie nikt z historyków nie wskazuje na to, że podjęte przez gen. Kosińskiego działania praktycznie stały się definitywnym końcem formacji „ pospolitego ruszenia”.
Agonia tego tworu była długa, bo trwała od czasów Kazimierza Jagiellończyka kiedy to podczas wojny trzynastoletniej we wrześniu 1454 r. zebrane w Cerekwicy rycerstwo najpierw zbuntowało się, po czym wymusiło ustępstwa i przywileje od króla. Od tej pory więcej przysporzyło kłopotów Rzyczypospolitej niż pożytku. Powołane z woli Napoleona w 1807 roku, obok epizodów heroicznych, okazało się formacją nieprzydatną, a nawet szkodliwą.

23 stycznia 1807 r. gen. Kosiński z swoimi siłami głównymi wkroczył do Tucholi, w tym czasie jego straże przednie zajmowały Chojnice. Mimo, że były to ziemie rdzennie polskie i mimo rozkazów dyscyplinujących, polscy rycerze ( szlachcic-szeregowiec pospolitego ruszenia był równy oficerowi służby liniowej) zaczęli grabić okoliczną ludność. Stary legionista gen. Kosiński był przerażony i jednocześnie całkowicie bezradny. Zachowanie „pospolitniaków” tak go załamało, że z Tucholi błagał gen. Dąbrowskiego o choćby najmniejszy oddział regularnego żołnierza lub o pozbawienie go dowództwa. Pisał; „ insubordynacja i jakaś nieludzka słabość krzywdzenia własnej ziemi, a nawet współrodaków, którzy z niecierpliwością nas oczekiwali najlepsze okazując chęci odbiera śmiałość i każdy krok czyni niepewnym”. Generał zdawał sobie sprawę ze zła jakie się działo gdyż w tym piśmie napisał również ;”Wolałbym mieć wszystkich Prusaków przed sobą , niżeli doganiać kolumnę w pośród płaczu i narzekań obywateli i wieśniaków zbitych, porąbanych którym pozabierano konie”.

24 stycznia 1807 r. gen. Kosiński przybył do Chojnic. Mieszkańcy miasta byli przestraszeni, mimo rabunków generał obciążył miasto obowiązkiem wykonania przez 10 dni 300 mundurów dla oddziału „ towarzyszów” płk. Dziewanowskiego, którzy nadal nosili pruskie uniformy. Był to oddział wywodzący się z formacji pruskiej który przeszedł na stronę polską . Dalsze posuwanie się sił Kosińskiego w kierunku zachodnim i na Bytów wytworzyło między nim a siłami głównymi zbyt dużą lukę terenową. Stało się to za przyczyną Borów Tucholskich. Dla zażegnania tej sytuacji gen. Dąbrowski nakazał Kosińskiemu skierować się w rejon Starogardu Gdańskiego, a lewe skrzydło w celu przecięcia drogi między Gdańskiem a Kołobrzegiem miało kontynuować działania w kierunku Bytowa i Słupska.

Sytuacja militarna w rejonie Prus Wschodnich wyznaczyła chwilowo grupie gen. Dąbrowskiego inne zadania, polegające na osłonie przepraw nad dolną Wisłą. Spowodowało to zmiany decyzji w stosunku do pospolitego ruszenia gen. Kosińskiego.28 stycznia gen. Kosiński otrzymał rozkaz powrotu do Chojnic i Tczewa. Gdy rozkaz dotarł do adresata, jego awangarda pod dowództwem mjr Ulatowskiego zajmowała Skarszewy, oddział kawalerii ok. 100 koni przeszedł do Starogardu, reszta stała w Górze , Wojtalu nad Wdą i w ich okolicach.29 stycznia przyszedł rozkaz precyzujący zadania i nakazujący odwrót za Wdę, co też wykonano zajmując rejon wyznaczony miejscowościami : Wojtal, Kosobudy, Mokre, Czersk. W raporcie z 2-go lutego do marsz. Lefčbvre gen. Dąbrowski oceniał wszystkie siły gen. Kosińskiego na ok. 2000 szabel. Obejmowały one również i tych rycerzy, którzy wchodzili w skład będących w oddziałach działających na Pomorzu Zachodnim. Były to dwie chorągwie, rawska pod gen. Łubieńskim i druga brzesko- kujawska gen. Trzebuchowskiego.

Trzebuchowski miał pod swoją komendą około 300 szabel. Ponieważ nie zachowały się raporty relacjonujące działania jego oddziału, przypuszcza się, że otrzymał on zadanie przecięcia w rejonie Słupska połączenia drogowego Gdańska z Kołobrzegiem. 29 stycznia chorągiew ta zajęła Miastko, w którym aresztowano jednego kupca za zorganizowanie zaopatrzenia dla Kołobrzegu. Przyjęto też pewną ilość furażu. Oddział Trzebuchowskiego ok. 3 lutego wycofał się do Chojnic.

Znaczne osiągnięcia miał gen. Łubieński z rawskim pospolitym ruszeniem, który 29 stycznia 1807 r. znalazł się w Czarnem. Stąd zostały wysłane patrole, z których jeden dotarł aż do Białogardu. Gen. Łubieński aresztował również trzech pomocników burmistrza Czarnego za zredagowanie jakiegoś listu do Prusaków. Samego burmistrza ujęto wcześniej i przebywał on pod polską strażą w Chojnicach.

Gen. Łubieński 2 lutego meldował gen. A.Kosińskiemu z Czarnego:
"Skorom tylko stanął w Hammerstein (Czarne ) dnia 29 januarii (styczeń), najpierwszą moją starannością było, zapewnić się o bezpieczeństwie mego korpusu. Wysłałem szpiegów aż do Korina (Karlino), ale gorliwość Pomorczyków nie pozwoliła im dalej się posunąć jak do Belgradu( Białogard ). Usilność nieprzyjaciela w ro[z]siewaniu wieści, iż patrol mocny 1100 koni ma przyjść do Bablicz z Kolberga (Kołobrzegu), bardziej mnie zapewnia [?], aniżeli przestrasza, gdyż łatwo sądzić można, że gdy nieprzyjaciel na nieprzyjaciela wpaść nagle pragnie, nie zapowiada marszruty, ni furażów obstalowuje, co oni mieli zrobić od Kolberga aż do Bablicz. Według rozkazu JW. Generała nie mogąc opuścić Hammerstein , posłałem posterunek mocny do Nowego Szczecina, skąd ku Kolbergowi patrolować kazałem, a gdy się przekonam, że mnie zbyt wielkie niebezpieczeństwo nie grozi, posunę się do Berwalde (Barwice) i w tym już powodzie dopraszam się JW. generała Trzebuchowskiego o asekurację. Ponawiam prośbę do JW. Generała, gdyby było być mogło o odesłanie mi 50 koni, które już JW. Generał obiecał mi oddać, gdyż gdybym je teraz miał, byłbym zapewnie już bliżej Kolberga patrole trzymał, a tak z trudnością mi przyszło 150 ludzi dobrze uzbrojonych na awangardę dobrać. W korpusie zaś prawie innej broni nie mam prócz pików, których 200 tu zrobić kazałem. Stosownie do ordynansu mnie na ręce JW. gen. Sokołowskiego komunikowanego, przekazałem gotowość do marszu i ostrożność wszelką, w której pomimo tego nieustannie zostawałem, gdyż dzień i noc połowa koni okulbaczona była. Względem rozporządzenia [co do ?] miasta, czekam dalszych rozkazów JW. Generała. Burmistrz jest aresztowany w Chojnicach, tych zaś innych 3 starszych trzymam tutaj, sądząc ich mało winnemi, a przytem potrzebnych mi dla porządku i furażu w mieście."

Wszyscy się na to zgadzają, że przez posłuszeństwo burmistrzowi podpisali ten list, nie wiedząc nawet dobrze co się w nim znajdowało, na burmistrza zaś powszechnie obywatele nawet z okolicy narzekają, że na nich podszczuwał Prusaków i zsyłał do nich huzarów, zgoła wszelkie zalety patrioty mu dają. Znajdują się też tu obywatele, którzy mając zdawna abszyty od wojska pruskiego odstąpili swoich dóbr, a do Prusaków poszli. Względem postępowania z niemi, czekam rozkazu JW. Generała.

Właśnie w ten moment odebrałem raport od mojej awangardy, która przystąpiwszy do Nowego Szczecina atakowaną była przez obywateli tego miasta, których to obywateli mężnie potykających się dosyć poległo na placu. Z naszych nic prawie nie zginęło, tylko jest kilku rannych. Jadę tam natychmiast, a przez surową i najostrzejszą karę dla przykładu innym tak zachęcę [!?] tamtejszych obywateli, jako swoich żołnierzy zachęcę. Jest mniemanie, że Prusacy niedaleko stamtąd, więc się wywiem, wyrżnąć karzę tych oburzycielów, resztę powiążę. Miało ich być do 200 z wojskiem się znajdujących.
Akcja na Szczecinek została podjęta na skutek informacji dostarczonej przez Polaka ze Szczecinka. Był nim pochodzący z Parsęcka, parobek Krzywy Marten. To on powiadomił o przygotowaniach zbrojonych zorganizowanych w Szczecinku przez miejscowego szewca Schramma, który nawet sprowadził do miasta uzbrojonych w kosy i widły miejscowych chłopów. 2 lutego 150 rawskich kawalerzystów wpadło niespodziewanie do zbuntowanego miasta. Wywołało to popłoch wśród potencjalnych obrońców, część z nich zginęła, część raniono.

Wydarzenia w Szczecinku tak zostały opisane przez gen. Łubieńskiego:
Patrol mój złożony z 150 koni, gdy dochodził do Nowego Sztetyna, spostrzegł góry obsadzone pikietami konnemi i piechotnemi, które za zbliżeniem się onego, rejterowali się do miasta. Ostrzeżony patrol tym sposobem wszedł z jak największą ostrożnością. Szpicę natychmiast obskoczył gmin Niemców uzbrojonych w widły, pistolety, karabiny i rozmaite bronie, lecz natychmiast awangarda i korpus nadbiegli. Na ten widok pierzchnął tłum, który jak powiadają, składało najmniej 400 ludzi, i uciekł po większej części tak między ogrody, gdzie im ciężko co robić było, jako i przez wielkie jezioro do barku. Tak jednak szczęśliwe zdarzenie, że tej nocy mróz wielki tak zmocnił lód, że konie przejść mogły. Pomiędzy temi, którzy się uporczywie bronili, zginęło około 30, tak wszelako szczęśliwie, że żaden z naszych nie zginął ani nawet ciężkiej nie dostał rany. Po całkowitym rozproszeniu Niemców patrol wyciągnął na pole, trzecia część tylko odmieniając się w mieście została, której letkiego rabunku nie broniłem.

(źr. A. Czarnik „Dzieje Ziemi Szczecineckiej”s.130)

Z Polaków nie zginął nikt. Ujęto także samego Schramma i jego dwóch współpracowników oraz innych najbliższych kompanów. W sumie zatrzymano 16 osób. Za karę trójkę przywódców przetrzymano przez całą noc na śniegu. Około godz. 22.00 przyjechał do zdobytego miasta gen. Łubieński i zezwolił swoim podkomendnym na dwunastogodzinny rabunek. Obrabowano głównie mienie państwowe i bogatych Niemców. Rabunek zakończono 3 lutego o godz. 10.00. Tego samego dnia Rawczanie wrócili do Czarnego.

4 lutego gen. Łubieński wezwany przez gen. Kosińskiego przez Biskupnicę przybył do Chojnic przyprowadził ze sobą owych 16 szczecineckich buntowników. Na uwagę zasługuje fakt, że w ich ujęciu pomógł także Polak - uczeń szczecineckiego gimnazjum. Po trzech dniach tzw. „ćwiczeń” wszystkich 16-tu gen. Kosiński wypuścił do domu.

4 lutego Kosiński podał się do dymisji. 7 lutego gen. Dąbrowski wyznaczył na jego następcę gen. bryg. Michała Sokolnickiego, który 12 lutego w Chojnicach przyjął obowiązki dowódcy lewego skrzydła zgrupowania wojsk polskich.

(cdn…)
 


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: odzywki implantologia projektowanie wnętrz