Ginter Grass i śp.red. Ryszard Ciemiński - Gdańsk Długi Targ lato 80 XX wieku (fot.archiwum.re)
Ginter Grass i ks.Władysław Szulist - Matarnia lata 70 XXwieku
Doczekaliśmy się wreszcie, dzięki wydawnictwu Oskar, zapowiadanej publikacji G.Grassa „Przy obieraniu cebuli”. W powieści tej jest wiele więcej wątków autobiograficznych niż w poprzednich dokonaniach prozatorskich tego autora.
W poniższych refleksjach chciałbym zwrócić uwagę na niektóre elementy poprzednio mniej dostrzegane przez autora „Blaszanego bębenka”, a w powyższej powieści bardziej wyeksponowane.
Na s. 40 pisze on: „Jako członek Hitler-Jugend byłem przecież młodym nazistą”. (Zresztą nigdy tego autor nie krył, że uwiodła go nazistowska ideologia.)
Kilka akapitów poświęcił G.Grass ks. dr R.Stachnikowi, przewodniczącemu partii katolickiej „Centrum” w Gdańsku, który to wykazał się wielką odwagą, za co był represjonowany i osadzony w obozie koncentracyjnym w Stutthofie. Tą zacną postać Grass uwiecznił w swych utworach mianowicie w „Turbocie” i w „Psich latach”.
W „Przy obieraniu”…/s. 41/ na jego temat pisze:, „Kiedy jednak nauczyciel łaciny, który będąc ponadto księdzem chciał, żeby go tytułować „monsignore”, przestał surowo przepytywać ze słówek, nie przychodził na lekcje, nagle zniknął ja znów nie zadawałem żadnych pytań, chociaż ledwie przepadł, nazwę miejscowości Stutthof każdy wymawiał ze strachem”.
s. 42: „A kiedy po kilku miesiącach mój nauczyciel łaciny, monsignore Stachnik, wrócił i dalej uczył u św. Jana, ja znowu nie zadawałem żadnych dociekliwych pytań, choć przylgnęła do mnie opinia ucznia nie tylko krnąbrnego, ale i pyskatego”.
„No cóż, on i tak nie mógłby odpowiedzieć /…/, pytania tylko by mu przysporzyły kłopotów”.
W „Turbocie” G. Grass wystawił ks. R.Stachnikowi swoisty pomnik pisząc o nim… „nauczycielowi łaciny i dawnemu przewodniczącemu partii Centrum w Wolnym Mieście niestrudzonemu orędownikowi błogosławionej Doroty z Mątów”.
Z powyższych stwierdzeń wynika, że R.Stachnik poważnie podchodził do nauczania łaciny. Ponadto z tych wspomnieniach nakreślona jest również postać samego G.Grassa, młodego człowieka o wielkim talencie, który stawiał dociekliwe pytania i przewyższał swoim umysłem całą klasę w szkole średniej. Z kolei nadmieniony przez niego obóz koncentracyjny Stutthof, budził wśród uczniów jego szkoły poważną grozę.
G. Grass odwiedził R. Stachnika w połowie lat siedemdziesiątych, gdy ten będąc już emerytem przebywał u sióstr zakonnych w Niemczech. Podczas tego spotkania rozmawiali z nim o sprawach Gdańska. Noblista w relacji z tego spotkania m.in. pisze:, „lecz kiedy napomknąłem o moim milczeniu w uczniowskich latach, o nieprzedawnionej winie, monsignore Stachnik z uśmiechem machnął ręką. Zdawało mi się, że słyszę: Ego te absolvo (ja ciebie rozgrzeszam)”. To wyznanie Grassa brzmi bardzo po ludzku i świadczy o jego skromności i zarazem wielkości.
W tej rozmowie R. Stachnik: „chwalił proboszcza Wiehnke, mojego spowiednika w kościele Serca Jezusowego, ponieważ ten kapłan nadzwyczajnie /s. 43/ dbał o katolickich robotników w swojej parafii.” G. Grass był w tymże kościele u ks. Waltera Wiehnkego ministrantem. Temu to kapłanowi poświęcił znaczne partie tekstów w Blaszanym bębenku. Proboszcz W. Wiehnke spoczywa na starym cmentarzu brętowskim. Jego grób jest przy centralnym krzyżu cmentarnym.
Autor także wspomina o swoim wierze, że /s. 44/: „…żywiły moją wiarę, która była niezbyt chrześcijańska, raczej pogańskiej natury”. Początków tej podstawy wobec wiary należy szukać w czasie, kiedy to autor miał 12 lat i uczęszczał na lekcje religii, które przeważnie nie dotyczyły tajemnic samej wiary a historii kościoła.
Decyzje o oficjalnym wystąpieniu z kościoła katolickiego pisarz podjął w 1974 r.; stając się agnostykiem, jednak jak podkreśla: „cały katolicyzm w niewytłumaczalny sposób fascynuje mnie do dziś.
Z omawianej powieści dowiadujemy się, że Helena – matka Güntera po zakończonej pracy, po zamknięciu sklepu, w którym pracowała, zasiadała przy fortepianie /s. 49/. Miała zapewne muzyczny talent a zatem zmysł do muzykowania.
Rodzicami matki G. Grassa byli Elżbieta i Wincenty Unoff, którzy mieszkali w Gdańsku przy Grüner Weg 12, gdzie 25 lutego 1896 roku urodziła się ich córka Helena. Wilhelm i Helena (oboje katolicy) zawarli ślub cywilny 10.10.1925 r. we Wrzeszczu. Z metryki ślubnej dowiadujemy się, że Wilhelm -był stolarzem, a Helena była kierowniczką sklepu, a także, że mieszkali wówczas we Wrzeszczu przy Kastenienweg (ul.Lendziona) 5a. Sklep Heleny niejednokrotnie odwiedzali krewni z Bysewa. Helena rozmawiała z nimi, po kaszubsku, ale w domu Grassów mówiła po niemiecku.
Na s. 258 noblista zaznaczył, że po matce pozostały mu resztki katolickiego pochodzenia. Z pewnym zażenowaniem wspomina Grass, gdy już mieszkali przy Labesweg 13 (Lelewela) – o trudnych warunkach sanitarnych o WC, z którego korzystały 4 rodziny (s. 70-72).
Gdy miał lat 16, powołano go do Arbeitsdienstu – Oddziałów pracy dla Rzeszy (s. 66, 85). W ich szeregach pracował przy pracach malarskich, ale jednocześnie uczono go jak posługiwać się karabinem.
W omawianej powieści, autor przytacza również kilka szczegółów w związku z otrzymaniem karty powołania do wojska (s. 97, 102). To powołanie do wojska napędziło strachu przede wszystkim jego rodzicom. Czułe był przez nich żegnany. Ojciec odprowadził go na dworzec kolejowy i tam pożegnał go słowami: „Trzymaj się chłopie” (s. 105).
Głośnym echem w świecie odbiło się niedawne wyznanie G. Grassa, że służył jako żołnierz w 10 SS Waffen Panzerdivision Frundsberg, w którego formacjach służyło 900 tys. ludzi.
„Przypuszczalnie w Waffen SS raczej widziałem elitarna jednostkę, która wkraczała do akcji wtedy, kiedy trzeba było radzić sobie z przerwaniem frontu, wydostać się z okrążenia”. Noblista jednak zapewnił, że od złożenia przysięgi pod koniec lutego, 1945 r. do chwili odniesienia rany podczas walk 20.4.1945 r. nie oddał ani jednego strzału, nie uczestniczył też w żadnej zbrodni.
Wojenne losy Grassa nie należały do zbyt udanych w jego życiu. Został m.in. ranny w udo z tym był związany pobyt w szpitalu (s. 154), który jednak po dłuższym czasie działał na korzyść pacjenta. Mógł już wolno wstawać i robić pierwsze kroki (s. 167). Do zranienia doszło, gdy czołg wjechał na minę. Wyznał jednak potem: „Dzięki Bogu zostałem ranny”.
Po raz pierwszy autor wspomina o bezpośrednim czasie po zakończeniu wojny, kiedy to przypadkowo spotkał się z matką, ojcem i siostrą na przystanku autobusowym Flesstetten. Matka wierzyła, że spotkali się dzięki woli - zrządzeniu Opatrzności. Ich sytuacja była wówczas trudna, byli zabiedzeni, prosto odziani i znękani (s. 241). Także żyli w ciężkich warunkach mieszkaniowych, ograniczonych do jednego pomieszczenia, w którym były mieściły się ledwo dwa łóżka. Na jednym z nich spała matka z jego siostrą a na drugim on z ojcem. Różniło się to znacznie od warunków, jakie posiadali poprzednio mieszkając w Wrzeszczu w 2 pokojowym mieszkaniu. (s. 244).
Na str. 376 „Cebuli” autor wyznaje, że „Im jestem starszy, tym bardziej zawodna staje się chronologia jako kula, którą się podpieram”,
Matka Güntera, Helena według zachowanego nekrologu zmarła 21.1.1954 r. w Oberhausen, mając 57 lat i w tym mieście została pochowana. Pisarz dość dokładnie /s.396/ opisał ten pogrzeb. Z kolei jego ojciec zmarł w 1979 r. w Wewelstleth gdzie mieszkał od kilku lat. Miał 80 lat i przeżył swoją żonę o 25 lat /s.397/. Na kilka lat przed śmiercią wymagał stałej opieki. Został pochowany w Opladen,.
G. Grass wspomina także o swej siostrze Waldraut, że uczyła się w Hanowerze, a pracowała, jako położna w Rheydt, klinice uniwersyteckiej w Bonn i w Lüdenscheid /s.399/. Jako katolicka socjaldemokratka przyjaźniła się z zakonnicą Scholastyką, reprezentowała w tym względzie niewzruszone poglądy /s.400/. Jako członkini SPD udzielała się aktywnie w radzie miejskiej. Na zaproszeniach na swoje 60 lecie urodzin napisała, że największą radość sprawiłby jej ten, kto złożyłby ofiarę na klinikę położniczą w Gdańsku, na tą, w której przyszła na świat. Na pogrzebie Jana (Hanesa) Krausego w Matarni 12.3.1991 r. korzystała z Komunii Św.
Ostatnie partie tej tak autobiograficznej książki, poświęcił pisarz żonom Annie i następnej Ute, pobytowi w Berlinie, Paryżu. Sporo miejsca poświęca swoim dzieciom m.in. Franzowi oraz Raulowi, oraz pobytowi w Gdańsku, gdzie szukał śladów swojego z lat młodości …a dzisiaj utraconego miasta…
Epos ten kończy się na roku 1959, od którego żył już od strony do strony pisanych przez siebie kolejnych książek.
Na koniec ciśnie się pytanie, a mianowicie -co zrobił G.Grass dla Polski? Otóż znana jest jego wypowiedź nt polsko – niemieckiej granicy na Odrze i Nysie. Otóż tak odpowiadał na to pytanie:
„ Jestem zdania, iż te tereny należą się Polakom. Nie jestem jednak zwolennikiem argumentacji historycznej. Myślę, że nadszedł czas, by Niemcy zaczęli nowe życie w zgodzie z sąsiadami. Nie można, bowiem nagle powracać do przeszłości i starych roszczeń.”
W innym miejscu mówił: „To my wojnę rozpoczęliśmy, zbrodniczo ją prowadziliśmy i ją przegrali. Ceną jest utrata prowincji, są ludzie, którzy stracili swoją ojczyznę.” „ (stąd) Mogłem pisać o Gdańsku, bo go straciłem na zawsze jako ojczyznę.”
Kaszubi mają wiele do zawdzięczania temu wielkiemu pisarzowi, gdyż Blaszany bębenek, tłumaczony na kilkadziesiąt języków, problematykę kaszubską rozszerzył na cały świat. Między innymi z powyższych racji społeczeństwo Gdańska przygotowało nobliście na jego 80 urodziny szereg uroczystości.Złożyły się na nie m.in. ekranizacja 2 powieści: Wróżby kumaka i Blaszany bębenek. Z kolei w kościele św. Jana odbyło się widowisko muzyczno-multimedialne oparte na tej powieści.
W organizację głównych uroczystości poświęconych G. Grassowi, które odbyły się w Gdańsku 4-6.10.2007 r. włączyło się szereg instytucji Trójmiejskich - Muzeum Narodowe, Uniwersytet Gdański, Nadbałtyckie Centrum Kultury, Wydawnictwo Oskar, Gmina Żydowska, Teatr Wybrzeże i Instytucje niemieckie. Na czas ich trwania akredytowało się w Gdańsku wielu dziennikarzy z całej Europy, ekipy telewizyjne i reporterzy radiowi.
Konkludując należy stwierdzić, że G. Grass zasłużył na tak wielką o nim pamięć, na osobiste oddanie mu szacunku. Uznać, że jest on jednym z największych pisarzy współczesnego świata.
Z okazji święta Noblisty i jego pobytowi tu u nas - Gdańsk stał się jednym z najczęściej wspominanych i znanych miast na świecie. /-/
*
G. Grass – „Przy obieraniu cebuli” Wydawnictwo: Polnord - Oskar, Październik 2007
„W najnowszej książce Guntera Grassa " Przy obieraniu cebuli" autentyczność zdecydowanie góruje nad fikcją, pamięć nad wyobraźnią. Po Oskarze z "Blaszanego bębenka", po Amselu i Maternie z "Psich lat", po Mahlkem z "Kota i myszy" oraz wielu innych wymyślonych postaciach - tym razem w roli głównej występuje sam Autor, wspominając raz ciepło, raz nostalgicznie, to znów gorzko dwadzieścia młodych lat łatwego życia. Pomagają w tym cebula i bursztyn” ( …z recenzji wydawniczej).