Artur Jabłoński nowo - stary prezes ZKP z Pucka
Prezydium XVII Zjazdu ZK-P
Senator Kazimierz Kleina i Zbigniew Talewski delegaci na XVII Zjazd ZK- P
Oliwa 1 XII 2007 r.
Szanowni Delegaci - Drodzy Przyjaciele !
Chciałoby się, nie odkrywając nic nowego, powiedzieć - jak ten czas leci, chociażby, dlatego, że to już XVII Zjazd Zrzeszenia, że organizacja nasza, nasza kaszubsko – pomorska rodzina ludzi codziennego czynu na rzecz naszej Małej Pomorskiej i polskiej Ojczyzny, obchodziła niedawno już swoje 50 lecie.
Podobnie jak wielu tu z nas, tak i ja jestem dumny, mam satysfakcje z dobrze spełnionych na jej rzecz obowiązków. Z wywiązywania się z swych powinności, jakie winniśmy na rzecz swej Matki czynić. Cieszę się z rozkwitu organizacji, którą od lat 33 przynależności organizacyjnej współtworzę na wielu frontach jej działalności i społecznego oddziaływania.
Należę do tych, co, na co dzień w miarę swych możliwości i miejsca w społecznym szeregu nie pytają się o zapłatę działają na jej rzecz. Nie mniej często się zastanawiam czy daje z siebie wszystko, na co mnie stać…?.
Dresze!
Jest to któryś z naszych Zjazdów, w których zawsze aktywnie uczestniczyłem! Pamiętam zwłaszcza te z początków lat 80 XX wieku, czasu przed i stanu wojennego. Czasu, kiedy to późniejsi leaderzy naszej organizacji w tamtym czasie próby i pełnej identyfikacji z kaszubskim ruchem regionalnym za nic ( być może psychicznie lub ideowo nie byli do tego przekonani) nie chcieli podjąć w tym czasie prowadzenia Zrzeszeniowej nawy, a uczynili to dopiero, kiedy wiadomym było, że przyszły już nowe, łatwiejsze czasy, czasy spokoju i konsumpcji dóbr polityczno – społecznych. Mówię w tej chwili ogólnikami, o tamtym czasie i jego zrzeszeniowych bohaterach, bowiem wielu z nich jest obecnych na tej Sali i na co dzień zajmują oni eksponowane miejsca w hierarchii nie tylko Zrzeszeniowej, ale i w układzie samorządowym. Stąd oględnie o tym tylko na marginesie wspominam nie chcąc nikogo z nich urazić, bo nie taki cel mają te wspomnienia.
Nie mniej odniosę się do jednego przypadku, kiedy to na zjeździe w 1983 roku stanąłem w szranki o przywództwo – prezesurę w Zrzeszeniu, rywalizując o nią z Szczepanem Lewną, który na fali obaw społeczności zrzeszeniowej na otwarcie się Zrzeszenia na inne organizacje i ruchy społeczne, wygrał ze mną tamte wybory 80 głosami przy ponad 20 tu oddanych na moją kandydaturę.
Pomimo czasu stanu wojennego, życie społeczne organizacji potoczyło się wartko, następowała, trwa ona zresztą do dzisiaj - zmiana pokoleniowa. Wielu z nas orędowników kaszubsko – pomorskiej Zrzeszy dało sobie przysłowiowy spokój wycofując się z pierwszych szeregów organizacji, lecz nie zrobili tego, jak np. ja - wszyscy, chyba, że niestety umarli.
Korzystając z tego, że jestem delegatem chciałbym przez chwile zastanowić na naszym forum nad tym, jakie my zrzeszeniowi weterani wynieśliśmy z tamtego czasu doświadczenia i legitymacje, po za tymi otrzymanymi przez nielicznych zaszczytami. I na ile one pomocne są w dzisiejszym sprawowaniu „rządu kaszubskich dusz” przez nasze zrzeszeniowe gremia. Czy nasz przykład pociąga, czy jest dzisiaj tylko niepotrzebnym piątym kołem w dzisiejszych wyobrażeniach działań ZK-P, czy jeszcze my – starzy - na coś możemy być przydatni…?
Otóż tacy jak ja - ludzie ciągłej potrzeby pracy na rzecz swojego Regionu, nadal żyją chęcią czynu i budowania siły naszej organizacji i Pomorza, lecz… i tu przykro mi mówić - czynią to często bez organizacyjnego wsparcia, często celowo zapomniani … z perfidią odstawiani są w organizacyjny niebyt… często są traktowani jak zadżumione powietrze… Jednym słowem: są niepotrzebni, ale czy dla organizacji…a może tylko dla kierującym jej pracami!
Nie w tym rzecz by tacy jak ja, na co liczą „młode kaszubskie wilki”- mają usiąść na przypiecku i mieli tylko prawo by okazjonalnie Np. na kolejnych Zjazdach się użalić! Ich prawo to siedzieć cicho na swych starych 4 literach. Wydaje się mi, że mają tylko jedno prawo w tym względzie mianowicie do tego by samego siebie pytać się, (bo i kogo) czy warto było…?
Wiem, że te emocjonalne oceny są subiektywne…ale nie mniej pytając sam siebie o wiele dokonanych przez siebie na rzecz Kaszebizny wyborów …mam czasami wątpliwości… Czy warto mi było być w minionych układach społecznych i politycznych kaszubskim Wallenrodem … by dzisiaj ( chyba jestem jednym z nielicznych stwierdzonych faktów opozycyjnych postaw wobec komuny poprzez działalność na rzecz Kaszebizny) szczycić się prawem by tylko chyba w pewnym ustronnym miejscu, na kołku przyczepić sobie Np. otrzymany z IPN-nu papier – nadający mi status „pokrzywdzonego”. Świadectwo o doznanych szykanach, jakie doświadczałem ( nie zastraszyły one ani mnie ani mojej rodziny – poza określonymi kłopotami materialnymi) jak to określały rządzące wówczas instancje partyjne - za nacjonalizm kaszubski i klerykalizm.
Dzisiaj z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku widzę młodzież, tych, co po nas – gromadzącą się przy wzniesionych przez nas pomnikach i tablicach kaszubskiego patriotyzmu i pamięci. Widzę oddziały ZKP, które współzakładałem i przez wiele lat w najgorszym czasie prowadziłem. Z satysfakcją widzę, np. ziszczoną moją wizję przeniesienia z Osławy Dąbrowy do skansenu we Wdzydzach checzy rodziny Trzebiatowskich, w której zawiązała się TOW Gryf Pomorski i ukrywał się w niej jej prezes ks. Józef Wrycza. Z dumą wspominam uhonorowanych za naszą słupską przyczyną członków ZK-P - weteranów spod sztandarów Bytowskiego – Kaszubskiego Oddziału „Rodła”. Stolemów tamtego czasu Kaszubów z Gochów z Ziemi Bytowskiej i Zaborów. Wszystkich nieugiętych w swym patriotyzmie samorządowców, księży i działaczy ZKP lat 70 do 90 XX wieku, których w działaniu nie powstrzymał czas stanu wojennego. Dzisiaj mogę być dumny, że byłem jednym z nich, że będąc razem zrzeszeni w wspólnocie społecznego czynu mogliśmy potwierdzać swą miłość do kaszubsko–polskiej Tatczezny.
A dzisiaj !
A dzisiaj w takt opluwanego hymnu kaszubskiego Jarosza Derdowskiego - przez nikogo niezmuszany, nieproszony ani niezachęcany wizją korzyści osobistych, nadal staram się budować w miarę swych sił i możliwości oraz ciągle w sercu płonącej miłości do Mojej Rodnej Strony – pomyślność Naszej Checzy. Najgorsze, że w tych działaniach nie mam wsparcia naszej organizacji a zwłaszcza jej złotoustych przywódców… Przykładów w tej mierze mógłbym przedstawić wiele … np. weźmy te ostatnie… Aktualnie przed Sądem Okręgowym w Słupsku bronie bez żadnego wsparcia czy nawet zainteresowania z strony Zarządu Głównego ZK-P - dobrego imienia pochodzących z południowych Kaszub dowódców, TOW Gryfa Pomorskiego…pomówionych o współprace z Gestapo i NKWD przez grupę tzw. "Etosu"Gryfa kierowanego przez R. Dambka.
Ponadto od 2000 roku - tj. od ponad siedmiu lat – urzędnicy z Gdańska w tym przedstawiciele władz naszego Zrzeszenia nie zauważyli ani nie wspomogli nawet jednym życzliwym słowem nie mówiąc przysłowiowym groszem dotacji, mojej społecznej pracy ( nigdzie zawodowo nie umocowanego rencisty) wydawcy i redaktora kaszubskiej gazety oraz założyciela i prezesa Fundacji.
Bardzo mi jest przykro o tym mówić, publicznie żalić się na ten okazywany mi stosunek – pełen obojętności, przejawiający się brakiem zachęty, wsparcia czy jakiegokolwiek uznania dla tych, co wykonują pracę u postaw w tzw. głębokim terenie.
Przez lata zarówno prezes: Brunon Synak i Artur Jabłoński jak i członkowie Zarządu i Rady Naczelnej Zrzeszenia nie zdobyli się na zwykłe nic niekosztujące kaszubskie, „achtnięcie”.
Niestety, nadal za daleko było i jest z Gdańska do Słupska czy na Gochy i Zabory. Na tyle daleko by zauważyć, że członek ZKP samopas, za swoją rentę realizuje cele organizacji, że niczym kaszubski Don Kichot - wydaje 2 miesięcznik Naji Gochë, który nakładem i poczytnością w pewnych momentach przewyższa ( zresztą nie chodzi w tym przypadku o nic nieznaczące „palmy pierwszeństwa”) hołubioną dotacjami i etatami Pomeranię, ani nie wiadomym jest im (lub rozmyślnie udają…), że powołał i z dobrym skutkiem przynoszącym splendor Kaszubom i Pomorzu, prowadzi Fundacje o tej samej nazwie.
Mam określony żal za krótkowzroczność i Kainową pamięć, którą kierują się także władze słupskiego oddziału, którego byłem założycielem i przez ponad 10 lat prezesem, a potem przez parę lat członkiem jego zarządu. Niektórzy z tego słupskiego kręgu w czasach stanu wojennego w sposób dzisiaj dla mnie ewidentny związani byli z odpowiednimi „siłami ubecji”, otaczając mnie czujną opieką. To Ci Koledzy, na 30 lecie tego oddziału dali mi świstek nic znaczącego papieru a sami wypieli przysłowiowe klapy po miejskie „honory”.
Mając to na uwadze zrezygnowałem z działalności w słupskim oddziale ZKP i zostałem przygarnięty przez oddział karsińsko – wielewski.
Wdzięczny jestem kolegom z Karsina i Wiela za ten gest solidarności, wdzięczny jestem zwłaszcza prezesowi Zbigniewowi Studzińskiemu, z którym razem w latach stanu wojennego wznieśliśmy na Gochach tyle znaków naszej kaszubskiej pamięci. Wdzięczny jestem także Drechowi Edmundowi Kąkolewskiemu, członkowi tego oddziału ,weteranowi naszego Ruchu, który w 1974 roku przyjmował mnie do ZKP właśnie w Wielu.
Dumny jestem dzisiaj, że mogę należeć do tak prężnego w społecznym działaniu Oddziału, który podejmuje tyle regionalnych, kulturalnych i społecznych inicjatyw na Zaborach a także na Gochach. Ta możliwość wspólnoty organizacyjnej o ciepłym rodzinnym charakterze w pełni rekompensuje ten od lat okazywany mi brak wsparcia ze strony władz Zrzeszenia, okazywanym Np. brakiem z „stołecznego Gdańska” chociażby jednego zaproszeniem czy zawiadomienia bądź inną formą powiadomienia, czy organizacyjnego zobowiązania do wspólnych działań programowych.
Mówię o tym w niniejszym wystąpieniu także, dlatego, że ubiegający się po latach również i dzisiaj o prezesostwo ZKP Szczepan Lewna mówi( piszę o tym w rozesłanym przez siebie liście agitacyjnym) to, co ja już kiedyś od lat do dnia dzisiejszego, mówiłem przegrywając wspomniane wybory prezesowskie na początku lat 80 XX wieku. Czyli dzisiaj już mówi by się (jako ZK-P) samo nieograniczać i zamykać w „kaszubskim skansenie oflagowanym narodowo – nacjonalistycznymi hasłami”.
Wspominam o tym kwestiach również w kontekście otrzymanych zjazdowych sprawozdań z pracy zarządu i jego gremiów, w których ani słowem nie odnotowuje się takiej działalności jak praca Fundacji i 2 miesięcznika Naji Gochë.
Zwłaszcza bulwersująca w tym kontekście jest wyliczanka, jaką zamieszczono na str. 16 sprawozdania Zarządu i Rady Naczelnej ZK-P. dot. pomocy, którą służyło, ZKP dla innych organizacji, instytucji i osób, zaangażowanych w rozwój kultury regionalnej.
Kogo na tej liście to nie ma!!!
Są tam zwłaszcza … potentaci dysponujący sporymi finansami kierowanymi na ich działalność z obywatelskich podatków – budżetu państwa. Tj są tam tacy, którym ta pomoc niczym „psu na przysłowiową budę”. Ci, którym działalność i nasze idee są przez nich negowane czy wręcz za naszymi plecami, wyszydzane.
Za to nie ma na tej liście opiekuńczych zasług Zarządu ZKP, dla nas Gochów, w tym naszej kaszubskiej - obywatelskiej organizacji. Dlaczego tak jest…?
Na to retoryczne pytanie odpowiem sam sobie przysłowiem, że „Na Gôchach wiedno jôchim je” (Na Gochach zawsze przednówek)
Przy tej okazji zwracam się z prośbą do pana, panie prezesie Arturze Jabłoński, – gdyby zaszła taka okoliczność, proszę, aby pan nie odprawiał nad moim grobem takiej szopki, jak nad mogiłą śp. Jana Machuta z Kościerzyny, „wręczając mu dopiero tam” ...Temu wielce zasłużonemu prezesowi i działaczowi kaszubskiemu -medal 50 lecia ZKP.
I na koniec pozwólcie Dreche, że podziękuję, zwłaszcza Panu Bogu, że w swej miłości, łasce, dobroci i mądrości nie opuszczasz nas Kaszubów i Pomorzan. Proszę Cię Boże wspieraj nas nadal w naszych poczynaniach na rzecz naszej Ojcowizny. Spraw by łaska i Twoja pomoc łączyła nas wszystkich mieszkańców tej pięknej Pomorskiej Ziemi od Zaodrza po Wisłę, bez względu na to czy jesteśmy Kaszubami, Pomerkami, Kociewiakami, Żuławianami, czy Powiślanami. Jeden przecież mamy braterski cel, a Zrzeszonych nas w tym dziele miłości do Regionu i Ojczyzny nikt nie złamie. Oświeć tą mądrością nas Wszystkich a zwłaszcza nasze władze...sprawujące z Twojego przyzwolenia rząd nad naszymi Kaszubskimi duszami...!!!
Dziękuję!!!
Zbigniew Talewski
Członek ZK-P od 1974 roku, założyciel w 1980 r. Oddziału ZK-P w Słupsku a także współzałożyciel innych oddziału ZKP na Gochach.
Aktualnie członek oddziału w Karsinie – Wielu.
Założyciel i przedniczący Fundacji „Naji Gochë”.
Wydawca i red. nacz. 2 m-cznika regionalnego; społeczno – kulturalnego „Naji Gochë”.