Wydawca Starostwo Powiatowe w Słupsku. Wydano dzięki pomocy finansowej Urzędu Gminy w Smołdzinie. Redaktorzy: Zbigniew Babiarz-Zych Mirosław Kościeński.
Projekt okładki i skład komputerowy Artur Wróblewski.
Zdjęcia Jan Maziejuk.
Druk Zakład Poligraficzny Grawipol w Słupsku.
Tomik ten Autorka zadedykowała swoim Dzieciom. Podzielony jest na cztery części – rozdziały, w których wiersze charakteryzują się innymi nastrojami nawiązującymi do stanu ducha Poetki przeżywającej kolejne pory roku i swojego życia.
Części te noszą tytuły:
1. Srebrzyste statki mrozu.
2. Drzewa sięgają głębin wieczności
3. Ja Cię wieńcem kwiatów jak niebem otoczę
4. Kiedy już odejdę
Poezja Henryki Jurałowicz tych co po nią sięgną poprowadzi „…pod niebo błękitne” a także przy wtórze „…melodii pachnących łąką i kwieciem polnym”, w okolice …rodzinnego domu. A tam w ogrodzie śpiew skowronka oznajmi Ci, że po chłodzie zimy wiosną a nawet jesienią, przyjść może miłość…która sprawi, że gdy nadejdzie Twój czas…dusza Twa znajdzie swe miejsce…u boku Pana. /tz/
*
Wiersze (wybór…)
MOJA POEZJA
Pod niebo błękitne
Unoszą mnie skrzydła Poezji
Popuszczam fantazji wodze
Nimb myśli otacza mą głowę
A serce ten czar chłonąć gotowe
Złe demony szczerzą się ironicznie
Chcąc wyrwać mi z serca i myśli i słowa
Lecz nikt Poezji nie zwycięży
Siła i Piękno jest jej orężem
A ja nie dam się zwariować
WIEJSKA NUTA
To muzyka którą w sercu
Przez całe życie słyszę
Ona moje myśli kołysze
To melodie pachnące
Łąką i kwieciem polnym
A słowa pieśni
Niesione są wiatrem swawolnym
Po to jest wiejskie śpiewanie
By w snach siano pachniało sianem
I chleb złocił się w kłosach
By srebro rankiem srebrzyło się w rosach
By dzwony dzwoniły
W świąteczne niedziele
I rzeka szemrała
Inaczej bo śpiewniej
A serca i dusze muzyką porwane
Żeby mniej bolały
A bardziej były ukochane
MÓJ DOM RODZINNY
Mój dom rodzinny
To dziś już wspomnień echo
Tylko moja dusza w nim
Przycupnęła za starą komodą i czeka
Anioł z obrazu na ścianie
Puszcza do niej oko i wie
Że na pewno kiedyś tu wrócę
I wtedy razem z duszą
Wyjdziemy na zielone pola
Pozdrowić słońce gdy wschodzi
I gra ciepłem na skrzydłach ptaków
Wtedy przygarnę do siebie kłosy zboża
I długo będę je w dłoni trzymała
Aby ich kształt wilgoć i zapach
Czuć w nieskończoność nawet we śnie
PYTASZ MNIE, JAK CIĘ KOCHAM?
Kocham Cię jak wiosnę
Co po zimie przychodzi
Kocham Cię jak słońce
Gdy po nocy wschodzi
Kocham Cię miłością
Tą wiejską i prostą
Kocham Cię kwiatami
Co na miedzach rosną
Kocham Cię pieśnią skowronka
Co nad polem płynie
Kocham Cię mój miły
Zawsze w każdej godzinie
JESIENNA MIŁOŚĆ
Mówię ci że...
Jest już za późno
A ty - że usta moje
Ciągle pachną różą
Ja - że owszem
Ale różą jesienną
A ty ciągle chciałbyś
Widzieć mnie niezmienna
Widzę w Twoich oczach
Miłości obietnicę
A proszę nie zapominaj
Gdzie rozsądku granice
I nie wiesz jak bardzo
Chcę byś mnie całował
I żebyś tego kochany
Nigdy nie żałował
***
Kiedy było –
„Słowo a Słowo u Boga"
Chociaż jeszcze nicością
To już wtedy byłam
Twą Panie własnością
I gdy przyszedł czas mój
Wyposażyłeś mnie sowicie
Dając dar największy
Który nazywa się życie
Dałeś mi do spełnienia
W tym życiu zadanie
Które dla mnie wybrałeś
Tylko Ty mój Panie
Ubrałeś to wszystko
Dniami i nocami
Otoczyłeś mnie ludźmi
Radością i łzami
A gdy duch mój
Jak gołąb uleci do Ciebie
Czy będzie moje miejsce
Przy Tobie tam w Niebie?
*
Ze wstępu…
Warto ten debiutancki tomik Henryki Jurałowicz, która urodziła się i spędziła młodość oraz część do¬rosłego życia na ziemi kaszubskich Słowińców dokładnie przeczytać. Pragnę zwrócić uwagę na tematy - klucze. Czyli wiersze o matce, wiejskiej muzyce, biedzie i bezna¬dziejności panującej na popegeerowskiej wsi oraz pięk¬nie i urodzie pomorskiej ziemi.
Koniec sztuki proklamowano już wielokrotnie. Nie tylko w obrazoburczych, romantycznych, futurystycznych czy dadaistycznych manifestach. Także w precyzyjnych, historycznych, socjologicznych i estetycznych analizach. Tak wtedy uzasadniano obumieranie i postępującą degra¬dację poszczególnych dziedzin sztuki, tak i dzisiaj to się robi. Uwzględniając rozwój internetu i sztuk wirtualnych.
Jednak Jurałowicz kategorycznie (i słusznie) za¬przecza tym teoriom, czego przykładem jest wiersz pod tytułem „Moja poezja". Stwierdza w nim, że:
„Siła i piękno jest jej orężem
A ja nie dam się zwariować"
Już w 1930 roku Kareł Teige pisząc swój esej pt. „Wiersz, świat, człowiek" twierdził, że „jedyną i wielokształt¬ną funkcją poezji (...) jest obdarzać, nasycać i raz jeszcze budzić ludzką wrażliwość, rozwijając twórcze, zmysłowe, uczuciowe, miłosne talenty. I tak pisze autorka książki.
Twórczość Jurałowicz, szczególnie jej wiersze o zabarwieniu erotycznym, w których porównania i meta¬fory przesycone są elementami zaczerpniętymi z pomor¬skiej przyrody możemy w wielu przypadkach porównać z poezją francuską lat 30-tych ubiegłego wieku.Przykładem tego jest wiersz Pala Eluarda pt. „Po¬całunek" z 1934 roku. Zaczyna się tak:
„Kur w bramie brzasku
kur bijący w dzwony"
Podobne tropy odnajdziemy w wierszu autorki pt. „Py¬tasz mnie, jak Cię kocham?"
Poezja jest najwyższym wynagrodzeniem dla po¬ety - twierdził znakomity angielski poeta Dylan Thomas na antenie radia BBC w 1946 roku. Mówił: „dobry wiersz to wkład do rzeczywistości. Świat, z chwilą kiedy przybył dobry wiersz, nigdy już nie jest taki sam. Dobry wiersz pomaga zmienić kształt i znaczenie wszechrzeczy, roz¬szerzać wiedzę człowieka o sobie i o tym, co go otacza..."
I tak samo pojmuje poezję Jurałowicz. To w jej tekstach „kwitną róże z kamieni" (Ziemio), „Księżyc kła¬dzie garść światła na spracowane dłonie" (Letni wieczór). Dalej pisze także „A ja wtulam twarz w trawę/cichutko opowiadam jej smutki i żale" (Moja łąka).
Jednak najbardziej poruszające czy wręcz wstrzą¬sające w tomiku są teksty o tragedii byłych pracowników Państwowych Gospodarstw Rolnych, zniszczonego, rozkradzionego czy sprzedanego za bezcen sprzętu i ziemi, a raczej ugorów, jakie dzisiaj straszą na Pomorzu.
I tutaj poetka jest jakby bezradna, jakby przesta¬ła wierzyć w siłę poezji wobec ogromu beznadziei tych ludzi. Mówią o tym „Wiejskie pola", gdzie serca pękają z żalu nad tą ziemią i straconym czasem. Tak samo jest w „Biedzie", gdzie byli „pegeerowcy" muszą przed snem wypić butelkę wódki, by nie czuć bólu i głodu. W „Na¬dziei" pada najostrzejsze stwierdzenie. Ludzie słupskich wsi jasno mówią, że Polskę już dawno sprzedali.
Warto więc tomik uważnie przeczytać i odwie¬dzić opisane miejscowości. I przekonać się, czy autorka ma rację. Ja jej wierzę.
Mirosław Kościeński
O Poetce…
Urodziła się w Chałupach (dzisiaj wieś ta nazywa się Smołdziński Las), niedaleko wsi Człuchy, w której później spędziła większość dorosłego życia. Rodzice przyjechali do Chałup w ramach akcji przesiedleńczej z centralnej Polski - z okolic Sieradza i Lubartowa. Wybrali chyba dobrze, bo osiedlili się w gminie słowińskiej, w pobliżu „ruchomych wydm" i późniejszego Słowińskiego Parku Narodowego -ze Światowym Rezerwatem Biosfery.
Prawie całe życie spędziła na wsi i to w ukochanych Człuchach, gdzie wspólnie z mężem prowadziła spore gospodarstwo rolne. Poznała w nim dobrze smak wiejskiego życia, ale też mogła przeżywać chwile niezwykłe.
Już z rodzinnego domu wyniosła pracowitość i poszanowanie dla ludzkiej godności. Z mężem „dochowała" się córki i trzech synów. Pracę w gospodarstwie znosiła dzielenie, choć często „pot i kurz spływały po ciele, nogi grzęzły w błocie, a na polu upał powodował omdlenia". W tych swoich Człuchach miała jednak sad z ulubionymi drzewami i ogród z kwiatami. Miała też swoje falujące zbożem pola, zielone, pełne kwiecia łąki, których piękno potrafiła dostrzegać.
Od najmłodszych lat była wrażliwa na przyrodę i ludzką krzywdę. Bardzo przeżyła przedwczesną śmierć męża, która w znaczny sposób zaważyła później na jej dalszym losie. Po śmierci męża zaczęła jakby bardziej przyglądać się ludziom i swemu życiu. Otoczona zewsząd pięknym krajobrazem zaczęła pisać wiersze, w których do dziś - jak mówi - „stara się oddać pokłon Naturze, jednocześnie dostrzegając w niej człowieka". Oczywiście, człowieka mieszkającego na wsi, styranego pracą, przeżywającego jakieś dramaty, ale też miłe chwile.
W wielu jej wierszach przejawia się właśnie ten wątek. Dominuje też wątek miłosny, refleksyjny, religijny. Choć ukończyła tylko zawodową szkołę rolniczą pisanie wierszy nie sprawia jej problemu, stało się jej prawdziwą pasją. Pisze też felietony, opowiadania, opisuje wiejskie tradycje i zwyczaje, które drukuje w miesięczniku „Powiat Słupski" i stałym jego dodatku literackim - „Wieś Tworząca".
Z tymi tytułami nawiązała współpracę i wspólnie z innymi wiejskimi poetami współtworzy, działającą przy słupskim starostwie, nieformalną grupę „Wtorkowe Spotkania Literackie". Jest jedną z jej aktywniejszych uczestniczek. Nie ma spotkania, na którym nie czytałby swoich wierszy. Dostarcza je do „Wsi Tworzącej i do wydawanych przez starostwo antologii poezji. Jej wiersze ukazały się we wszystkich czterech antologiach: „Wiejscy poeci" (2002), „Motyle i anioły" (2003), „Wiersze jak chabry w pszenicz-nym łanie" (2005) i „Może otulę jesień" (2006). Za wiersze miłosne otrzymała wyróżnienie w konkursie Oficyny Wydawniczej „MAK" ze Szczecina.
Jest też miłośniczką folkloru, posiada zamiłowanie do wszelkiego rękodzieła. Od ponad dwudziestu lat zajmuje się haftem ludowym i śpiewa w zespołach folklorystycznych. W kwietniu br. miała swój benefis na V Powiatowych Spotkaniach z Poezją (Nieprofesjonalną w Damnicy. Kilka dni wcześniej powtórnie wyszła za mąż, za człowieka też aktywnego artystycznie. W Człuchach zostawiła dzieciom swój dom i ogród a sama zamieszkała teraz w dużym bloku, w mieście. Wsi jednak do końca nie zdradziła.
Tomik ten jest pierwszą indywidualną książką Henryki Jurałowicz.
Zbigniew Babiarz-Zych