Do Sz. Pana
Red. Michał Kowalski
Słupsk – Redakcja Głosu Pomorza.
Panie Redaktorze !
Z zdumieniem przecieram oczy czytając pański materiał w sobotnio – niedzielnym (15-16 marca 2008 r.) Głosie Pomorza NT. Kaszubowskiego i TOW Gryf Pomorski.
Tym bardziej, że ukazał się on na kolumnie sygnowanej herbem Pomorza i pod nazwą KASZËBË.
Jego tytuł to:
Historia. W PRL niszczono kulturę Kaszubów. Bezskutecznie.
„Wy nie wiedzieliście, towarzysze”
Nie wiem czy to, że względu na niedzielne święto „Dnia Jedności Kaszubów” i przy okazji powszechnego grania w Miastku na akordeonach – chcę się pan przymilić Kaszubom. Może poniektórym …ale mnie takimi publikacjami na pewno nie.
Otóż ni „z gruszki ni pietruszki” wyrokuje pan na samym wstępie tej rozprawy, że „Powojenna historia Kaszubów była pasmem ze strony komunistycznego reżimu. Droga cierpień i łez zaczęła się od człowieka z piekła rodem – Jana Kaszubowskiego, który przekazał bezpiece i NKWD wszystko co wiedział o organizacjach Kaszubów…”
Nie chcę się ustosunkowywać do tego całego wątku, ale jeżeli już , to w tej części delikatnej materii w której podejmuje się pan wyrokowania i ocen, to proszę nie nie silić się w pisaniu nieprawdy. … Dla ścisłości to nie wykonanie polecenia prezesa Rady Naczelnej TOW Gryf Pomorski ks. ppłk. Józefa Wryczy – przez Józefa Dambka , wiceprezesa tej Rady (a nie komendanta, bo ten człowiek nie był nawet podoficerem WP) i nie zniszczenie przez niego archiwum i list osobowych członków TOW Gryfa Pomorskiego i noszenie tego zasobu przy sobie, doprowadziło do wielu cierpień i tragedii członków tej organizacji oraz ich rodzin - wychwytanych na podstawie tych list przez hitlerowców, jak przysłowiowe kaczki, kiedy całą tą ewidencje przejął – gestapowiec Jan Kaszubowski.
Czy zastanawiał się Pan chociażby przez chwilę skąd on (Kaszubowski) wziął się akurat w ten czas i w tym miejscu obok jednego z najważniejszych przywódców Gryfa i to „wypasionego w te tak poszukiwane słodycze…”
Mjr. Rysia - Gierszewskiego, którego Pan nadal stara się opluwać ( ale o tym za chwilę) dawno już nie było ( a więc w łeb bierze mit jego zdrady w tym wydania Dambka) bo już od roku nie żył zamordowany z polecenia tegoż „santrapy…” .
Złośliwi przebąkują, że zarówno Kaszubowski jak i Dambek uderzali w tzw. „rajby” do jednej i tej samej pani tam mieszkającej, stąd w Sikorzynie spotkały się ich drogi, na której gdzieś tam zginął Dambek… Gdzie…? Do dzisiaj pozostaje to zagadką, bowiem nie znaleziono ciała…o tym nie mówił także nigdzie domniemany zabójca Dambka – Kaszubowski. Słowem dziwna…bardzo dziwna sprawa…budząca moje osobiste wątpliwości tej - o ile ona była faktycznie – śmierci.
Ale poważnie!
Naprawdę ciekawa jest ta sytuacja wspólnoty miejsca – spotkania się tych panów. Nie chce, bo przede wszystkim do tego nie jestem uprawniony, podejrzewać ściślejszych i na innej stopie ich związkach, tym bardziej, że J. Dambek i część towarzyszącego mu kierownictwa (Augustyn Westphal sekretarz Rady i Rudolf Bigus ) była po rozmowach i „słowie” ( NT. wspólnoty „konspiracji”) z przedstawicielami faszyzującej i infiltrowanej przez Gestapo partii „Miecz i Pług”. Do tego spotkania J. Dambka oraz jego sztabowców z faszystami spod znaku „Miecza i pługa” doszło już po zamordowaniu J. Gierszewskiego, bo było to w lipcu 1943 r. w Kamienicy Królewskiej. Czy tam też nie należy doszukiwać się, przyczyn, że drogi tych panów - Kaszubowskiego (świadomie) i J. Dambka (być może nieświadomego grozy sytuacji) się zeszły.
W swoich wywodach podpiera się Pan opiniami – mgr Piotra Szubarczyka, którego nazywa pan historykiem z IPN-u. Prawda, pracuje on w tej instytucji ale nie jako badacz historyk, a jako tzw. edukator oświatowy i wystawienniczy. Jak mogę tylko domniemywać pan ten, swoją wiedzę i swój animusz do opluwania oraz fałszowania historycznej, naukowo opracowanej prawdy, bierze z wybitnej działalności w tzw. Etosie - Gryfa Pomorskiego…
Zresztą jak on w tej materii może być wiarygodny, kiedy to przed Sądem w Słupsku na rozprawie toczącej się w sprawie obrony dobrego imienia śp. J. Gierszewskiego – Rysia, występować chciał ( tak rekomendował go obrońca pozwanych – p. A. Bogucka Skowrońska), jako doktor nauk historycznych. Dobrze, że Sąd na tą „drobną nieścisłość” nie pozwolił.
Zresztą pan sam w swym tekście tegoż pana Szubarczyka, przemienia na Szczubarczyka… dobrze, że nie np. na …Szubrawczyka…
Następnym autorytetem jest dla pana dr arch. Elżbieta Szalewska, specjalistka od chałup (checzy) w kratę, która, nie dosyć, że nawet z opowiadań nie przeżyła wojny a tym bardziej konspiracji, to teraz w staropanieństwie opluwa nasamprzód swego stryja – Jana Szalewskiego „Sobola” (widocznie taki w jej rodzinie panuje niekatolicki i niekaszubski obyczaj braku chrześcijańskiej miłości ) to teraz zabrała się do Rysia, którego nie znała bo skąd…
I ta pani (mam nadzieje, że autoryzował pan z nią tą wypowiedź, jak i te które są tu wypowiadane przez pana prof. Andrzeja Gąsiorowskiego) przekazuje wiedzę, że „Gierszewski od dłuższego czasu wykazywał orientację prosowiecką…” Nie wiem
na czym według pana a przede wszystkim na jakiej wiedzy tej pani - miała ona polegać…?
Jeżeli jednak po klęsce Hitlera pod Stalingradem i wyraźnym zwrotem sytuacji wojennej … budzącym nadzieje klęski naszych okupantów, agresorów…faszystów dyskryminujących w obozach koncentracyjnych lub gładzących w masowych egzekucjach Polaków – Gierszewski i miliony Rodaków patrzyło i oczekiwało wolności stamtąd to było źle według pana nie na miejscu……Że zdradzali On i wiele milionów Polaków - polską rację narodową oczekując wyzwolenia Polski skąd do niego było najbliżej…
A cóż Pan i pani Szalewska uważacie, że miał być On proniemiecki, profaszystowski…robić wszystko by Hitler nie przegrał wywołanej przez siebie tej okrutnej wojny. Czy to według pana była to zbrodnia, że tym razem po zdradzie i pozostawieniu nas samych w wrześniu 1939 roku przez Francję i Anglię, patrzyliśmy na wschód.
Jak można takimi kategoriami zawiści i podłości oceniać patriotę - polskiego oficera, komendanta organizacji partyzanckiej, który nie wypadł „sroce spod ogona”. Znał przecież co to smak wojen walczył zarówno w tej I światowej i tej II – giej, przez niemal cały wrzesień 1939 roku na czele batalionu dzielnie broniąc Ojczyzny.
Był także żołnierzem - ochotnikiem podczas wojny bolszewickiej walcząc na froncie od czerwca 1920 –do lutego 1921 roku. Brał czynny udział w bitwach pod Mławą Działdowem, Brodnicą, a potem na terenach Litwy.
A tak na marginesie…ani On , ani wielu z Polaków nie mogło wiedzieć, jaka będzie ta przyniesiona przez Sowietów wolność…do której drzwi otworzyła bitwa pod Stalingradem.
Nie mógł również przewidzieć tego Józef Gierszewski, a zwłaszcza, że zostanie zamordowany przez swoich, że zostanie pogrzebany koło swej leśnej kwatery, niczym pies w dole. Nie mógł przewidzieć, że w wyzwolonej przez Sowietów Polsce, jego rodzina będzie bała się i nie będzie miała prawo by odgrzebać i przenieść jego zwłoki na cmentarz.
Dopiero 19 marca (w dzień Jego imienin) 1960 roku nocą, jego syn Stanisław (późniejszy profesor – historyk na Uniwersytecie Gdańskim ) oraz towarzysz broni Rysia - Bolesław Machut przedwojenny nauczyciel szkół na Gochach a po wojnie kierownik SP w Lipnicy (późniejszy poseł na sejm, działacz ludowy)odgrzebali jego umęczone ciało i przewieźli na cmentarz przykościelny jego rodzinnej parafii w Borzyszkowach.
A propos, aby np. dowiedzieć się o takiej a nie innej sytuacji na frontach, czy o zawirowaniach politycznych, Gierszewski do najbliższego radioodbiornika miał prawie 50 km Radio na baterie miała jedna z jego grup, zakwaterowana nad jeziorem Wiejskim w Łąkim wybudowania pod Borowy Młyn - u państwa Skibów…
Chociażby z uwagi na te (a nie te dzisiejsze udogodnienia telefoniczno – komórkowo – radiowo – telewizyjne) warunki kontaktu, przenoszenia wiadomości czy spotkania się z drugim konspiratorem, opowiadania w stylu „jedna pani drugiej pani…” w wykonaniu Państwa jest absurdalnym nieporozumieniem.
I na koniec tej części. Czemu pan cytując rozpaczliwy list maltretowanego na UB Kaszuby nie uwiarygodnia tych słów jego nazwiskiem, a tylko nazywa go jednym z liderów ruchu kaszubskiego… Czy w tej kwestii ma Pan coś do ukrycia.
Twierdzi pan, że Kaszubowski musiał przekazywać UB listy członkowskie i zdradzać struktury Gryfa. Być może, ale w tym czasie organizacja ta dawno już praktycznie po nieumyślnej zdradzie z ewidencją przez J. Dambka nie istniała. A ponadto po wkroczeniu Sowietów na Pomorze z rozkazu ostatniego jej komendanta, wyżej wspominanego Augustyna Westphala jej resztki same się rozwiązały lub jak rozkazał on resztki oddziałów leśnych, przeszły w szeregi Milicji Obywatelskiej. Takim przykładem był pierwszy komendant i jego ludzie z bunkra (nazwiska celowo nie wymieniam) w gminie Brzeźno Szlacheckie.
Represje jakim byli poddawani Kaszubi i Pomorzacy po wkroczeniu tu Armii Czerwonej, a przede wszystkim przez oddziały NKWD były powszechne bez względu na przynależności partyjne czy organizacyjne tutejszych autochtonów – tuziemców. Poprostu byliśmy dla nich (żyliśmy tyle set lat w strukturach pruskiej państwowości) Niemcami „wsio” zasługującymi by wywieść na Sybir…
Powołuje się pan na opracowanie dr Alicji Paczoski, że „Inwigilacja ruchu kaszubskiego… (spowodowała)zanik języka kaszubskiego na Pomorzu.”
W drobnym procencie tak, ale w tym względzie haniebną rolę odegrała szkoła, której kadrę stanowili przede wszystkim ludzie spoza Kaszub…traktujących nas w tym przede wszystkich nasz język – jako (tak samo jak Rosjanie) Niemców…
Nie mniej gdzie w rodzinach, w środowiskach poczucie przynależności etnicznej było nieugięte, nasz język, nasza kultura przetrwała nie tylko sowietyzację, ale uprzednio - przez wieki - germanizację.
Ci co byli Kaszubami pomimo tych „represji” ( – ja w większości przypadków odniosę taki stan narzekania czy opinii do przysłowia o baletnicy, że tej złej przeszkadza nawet rąbek spódnicy - )nadal krzewili i rozwijali naszą Tatczeznę ji Kaszebizne… do stanu z jakiego dzisiaj możemy być… wszetszci buszni…
Być może w tym momencie powie pan, że nie wiem co to inwigilacja…? Myli się pan. Mnie w odróżnieniu od pana i panu podobnym młodym – chyba tylko dla zasady - gniewnym , dawno pod nosem wyschło mleko i z niejednego pieca chleb jadłem…nie dawałem się zastraszać…pozostałem sobą wierny swym ideom.
Na tyle długo, że ani w wirze tych spraw nie zauważyłem jak stuknęła mi już 65 rocznica życia w tym 50 lat działalności i zaangażowania społecznego m.in. na rzecz Kaszebizny, za którą dorobiłem się (oprócz wielu pozostawionych przez siebie materialnych i ideowych symboli i efektów których możemy być dzisiaj dumni) statusu osoby pokrzywdzonej, nadanego mi w 2003 roku przez IPN, za „ nieugiętą i bezkompromisowe krzewienie prawdy i idei regionalnych”. Jednym z mych grzechów niezgody z „komuną” było, jak to określały odnośne dokumenty SB i instancji partyjnych, mój „nacjonalizm kaszubski i klerykalizm”, ale kogo to dzisiaj obchodzi…
Wracając do meritum… Jeden z podtytułów pańskiego wystąpienia brzmi „Cień egzekucji”…hm…Uważam, że to nie tylko to morderstwo na Rysiu ale to pan, za którym być może stoją ludzie spod znaku „Etosu Gryfa…” rzuca przede wszystkim cień na prawdę. To pan stara się- nie wiem z jakiego powodu – ściemniać. Kto lub co pana upoważnia i pańską gazetę w której pan pracuje do dzielenia nas Kaszubów na tle ocen jednego z tysięcy nieszczęść tej wojny, jakie my Kaszubi doświadczyliśmy. Dlaczego i kto panem manipuluje i na siłę stara się pan podzielić nas na zwolenników Dambka czy Gierszewskiego. Nigdy takiej linii podziału nie było i nie będzie.
Dlaczego? A to dlatego, że my Kaszubi ( w tym także Ci na wpół bo nie mówiący mową swych ojców, ale mających swoją Mała Ojczyznę w sercu) mamy świadomość, że nie do końca wygraliśmy obronną wojnę o nasze pryncypia, naszą kulturę, język i tradycję.
Poprzez złożoność historii, po II wojnie przybyli na naszą Kaszubsko – Pomorską ziemie - nie z dobrej ich woli – tysiące Polaków wypędzonych ze swych dotychczasowych lokalnych Ojczyzn na terenie Ukrainy, Litwy i Białorusi. Przybyli także przedstawiciele mniejszości wyżej wymienionych nacji. My Kaszubi staliśmy się mniejszością wielopłaszczyznowo dyskryminowaną w swoim domu. Podobnie rzecz się miała na tych terenach Kaszub po 1920 roku, po odrodzeniu się II RP, które wówczas częściowo weszły do Polski.
A więc mając tego świadomość nadal dzisiaj musimy udowadniać w różny sposób np. poprzez organizację Dnia Jedności Kaszubów, czy broniąc dobrego imienia swych Bohaterów przed Sądami, jak to ma miejsce w Słupsku.
Stąd nadal musimy pamiętać o naszej etnicznej jedności o tym, że Zrzeszonych nikt nie złamie. W tej wspólnocie stoimy i stać będziemy w obronie naszych pryncypiów i progu naszego regionalnego – kaszubskiego domu.
Kiedyś śpiewaliśmy, że nie będzie pluł nam w twarz Niemiec, a dzisiaj nie chcemy by robił to nam nasz brat Słowianin za Niemna, Bugu czy innych kresów byłej Najjaśniejszej I RP, który znalazł swoje miejsce, oraz współbraterską miłość i jednote, pod kaszubsko – pomorskim niebem.
Jaki morał stąd wynika morał…? Otóż uprzejmie i bardzo proszę, aby wziął pan precz swoje ręce od nas Kaszubów i nie majstrował przy naszej historii. Przede wszystkim proszę , aby pan je wziął odemnie – poradzimy/poradzę sobie sam. Jeżeli wygodniej panu będzie stanąć razem z pozwanymi przez moją Fundację oszczercami i naprawiaczami historii przed obliczem sprawiedliwości to nic przeciwko temu nie mam. Zaproszę pana, panią Szalewską i innych Etosowców o zacięciu gebelsowskich specjalistów w burzenia zgody i prawdy, przed obliczę Temidy, która być może – w co nie wierzę – spowoduje Wasze nawrócenie…
Z poważaniem
Zbigniew Talewski
PS.
Bardzo i to bardzo grubo Pan przesadził pisząc o Kaszubach znanych już 1600 lat temu. Niech tam to Panu będzie, wiem, że w dobrej wierze podał Pan taką datę. Osobiście miło mi czytać taki historyczny fakt historyczny.
Nieprawdą jest także to co pan piszę, że tytuł księcia Pomorza i Kaszub (dux Cassuborum) używał tylko jeden z Gryfitów - Barmin III. Wszyscy bowiem będący przy władzy książęcej Gryfici wśród innych tytułów, nieprzerwanie używali i tego – kaszubskiego.
Po bezpotomnej śmierci w 1648 roku ostatniego z Gryfitów - Bolesława XIV, tytuł ten po rozbiorze państwa pomorskiego (rozciągało się ono od Rugii – włącznie - po rzekę Łebę i Bytów – miało ono 450 km. wybrzeża Bałtyku i w głąb sięgało do 80 km tego obszaru) dokonanego przez Szwecję i Brandenburgie – wraz z częścią południowo wschodnią dziedzictwa tego suwerennego państwa (tytuł ten) przeszedł i był używany przez elektora, później (wśród innych)używali go królowie Prus. /tz/