| | Helen Zmuda TrzebiatowskaW cyklu: Z żałobnej karty (liczba artykułów 18)[NG: 34/35] Autor: Grażyna Burat - Borowy Młyn (liczba artykułów: 1)Uroczystość pożegnania odchodzącej na emeryturę Heleny Żmuda Trzebiatowskiej. Rok szkolny 1977/78 wrzesień. Od lewej: Zygmunt Buczkowski, Danuta Pych Lipińska, Anna Ulatowska, Jadwiga Rudnik (Sroka), Helena Zmuda Trzebiatowska, Edward Żywicki,Czesław Cyra, Stanisław Wera, Jerzy Matczak. Żegnamy Helenę Zmuda Trzebiatowską, zasłużoną nauczycielkę, która całe życie związana była z lokalną społecznością. Wszyscy doskonale pamiętamy ciocię Helę (tak była nazywana przez większość nauczycieli z całej gminy). Pani Helena znana była z serdeczności, okazywania pomocy, pracy społecznej, ale przede wszystkim z gościnności. Często odwiedzali ją koledzy i koleżanki nauczyciele. Helena Zmuda Trzebiatowska urodziła się 12.01.1914 roku w Karpnie. Tam też, od siódmego roku życia uczęszczała do cztero-oddziałowej szkoły podstawowej, siódmą klasę ukończyła we Wrockach pow. Brodnica. Następnie, przez dwa lata uczyła się szycia w Chojnicach, W 1937 i 1938 w szkole we Wrockach udzielała lekcji robót ręcznych dziewczętom z klasy V, VI, VII. Pierwsze dwa lata okupacji pracowała na gospodarstwie ojca, później zabrano ją na przymusowe prace u Niemca. Po wyzwoleniu ukończyła kurs szkoły handlowej w Chojnicach i pracowała w biurze Urzędu Gminy w Lipnicy. Od 1 września 1947 pracowała jako nauczycielka w szkole w Wierzchocinie. Całe swoje życie spędziła w Wierzchocinie. Przez ostatnie lata mieszkała u córki w Chojnicach, ale i wtedy często widywaliśmy ją w naszym kościele. Zawsze uśmiechniętą, zadowoloną. W dokumentacji szkolnej odnalazłam jej własnoręczne zapiski, które pochodzą z 1979 roku, pani Helena miała wówczas 65 lat. Pisze w nich m.in., że nie miała łatwego życia, szczególnie start życia zawodowego był bardzo trudny. Przytoczę urywki jej wspomnień. "Jako młoda nauczycielka po liceum pedagogicznym dostałam nakaz pracy we wsi Wierzchocina. Z przystanku autobusowego ok. 6 km trzeba było pokonać pieszo. Na miejscu zastałam 1 pokojową szkołę, zimne pomieszczenia, temperatura nie przekraczała 4 st. C, okna pojedyncze, przeciekający dach,strych bez podłogi.. Woda z pobliskiej rzeki, pitna od sąsiadów, oddalonych o 200 m. Ogromny problem ze zdobyciem czegoś do jedzenia, sklep spożywczy w Borowym Młynie oddalony o 6 km. W tych trudnych warunkach pracowałam ponad miarę. W szkole było 50 uczniów, po południu dokształcanie dorosłych, którzy też chcieli skończyć szkołę podstawową. Praca była bardzo ciężka. Nikt nie mówił polszcyzczyzną, nie rozumiał tego co było w książkach. Trzeba było tłumaczyć. Ale nauczanie to nie wszystko. Wieczorami organizowałam zajęcia dla młodzieży, powstał nawet teatr animatorów. Sami robiliśmy kostiumy, rekwizyty. Widzami naszymi była wieś. Zorganizowałam bibliotekę dla młodzieży i dorosłych. Sama im często czytałam. Wszystko to przy lampie naftowej, elektryczności nie było. Mimo to sama też się dokształcałam. Każde wakacje były zajęte nauką, szkoleniami. Jeździłam do Tucholi, do Kołobrzegu. Zima, nie zima. Wstawałam o trzeciej, by dojść 6 km do przystanku o piątej wyjeżdżałam, wracałam późnym wieczorem. Autobus jeździł nieregularnie, często musiałam długo czekać. Przypłaciłam to zdrowiem. Przez kilkanaście lat trwała taka sytuacja. Dzięki moim staraniom, pomocy prasy i radia wymieniono okna, autobus zatrzymywał się bliżej naszej wsi. Wyszłam za mąż. Z inicjatywy mojej i męża, we wsi założono elektryczność. Kiedy w 1964 roku zabłysło światło, zmarł mój mąż. Zostałam sama z dwójką małych dzieci. Nie załamałam się. W pracy nic się nie zmieniło. Później udało się załatwić telefon. Miałam radio ,, Pionier”, które bardzo długo było jedynym we wsi. Ludzie przychodzili posłuchać radia. Przychodzili we wielu swoich sprawach. Poruszaliśmy nie tylko sprawy związane z wychowaniem, ale i osobiste. Byłam doradcą, pisałam podania, pisma do urzędów, udzielałam pomocy w nagłej chorobie, chorym dawałam zastrzyki. Był czas na rozrywki. Organizowałam wycieczki do miasta. Przy tym wszystkim miałam dobre wyniki nauczania. Absolwenci z mojej szkoły to dzisiaj nauczyciele, technicy, kilka ukończyło studia wyższe." Zapisane wspomnienia Pani Heleny świadczą o dużym zaangażowaniu w pracę zawodową i społeczną. Lubiła się poświęcać dla innych. Jesteśmy dumni, że znaliśmy taką wspaniałą nauczycielkę i wspaniałego człowieka, bo jest przykładem dla nas wszystkich. Solidną pracą i konsekwentną postawą zdobyła wysoki autorytet i szacunek wśród nauczycieli i w środowisku. Za swą prace otrzymała wiele wyróżnień i nagród. Do najważniejszych należą: Gratulujemy córkom takiej matki, wnuczce wspaniałej babci. W imieniu wszystkich nauczycieli, uczniów, mieszkańców Wierzchociny, Borowego Młyna, dziękujemy za wszystko. |
