Grób braci Kruszyńskich i ich rodziców na cmentarzu komunalnym w Bytowie.
Nazwiska poległych saperów.
Z „zardzewiałą śmiercią” miałem styczność wielokrotnie. Lecz pierwszy raz z niewybuchem zetknąłem się w tzw. Dużym Domu Dziecka w Bytowie na ul. 1-go Maja. Bawiłem się tam razem z kolegami w „ wojny”. Podczas kopania jakiegoś dołu (schronu ) znaleziono zardzewiały pocisk i rozbitą radiostację. Teren znaleziska odgrodzono, wychowawcy pilnowali by nikt się tam nie kręcił. Przyjechali saperzy, jeden z nich chwycił pocisk w rękę i zaniósł do samochodu. Położył go na skrzyni z piaskiem i było po wszystkim. Saperzy odjechali.
W okolicach Bytowa spotyka się najwięcej „moździerzy 82 mm , sporo granatów RG -42 oraz F-1 , zdarzają się niemieckie cuda od garłaczów , oraz 88 mm, 75 mm. flaki 20 mm. pociski różnych maści od ppanc , przez odłamkowe po zapalające , znajduje sie dużo bomb produkcji radzieckiej ...” niestety - co trwoży - nie są to dane uzyskane od patrolu saperskiego lub policji.
Dwa przykłady
-Tragedia w Smorgoniach
Cóż może mieć wspólnego z Bytowem leżące na Białorusi miasto o nazwie Smorgonie. Z pozoru nic, ale gdy sięgnie się pamięcią do pierwszych lat powojennych to okaże się, że powiązania miast są ścisłe. To za sprawą ostatniej wojny gro mieszkańców Bytowa swój rodowód odnosi do Smorgoni. Nieraz słyszało się opowieści o tym mieście niedźwiedzi ( Akademia Smorgońska), obwarzanek ( Kaziuki), królewskich spotkań ( Karol XII, Leszczyński, Mazepa), klęsk ( 5.XII.1812 r.) zniszczeń ( 1918, 1944 r. ). Na kanwie wielkich wydarzeń przewijały się osobiste przeżycia.
Front w 1944 r. zrównał Smorgonie niemal z ziemią. Na pobliskim wzgórzu stały opuszczone przez Niemców trzy armaty przeciwlotnicze obok nich leżało pełno porozrzucanej amunicji oraz oddzielnie pociski, łuski itp. Miejscowi chłopcy wyciągali z łusek proch, a gdy jego zabrakło wzięli się za pociski. Wystarczyło pokonać trzy wkręty by po odkręceniu czubka wyciągnąć prochową rurkę zapalnika. Była bezcenna, wkładało się do niej kawałek lontu, oblepiało chlebem i „błysk saperski” był gotowy. Potem bieg nad Wilię po podpaleniu lontu rzucano całą konstrukcję w wodę. Wybuch był w sile granatu, ogłuszone ryby wypływały masowo. Wszak nie mogło być inaczej. Wiadomo przecież to była Wilia.
Lecz przyszła posucha, proch z łusek został wybrany, a i prawie wszystkie zapalniki były rozkręcone. Prawie wszystkie, gdyż został tylko jeden, coś blokowało nie można było odkręcić. Pewnego dnia około godz. 11.00 ze strony armatnich stanowisk rozległ się po Smorgoniach donośny huk, nad armatami uniósł się czarny dym. Dwóch chłopców chciało udowodnić, że potrafią, przegrali, zostali rozerwani. Jeden z nich był jedynakiem Rosjaninem - synem miejscowej nauczycielki…
Mieszkający ongiś z córkami na ul. Kościuszki pp. Żukowie nie przyjechali ze Smorgoni w komplecie. Ich syn pasł w Smorgoniach krowy, znalazł minę, coś przy niej „pogrzebał”, może tylko ruszył. Wybuchła. Pochowano go na smorgońskim cmentarzu. Jego siostrzeniec jest współczesnym znanym aktorem polskim.
-Wybuch co wstrząsnął Bytowem
Często przechodząc przez bytowski cmentarz komunalny na tzw. skróty mijałem grób, który wywoływał zimny dreszcz. Na stojącej czarnej nagrobnej płycie były zdjęcia dwóch braci, którzy na kilka lat przed moimi narodzinami tragicznie zakończyli krótkie życie . Dzisiejszy nagrobek znacznie różni się od tego sprzed lat na nim również jak na poprzednim widnieje napis mówiący o dawnej tragedii. Wiedziałem z opowiadań mojej cioci śp. Ireny Morawiec, że chłopców rozerwał niewybuch. Starszy z nich Andrzej ( ur.20.01.1940 r.) był moim imiennikiem , młodszy ( ur.12.09.1942 r.) miał na imię Stefan. Ich rodzice Państwo Zofia i Edwin Kruszyńscy pracowali w Bytowie, ojciec w Nadleśnictwie , matka była nauczycielką w jedynce. W czasie gdy rodzice poszli do kina ( 22.07.1953 r.), synowie chcąc dozbierać trochę złomu mocowali się z tkwiącym w rz. Boruja żelastwem. Niestety żelastwo okazało się niewybuchem, który w najmniej stosownej chwili ożył. Silny wybuch rozerwał obu chłopców. Rodzice nie obejrzeli filmu do końca. Wywołano ich z seansu. Od tej chwili zmieniło się ich życie.
Powiat Bytowski a akcja rozminowania Polski.
Na jednym z zebrań Zarządu Głównego Stowarzyszenia Saperów Polskich autor monumentalnej książki o rozminowaniu („ Przywrócone życiu”) gen. Zdzisław Barszczewski zwrócił się do Zarządu z pytaniem - wyrzutem „ A co z saperską mogiłą w Borowym Młynie? Czy nawiązano współpracę z księdzem?”.
Borowy Młyn i mogiła saperska? Początkowo nie skojarzyłem.
A gdy wymieniono... Lipnica. Nie było wątpliwości o jaki Borowy Młyn chodziło.
Pan Generał poruszył typowy ludzki przypadek, ktoś komuś coś obiecał i tego nie spełnił. Niestety tym niesłownym okazała się 1 Brygada Saperów. Z wypowiedzi gen. Barszczewskiego zrozumiałem, że chodzi o wzięcie pod opiekę grobu trzech saperów spoczywających w Borowym Młynie.
Razem z Mietkiem ( Mieczysław Zamara znany bytowski żeglarz amator ) planowaliśmy wyprawę wzdłuż dawnej granicy polsko- niemieckiej na Gochach. Jak granica to i wojna palikowa. Jak wojna palikowa to Borowy Młyn. Połączyliśmy tą wyprawę z saperami. Grobu nie trzeba było długo szukać.
-Wielka operacja rozminowania terytorium Polski
W drugiej połowie marca 1945 r. ruszyła „Wielka operacja rozminowania terytorium kraju” trwała dwanaście lat i objęła prawie cały obszar Polski. W wyniku jej przeprowadzenia dokonano rozminowania i sprawdzenia 271 840 km kw. powierzchni kraju, rozminowano i sprawdzono 32 880 miejscowości, unieszkodliwiono 14 763 500 min i zniszczono 58 800 000 szt. pocisków i innej amunicji”.
Pozostawione w wyniku działań wojennych niewypały i niewybuchy zbierały żniwo śmierci niezależnie od terytorium czy narodowości. Często podstawowym warunkiem normalizacji powojennego życia było oczyszczenie z nich całych połaci terenu, miast, wiosek, zakładów pracy, szlaków komunikacyjnych itp. Dlatego problemowi temu nadano w skali kraju szczególny priorytet. Zdawano sobie sprawę, że walka z minami to jakby przedłużenie działań bojowych dlatego w systemie wyróżnień utrzymano odznaczenia bojowe tj medal „Zasłużony na Polu Chwały ” i „Krzyż Walecznych”.
W celu usprawnienia przebiegu operacji rozminowania, obszar Polski podzielono na siedem rejonów . Rejon Pomorza Zachodniego i Gdańskiego z północną częścią Wielkopolski rozminowywała 1 Brygada Saperów w składzie; 8,9,10 i 11 batalion saperów. Dowódcą Brygady był płk. Bronisław Lubański. Od lipca 1945 roku rejon ten został tzw. „ rejonem rozminowania nr 6”. We wrześniu 1945 roku nastąpiła ponowna reorganizacja. Rejon nr 6 został pomniejszony i przemianowany na „ rejon nr 6 – północ”. Na Górnym Śląsku utworzono dodatkowo tzw „rejon nr 6 – południe” i przydzielono go także1 BSap., dlatego na Śląsk udała się grupa operacyjna z 9 i 10 batalionami saperów. Pozostałe pododdziały nadal rozminowywały tereny północne łącznie z terenem dzisiejszego Powiatu Bytowskiego ( od początku był w rejonie nr 6 ), najwięcej do zrobienia było w regionie miasteckim. Siły Brygady działały na Pomorzu do 11 listopada 1945 r. W styczniu 1946 roku 1 Brygada Saperów została przedyslokowana do Brzegu który do dziś jest jej garnizonem. Bilans prac Brygady za 1945 r. przedstawiał się następująco ; sprawdzono i rozminowano obszar o ogólnej powierzchni 57 tyś. km kw. sprawdzono 7672 miejscowości, w tym 205 miast, 388 fabryk, 55 tyś km dróg. Zniszczono 940 000 min i 11 350 000 pocisków i bomb i innych materiałów niebezpiecznych. Zlikwidowano 12 składów amunicji. Odchodząc do Brzegu Brygada pozostawiła mogiły 14 swoich żołnierzy. 11 żólnierzy zostało rannych. (Ogólnie do 1994 r. „na minach” poległo 55 żołnierzy Brygady ).
Wśród pierwszej piątki którzy w skali ,kraju usunęli najwięcej min na czwartym miejscu znajduje się saper 1 Brygady Saperów Stanisław Wróblewski – zebrał 22 833 miny. Pierwszy na tej liście kpr. Majek Edmund z 5 BSap. zebrał 26 462 miny .
-Borowy Młyn
Saperska śmierć (wg relacji p. Benedykta Reszki i p. Edmunda Lipińskiego)
Na przełomie lipca i sierpnia 1945 r. przybyło do Borowego Młyna ponad 30 saperów.
Dwudziestu siedmiu zakwaterowano na parterze szkoły, a sześciu u „ karczmarza Rudnika”.
Mieli ze sobą kuchnię polową, którą obsługiwał 42 letni kucharz oraz trzy furmanki z końmi. Początkowo pracowali w Borowym Młynie, a potem rozjeżdżali się po okolicy. Co ciekawe zapamiętano, że ich głównym środkiem lokomocji były rowery. Tragicznego dnia trójka saperów udała się do Rekowa. Tam na wzgórzu ok. 200 m. od szkoły leżał jakiś niewypał. Między godziną 13.00-14.00 rozniósł się po okolicy złowieszczy dźwięk detonacji. Słyszany był także w Borowym Młynie. Za pewien czas przyjechała furmanka z Rekowa i p. Pałubicki przywiózł nią szczątki żołnierzy. Byli całkowicie porozrywani, wszyscy zmieścili się w prześcieradle. Co się stało na rekowskim wzgórzu ? Przypadek, zbieg niekorzystnych okoliczności, brak doświadczenia, rutyna, nieuwaga....trudno powiedzieć.
Szczątki żołnierzy złożono do jednej trumny. Pogrzeb odbył się na trzeci dzień po wypadku. W kościele wypełnionym ludźmi przy trumnie stała warta honorowa. Uroczystości żałobne prowadził miejscowy proboszcz ksiądz Franciszek Perchke. Pochowano ich z wszystkimi honorami wojskowymi. W pamięci świadków utrwaliła się salwa honorowa („strzelano ją z jednostrzałowych karabinów”) oraz stypa, która odbyła się u wspomnianego „karczmarza Rudnika”. Gości i oficerów było tylu, że kuchnia polowa okazała się niewydolna i zabrakło poczęstunku dla wszystkich. Za co przeprosił „ wysoki rangą oficer” ale jak stwierdził, nie spodziewano się aż tylu żałobników. Ten oficer mógł być kimś ważnym, gdyż przyjechał eleganckim jak na owe czasy samochodem, którego marki do pogrzebu w Borowym nie widziano. Wypadek w Rekowie nie przerwał prac. Rozminowywano okolicę jeszcze tydzień, może więcej. Pozostawionym grobem zajęła się miejscowa parafia.
-Saperska mogiła
Pierwszy nagrobek wykonano za ks. Franciszka Perchke lecz czas zrobił swoje. Dzisiejszy wygląd mogiła zawdzięcza aktualnemu proboszczowi w Borowym Młynie ks. Jackowi Halmanowi. Grób umiejscowiony jest przy samym kościele pw Ducha Świętego.. Niesamowicie zadbany. Na płycie nagrobnej napis: „ Zginęli w walce o wolność Polski w dniu 16.08.1945 r. st. sap. Stanisław Piętka, sap. Stanisław Gdula, sap. Stefan Szymczyk. Niech spoczywają w Bogu”.
Mietek przyniósł książkę gen. Barszczewskiego, sprawdziłem. Piętka Stanisław jest wymieniony wśród poległych na str. 455, Gdula Stanisław na str. 438, Szymczyk Stefan na str. 447. Książka potwierdza, że wszyscy zginęli 16 sierpnia 1945 r. i że cała trójka była z 1 Brygady Saperów.6 sierpnia 2006 r. obok saperskiego grobu z inicjatywy Zbigniewa Talewskiego z fundacji „ Naji Goche” postawiono wyrzeźbioną kapliczkę - pietę „ Nasza Mateńka Borowiacka”, co dało temu miejscu niepowtarzalny wygląd. Bez wątpienia, jest to jeden z najlepiej zadbanych saperskich grobów w Polsce. I rzeźba i mogiła doskonale harmonizują ze sobą zmuszając do chwilowej zadumy, zastanowienia się. Niemal każdy po tym jak odwiedzi to miejsce wie, że jest ono związane z tragedią podczas „ przywracania życiu” polskiej ziemi. Zrobiłem zdjęcia tej mogiły i przesłałem p. gen. Z.Barszczewskiemu. Możliwe, że na kanwie grobu z Borowego Młyna zrodziła się idea zrobienia albumu pomników saperskich. Natomiast jest pewne, że po wspomnianym wystąpieniu gen. Barszczewskiego wzrosło zainteresowanie ZG SSP utrzymaniem saperskich miejsc pamięci.. Brygada przypomniała sobie o opiekunie mogiły wielebnym proboszczu parafii w Borowym Młynie ks. Jacku Halmanie , który na stronie internetowej parafii(http://borowymlyn.parafia.info.pl/?p=main&what=2 ) napisał;
„W tym miejscu chciałbym pochwalić się bardzo miłą nagrodą. Otóż, 13 kwietnia 2007 r. Dowódca 1 Brzeskiej Brygady Saperów im. Tadeusza Kościuszki uhonorował mnie pamiątkowym ryngrafem - "Odznaką Brygady". Za co? "Za chwalebną i godną szacunku opiekę nad grobami saperów 1 Brygady saperów poległych na Pomorzu w czasie Wielkiej Operacji Rozminowywania Polski po zakończeniu jednej z najkrwawszych wojen świata" - jak napisał. Panu Dowódcy pułkownikowi Zbigniewowi Wójtowi serdeczne Bóg zapłać! A wszystkim żołnierzom tam będących życzę wielu łask Bożych. Oby już nigdy nie było potrzeby rozminowywania naszej Ojczyzny!”
- Operacja trwała dalej
Wiosną 1946 roku w takich miastach i ich okolicach jak Słupsk, Lębork, Kartuzy, Kościerzyna, Bytów ,Miastko oraz północne rejony Chojnic likwidacje min i amunicji prowadził 47 bsap. ( 16 Dywizji Piechoty) z Gdańska pod dowództwem kpt. Włodzimierza Kowalskiego. Jesienią batalion działał w rejonie Żuław, nad Zatoką Gdańską i Zalewem Wiślanym. Ogólnie w 1946 roku zlikwidował 427 301 pocisków i amunicji wszelkiego typu. Od jesieni 1946 r. w pracach rozminowania terenów nadmorskich zwłaszcza portów brał udział 52 b.sap. Marynarki Wojennej. Równolegle na terenach na zachód od Słupska działał 17 bsap. 12 Dywizji Piechoty. Prace na Półwyspie Helskim i na obszarze woj. Gdańskiego 47 bsap. kontynuował także w 1947 roku przy stracie pięciu saperów ( całkowite straty batalionu w walce z minami zamknęły się liczbą 10 poległych saperów w tym aż 8 podoficerów ). Zniszczył 78 000 min i innych przedmiotów wybuchowych. W późniejszych latach rejon Bytowa rozminowywał 41 b.sap.14 D.Piech. ( rozformowany w Drawnie w 1957 r. stracił „na minach” ośmiu saperów ) oraz 73 bsap. 20 D.Panc.
Pułkownik Niedziela i Przełęcz Dukielska.
Do szczególnych obiektów lub rejonów podlegających oczyszczeniu w ramach akcji rozminowania należały Kwatera Hitlera w Gierłoży oraz Przełęcz Dukielska. Swego czasu w Bytowie był Powiatowy Sztab Wojskowy szefował jemu mjr / ppłk Błażej Niedziela. Mieszkał w Bytowie.(Jego dzieci syn i córka podobnie jak ja chodziły do Szkoły Podstawowej nr 2 czyli do Podzamcza ). Później był wieloletnim komendantem WKU w Człuchowie któremu służbowo podlegał region bytowski. Dlatego wielu powołanych do wojska na pewno zetknęło się z tym nazwiskiem. Któregoś dnia gdzieś na przełomie lat 60- tych, 70 – tych zorganizowano w szkole okolicznościowe spotkanie - pogadankę . Pan Niedziela przyszedł oczywiście w mundurze trochę poreklamował wojsko , lecz trwało to krótko bo zaczął wspominać. Opowiadał o tym jak uczestniczył w rozminowaniu pewnej przełęczy, mówił o wyciąganych niewybuchach, znajdowanych i niepochowanych ze względu na miny szczątkach poległych żołnierzy. Jak pamiętam opowiadanie to zainteresowało nas uczniów, było cicho i słuchano uważnie. Czuwający nauczyciel matematyki p. Jerzy Marczuk nie musiał pedagogicznie interweniować. Wówczas pierwszy raz zetknąłem się z Przełeczą Dukielską – bo o nią chodziło. Minęły lata i ponownie, tym razem w bytowskim Ogólniaku, spotkaliśmy się z ppłk Niedzielą. Jako k-t WKU namawiał nas do szkół wojskowych. O swojej saperskiej przeszłości już nie wspomniał. Może dlatego było dość gwarnie i wesoło a może dlatego, że aktywne zainteresowanie tym spotkaniem wykazywał Jasiu Szulc w tym czasie „olimpijczyk chemiczny” o szczególnie wesołym usposobieniu. Co chyba zostało mu do dnia dzisiejszego. Jest himalajczykiem. Jak widzę roześmiane twarze Nepalczyków od razu myślę, że w pobliżu jest Jasiu. Ostatecznie nie Jasiu lecz ja wylądowałem w wojskowej uczelni. Niestety nie stało się za sprawą WKU w Człuchowie lecz dzięki WKU Gliwice. Potem los rzucił mnie do 7 warszawskiego batalionu saperów gdzie w opowieściach starych saperów przewijał się …. Błażej Niedziela. W 1999 r. już w Drawnie słuchałem relację mjr w st. spocz. Edwarda Zduńczuka. Opowiadał o służbie w drawieńskim 41 bsap 14 Dywizji Piechoty. „ Od 1954 roku byłem dowódcą kompanii – wspominał.- Wyjazd nastąpił w kwietniu 1956 r. Po przyjeździe zostaliśmy rozlokowani między Jasłem a Przełęczą. Tam zorganizowaliśmy obóz….Pamiętam, że zadaniem saperów w poszczególnych zastępach było odnalezienie min i ich oznakowanie chorągiewkami. Następnie wyciągano (wyjmowano) miny z pola za pomocą kotwiczek... Wydobyte miny gromadzono w jednym miejscu i niszczono metodą wybuchową. ... Zdarzało się, że pojedyncze miny niszczono na samym polu minowym Do Drawna wróciliśmy w lipcu 1956 roku. Dowódcą batalionu był kpt. Longin Komosiński, a dowódcą drugiej kompanii saperów był kpt. Błażej Niedziela, którzy także uczestniczyli w rozminowaniu Przełęczy. O ile dobrze pamiętam były tam tyko dwie kontuzje”. Nie była to ,opowieść tak dynamiczna z odcieniem dramatyzmu jak ta ppłk Niedzieli sprzed dwudziestu lat ale jednocześnie stanowiła niejako potwierdzenie tego co nam szef bytowskiego Powiatowego Sztabu Wojskowego wówczas opowiadał.
Przełęcz Dukielska była szczególnie ważna pod względem strategicznym. Tędy wiodła najkrótsza droga na Słowację. Niemcy solidnie przygotowali ją do obrony. Ich pozycje zostały doskonale rozbudowane pod względem inżynieryjnym chroniły je liczne zapory minowe i fortyfikacyjne. W celu udzielenia pomocy dla walczącego powstania na Słowacji od 8 września rejon ten próbowała sforsować 38 Armia gen. Kiryła Moskalenki z 1 Frontu Ukraińskiego wzmocniona innymi związkami taktycznymi w tym 1 Korpusem Czechosłowackim. Łącznie przełęcz atakowało około 120 tys. ludzi, ok. 1700 dział i moździerzy oraz ok. 100 czołgów. Mimo że operacja zaplanowana była jako błyskawiczna to , dopiero 6 października udało się pierwszym żołnierzom przekroczyć przełęcz. Ostatecznie pełny sukces osiągnięto dopiero z początkiem 1945 r. kiedy to Niemcy za sprawą 4 Frontu Ukraińskiego ( a nie 38 Armii ) wycofali się na linię Ondawy. Straty wojsk radzieckich na przełęczy szacuje się nawet na 123 tyś. zabitych, rannych i zaginionych. niemal tyle liczyła cała 38. Armia przed natarciem. Korpus czechosłowacki utracił prawie 6500 ludzi, w tym ponad 300 oficerów. Straty broniących się Niemców i ich węgierskich sojuszników są oceniane na około 70 tyś. ludzi. Intensywne działania spowodowały, że powstał totalny chaos minowy. Którego jedną z pierwszych ofiar był czeski generał dywizji Jarosław Vedral - Sazavsky ( ur.1895 ). Był dowódcą 1 Samodzielnej Brygady ( objał ją po przybyciu z Anglii ), w dniu 6 października gdy ledwo przekroczył granicę ojczyzny jego samochód najechał na minę, jej wybuch śmiertelnie go ugodził . Już od 1945 roku na dukielskie pobojowisko weszli polscy saperzy. Użyte początkowo siły okazały się niewystarczające z upływem czasu pola minowe zarosły bujna roślinnością co znacznie utrudniło ich rozpoznanie i likwidację. W 1956 r. za sprawą szefa Wosk Inżynieryjnych zaplanowano zorganizować dwa zgrupowania jedno do rozminowania Przełęczy który otrzymał nazwę „Krempna” ( d-ca płk Adam Siekierzycki ) oraz drugie zgrupowanie „Baligród” do rozminowania Bieszczad. W skład zgrupowanie „Krempna” weszły pododdziały ośmiu jednostek saperskich w tym 41, 47, 73 bsap. tych których patrole rozminowywały tereny dzisiejszego Powiatu Bytowskiego. Ostatecznie w krótkim czasie uporano się z problemem i całą operację zakończono sukcesem. Dowódca Zgrupowania „Krempna” płk Siekierzycki stał się legendą polskich saperów. Gdy zmarł na jego pogrzeb w Szczecinie zjechali się i Ci wielcy i Ci mniejsi, Ci co Go podziwiali i Ci co Go się bali. Po latach Jego syn podarował mi ojca odznakę 5 Brygady Saperów. Wyeksponowałem ją jako pamiątkę.
-Akcję zakończono. Rozminowanie trwa.
Operacja rozminowania terytorium kraju oficjalnie została zakończona pod koniec 1956 r. Zakończenie tej akcji nie oznaczało całkowitego oczyszczenia kraju z wojennych materiałów niebezpiecznych. Od 1957 roku proces ten prowadzą patrole minerskie ( saperskie ) których liczba w zależności od potrzeb zawiera się w przedziale od 70 do trzydziestu kilku.
W przypadku konieczności likwidacji większych skupisk amunicji kierowano i kieruje się do pracy całe organiczne pododdziały. Mijają lata i do statystyk rozminowania dochodzą kolejne wartości unieszkodliwionego zagrożenia.
Od 1957 r zlikwidowano ok. 20mln. szt. Od 2000 roku ilość znajdywanych i unieszkodliwianych niewypałów i niewybuchów utrzymuje się na tym samym poziomie.
Dla przykładu, w 2003 roku na terenie podległym Pomorskiemu Okręgowi Wojskowemu w ramach realizacji 5375 zgłoszeń z terenu saperzy podjęli i unieszkodliwili:
- bomb lotniczych - 13 648 szt.;
- granatów moździerzowych i pocisków artyleryjskich - 13 257 szt.;
- pięści panc. i granatów ręcznych - 4328 szt.;
- min ppiech. i ppanc. - 1967 szt.;
- amunicji różnej - 380 108 szt.;
Razem: - 413321 szt.
Zardzewiała śmierć jest nadal groźna dlatego wciąż jeżdżą po Polsce Patrole Saperskie które nadal mają pełne ręce roboty. Oblicza się ,,że tendencja spadkowa w odnajdywaniu przedmiotów wybuchowych pojawi się dopiero ok. 2025 roku. Obecnie Powiat Bytów (także Słupsk ,Lębork, Kartuzy, Puck ,Wejherowo) oczyszcza z przedmiotów niebezpiecznych patrol saperski Nr 6 z jednostki w Lęborku tel. 059 8629619 (ul. Obrońców Wybrzeża 1, 84-300 Lębork ) Ościenne kaszubskie powiaty podlegają pod patrol saperski nr 8 z 16 bsap z Tczewa tel.058 530 7200, który oprócz Powiatów Chojnice, Kościerzyna, oczyszcza także Powiat Nowy Dwór Gdański, Tczew, Malbork, Starogard Gd. Kwidzyn, Sztum (ul. Wojska Polskiego 20, 83-110 Tczew). W Tczewie pod tym samym numerem telefonu i adresem znajduje się patrol nr 7 któremu podlega Trójmiasto wraz z swymi powiatami. Powiat Człuchów jest pod opieką parolu Nr 5 z 2 B Zmech. ze Złocieńca tel. 0-94 3637 600 (ul. Czwartaków 4 , 78-540 Złocieniec). W Złocieńcu znajduje się także patrol nr 4, który oczyszcza m. in. Koszalin Sławno. Powiat Szczecinek oczyszcza patrol nr 3 ze Stargardu Szcz. (0-91 5766226 )
-Rozminowanie. Pamięć i bilans strat
Spośród saperów biorących udział w rozminowaniu kraju w latach 1944 – 2004 zginęło około 661 osób (z tego 11 saperów zginęło od 1957 r.). Ich nazwiska zostały umieszczone na tablicach przy pomniku „ Chwała Saperom” w Warszawie. Straty te , jak zauważył gen. Barszczewski, porównywalne są ze stratami w najbardziej znanych bitwach stoczonych przez żołnierza polskiego w II wojnie światowej np. pod Falaise zginęło 446 żołnierzy., pod Lenino –500, a pod Monte Cassino 1065. Urzędowo nie chce się uznać ofiary krwi jaką ponieśli saperzy w latach 1945-1956, odmawia się uczestnikom akcji rozminowania praw kombatanckich. Nie zaakceptowano ustanowienia stosownych odznaczeń honorujących i upamiętniających ten fragment naszej historii („Krzyża Minierskiego”, medalu „ Za Rozminowanie Kraju”). Mały Borowy Młyn dał przykład ,uznał daninę krwi trzech poległych w Rekowie żołnierzy za część własnej martyrologii i są oni wymienieni w panteonie 91 miejscowych męczenników (poległych i zamordowanych przez Niemców i przez Rosjan). Na parafialnej liście widnieją pod pozycją 28 (Gdula) 56 (Piętka) i 81 (Szymczyk). Ocenia się że od 1945 r. do 1994 r. straty ludności cywilnej zadane od min i przedmiotów wybuchowych wynoszą w skali Polski ok. 5000 zabitych i ponad 9000 rannych. Około 81 % tych strat przypada na dzieci i młodzież.
-Trochę teorii i rad ku przestrodze
Zasadą działania patrolu saperskiego jest podejmowanie już znalezionego przedmiotu wybuchowego. W rejonie jego znalezienia sprawdza się czy nie występują inne przedmioty niebezpieczne. Wielkość obszaru do sprawdzenia określa dowódca patrolu . Kluczową sprawą jest zrozumienie iż działanie patrolu saperskiego jest podyktowane niesieniem pomocy ludności cywilnej w sytuacjach zagrożenia przedmiotami wybuchowymi i niebezpiecznymi i niejednokrotnie ratuje ludzkie życie.
-Zagrożenia i ostrzeżenia
Koniunktura w handlu złomem oraz popularność amatorskiej archeologii tzw eksploracji powodują, że pozostałości minionej wojny ponownie są poszukiwane . Przy okazji znajduje się wiele bliżej nieznanych przedmiotów które przez to ,że posiadają materiał wybuchowy stanowią niebezpieczeństwo dla znalazcy, dla jego rodziny, kolegów oraz dla osób zupełnie postronnych. Wiele nieszczęść powodowanych jest nierozważnym podnoszeniem, odkopywaniem, przenoszeniem, rzucaniem, rozkręcaniem czy wrzucaniem do ognisk znalezionych niewybuchów. Materiał ,wybuchowy charakteryzuje się szczególną żywotnością i w praktyce mimo wieloletniego przebywania w niekorzystnych warunkach bardzo często zachowuje swoje zdolności detonacyjne Tragedią jest to ,że na ogół złomiarze zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Świadomie, samodzielnie unieszkodliwiają swoje znaleziska, unieszkodliwiają zapalniki i wyciągają materiał wybuchowy. Uzyskany złom metalowy ( korpusy ,obudowy, łuski ) sprzedają . Szczególne niebezpieczeństwo stanowią pseudo odkrywcy tzw „wilczki” są zakałą nie tylko eksploracji. Nie dość ,że penetrują teren punktowo to jeszcze w obawie przed odpowiedzialnością , gdyż takie formy poszukiwań są prawnie zabronione, pozostawiają w swoich dołkach znalezione pociski, miny, amunicję. Czasem je lekko przysypują. Te dołki często są ponownie penetrowane przez dzieci i wspomnianych złomiarzy..
Któregoś dnia jechałem z Choszczna do wioski Stawin. Z prawej strony drogi był lasek. Zadziałało skojarzenie z filmem „ O jeden most za daleko” w filmie tym w podobnym zagajniku czekały na angielskie czołgi niemieckie działka p.panc. Zatrzymałem samochód, wszedłem w ten lasek i natknąłem się na dobrze zachowane linie okopów i na liczne odłamki moździerzowe i na dołek przy dołku. Teren był dobrze spenetrowany przez wiadomych „odkrywców” czyli „wilczków”. Moją uwagę zwrócił dość dużych rozmiarów wykop. Wszedłem tam wsadziłem rękę w miękką ziemię i wymacałem dużych rozmiarów przedmiot metalowy. No tak „ wilczek” zadziałał – pomyślałem. Zadzwoniłem i zgłosiłem znalezisko. Przyjechał patrol. Wykrywacz dawał silny sygnał. Saperzy ostrożnie zdjęli ziemię narzuconą przez „ wilczków”. Oczom ukazał się duży granat moździerzowy. Gdy jeden z saperów pobiegł po nosze, drugi próbował niewybuch unieść lecz przesilił się . Zareagowałem i oburącz przechwyciłem go. W tej chwili na torsie usiadła mi pszczoła i najnormalniej wbiła żądło w mój tors. Wygiąłem się i ani puścić żelastwa ani odgonić owada. Pszczółka zrobiła swoje i odleciała. Saperzy przejęli pocisk, wtedy zobaczyłem jego złowrogi zapalnik.
Inną grupę zbieraczy stanowią autentyczni hobbyści. Dysponują dużą wiedzą fachową zarówno teoretyczna jak i praktyczną. Pół biedy jeśli w ich kolekcjach są przedmioty pozbawione cech bojowych. Niestety jest taka grupa dla których im przedmiot pełniejszy tym oryginalniejszy , cenniejszy. Czasem przy okazji pożarów te kolekcje potrafią zadziałać. Ostatnią grupę stanowią piromani dla nich najważniejszy jest materiał wybuchowy. Konstruują własne samopały, petardy itp. Tymczasem powinna obowiązywać jedna zasada ,każdy znaleziony przedmiot wybuchowy lub nieznany w stosunku do którego przeznaczenia nie ma pewności powinien być zgłoszony stosownym służbom. Pod żadnym pozorem nie wolno takich przedmiotów dotykać. Istnieje bowiem grupa niewybuchów które mogą eksplodować pod wpływem zmian wilgotności temperatury czy zwykłego tarcia.
Dla własnego bezpieczeństwa i bezpieczeństwa innych należy przestrzegać kilka podstawowych zasad;
1.Nie wchodzić na tereny oznakowane zakazem wstępu (poligony, place ćwiczeń, strzelnice, magazyny).
2.Nie dotykać, nie manipulować przy znalezionych niewypałach, bombach, pociskach, amunicji, granatach.
3.Zabezpieczyć miejsce znaleziska, aby nie rzucało się w oczy osobom postronnym.
4.Należy pamiętać, że niewybuchy ( niewypały) często leżą na terenie dawnych obiektów wojskowych , na dawnych pobojowiskach, przy starych stanowiskach ogniowych.
15 sierpnia 2005 roku w „ Dzień Żołnierza” wracałem z uroczystości w Choszcznie. Tuż przed Drawnem zauważyłem ludzi zbierających grzyby. Przypomniało mi się, że na tym obszarze działali w 1945 r. polscy artylerzyści z 2 D.Art. Wszedłem w galowym mundurze do lasu i od razu wlazłem na dawne wykopy po armatach, obok nich zauważyłem wyraźne dołki gdzie składowano do nich amunicję. Schyliłem się a tam spokojnie pod mchem leżały zardzewiałe pociski. Tak w miejscu grzybobrania odkryłem czternaście niewypałów. Przez swoją ciekawość umiliłem Święto „ Patrolowi Saperskiemu” ze Stargardu. Z drugiej strony zrobiłem prezent dla Drawna. Grzybowe miejsce stało się bezpieczniejsze.
Zasady postępowania
Po znalezieniu przedmiotu wybuchowego3 i niebezpiecznego4 pochodzenia wojskowego osoba, która go znalazła natychmiast musi powiadamić o tym fakcie organa najbliższej terenowej administracji państwowej , samorządowej ( np. urząd gminy, sołtysa ) lub policję, państwową straż pożarną a w przypadku niemożliwości ich powiadomienia można zawiadomić nauczyciela, księdza, OSP itp. Niestety bywają czasem i z tej strony przypadki patologiczne. Choćby ten z 1982 r gdy w Pęzinie, przy dawnej siedzibie Puttkamerów budowałem most na rz. Krąpiel. Pewnego słonecznego dnia niespodziewanie nadjechał załadowany dzieciarnią strażacki wóz OSP. Z piskiem opon zahamował przed nami, wyskoczył z niego kierowca – strażak ochotnik i spytał „ saperami jesteście ?” „Tak”- odpowiedziałem. Zauważyłem jak z kolan siedzącego obok nastolatka zdjął jakąś zardzewiałą rurę i mówiąc „bierz pan to, to dla pana” wyciągnął z kabiny nabój artyleryjski. Oniemiałem. Nim zdążyłem powiedzieć „ Coś pan zgłupiał” kierowca wsadził go w otwór stupa betonowego i ze śmiejącymi się dzieciakami pojechał dalej. Odgoniłem wszystkich, i wojskowym Starem wywiozłem „dziadostwo” w pole. Tam w bezpiecznym miejscu ułożyłem go, ogrodziłem, oznakowałem i wezwałem patrol z ówczesnego 7 warszawskiego bsap. Przyjechał szybko i rutynowo zlikwidował niewybuch. Jak stwierdził d-ca patrolu por. Jan Gabrych, niewybuch nie miał ładunku. Może dlatego dzieciaki z panem kierowcą z OSP mogli się śmiać dalej.
Organa administracji powinny sprawdzić czy zgłoszony przedmiot jest wybuchowy i niebezpieczny jeśli tak to, powinno się ocenić stopień zagrożenia bezpośredniego dla otoczenia. Organa terenowej administracji rządowej, samorządowej, Policji, Państwowej Straży Pożarnej mają obowiązek zgłosić do Jednostki Wojskowej fakt wykrycia przedmiotów niebezpiecznych . Obecnie Patrole Saperskie działają w systemie wspomagania patroli rozminowania PATROL. Pozwala on na szybką ewidencję zgłoszenia, rozpoznanie miejsca zgłoszenia, wykonanie meldunków i sprawozdań, umożliwia szybki kontakt mailowy . Dlatego potrzebne jest aby przy zgłoszeniu podać oprócz tego co podlega oczyszczeniu (rodzaj przedmiotu), dane zgłaszającego, znalazcy, miejsca znalezienia oraz dwa adresy kontaktowe. Władze powinny zabezpieczyć teren, oznakować go i do chwili przybycia saperów wystawić stosowną ochronę. Należy powiadomić miejscową ludność o znalezisku oraz pouczyć o niezbędnych środkach ostrożności. Należy zabronić zbliżania się do terenu gdzie będą prowadzone prace związane z oczyszczaniem. Dla przykładu pociski o kalibrze 37 – 76 mm mają promień rozrzutu odłamków 500 m a o kalibrze 105 - 150 mm 1000 m. Podobnie jest z bombami. Bomby o masie 20 – 50 kg mają promień rozrzutu 850 m a o masie 100 kg 1000 m. W razie wykrycia przedmiotów niebezpiecznych określonych jako pilne, organa administracji samorządowej niezwłocznie powinny zabezpieczyć te przedmioty przez ich ogrodzenie oraz ustanowić nad nimi nadzór do czasu usunięcia ich przez patrol saperski. Za pilne należy uważać takie zgłoszenia, które donoszą o wykryciu przedmiotów wybuchowych lub innych przedmiotów niebezpiecznych pochodzenia wojskowego w miejscach stwarzających szczególne niebezpieczeństwo dla ludzi, tzn. w szkołach, urzędach państwowych i publicznych, obiektach służby zdrowia, na ulicach aglomeracji miejskich, w zakładach pracy. Pilne zgłoszenia realizowane są natychmiast, to znaczy nie później niż w ciągu 24 godzin, pozostałe realizuje się nie później niż w ciągu 72 godzin od momentu zgłoszenia.
Ludzie giną nadal
Nie tak dawno kilku nastolatków z Brzezin, uczniów gimnazjum w Dolicach ( woj. Zach – Pom. ), na trasie Dolice- Pełczyce znalazło w przydrożnym rowie i na polu około 200 sztuk pocisków z amunicji pplot 20-30 mm. Napełnili nimi kieszenie i poszli dalej. Po drodze, dla zabawy, rzucali nimi o asfalt.. Bawiło ich jak odbijały się po szosie niczym kaczki puszczane płaskimi kamieniami na wodzie. Aż niespodzianie skończyła się zabawa. Jeden z pocisków podskoczył pod nogi chłopaka, nastąpiła eksplozja która w mig powalił dwójkę niedawno roześmianych młodzieńców. Szybki przyjazd karetki ,przylot śmigłowca nie uratował jednemu z nich życia. Na miejscu znalazł się także Patrol Saperski Nr 3 który zebrał wszystkie niewybuchy. Dowódca patrolu mł. chor. szt. Jarosław Mess opowiadał mi jak z kieszeni poszarpanej kurtki powyciągał jeszcze kilka pocisków. /-/
*
Andrzej Szutowicz.Ur.1956 r. w Bytowie. Absolwent bytowskiego LO z 1975 r. W 1981r. ukończył Wydział Mechaniczny WAT w Warszawie - mgr inż. mechanik. Studia podyplomowe AR Szczecin i AON Warszawa - Rembertów. Saper. W latach 1998- 2003 ostatni dowódca Garnizonu Drawno. Major. Członek Zarządu Głównego Stowarzyszenia Saperów Polskich. Współpracuje m.in. z miesięcznikiem regionalnym Naji Gochë /tz/
Vademecum
1. Niewybuch – pocisk, granat , bomba lub inny ładunek kruszący , w którym mimo stworzonych warunków z różnych przyczyn do wybuchu nie doszło. Podstawową przyczyną powstawania niewybuchów są ; zmiany chemiczne lub wilgoć w materiale wybuchowym, usterki techniczne, zmiany materiałowe ( korozja) itp. Szczególnie niebezpieczne są te które nie zdetonowały z przyczyn spadku pod zbyt małym kątem oraz uderzyły w zbyt miękkie podłoże. Tych zapalniki przez lata są gotowe do zadziałania.
2. Niewypał -jest to nabój , który na skutek usterek technicznych lub zacięcia się broni a także w wyniku usterek amunicji nie został odpalony.
3. Przedmioty wybuchowe są to wszelkiego rodzaju przedmioty pochodzenia wojskowego, które ze względu na swe właściwości wybuchowe grożą niebezpieczeństwem przy niewłaściwym obchodzeniu się z nimi (ruszanie, rozkręcanie, rzucanie itp.) Zalicza się do nich zapalniki, pociski, bomby lotnicze, naboje artyleryjskie i karabinowe, pancerzownice, granaty, miny wszelkich typów, ładunki materiałów wybuchowych, złom metalowy zawierający resztki materiałów wybuchowych.
4. Przedmioty niebezpieczne to wszelkiego rodzaju urządzenia (materiały pochodzenia wojskowego, przemysłowego lub innego), które mając właściwości łatwopalne, żrące, trujące grożą niebezpieczeństwem przy manipulowaniu lub zetknięciu się z powietrzem albo wysoką temperaturą. Zaliczyć do nich można: płyn łatwopalny, żrący i trujący, zawartość butli stalowych, gaśnic oraz resztki rozmaitych substancji w aparaturze laboratoryjnej itp. nie zdetonowały z przyczyn spadku pod zbyt małym kątem oraz uderzyły w zbyt miękkie podłoże. Tych zapalniki przez lata są gotowe do zadziałania.