Książka Ruth Kriehn – pisał A.Celarek (Pomerania 1989 nr 7-8 s.60) – zawiera dużo ciekawych materiałów dotyczących Kaszubów. Szkoda, że dla nas jest niedostępna. A trzeba dodać, że przetłumaczona przez W. Sudaka stała się nam bardzo bliska. By ją lepiej zrozumieć, a zwłaszcza kaszubskie osadnictwo, poza Kaszubami, które nas bardzo interesuje, warto sięgnąć do szerszej literatury dotyczącej tego zagadnienia.
Obecne tereny o nazwie Wyspa Jonasza (Jones Island), choć są współcześnie półwyspem, pierwotnie stanowiły wyspę. Według planu tego obszaru z 1836 r. Wyspa była usytuowana na obszarze działek (lots) 5 i 6, licząc od strony zachodniej. Rzeka Milwaukee w tym miejscu rozwidlała się tak, że otaczała wyspę z obydwu stron. Między jedną odnogą a jeziorem Michigan znajdowała się niewielka mierzeja (lot 2). Pierwotne ujście rzeki Milwaukee do jeziora Michigan schodziło się prawie z ujściem Potoku Kinnickinnic (Cr. Kinnickinnic), obecnie rzeki Kinickinnic, gdzieś na wysokości współczesnej ul. Lapham. Z mierzei (lot 2) przez rzekę Milwaukee w kierunku południowym był czynny przewóz (Chas es Terry), przy którym John Ogden zbudował swoją tawernę.
Wyspa w 1836 nie miała jeszcze żadnej nazwy, otrzymała ją od pochodzącego z Buffalo Jamesa Monroe Jonesa, który zbudował tam małą stocznię w 1854. Wielki sztorm w 1858 r. zniszczył urządzenia stoczniowe i kapitan Jones przeniósł się ze swoim przedsiębiorstwem do Detroit.
Pierwszym Kaszubą, który przybył na Jones Island był Walenty Struck, osiedlił się tam po wojnie cywilnej. W roku 1872 rybak Jakub Muza z Ceynowy (obecnie Chałupy), z północnych Kaszub na Pomorzu Gdańskim postanowił założyć na wyspie Jonasza kolonię rybacką. Z jeziora Michigan zwoził swoją łodzią kamienie potrzebne do zbudowania falochronu. Pale wbijał ciężkim młotem. Robił to wszystko z myślą o stałym osiedleniu się na tej wyspie. Wysyłał listy do krewnych i znajomych ze Starego Kraju, by przybyli na tę wyspę. Ci przyjeżdżając, obejmowali działki na tym terenie. W roku 1872 przybyli z Półwyspu Helskiego Jakub Muza z żoną, Jan Stein (Styn) z rodziną, Michał Budzisz i Andrzej Kohnke. Po 2 latach doszli Jan Bolda, Alex Golla i Andrzej Budzisz.
August Budzisz, który przywędrował w 1882 r. ze wsi Ceynowa, tak wspomina swoje początki: „Słyszałem, że tu jest wyspa, a się też urodziłem nad wodą, więc przyjechałem, a zastałem tu tylko bagno. Nie miałem gdzie mieszkać, ale przyjęli mnie inni ludzie. Potem pożyczyłem pieniądze od pana Parchema, kupiłem drewno i zacząłem budować. Dom musiał stać na palach, musiałem nawozić piasek i układać deski, aby do niego się dostać.”
Wyspa o długości około mili i szerokości 3 bloków (grupa domów) szybko zapełniła się kaszubskimi i niemieckimi rybakami z okolic Szczecina. Dwie trzecie mieszkańców wyspy stanowili Kaszubi, jedną trzecią imigranci niemieccy. R. Wells liczbę mieszkańców wyspy ocenia na ok. 1800 względnie na 2200. W monografii z 1916 r. mówi się o 90 rodzinach kaszubskich z wyspy, należących do parafii Św. Stanisława, w innym zaś opracowaniu dotyczącym tej parafii nawet o 3 tysiącach osób.
Jako budulec rybakom służyło zasadniczo drewno i to zarówno na domy mieszkalne, jak i zabudowania gospodarcze. Potwierdza to zachowany materiał ilustracyjny. Domki rybackie były z zewnątrz bardzo skromne i małe. Niektóre z nich kryto gontem czyli po kaszubsku szyndlami. Domy od drogi oddzielały wysokie płoty z drewnianych sztachet. Przy drogach znajdowały się często rowy, którymi spływała woda do jeziora.
Mieszkańcy na co dzień najczęściej chodzili w drewnianym obuwiu czyli korkach. Na sposób przeniesiony ze Starego Kraju, wsparci na swoich płotach, rozmawiali o sprawach dnia codziennego. Na cichych, niczym niezakłóconych wiejskich drogach swobodnie chodziły kury.
Zachowany materiał ilustracyjny z końca XIX w. i początku XX przedstawia wyspę pokryta licznymi domami, między którymi rosły przeważnie drzewa. Od strony wody można zauważyć liczne łodzie rybackie wyciągnięte na brzeg lub przymocowane do pali.
Kaszubscy i niemieccy rybacy z Wyspy Jonasza do połowów używali nie tylko łodzi, ale także dużych holowników dwudziestometrowych, początkowo drewnianych z napędem parowym, następnie stalowych z napędem Diesla. Do połowów pstrąga używano pięciomilowych zestawów sieciowych (net). Holowniki były zaopatrzone w mechaniczne wciągarki sieci i posiadały nadbudowę od dzioba do rufy. Ryby z połowu zaspokajały rynek miasta Milwaukee, a ewentualne nadwyżki wysyłano do Chicago.
Na wyspie pobudowano kilka barów, które zaczęły przyciągać rybaków i żeglarzy, a także mieszkańców miasta. Jednakże wyspiarze musieli być ostrożni, by nie doszło do niepotrzebnych zatargów z przybyszami jako gośćmi.
Chociaż wyspa pod względem administracyjnym wchodziła w skład miasta, to jednak jej mieszkańcy, których monografia z 1909 r. wyraźnie nazywa Kaszubami – rządzili się własnymi prawami i posiadali znaczną autonomię. Jeśli wynikały jakieś spory lub inne kłopoty, to wyspiarze załatwiali je we własnym zakresie. Co więcej, policja miejska nie wtrącała się do nich, nawet ich nie odwiedzała.
Jakub Muza z innymi Kaszubami dzierżył władzę na Wyspie Jonasza aż do czasu, gdy się zestarzał. Potem z niej zrezygnował. Przez ten czas był najbardziej wpływowym człowiekiem wśród osadników.
Po nim władzę na wyspie przejęli gubernator Antoni Kański, pochodzący z Kuźnicy na Mierzei Helskiej i „admirał” Charles Plambeck. Obaj byli restauratorami i zaczęli ze sobą rywalizować. Atrakcją restauracji Kańskiego było to, że jej wyposażenie przypominało kabinę statku.
Począwszy od roku 1890 aż do I wojny światowej rywalizacja między „Gubernatorem” a „admirałem” wzmogła atrakcyjność wyspy zarówno dla turystów, jak i stałych mieszkańców miasta. Ci ostatni musieli przepływać łodziami między wyspą i stałym lądem w miejsce, gdzie dzisiaj znajduje się prom dla pracowników Zakładów Milorganite. Restauracja Plambecka mogła dostarczać jednorazowo ok. 3 tys. krabów. Kraby i ryby można było także kupić na targu pod gołym niebem. Na wyspie Jonasza było czynnych 11 restauracji, 7 sklepów i poczta.
Zimą rybacy łodziowi oraz mniejszych holowników znajdowali zatrudnienie w stalowni lub innych zakładach, przy przeładunku rudy i węgla. Niektóre z holowników przewoziły ziemniaki i owoce, natomiast większe zmieniały łowiska i wypływały na inne jeziora, gdzie miały sezonowe przystanie i prowizoryczne szopy. Na wiosnę rozpoczynały znowu połowy niedaleko Milwaukee.
Kwestią niezałatwioną na wyspie pozostawała sprawa własności tego obszaru, czym interesowała się Illinois Stesl Company, zazdroszcząc milionowych funtów ryb odławianych przez wyspiarzy.
Bogata kompania zwróciła Polakom uwagę na fakt, że nie dopełnili formalności prawnych w sądach w celu nabycia działek na własność. Jakub Muza osiedliwszy się na wyspie nie załatwił sprawy własności urzędowo, podobnie i następni emigranci. Po prostu odstępowali sobie działki za pieniądze, podaniem reki przypieczętowywali kontrakt i uważali sprawę za załatwioną.
Jednym z pierwszych pociągnięć kompanii w stosunku do Kaszubów z Wyspy Jonasza były pogróżki, by po prostu opuścili ten teren. Gdy to nie przyniosło skutku, agenci chcieli użyć podstępu, nakłaniając rybaków do podpisania kontraktów ze spółką, że grunt, na którym mieszkają, biorą od nich w dzierżawę. Ale i tym razem mieszkańcy wyspy poznali się na chytrym manewrze przeciwników.
Dalszy krok kompanii polegał na wytoczeniu poszczególnym rybakom procesów sądowych. I tak pierwszą ofiarą padł 5.11.1902 r. Budzisz, który musiał się wyprowadzić ze swego domu. W celu zastraszenia innych osadników kompania postanowiła zburzyć jego dom. W tym czasie kompania miała prowadzić 140 podobnych procesów. Niektórzy wyspiarze przenieśli się do innych części miasta, zdobywając także pracę w innych zakładach.
Kapitan Feliks Struci był ostatnim „królem wyspy”, następcą Kańskiego i Plambecka. Jego restauracja otrzymała miano Old Harbour czyli Stary Port. Port był czynny do 1944 r. do czasu, gdy F. Struck i jego kilku przyjaciół musieli opuścić to miejsce. Wkrótce potem Struci zmarł. Ostatni rybak pochodzenia kaszubskiego dotrwał w Milwaukee do 1973 r., a był nim Ross, syn Augusta.
Już w 1906 r. burmistrz Rose proponował Wyspę Jonasza na oczyszczalnię ścieków i około 25 lat później te plany zostały zrealizowane. Do tego czasu miasto posiadało na wyspie 50 akrów, resztę wykupiono w 1938 r. dla rozwoju portu. Ostatni domek rybacki został zburzony w 1961 r.
Z chwilą wybudowania zakładów oczyszczania miasta (Milorganite) oraz różnych urządzeń portowych, w tym także przystani żeglarskiej, skończyło się sielankowe kaszubskie osadnictwo na Wyspie Jonasza. Jeszcze w 1940 r. stało tam kilka domów w otoczeniu dźwigów portowych i torów kolejowych. Po rybackim drewnianym budownictwie nie zostało żadnego śladu.
Obecnie ludzi pochodzących z Jones Island, rozproszonych po mieście Milwaukee i poza miastem, łączą coroczne zjazdy organizowane na kawałku wyspy zwanym Kaszube, s. Park. Na historycznym już skwerku prawnie chronionym przez władze miasta, potomkowie Kaszubów zbierają się w cieniu ostatnich 2 wierzb , zasadzonych ręką pierwszych emigrantów i rozpamiętują stare czasy. Ich nostalgie przypominają polskie tańce oraz polska kuchnia.
Celowe byłoby wydobycie na światło dzienne materiału wspomnieniowego po potomkach emigrantów z Wyspy Jonasza, którzy jeszcze żyją w różnych częściach Milwaukee a także na obecnym terenie parafii św. Stanisława i św. Jadwigi. Przykładem może być rodzina Boldów, która w tych sprawach udzielała wywiadu dla „Milwauczanina” w 1963 r. Zebrany na podstawie wywiadów materiał można by porównać z opracowaniami dotyczącymi rybaków i ich życia na Wybrzeżu Bałtyku i to zarówno w przeszłości jak i obecnie.
Aktualnie dawna wyspa Jonasza tworzy półwysep. Stało się tak wskutek skierowania rzeki Milwaukee do jeziora Michigan na wysokości dzisiejszej ul. Bruce. W ten sposób powstał półwysep, który oficjalnie nosi nazwę Jones Island, są na nim 4 ulice i jest usytuowana oczyszczalnia ścieków. Przez półwysep z południa na północ przeprowadzono autostradę, która przebiega także nad ujściem rzeki Milwaukee do jeziora Michigan. W okolicach ujścia rzeki Milwaukee usytuowany jest skromny rybacki port rzeczny z przystanią żeglarską. Po kaszubskich osadnikach pozostała tylko tablica pamiątkowa: „Jones Island Community Site. Designated as a Milwaukee Landmark In 1974 in recognition of the unique multiethnic fishing village that flourished on his peninsula during the late 19th and 20th centuries and played a significand role in the city’s history”.
Omawiając tłumaczenie pracy R. Kriehn warto zwrócić uwagę na różnice w wydaniu w języku angielskim i polskim.
Wydanie angielskie posiada 130 ilustracji, w tym 8 planów i map, stron 142, zdjęcia są stosunkowo ostre, książka posiada sztywną oprawę, a więc ma zapewnione dłuższe trwanie, zaopatrzono ją w indeks imion i nazwisk, 3 strony poświęcono omówieniu bibliografii, liczba rozdziałów wynosi 7.
Polskie tłumaczenie zaopatrzono we wstęp Mirosława Kuklika, prezesa Stowarzyszenia „Przyjaciele Helu”. Podobnie jak angielskie posiada 7 rozdziałów, 127 stron, liczba ilustracji wynosi tylko 37, nie zamieszczono jednak map ani planów, przez co jest o wiele uboższa, okładka jest tylko tekturowa.
Chociaż polskie wydanie jest skromniejsze od wydania w języku angielskim, to trzeba się cieszyć, że w ogóle polski czytelnik, zwłaszcza Kaszubi znad Bałtyku doczekali się tłumaczenia, co już jest w znacznym sukcesem i ułatwia porównanie życia Kaszubów na różnych kontynentach, głownie rybaków.
Wypada tylko życzyć, by do Milwaukee udał się kaszubski historyk i zebrał możliwie jak najwięcej materiałów z tego jedynego w swoim rodzaju byłego osiedla rybackiego. Przekonałem się o tym, gdy tam przebywałem w 1997 r. tylko 1 dzień i przejrzałem księgi metrykalne z obydwu parafii, a spis zamieściłem w wydanej książce „Kaszubi w Ameryce” s. 196-200. Pobyt pomorskiego historyka tamże zaowocowałby przynajmniej pracą doktorską. /-/