NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny
I Spotkania na Gochach - na pierwszym planie Roman Chamier Gliszczyński.

I Spotkania na Gochach - na pierwszym planie Roman Chamier Gliszczyński.


Progi Centrum Międzynarodowych Spotkań w Tuchomiu, w dniach 9-11 listopada, gościły uczestników pierwszych w historii tego miejsca Spotkań. A stało się tak za przyczyną Zbigniewa Talewskiego, prezesa zarządu CMS. Współorganizatorami imprezy byli Jerzy Lewi Kiedrowski, wójt gminy Tuchomie oraz Rafał Narloch, wójt gminy Lipnica.

Wśród uczestników nie zabrakło dziennikarzy Bytowskiej Telewizji Kablowej, Radia Gdańsk, Gazety Pomorskiej, Mojego Miasta Słupsk, Naji Gňchë a także współpracownika Pomeranii w osobie niżej podpisanego.

Ale głównymi i najważniejszymi gośćmi Spotkań, byli regionaliści kaszubscy, historycy, autorzy monografii o miejscowościach i parafiach pomorskich. Wśród nich Benedykt Reszka. Swoją obecność zaznaczyli także biografowie i heraldycy w osobach Przemysława Pagerta i Zdzisława Zmudy Trzebiatowskiego, a także wydawcy: Andrzej Obecny ze Słupska i Tomasz Zmuda Trzebiatowski z Gdańska. Nie zabrakło nauczycieli, a wśród nich znanej wszystkim Felicji Baska-Borzyszkowskiej, nauczycielki języka kaszubskiego z liceum w Brusach oraz barwnej postaci Zbigniewa Formeli z Redy, niestrudzonego rejestratora zanikającej architektury kaszubskiej.

Tak to już jest, że w tego rodzaju spotkaniach poświęconych w dużej mierze tematyce historycznej, uczestniczą ludzie dojrzali, umiejący docenić dzieje ludzi, regionu i ich wpływ na teraźniejsze życie, dostrzegający warstwę po warstwie nakładających się poszczególnych okresów życia i twórczości tych pokoleń, których owoce pracy i przemyśleń podziwiamy w budowlach, krzyżach, nagrobkach i których zachowania, przeżycia pozwoliły wytworzyć osobowość współczesnego człowieka. Tym bardziej wszystkich ucieszyło uczestnictwo młodych, jak: Tatiana Kuśmierska i Ala od Skibów. Obie bardzo utalentowane. Tatiana Kuśmierska jest studentką polonistyki UG, śpiewa w zespole. Alicja Skiba jest poetką a swoje utwory publikuje w Zymku. Jako absolwentki Liceum Kaszubskiego w Brusach świetnie mówią po kaszubsku. Była też absolwentka tego Liceum red. Anna Cupa z Polskiego Radia Gdańsk, oraz Karol Rhode z student politologii UG.

Jak bogaty jest krajobraz Kaszub, tak różnorodny był program I Spotkań. Trudno jest jednoznacznie określić ich charakter. Na pewno były to dni pracowite, wypełnione rozmowami z ludźmi, obcowaniem z historią, krajobrazem, architekturą.

Już pierwszego dnia, jeszcze w nieco ochłodzonym, gościnnym domu, program obfitował w przeżycia. A emocjonalna temperatura spotkania, szybko podniosła te prawdziwe stopnie Celsjusza na termometrze.
W holu można było podziwiać wystawę fotografii Tuchomia, jego mieszkańców, ich pracy i zabawy. W fotogramach zatrzymano wydarzenia z lat 1945-1970, a więc stosunkowo niedawnej historii Tuchomia, choć tamtego miasteczka już dzisiaj nie ma. Dla Jana Woźniaka autora wystawy urodzonego na Kaszubach, którego rodzice pochodzą z Drohobycza, to jedyna historia. Wszak ta poprzednia pozostała tam na Kresach Wschodnich. Zdjęcia cieszyły się dużym zainteresowaniem, szczególnie mieszkańców gminy. Szkoda tylko, że nie zostały opisane. Nie wiemy kto, co i kiedy, zostało utrwalone na fotogramach. Jak mawia prof. Jan Kutta historyk, wieloletni dyrektor Wojewódzkiego Archiwum Państwowego w Bydgoszczy: "Fotografia bez daty i opisu traci aż 50 % wartości historycznej".

Wielkim przeżyciem tego wieczoru było przedstawienie przygotowane na podstawie XIX wiecznych elementarzy, a w szczególności o „Elementarza Toruńskiego zastosowanego dla potrzeb dzieci polskich uczących się w szkole tylko po niemiecku”. W przedstawieniu udział wzięły dzieci z Dretynia, uczestnicy zajęć świetlicowych z Płotowa, w którym znajduje się Muzeum Szkoły Polskiej, oraz zajęć w remizie strażackiej w Miasteczku Krajeńskim, w którym zmarł i został pochowany Jan Drzymała. Przedstawienie wyreżyserowała Joanna Gil-Śleboda – prezes zarządu Stowarzyszenia Ziemi Dretyńskiej. Z charakterystyki elementarzy z tamtych czasów wynika, że były to podręczniki „do wszystkiego”: do języka polskiego, niemieckiego, religii, przyrody zawierającej matematykę, fizykę, chemię, geografii i biologii.

Przedstawienie obejmuje jeden dzień w szkole z czasów 1918 – 1938. Dzieci uczyły się wówczas mowy ojczystej, prawd wiary, poszanowania rodziny, narodu, ojczyzny, a także języka niemieckiego. Wyraziście ukazano postawy nauczycieli, rodziców i samych uczniów. Ale to przedstawienie zasługuje na odrębną recenzję.

W czasie przerw szkolnych pokazano zabawy dzieci, jakże inne od obecnych, z pewnością bardziej twórcze. W niejednym widzu odżyły wydobyte z głębi pamięci zabawy i piosenki: „Rolnik sam w dolinie”, „Ole, Ole Janko, klęknij na kolanko”, czy też „Ojciec Wergiliusz uczył dzieci swoje”. Spektakl odbywający się w warunkach polowych, bez sceny, wyposażono w przemawiające rekwizyty: ogromny dzwonek szkolny, tabliczki z rysikami do pisania i ściereczkami. Strój dzieci z tamtych czasów był ujednolicony, skromny, wręcz ubogi, czysty. Uczniowie mieli na sobie fartuszki, na nogach wełniane „strčfle”.

Pomysłodawcom i wykonawcom nie szczędzono braw. Dzieci potwierdziły, że są najlepszymi aktorami. Ich naturalne umiejętności rozszerzone zostały przez zawodowych aktorów w trakcie odbytych warsztatów teatralnych. Dobrze byłoby gdyby spektakl wystawiany był na całym Pomorzu, Warmii i Mazurach a jeszcze lepiej w całej Polsce.

Po spektaklu Lewi Kiedrowski, wójt gminy Tuchomie, sprawujący tę funkcję od lat 17, przedstawił krajobraz, gospodarkę i kulturę miejscowości. Imponujące są osiągnięcia gminy w zakresie wodociągów i skanalizowania wsi, budowy oczyszczalni ścieków itp. Wójt wskazał na atrakcje turystyczne: szlaki rowerowe wzdłuż „Zwiniętych Torów” na trasie Miastko-Bytów-Łeba i trasę wędrówek pieszych „Szlakiem strażnic granicznych” wzdłuż dawnej granicy polsko-niemieckiej. Z relacji wójta wynikało, że miejscowi ludzie nie próżnują, nie utyskują na trudy dnia codziennego. Od kilku lat kontynuowane są różne wydarzenia kulturalno-folklorystyczne, jak chociażby Festyn Rodzice Dzieciom w Tuchomku, Noc Świętojańska w Piasznie, Festyn Integracyjny w Modrzejewie, Letni Festyn w Tęgowiu, Festyn w Zakociewiu, Lato w Ciemnie. Ponadto corocznie odbywa się Przegląd Zespołów Kolędniczych, Dożynki Gminne oraz Ogólnopolski Zlot Czarownic na Górze Lemana, czy też zawody strażackie, jednej z najsilniejszych straży w regionie, bo składającej się z 9 jednostek, skupiającej aż 350 strażaków.

Na uwagę zasługuje to, że aż 70% dzieci uczy się w szkole języka kaszubskiego. Gmina w 1998 roku, pierwsza wprowadziła do szkoły naukę tego języka.

Historię Gminy Tuchomie przedstawił Janusz Juchniewicz nauczyciel historii z miejscowej szkoły. Z opowieści autora wyłoniła się historia pogranicza kulturowego, gdzie ścierała się, a także i stapiała się nawzajem kultura krzyżacka, brandenburska, niemiecka, polska i kultura kaszubska. W ostatnich latach nawzajem przenikał się żywioł polsko-kaszubski z żywiołem ukraińskim i częściowo niemieckim. Jest to zauważalne, widoczne i akcentowane. Każda z nacji podkreśla swoją tożsamość i odrębność.

Wieczór zakończyło wystąpienie Zdzisława Zmudy Trzebiatowskiego, na temat Rodzin Trzebiatowskich na Gochach.

Drugi dzień Spotkań był również pracowity. Rozpoczął się od zwiedzania kościoła parafialnego p.w. Michała Archanioła w Tuchomia. Główny nacisk pan Janusz Juchniewicz położył na historię organów i postaci organistów, którzy pracowali w parafii.

„Królewski instrument”, jak nazywał organy Wolfgang Amadeusz Mozart do kościoła wprowadzony został już w 670 roku przez papieża Witaliana I, jako instrument najbardziej przemawiający do duszy.

Parafia w Tuchomiu powstała w XIV wieku, natomiast pierwsza wzmianka o instrumencie organowym pochodzi z 1780 roku. Pośrednie wiadomości o przebywaniu w Tuchomiu organisty, pochodzą z zapisów dokonanych przez ks. biskupa, Rybińskiego, który wizytując parafię wspomniał o chałupie organisty. Informacje o organistach tuchomskich pochodzą głównie z zapisów dotyczących ich wynagrodzenia.

Od 1781 roku przez parafię tuchomską przewinęło się 12 organistów. Podobnie, jak i w innych, praca organisty połączona była z innymi zajęciami np.: wypiekiem hostii i opłatków, sprzątaniem kościoła itp. W pewnych okresach funkcja organisty była dziedziczona. Miało to miejsce w przypadku organistów z rodziny Masłowskich, czasami pisanych jako Maslowski. Rodzina ta dzierżyła organy od 1841 roku, wtedy to organistą został Jakub Maslowski, po nim syn Józef i na końcu urodzony w 1885 roku Franciszek, wnuk Jakuba. Obecny organista Janusz Juchniewicz szczerze oddany swojej pasji, zadedykował uczestnikom Spotkań krótki koncert, na który złożyły się utwory: „Andante in 6” Ludwiga van Beethovena, „Ave Maria” Franza Schuberta i „Ave Maria” mniej znanego w Polsce kompozytora Gulio Caciniego. Ten utwór organista wykonał ze skrzypaczką… kilkuletnią córką Martyną. Na zakończenie zagrał poloneza „Pożegnanie Ojczyzny” Michała Kleofasa Ogińskiego, utwór jakże znaczący w wigilię święta narodowego.

Muzyka nie tylko łagodzi obyczaje, ale rozgrzewa i pobudza do działania. Nie inaczej było tym razem. Rozgrzewka przydała się, bo następny punkt programu odbył się w terenie. Uczestnicy zwiedzali Górę Lemana, na której posadowiona jest wieża widokowa. Roztacza się z niej wspaniały widok niezwykle urozmaiconego krajobrazu kaszubskiego. Uczestnikom towarzyszył porywisty, silny i zimny wiatr. Dobrze, że i tutaj organizatorzy i właściciel gospodarstwa Klemens Leman podali pyszny swojski chleb ze smalcem okraszonym skwarkami. Ten posiłek dodał sił do zwiedzania osady Gotów, wzniesionej na terenie gospodarstwa, przy dużym zaangażowaniu Urzędu Gminy.

Teren pod względem geomorfologicznym i hydrograficznym jest bardzo ciekawy, o dużych deniwelacjach. Z wieży rozciąga się daleki pejzaż, o tej porze roku malowany wszystkimi kolorami. Tak piękny teren zawsze był doceniany przez ludność, o czym świadczy nie tylko obecne osadnictwo, ale także duża ilość wykopalisk i kurhanów. To na tej Górze Lemana odbywa się corocznie zlot czarownic, które przybywają tutaj nie samochodami, lecz, jeśli wierzyć mieszkańcom, na miotłach.

Potem uczestnicy udali się na następną górę – Górę Piszczatą (jak głosi tradycja na górze tej chowano zwłoki żołnierzy szwedzkich) w Borzyszkowych. Tam wysłuchano krótkiej historii tego miejsca wygłoszonej przez Andrzeja Lemańczyka dyrektora szkoły i prezesa miejscowego ogniwa Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Również i młodzież szkolna przekazała historię okolicznych wydarzeń i losy bohaterów, często bezimiennych, którzy walczyli za Gochy, swoją małą Ojczyznę. Nad Pomnikiem Walk i Męczeństwa Gochów unosi się olbrzymi krzyż. Właśnie z nim wiąże się jedno z wydarzeń na ziemi kaszubskiej nieznane. W latach 70 krzyż zniknął, skradziony przez „nieznanych sprawców” Na nowo udało się go usadowić między innymi za staraniem Zbigniewa Talewskiego na początku lat 80-tych.

Następny punkt Spotkań to oddanie hołdu komendantowi Tajnej Organizacji Wojskowej GRYF – Józefowi Gierszewskiemu i złożenie wiązanki kwiatów na jego grobie w Borzyszkowych. W obu uroczystościach wzięły udział samorządowe władze gminne i powiatowe, dzieci szkolne i nauczyciele.

Następnie zwiedzano kościół parafialny w Borzyszkowych pod wezwaniem św. Marcina. Pod nieobecność ks. proboszcza, przebywającego na szkoleniu pozyskiwania środków unijnych, rolę przewodnika z widoczną tremą, ale z dużym znawstwem, pełniła katechetka – Maria Reszka. Obecny kościół w Borzyszkowych, poświęcony w 1723 roku został zbudowany na miejscu, gdzie posadowiony został pierwszy kościół przodków w XIV wieku. Jak inne kościoły w tym mało zasobnym rejonie, także ten jest drewniany. Trud finansowy wyremontowania próchniejącego kościoła poniosła w dużej mierze miejscowa ludność, przy zapobiegliwości księdza proboszcza Jana Flisikowskiego.

Podczas szczegółowego opisu ikonografii i wystroju ołtarzy niespodziewanie została wszczęta dyskusja, w trakcie której Zdzisław Zmuda Trzebiatowski przedstawił widoczny herb na górze prawego ołtarza, jako herb Trzebiatowskich. Zaprzeczył temu Przemysław Pragert znawca heraldyki kaszubskiej, autor dwutomowego dzieła Herbarza Szlachty Kaszubskiej, który wskazał, że herb jest herbem rodziny Melchiora Lipińskiego, o czym świadczą między innymi inicjały ML.

Na podkreślenie zasługuje troska księdza proboszcza nie tylko o sprawy duchowe parafian. Za jego przyczyną w dniu 6 października ks. biskup Jan Bernard Szlaga ordynariusz diecezji pelplińskiej dokonał otwarcia i poświęcenia Parafialnej Świetlicy Środowiskowej dla dzieci i młodzieży, a nawet dorosłych w budynku parafialnej organistówki. Świetlica ma służyć pomocą młodzieży i dorosłym. Istnieje zamiar utworzenia Parafialnego Klubu Bezrobotnego, w którym doszkalać się będzie dorosłych do podejmowania działalności gospodarczej, pozyskiwania środków finansowych: obrotowych i inwestycyjnych niezbędnych do prowadzenia firmy, pisania biznes planów. Pomysł wydaje się być trafiony, ponieważ w gminie Lipnica, w której położone są Borzyszkowy wskaźnik bezrobocia oscyluje około 40%.

Następne spotkanie z najnowszą historią odbyło się w miejscowości Łąkie pod obeliskiem – kaplicą poświęconą bohaterom walki o Ojczyznę i dla Ojczyzny w czasie I i II wojny światowej. I tutaj pomimo złej pogody zebrała się grupa mieszkańców i władz samorządowych, aby wraz z uczestnikami Spotkań oddać hołd mieszkańcom tej ziemi, bohaterom zmagań wojennych. W spotkaniu uczestniczyli sędziwi już bohaterowie ostatniej wojny w osobach: Depki Prądzińskiego, do 7 lipca 1947 roku żołnierza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie oraz Bolesława Myszki, dla którego losy wojenne rozpoczęły się w 14 roku życia, najpierw jako robotnika przymusowego, potem żołnierza Wehrmachtu a w końcu więźnia sowieckiego w kazachstańskim łagrze. W historii tych dwóch postaci mieści się skomplikowana i trudna, dla wielu nieznana, czasami niezrozumiana historia tych ziem. Kaszubi stawiając w 1926 roku ten pomnik, pragnęli zachować pamięć tych, którzy z rozkazu władz Cesarstwa Niemieckiego wcieleni zostali do armii pruskiej. W latach I wojny światowej zginęło 32 mieszkańców Łąkiego.

Zawsze patriotyczna ludność, z serca i przekonania, odpowiedziała na płomienne wezwanie ks. Bernarda Gończy PROBOSZCZA W Borowym Młynie, w którym wskazał na zagrożenie Polski i Europy przez „bolszewików – antychrystów” i wysłała swoich synów i mężów do walki w szeregach Armii Ochotniczej, którą dowodził popularny na Pomorzu człowiek wielki i prawy – gen. Józef Haller. Warto w tym miejscu, w wielkim skrócie przybliżyć Czytelnikom postać ks. Bernarda Gończy.

Urodził się w 1877 roku w Kościerzynie. Uczył się w gimnazjum chełmińskim. Gdy postanowił zostać księdzem zapisał się do tajnej organizacji Filomatów, aby poznać lepiej język polski, który jak spodziewał się byłby mu pomocny w pracy duszpasterskiej. Został z niej usunięty z powodu nie wypełniania podstawowych obowiązków. Wykrycie organizacji spowodowało śledztwo, podczas którego Bernard Gończa wyjawił nazwiska blisko 30 kolegów. W rezultacie zostali oni oskarżeni i w procesie toruńskim skazani na krótkie kary więzienia. Gończa, który wtedy był już alumnem Seminarium Duchownego został skazany na jeden dzień więzienia. Jako ksiądz pracował w różnych parafiach. Przyczynił się również w niemały sposób do ustalenia zachodniej granicy Polski. Wysłał delegację do Gdańska, która poprzez Franciszka Kwiatkowskiego i majora Jamesa Webba doprowadziła do tego, że sprawy Borowego Młyna były rozpatrywane w Wersalu. W lutym 1920 roku wraz z miejscowymi Kaszubami, rozpoczął bojkot wytyczania granicy, w wyniku czego wieś Upiłka pozostała w Polsce. Od października 1920 roku był proboszczem w Luzinie. Bardzo aktywny zwłaszcza w oświacie. Wzorowym życiem kapłańskim, gorącym patriotyzmem, zaangażowaniem społecznym i wreszcie śmiercią w obozie koncentracyjnym w Sttuthofie 1940 roku, odpokutował za błąd z lat szkolnych.

Wracając do dalszych wydarzeń związanych z bohaterską ludnością Gochów, należy wspomnieć, że z Łąkiego – małej kaszubskiej wsi, polskimi żołnierzami na Zachodzie zostało 30 byłych żołnierzy Wehrmachtu. Szacuje się, że w szeregach Polskich Sił na Zachodzie, połowa to ludzie z Pomorza, Śląska oraz z Poznańskiego, przedtem siłą wcieleni do armii hitlerowskiej. Podkreślić trzeba, że w tej zbrodniczej armii nie odnotowano żadnego ochotnika z Gochów.

Po lekcji historii wojennej Gochów, którą przedstawił Benedykt Reszka, zafundowano uczestnikom wielka atrakcję – przejazd bryczkami po pięknej, bardzo bogato urzeźbionej okolicy. Można było podziwiać pola, jeziora i lasy jeszcze w barwach jesieni, ale już w przededniu zimy, bo następnego dnia ziemię otulił pierwszy śnieg.

Po przejażdżce znowu był czas na zadumę, na chwilę modlitwy w kościele w Brzeźnie Szlacheckim. Proboszcz ks. Andrzej Diedrich, przedstawił w skrócie historię kościoła. Proboszcz jest bardzo troskliwym gospodarzem. Wraz z parafianami remontuje mienie kościelne. Z przeświadczeniem, że w kościele niczego nie powinno się czynić na pokaz, dla poklasku. Stąd na dachu kościoła pojawił się nie gont, a dębowa klepka. Ostrożny w zdobywaniu środków. Powraca z pamięcią do czasów, kiedy w traktatach welawsko-bydgoskich z 1657 roku dwie trzecie kosztów budowy i wyposażenia kościołów, pokrywało państwo, uzurpując sobie prawo ingerencji w wewnętrzne sprawy kościoła np.: wpływ na obsadę stanowisk kościelnych. Kościół wraz z wyposażeniem jest ceniony przez mieszkańców. Są z nim związani nie tylko wiarą, ale również duchem i tradycją. To ich przodkowie, jak głosi legenda i świadczą utwory literackie, wyruszyli do walki, aby pod Wiedniem walnie przyczynić się do zwycięstwa króla Jana III Sobieskiego. Upamiętnieniem tego wydarzenia jest obelisk „Kaszubi pod Wiedniem” postawiony przez mieszkańców w 1983 roku. Z przekazywanej ustnie tradycji mieszkańcy nabierają coraz większej pewności, że ambona znajdująca się w kościele zawiera w sobie fragmenty karocy zwycięzcy spod Wiednia.

Potem nadeszła bodajże najważniejsza część Spotkań. W szkole z udziałem mieszkańców, młodzieży i grona nauczycieli, władz gminy Lipnica w osobach; wójta Rafała Narlocha, zastępcy Michała Świontka Brzezińskiego, Mirosława Bukowskiego przewodniczącego Rady Gminy, odbyło się spotkanie ze znakomitymi gośćmi. Benedykt Reszka tym razem jeszcze obszerniej przedstawił drogi wojenne Kaszubów, w szczególności tych zamieszkałych w gminie Lipnica. Ten głos poprzedzony został krótkim występem chóru szkolnego. Chór zaśpiewał jeszcze kilkakrotnie między poszczególnymi wystąpieniami zaproszonych gości. Z wielką ekspresją zostały wyrecytowane wiersze poetów kaszubskich. W tej części wystąpiły uczennice Małgorzata Sroka, Aleksandra Świontek-Brzezińska, Joanna Pupka-Lipińska, Marzena Świontek-Brzezińska, Wiktoria Chamier-Gliszczyńska. Recytowano między innymi „Zegar”, Aleksandra Majkowskiego i „Kaszubsko” ks. Leona Heykego.

Miłym zaskoczeniem dla zebranych była krótka prezentacja książki Brzeźno Szlacheckie napisana przez ks. Henryka Cyrzana z Chojnic, urodzonego właśnie w Brzeźnie. W tej niewielkiej książce zawarł bogatą treść. Opisał położenie i dzieje wsi, historię parafii i kościoła, omówił sprawy luteranizmu i innych wyznań, przedstawił duszpasterzy w posługujących w parafii. To ciekawa historia nie tylko dla mieszkańców. Nic dziwnego, więc, że książka wydana przez BiT Beata Zmuda Trzebiatowska znalazła wielu nabywców.

Wystąpienie Tadeusza Lipskiego na temat Hymnu Kaszubskiego nadało charakteru naukowego Spotkaniom. W treściwym wystąpieniu autor przedstawił definicję hymnu, podkreślił jego znaczenie jako symbolu narodowego. Poddał analizie poszczególne zwrotki Hymnu. Za Brunonem Synakiem wskazał, że „tożsamość kaszubska i tożsamość polska nie są tożsamościami substytuwnymi, zatem umacnianie jednej może się odbywać bez osłabiania i wyzbywania się drugiej”. Podkreślił, jak prorocze były słowa Hieronima Derdowskiego, który słowami namalował Wisłę z Krakowem, pół wieku później słowa te przybrały postać rysunku w kształcie RODŁA. Całość utworu pokazuje, jak ścisły i nierozerwalny jest związek Kaszub z Polską. Całość wystąpienia pana Lipskiego zasługuje na pilną publikację i spopularyzowanie w całej Polsce. Po odczycie dały się słyszeć wypowiedzi, że zbyt mało uwagi i znaczenia nadajemy Hymnowi. Autor o Hymnie wypowiedział znamienne słowa: „Hymn to, jak rodzinna pamiątka: ogniskuje uczucie kilku pokoleń. I chociaż, na co dzień nie jest używana, w chwilach ważnych dla rodziny jest przedmiotem wspólnej uwagi i atencji. Pamiątki się nie lekceważy. Ona nie jest zazdrosna o inne klejnoty. Wzajemnie przydają sobie blasku”. Sadzę, że zbyt mało przywiązujemy uwagi do naszego Hymnu. A może wzorem kanadyjskich Kaszubów popularyzować Hymn w postaci okolicznościowego stempla pocztowego z napisem „Nigde do zgube nie przyjdą Kaszuby”?

Jak na wieczór przystało organizatorzy zapewnili rozrywkę artystyczną. Władysław Kowalski – nauczyciel sztuki ze szkoły w Lipnicy, dał koncert poezji śpiewanej. Następnie zespół muzyczny GZUBY zagrał i zaśpiewał w stylu folk kilka piosenek kaszubskich. Wsparła ich jedna z uczestniczek Spotkań Tatiana Kuśnierska. Ta drobna osoba dwukrotnie weszła na estradę i swoim pięknym silnym głosem zaśpiewała wraz z zespołem kilka pieśni między innymi „Wele, wele Wetka gdześ te była”, „Mój tata kupił kozę”. Zrobiła to z wielkim kunsztem. Nic dziwnego, okazało się, bowiem, że jest członkinią zespołu „The Rozmish” (jakaż to zbitka kaszubskiego z angielskim!!!), skupiającego się przy Kaszubskim Instytucie Rozwoju w Kościerzynie.

Ziemię bytowską zamieszkują nie tylko Kaszubi. Dobrze, więc się stało, że wystąpił ukraiński zespól „Tempo Bułeczki”. W zespole grają cztery siostry o nazwisku rodowym Bułki stąd nazwa zespołu Zagrali i zaśpiewali rzeczywiście z wielkim temperamentem i tempem, kilka ludowych piosenek ukraińskich i własnych. Mnie najbardziej utkwiły w pamięci dwie: „Była mne maty” w tłumaczeniu „Biła mnie matka” i „Desz podiłys harni chłopcy”, co oznacza „Gdzie się podziały chłopaki”.

Ostatni dzień Spotkań to 11 listopada. Uroczystą mszę w święto niepodległości odprawił ks. prałat Henryk Cyrzan. W homilii, którą wygłosił po kaszubsku, na przykładzie życia jednego człowieka wskazał, że najodpowiedniejszym miejscem dla młodego Polaka jest dom rodzinny. Ojczyzna, a nie Niemcy, Wielka Brytania czy Ameryka, bo tu jest jego matka, ojciec, cmentarz z grobami dziadków, bo tu jest mowa polska. Przywołał też orędzie Ojca Świętego Benedykta XV z dnia 15 października 1918 roku, w którym Papież między innymi napisał: „Historia zapisała złotymi głoskami zasługi Polski względem religii chrześcijańskiej i europejskiej cywilizacji, atoli – niestety – musimy także napisać, jak Europa za to niegodziwie jej odpłaciła. Przemocą, bowiem odebrawszy Polsce jej osobowość polityczną usiłowała w niektórych częściach wydrzeć jej katolicką wiarę i jej narodowość”.

Podniosłą uroczystość uświetnił wraz z kapelą chór kaszubski z Karsina i Wiela. Chór w strojach kaszubskich po zakończonej mszy dał koncert patriotyczny, a wiersze patriotyczne w tym utwory własne deklamował sam Edmund Konkolewski, legendarny gawędziarz i przewodnik turystyczny z Wiela.

Były to pierwsze Spotkania Tuchomskie. Trudno to wydarzenie zakwalifikować do jednego wzorca. Miało charakter różnorodny. Z pewnością celem, może nie do końca zamierzonym, ale spełnionym, była promocja tego regionu kaszubskiego zwanego Gochami. Główny organizator Spotkań, Zbigniew Talewski do ich idei zaliczył: konieczność spotkania przyjaciół, działających na rzecz kaszubszczyzny, próbę reaktywowania Spotkań Wdzydzkich, wreszcie celem jest wymiana myśli, planowania następnych spotkań jak chociażby z okazji 325 rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej, przypadającej w 2008 roku.

Organizatorom należą się gratulację za świetną organizację i dobre pomysły na następne Spotkania. Słowa uznania należą się władzom samorządowym, które potrafiły się zintegrować i działać ponad granicami administracyjnymi.


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: mieszkania kraków Dobre odżywki dla sportowców i amatorów ada bio rio klimatyzacja kraków