Motto: „O roli końskiej dupy w rozwoju cywilizacji” – Mirosław Dakowski
Nie kupuję tak wiernie „Gazety Polskiej”. Nie zawsze mnie stać; jestem człowiekiem – obywatelem – petentem w Rzeczpospolitej, który ma do zaoferowania cywilizacji 440.00 Złotych Polskich co miesiąc. Tak sobie żyję bardzo skromnie, kombinuję jak iluzjonista w cyrku. Powiem tak, trzeba być – chyba – inteligentnym gościem (na Ziemi), żeby żyć za to tak żeby nie „zdechnąć”!
A tak często to słyszę: „Nie chcieliście komunizmu to macie kapitalizm”! No i tak sobie puszczamy baloniki z marzeniami do samego nieba, niech leci flegma egzystencji przez znakomitych wynalazców, moich „nieprzyjaciół”, zresztą na pewno rasowych „Polaków”.
(NIE KOCHAM WAS ZA TO,
NIE KOCHAM WAS ZA TO,
BO NIE JESTEŚCIE POLAKAMI !!!)
To dobre słowa do mojej piosenki „Blues w niebieskiej pajęczynie”.
Kogo więc wybrałem, bo publicystów i felietonistów tam jest niezłych Sporo, przy nich to jestem orzeszek na leszczynie daleko w lasku dla zakochanych. Ale to nic, uczę się pisać. Jestem niezłomnym uczniem, by w przyszłości stać się niezłym publicystą. Zdecydowałem polemizować z trzema muszkieterami. Są to: Andrzej Gwiazda, Krzysztof Wyszkowski, Maciej Rybiński. Jak Wam Czytelnicy wiadomo, tego ostatniego nazywam „Mistrzem Publicystyki”. I zacznę od niego.
Jak zwykle Rybiński zaczyna z grubej rury, i dobrze. Lubię mocne pisanie. Artykuł ma tytuł „Wyznanie niewiary”. Autor bardzo się dziwi, dlaczego aż tylu partii pcha się na stanowisko prezesa telewizji publicznej. Przecież wiadomo, że na tym stołku emerytury nie dotrwa się. Wiemy, bo to śliska posada i można (pośliznąć się) prosto buzią do morza wpaść – choć z Warszawy do niego jest spora odległość. Ale taki Urbański – jak on ma na imię, a zresztą co mnie obchodzi, dzisiaj może być Józio a jutro Zenuś; kto to sprawdzi. Więc przy najskromniejszym rozpędzie z taką tuszą jaką ma, może wylecieć w powietrze, no i już jest na plaży w Sopocie. Co dla takiego prezesika który w krzakach nie sika, bo ma przy sobie pustą flaszeczkę po „Gorzkiej Żołądkowej”, i jak nie ma po drodze kibelka publicznego, to można do flaszeczki, do flaszeczki. Przepraszam, ale ciągle szalet publiczny jest problem społeczno-politycznym. Gdzieś napisałem taką złotą myśl, taki aforyzm: Największym wrogiem dla bolszewika jest kibel. Czy kłamię ? Rybiński notuje: „...absolutnym priorytetem rządu Donalda Tuska jest odzyskanie telewizji publicznej. Wprawdzie nie wiem, kiedy rząd Tuska telewizję stracił”. No właśnie, po co wam ta cholerna telewizja, jak i tak jest jałowa jak wysuszona panna młoda – która dopiero oddaje się swojemu mężowi po 30 dniach ? Są takie. ja miałem taką żonę (z czterech żon do tej pory), była z nich najoryginalniejsza, bowiem w ogóle nie chciała ze mną sypiać. Szczególnie bała się ona poranków... Nie wiem dlaczego?.
Rybiński notuje: „Los prezesa Urbańskiego jest mi dość obojętny, jego następcy także. Mogę się tylko dziwić, że wciąż jest tylu chętnych na to stanowisko, przy którym posada sapera jest zajęciem spokojnym i gwarantującym bezpieczne doczekanie do emerytury”. Zgadzam się z Mistrzem, że: „towarzysze z wydziału propagandy KC PZPR, Szczepańscy, Urbanowie i inni i podobni – wbijali – swego czasu miliony gwoździ - w miliony głów”. No i teraz p. Urbański chodzi jednym nich i jest przez to cięższy.
W tej chwili zrobię od tego politykowania przerywnik i napiszę teraz wiersz.
Wiersz: z cyklu: NASZA KLASA POLITYCZNA
OSWOBODZENIE ŚLMAKA Z BUZI BOCIANA
Nazbierało się (w moim burdelu) wiele kolorów.
Ganiają nago jakby nie mieli na majtki,
a przecież można je znaleźć gdzieś w gęstym gaiku,
gdzie dzięcioł w drzewo stuka,
a zaskroniec czai się na powracającą żabkę – narzeczoną.
Ślimaczy się dziecko,
tyle ma śliny z nerwów.
Tatuś jego wysłany został przez premiera do Irlandii,
niech gania chłop za kasą Euro,
wymyślona waluta przez żyda z Holandii.
Tęskni mamusia zaślinionego malca,
och tęskni za dotykami tu i ówdzie,
i jeszcze gdzie indziej – gdzie się da,
po to jest stworzona kobieta,
by ją przerzucać z miejsca na miejsce,
och ten kwiat...
Moja otoczka tajemnicy jest tyle warta co mgła.
Rozpędzony jak młody byczek na pastwisku,
podglądam powracających z pustej drogi aniołów.
Gdyby mi dano władzę w kraju nad Wisłą,
zlikwidowałbym ten cholerny termin ze słowników,
i nie tylko,
zlikwidowałbym w ogóle polityków i na zsyłkę,
ale nie do Bułgarii nad morze Czarne – a w kosmos !
Sieroty nie ludzie.
Oni w większości mają te gwoździe w głowach...
(Zygmunt Jan Prusiński
Ustka 17.04.2008 )
*
No nic, wyszedł mi jakoś ten wiersz. Mógłbym go dedykować Cudotuskowi, ale jestem chytry i mu nie będę dedykował. Mistrz Rybiński to też taki „pracuś” jak ja. Biega chłop z tym piórkiem i notuje i notuje jak szalony koń na prerii... Co za człowiek. Ja myślę że publicyści w Polsce są jeszcze jakoś tak poukładani. Chyba nie mają tych gwoździ. Oto jego mądrości: „Sprawowanie władzy za pośrednictwem telewizji, obrażające inteligencję i poczucie przyzwoitości Polaków, audycję wywołujące pianę na ustach i konwulsje widzów, informacje ukrywane, przeinaczone i wykoślawiane, a także jawne prostytuowanie się osób pełniących obowiązki dziennikarzy telewizyjnych ewidentnie przyspieszyło upadek realnego socjalizmu w Polsce i władzy PZPR”. I puentuje Mistrz: „Kto ma władzę, ten ma telewizję. Kto nie ma telewizora, ten ma spokój. Kto ma rozum, ma gdzieś i telewizję, i władzę”. I ja mogę się pochwalić, i w tym miejscu zaprotestować, jako człowiek, jako obywatel, jako petent: Mam w dupie i jedno i drugie. Żyję po swojemu, (swoim budowaniem cywilizacji), bez tych sęków – polityków !
* * *
Męskie „ptaszki” wszyscy znają. Ale Janusz Palikot publicznie demonstruje sztucznego, może jako przestrogę. Uważajcie „Millery”! Jak się nie będziecie nadawać jako mężczyźni w intymnych sprawach, to czeka was dramat, osobisty dramat. I tak jak ma dramat Palikot, tak i was to czeka, iż będziecie biegali ze sztucznym „ptakiem”, i reklamować się i reklamować się jak idioci z obrazu mojego znajomego z Japonii malarza, nazywa się Tokilap Kaisutsap, który namalował wiele „ptaszków”, od malutkiego do największego. Sprzedał je jakiemuś bankowi w Ameryce. Podobno kupił go prezes banku, Ssorg. O co chodzi, że się zatrzymałem tak nad tym problemem tak obrazowo ? No bo wyleciał na zewnątrz ten Palikot ze sztucznym fiutem i pokazywał jakiego ma. No nie rozebrał się, ale wyjął z pudełeczka...
Mój Mistrz Rybiński w artykule „Impiczment po polsku” rzucił arcyważną propozycję. Chodzi o pojedynek. Nieważne z kim, ale ten latający kot, przepraszam, Palikot zaprasza towarzysza do biesiady i chlają alkohol „palikotówkę” – tak nazwał tę wódę czy tanie wino autor artykułu. Cytuję: „Kto, tknięty palcem Bożym, pierwszy spadnie pod stół, ten przegrał, to znaczy nie tylko straci stanowisko, ale i płaci rachunek. Zwycięzca dostaje w nagrodę plastikowego penisa w barwach narodowych. Całość transmituje telewizja publiczna w ramach wypełnienia misji”.
No tak, jak zabawa to tylko w parlamencie. Po to wybieramy komediantów w wyborach powszechnych.
Z artykułu Rybińskiego „Dawnych wspomnień czar” – choć tytuł ten jest nie Mistrza, gdzieś to już słyszałem w okresie PRL. Ale ta myśl trafna: „Dlatego tylu polityków z pierwszych stron gazet kończy jako wykolejeńcy”. To także odnosi się do Palikota z cudownej partii Platforma Obywatelska. Niedługo ten komik w PO znajdzie ropę i wtedy będzie prawdziwa „Platforma”...
Robię następną przerwę by napisać kolejny wiersz...z cyklu: NASZA KLASA POLITYCZNA
MALKONTENCI WOBEC SZCZYTOWANIA
Sprawdzą się ich niepogody,
zwycięstwo będzie tych z tyłu nie z przodu.
Mają poczucie niedosytu molowego dźwięku z ust przeciwników.
Być obrońcą ludu nie jest łatwo,
rozleniwione pokrzywy nawracają się rzadko,
choć zawsze parzą.
Migotliwe Magdaleny rozpieszczają posłów czytaniem wierszy;
czy wiersz może podniecać w naszych czasach ?
To by było dla mnie poety szczęście podobne do pobytu w Al Neral,
majestatyczna Majorka,
pełna muz hiszpańskiego tańca i muzyki.
Tam byłem z Krystyną z Wiednia,
moją drugą żoną – nieślubną.
Ale dokończę ten wiersz,
odrywam się od spacerów po usteckiej plaży. –
Chyba zniewoliłem się na dobre żeby zdążyć przed zachodem,
czy zachód jest lepszy od wschodu ?
Apostołowie wszystkich krajów łączcie się,
ale tylko pod sukienkami – to nie kaprys zająca.
Profesor Palikot nie pali kotów,
pali od kapusty głąba...!
(Zygmunt Jan Prusiński,
Ustka - 17.04.2008 )
*
Co do Macieja Rybińskiego, to zakończę tak: Do zobaczenia Mistrzu!