| |
Pod parasolem zieleni - VI tom antologii poezji wiejskiejW cyklu: Z regionalnej półki (liczba artykułów 46)[NG: 37] Autor: Zbigniew Talewski - Borowy Młyn (liczba artykułów: 325)Publikacja została wydana staraniem Starostwa Powiatowego w Słupsku pod redakcją Zbigniewa Babiarza-Zycha ze zdjęciami Jana Maziejuka. Projekt okładki, skanowanie zdjęć, skład komputerowy i łamanie wykonał Artur Wróblewski. Korekta-własna autorów. Wydano ją w nakładzie 450 egz. Wydrukowana została w Zakładzie Poligraficznym GRAWIPOL G. Zblewska i Wspólnicy Sp.j. 76-200 Słupsk, ul. Poznańska 42. Wyboru wierszy dokonali: Zbigniew Babiarz-Zych Mirosław Kościeński i Jerzy Fryckowski. W tomie tym wiersze swe opublikowali: Regina Adamowicz, Eugenia Ananiewicz, Oliwia Bartuś (po raz pierwszy), Grzegorz Chwieduk (z Kępic), Grzegorz Chwieduk (ze Słupska), Lechosław Cierniak, Roman Dopieralski, Agnieszka Dul (po raz pierwszy), Jan Dylewski, Jerzy Fryckowski, Elźbieta Gagjew (po raz pierwszy), Genowefa Gańska, Krystyna Gierszewska - Dubik, Ewa Gostyńska (po raz pierwszy), Marcin Greczuk, Piotr Grygiel (po raz pierwszy), Teresa Grys - Szyszka (po raz pierwszy), Anna Idźkowska, Jan Jagielski, Henryka Jurałowicz - Kurzydło, Anna Karwowska, Mariusz Kasiński, Danuta Kmiecik, Beta Kosicka (po raz pierwszy), Mirosław Kościeński, Mieczysław Krymski, Jan Kulasza, Ilona Lipska, Boźena Łazorczyk, Wanda Majewicz, Małgorzata Masłyk, Jadwiga Michalak, Maciej Michalski, Janusz W. Mikulski, Teresa Nowak, Lidia Nowosad, Władysław Panek, Magda Aldona Peplińska, Irena Peszkin, Zygmunt Jan Prusiński, Ludmiła Raźniak, Agnieszka Skorna (po raz pierwszy), Alicja Skurzyńska, Katarzyna Skwierz, Iwona Sławecka, ks. Tomasz Staszkiewicz, Andrzej Szczepanik (po raz pierwszy), Mieczysław Szrejder (po raz pierwszy), Stanisława Tasarz (po raz pierwszy), Łukasz Tomczak, Anna Treder, Jan Wanago, Edyta Wilga - Mielewczyk, Cezary Wosinek, Emilia Zimnicka, Marcin Zitterman (po raz pierwszy). * Starostwo słupskie przyjęło na siebie rolę mecenasa kultury chłopskiej. Sponsoruje prowadzoną przez poetów działalność literacką, włącznie z wydawaniem im książek. GRUPY„Wtorkowe Spotkania Literackie" nie wiążą żadne manifesty programowe czy ideowe. Treść prezentowanych wierszy nie musi odpowiadać wymaganiom mecenasa - wypływa wyłącznie z indywidualnych potrzeb i możliwości twórczych autorów. Jedynym celem, jaki przyświeca skupionym w GRUPIE literatom, jest pobudzenie aktywności twórczej mieszkańców wsi, popularyzowanie sztuki i myśli chłopskiej - we wszystkich możliwych formach. * Dokonują także potrzebnej takiej jak tej materii twórczości samokrytycznego oceny i spojrzenia na poziom prezentowanej poezji i jej twórców...m.in. pisząc.... Mirosław Kościeński - Schyl się i podnieś błękit To się diametralnie zmieniło z chwilą, gdy siedem lat temu Zbigniew Babiarz-Zych ze słupskiego starostwa powołał nie¬formalną Grupę Poetycką pn, ,Wtorkowe Spotkania Literackie" z Poezją (Nie)Pfofesjonalną. Ten przewrotny tytuł oraz wspaniała, pełna luzu atmosfera, gdzie wszyscy są równi, nie ma wielkich i małych, wykształconych, czy bez wykształcenia sprawił, że wiejscy poeci z regionu słupskiego zaczęli się spo¬tykać raz w miesiącu. I to w okazałej sali słupskiego starostwa oraz publicznie prezentować swoje najnowsze utwory. Naj¬pierw była to grupa około dwudziestu osób, z czasem rozrosła się aż do pięćdziesięciu stałych bywalców wtorkowych spotkań. Należy dodać, że już po roku, czy dwóch latach grupa się; szybko rozrosła, także geograficznie, bo zaczęły przyjeżdżać osoby najpierw spoza powiatu słupskiego, później spoza granic województwa. Warto dodać, że dzisiaj w stałym kontakcie są wiejscy poeci z całej Polski. W czasie tych siedmioletnich spotkań do starostwa wpły¬nęło kilkanaście tysięcy (!!!) wierszy i opowiadań. I co najważ¬niejsze, debiutowali naprawdę bardzo młodzi, bo trzynaste - czternastoletni mieszkańcy słupskich wsi, próbujący pisać wiersze. Ich talent, pod czujnym i przyjaznym okiem starszych kolegów po piórze rozwija się wręcz wzorcowo. Oczywiście tych sukcesów nie byłoby, gdyby nie praca u podstaw, czyli niesłychany upór Babiarza w promowaniu ludowych twórców By ich zachęcać do stałych kontaktów i przyjazdów do Słupska, nieraz z bardzo odległych miejscowości zaczął systematycznie drukować ich wiersze w periodyku pt. „Powiat Słupski". Specjalnie w tym celu stworzył w nim dodatek literacki ,Wieś Tworząca o niebanalnej pojemności, bo 16-stronicowej formatu A4. niech mi ktoś wskaże, która normalna gazeta codzienna, czy miesięcznik tak systematycznie drukuje dzisiaj poezję... Bo dla większości poetów ze wsi był to wymarzony debiut Z wielkim przejęciem ściskali periodyk patrząc na pierwszy w życiu swój drukowany wiersz. Wielu, tym starszym łzy płynęły z oczu. To była ta wielka zachęta, że warto pisać, że ktoś to czyta i co najważniejsze - że ktoś to docenia, a teksty się podobają./.../ Chodzi o to, że właśnie ten wiersz uwypukla cel wydania tej antologii - zaprezentowanie autentycznych, ludowych twórców. Co oczywiście nie oznacza, że mieszkający na wsi nauczyciele, urzędnicy czy ludzie innej profesji, piszący o przyrodzie i kulturze ziemi słupskiej mają zakaz publikowania. Po prostu formuła ,wtorkowych spotkań jest bardzo otwarta i pojemna, stąd tylu różnorodnych autorów, czy bardziej różnorodnej ich poezji./.../ Nie sposób wymienić, a co dopiero (chociażby w skró¬cie) omówić twórczość wszystkich poetów zamieszczonych w niniejszej antologii. Jedno jest pewne - powiat słupski staje się na literackiej mapie Polski wręcz wzorcowym zagłębiem wiejskiej poezji. I to wcale nie grafomańskiej. Antologie są jak dotychczas najskuteczniejszą promocją powiatu w kraju. i nie mówię tego na wyrost, wystarczy zajrzeć do internetu. T bez wazeliny stwierdzam, że to ogromna zasługa Sławomira Ziemianowicza - starosty słupskiego (sam bywa poetą), Ry¬szarda Stusa - przewodniczącego Rady Powiatu, a wcześniej Stanisława Kądzieli, Zdzisława Kołodziejskiego - byłych. starostów, Tomasza Wszółkowskiego, Janusza Grzybowskiego - b. przewodniczących Rady Powiatu oraz Zbyszka Babiarza-Zycha, czyli jego heroicznej, chłopskiej pracy u podstaw. z wiejskimi poetami. Zaś Czytelnik, który uważnie i cierpliwie przeczyta niniejszy tom - znajdzie tu wiele dobrych czy znakomitych wierszy, lub chociażby ich fragmentów. * Autorzy wtorkowych spotkań najlepiej, według mnie, czują się w opisywaniu okolicznej przyrody, elementów świata odchodzącego w przeszłość i niepamięć. Mamy wiec motywy słupskie u Jana Wanago, E. Ananiewicz, B. Łazorczyk. Swo¬je okolice opisują też Prusiński (Ustka), Wilga-Mielewczyk (Główczyce), piszący te słowa (Skarszów), Nowak, (Łupawa) i oczywiście piewczynie swoich okolic - Jurałowicz i Zimnicka. Uważam się za znawcę polskiej poezji wigilijnej (dwie antologie na ten temat), wiec z przyjemnością przeczytałem wigilijne wiersze Gańskiej, Zimnickiej, Kmiecik. Poruszający jest wiersz wigilijny Agnieszki Skórnej, bardzo dojrzały minio młodego wieku autorki, która okazuje się doskonałym obserwatorem codzienności i wyławia z niej wszelki fałsz. Większość zamieszczonych w almanachu wierszy Z. J. Prusińskiego krąży wokół świąt, wigilii, rozbicia rodziny spowodowanej współczesną emigracją za chlebem. To także znak naszych czasów i poważny problem nas, rodziców. Przyczyna wielu rozstań, rozwodów i porzuceń. I dotyczy to nie tylko związku kobieta - mężczyzna, ale także Polak - Ojczyzna. Nie brak w tym zbiorze odnośników patriotycznych. Troski o to, co się w kraju i z krajem dzieje, jaka jest jego przyszłość. i nie dziwi taka postawa w wierszach starszego pokolenia. Kiedy jednak sięga po tę tematykę osoba młoda (Agnieszka Dul), to tylko wypada się cieszyć, że postawa Baczyńskiego nie jest odległa początkującym poetom. Oczywiście nie mogło zabraknąć także tematyki morskiej, wszak północna granica powiatu słupskiego to Bałtyk. Mamy wiec marynistykę (Prusiński, Grygiel, Michalski, Raźniak, Adamowicz, Krymski, Gagjew, Zitternian). Najciekawiej prezentuje się ona w wykonaniu Michalskiego, może dlatego, że z pozycji marynarza ta obserwacja jest bardziej szczera i „krwista" niż z pozycji „szczurów lądowych" opisujących morze z brzegu. Za największą wartość obecnego almanachu uważam utwory Macieja Michalskiego, którego największą zaletą jest prostota i komunikatywność. /.../ Ludowy klasyk Jan Wanago bardzo spoważniał i tylko w wierszu o Słupsku pobrzmiewa humorystyczna nuta. "Ciągle będę się upierał przy tym, że powinien się znaleźć ktoś, Kto zebrałby i opublikował krytycznie najlepsze utwory Naszego Kochanego Jasia, który zasłużył swoim poetyckim życiem przynajmniej na Utwory wybrane. Osobne zjawisko to Danuta Kmiecik. Wypracowała własną melodykę tekstu. Wiersze są lekkie (nawet te o poważnej patriotycznej czy religijnej tematyce). Są pełne ciepła, humo- ru, ironii wobec siebie i świata, a jednocześnie wypływa z tych wierszy jakiś słowiański spleen. l chociaż wiersze są rymowane, a nie regularne, to czyta się je z przyjemnością i nic w nich nie razi, tylko zachwyca. Do najlepszych wierszy należą też utwory Prusińskiego, ale to człowiek, który jadał chleb z wielu poetyckich pieców i potrafi zaskakiwać. Osobiście żałuję, że tak rzadko. Ustka, rodzina, nawet religia, to tematyka dla niego, a nie kiepskie utwory publicystyczne, którymi „obalał komunę". Może to wynik osobistych przeżyć, tradycji czy podobnych tematycznie dokonań, ale najgenialniejszym dla mnie utworem z tego tomu jest poemat Marcina Greczuka poświęcony jego matce. Dojrzały poetycko, szczery w synowsko-dziecięcej wypowiedzi. Ten list pisany w zaświaty to najbardziej wzruszający utwór, jaki tu znajdziemy Myślę, że może znaleźć interpretatorów na konkursach recytatorskich. Trudno przy czytaniu powstrzymywać się od łez. Greczuk pokazuje, jak można prosto, ale pieknie pisać o największym symbolu świata, jakim jest MATKA. Temat ten pojawia się także u Chwieduka, ale jest li tylko zwykłym opisem tego, co było. Wiersz K, Skwierz o matce przy poemacie Greczuka trąci banałem. Wielką niewiadoma na przyszłość jest troje młodych poetów, których wiersze są także ozdoba tego wydawnictwa. O Agnieszce Skórnej wspominałem. Będę z ciekawością łowcy poetyckich talentów oczekiwał kolejnych wierszy. Agnieszka jest wrażliwa i ma talent. A to już 10 procent sukcesu. Pozostałe 90 procent to praca, praca i jeszcze raz praca nad własnym warsztatem i stylem. Osobiście za największy talent uważam szesnastolatkę Małgorzatę Masłyk, mającą już publikację w antologii poświęconej godzinie śmierci Jana Pawła II, gdzie Małgosia znalazła się jako najmłodsza w gronie ponad 130 znakomitych polskich poetów./.../ Łukasz Tomczak, który sam przyznaje, że poezja pozwoliła mu wy- prostować swoją życiową drogę. Łukasz to jeszcze ciągle (i oby jak najdłużej) buntownik biorący się za bary ze światem. Jaki poetycki potencjał tkwi w Tomczaku, doskonale pokazują dwa utwory z cyklu „Z dziennika kaleki". Kolejny dowód na to, jak bardzo wrażliwą mamy młodzież. Radzę czytelnikom zapamiętać to znakomite trio: SKÓRNA - MASŁYK -TOMCŻAK Wiem, że możemy już także od nich wymagać, bo mimo młodego wieku stają się świadomymi twórcami, a to najważniejsze. Dopóki zachowają w sobie młodzieńczą poetycką skromność, tak długo będą wspinać się na Parnas. Nie wiem, czy dojdą na szczyt./.../. Oczywiście almanach nie jest idealny. Zawiedziony jestem utworami Lechosława Cierniaka, który na pewno ma" w swojej szufladzie lepsze wiersze. Uważam też, że starostwo niektórych twórców rozpieszcza pomagając w wydawaniu zbyt obszernych tomików Poeci ci zatracają samokontrolę, piszą coraz więcej, ale czy coraz lepiej? Na naukę;, także tę poetycką, nigdy nie jest za późno i wiek nie może tu być żadnym usprawiedliwieniem, wszak żadna ze zmieniających się ekip rządowych bibliotek jeszcze nie pozamykała, chociaż każda na kulturze chce oszczędzać. Kolejny almanach to na pewno ozdoba naszych powiatowych bibliotek. Pokazuje, jak szeroki jest ten „ruch poetycki", jak bardzo ludzie chcą odetchnąć od telewizyjnych „gadających głów". Uświadamia nam (a powinien także naszym władzom gminnym), jak wielki jest to ruch, ilu mamy twórców po drugiej stronie naszej ulicy, na tej samej klatce schodowej. Tak. Jesteśmy inni, ale nie obcy. Jesteśmy z tej samej planety. Z jej maleńkiego zakątka, jakim są okolice Słupska. To dzięki nam zachowany zostaje stary język, szacunek do rodziny, ojczyzny (także tej małej, na którą Niemcy mają taką piękną nazwę Haimat). To dzięki takim nie do końca doskonałym poetom jak my nadal na tej ziemi słychać „Bądź pochwalony Boże, Ojcze" i „Matko, Ziemio Nasza", a nie tylko „pozdro'”, „nara" i „pochwa"./.../ * *** bo każde Małgorzata Masłyk
przy ekranie dławią umysł podobno dla nich największą epidemią |

![Zbigniew Talewski [Borowy Młyn]](/foto/autorzy/1.jpg)