Kampania napoleońska na Pomorzu Środkowym
Działania na Pomorzu wojsk polskich wspartych pospolitym ruszeniem można ocenić wielorako. Na pewno pozytywną wartościową rolę odegrał 2 psk. Garczyńskiego. Postrzegany był jako obrońca, a roli propagandowej jaką odegrał trudno nie dostrzec. Natomiast wiele zła, które przez dziesięciolecie tkwiło w umysłach pomorskiej ludności. dokonali podkomendni gen. Almikara Kosińkiego. Działająca na Pomorzu partyzantka pruska Schilla i Krokowa szczególnie dawała się we znaki ludności polskiej czekającej na narodowe wojsko. Rekwizycje i wszelkiego rodzaju kary stosowane w stosunku do nich były na porządku dziennym. Partyzantów nazywano zbójcami i rabusiami, a Schill uzyskał miano „kapitana bandytów”. Natomiast zupełnie złą opinię mieli żołnierze Krokowa, których bardziej uważano za rabusiów jak za żołnierzy. Faktem jest, że do Freikorpsów przyłączyli się także pospolici bandyci. Wymierzanie sprawiedliwości głównie w stosunku do ludności polskiej przybierało także drastyczne formy, do zabójstw włącznie. Jednak partyzantka pruska cieszyła się znacznym poparciem ludności niemieckiej i w zakresie działania typowo wojskowego odnosiła znaczne sukcesy. Zła sława jaką partyzanci mieli wśród Polaków wywoływała nadzieje i oczekiwanie na przybycie jednostek polskich. Ludność polska przygotowywała się na przyjęcie narodowego wojska ,gromadzono zapasy szykowano kwatery. Niestety, oddziały polskie były zbyt małe aby sprostać oczekiwaniom. Wprowadzono więc pospolite ruszenie, które zamiast zwiastować wolność stało się złem gorszym od Freikorpsów. Gdyż ci polscy szlachcice okazali się rodzimymi draniami.
Gen. Kosiński wkroczył na ziemie polskiego Pomorza i przyniósł uczucie żalu i rozczarowania. Czy mógł temu zaradzić ? Oczywiście, że mógł, należało kilku szlachciców rozstrzelać i byłby porządek, ale naraziłby się na gniew całego stanu szlacheckiego Rzeczypospolitej. Przypadek działania pospolitego ruszenia podległemu gen. Kosińskiemu wskazuje, że społeczeństwo szlacheckie nie dorosło do roli wyzwoliciela, nie rozumiało funkcji obronnych państwa wobec współobywateli i uwalnianych z pruskiego jarzma rodaków. Mimo, że gen. Kosiński odniósł kilka sukcesów, a zadanie ubezpieczenia od zachodu głównych sił grupy operacyjnej gen. Dąbrowskiego wykonał, to ze względu na polską rację stanu rola jego pospolitego ruszenia okazała się tragiczna. Wydaje się że zniszczono wówczas potężny potencjał patriotyzmu rodzimej ludności. Nie poprawił tego gen. Sokolnicki, gdyż żal i poczucie krzywdy było zbyt powszechne. Sokolnicki marszem na Słupsk zniweczył plany von. Krokowa co do Słupska, przerwał także wzajemne kontakty (drogą lądową) obu pruskich twierdz. Zdobył dla niedostatecznie zaopatrzonego wojska żywność i inne materiały, w tym broń.
Operacja ta, choć krytykowana skończyła się sukcesem. Nie mając armat ( nawet jednej ) odważył się na szturm. Wydaje się, że zaskoczony determinacją obrońców generał stracił orientację w sytuacji, ale z drugiej strony bez artylerii nie mógł zdziałać wiele. Na pewno błędem było opuszczenie miasta po zajęciu go przez płk. Garczyńskiego, jednak należy też zrozumieć generała, że działał w nieznanej aglomeracji miejskiej z blisko 4000 wrogo nastawionymi mieszkańcami. Ponadto za decyzją Sokolnickiego przemawiała obawa przed gwałtami i rabunkami jak sam stwierdził „Słusznie rozgniewany i zniecierpliwiony żołnierz gotował się do palenia i rabunku. Wtedy już nie dobywać, lecz bronić miasta mi przynależało. Musiałem użyć całej mej władzy i pomysłu, by utrzymać zaciekłość żołnierza pewny, iż miasto zastanowiwszy się nad losem”
Nie było błędem wypuszczenie z miasta Gutzmerowa, gdyż przez to, że oddział ten uszedł Słupsk skapitulował. Gdyby Gutzmerow został, kwestia zawładnięcia miastem stałaby pod znakiem zapytania. Po wyjściu oddział Gutzmerowa był łatwym łupem, niestety Polacy tego nie wykorzystali i to był błąd. Dlaczego mimo tylu błędów „operacja słupska” skończyła się sukcesem ? Odpowiedź jest prosta. Polacy zawdzięczają to Gutzmerowi., który gdyby szczelnie zamknął miasto Polacy długo byłiby bezradni, a dwie kompanie piechoty też nie dałyby rady. Gutzmerow miał sznsę wytrwać w Słupsku do przyjścia posiłków. Na wieść o marszu Sokolinickiego ruszył na Słupsk Schill z Kołobrzegu i Krokow z Gdańska. Błąd lub brak wytrwałości kpt. Gutzmerowa rozumiał król pruski dlatego odmówił mu nadania orderu, nazywając jego działanie „ aferą”.
Gen. Sokolnickiemu Słupsk też nie przyniósł chwały, głównie przez te nieszczęsne zegarki i „ kieszonkowe” a także przez nielojalność podwładnych. ( np. płk Garczyński napisał meldunek - skargę do gen Dąbrowskiego ). Jednak trzeba przyznać, że zwalczał rabunki, dobrze też świadczyło o generale udaremnienie najazdu szlachty na majątek von Krokowa. Wydaje się, że złupienie włości Krokowa ,przy jego złej sławie nie spotkałoby się z potępieniem Polaków. Na pewno lokalną ciekawostką jest to, że w akcji na Słupsk pewną rolę odegrał Bytów i jego okolice. W Rekowie powstał plan akcji, a w Bytowie kolumny rozeszły się do wykonania zadań.
Po powrocie ze Słupska Sokolnicki kwaterował w Gostkowie, stąd zbierał dane wywiadowcze i kierował zaopatrzeniem uzyskiwanym z nałożonych kontrybucji . Kto wie, może dzisiejszą ulicą Wojska Polskiego 200 lat temu maszerowały pierwsze po rozbiorach oddziały narodowego Wojska Polskiego.
W Słupsku zaszły dwa charakterystyczne wydarzenia. Jedne z nich można zaliczyć do zbrodni gdyż po tym jak leżącego rannego żołnierza polskiego słupscy mieszczanie zabrali do domu, podbiegli tam strzelcy Gutzmerowa , wywlekli rannego, po czym go zamordowali. Drugie dotyczy Szkoły Kadetów ,otóż Polacy wzięli do niewoli całą słynną Słupską Szkołę Kadetów, wywodzącym się z ziem przedrozbiorowych wybranym kadetom zaproponowano służbę w wojsku polskim, w randze oficera. Z około 10 kadetów nie zgodził się nikt. Czy był to efekt walorów wychowawczych szkoły czy też sława rabunków na ziemiach, skąd kadeci się wywodzili, doszła już do Słupska ?
W oddziale Schilla i Krokowa służyli także żołnierze o polskich korzeniach, zresztą podobnie jak ich dowódcy przykładem jednego z najdzielniejszych był por. Philip Ernst Karl von Diezelsky ( Dzięcielski).Ten oficer urodzony w 1785 r. w Lipianach koło Pyrzyc zasłynął nieprzeciętną odwagą, natomiast w relacjach Schilla z wypadów w których Diezelsky brał udział widać duże liczby poległych Polaków, a tylko jednostki wzięte do niewoli. Niestety w swojej neofickiej zajadłości Diezelsky tak nie lubił Polaków, że nie dawał im pardonu. Poległ 9 maja 1809 r. w starciach z Francuzami.
Losy bohaterów wydarzeń
Po zdobyciu Słupska generałowie pospolitego ruszenia; Kazimierz Sokołowski, Józef Trzebuchowski, Jan Łubieński powrócili do rodzinnych włości. Pewną rolę odegrał później tylko Jan Łubieński ( ojciec Feliks był ministrem) był znanym działaczem gospodarczym i filantropem. W powstaniu listopadowym został na krótko intendentem generalnym armii. Jego brat Piotr był gen. bryg.W.P., a drugi brat Tomasz generałem dywizji, który jako młody oficer był szwoleżerem gwardii cesarskiej uczestnikiem szarży na Somosierę .Gen Jan Łubieński dożył sędziwego wieku, zmarł w 1878 r.
Piękną kartę zapisał gen. Michał Sokolnicki. Brał on udział w zdobyciu Gdańska.
W 1809 r. odznaczył się pod Raszynem i w obronie Sandomierza, za który otrzymał nominację na gen. dywizji oraz Krzyż Komandorski Orderu Virituti Militari. W 1812 r. był szefem wywiadu w sztabie Napoleona. W bitwie pod Borodino dowodził dywizją. W 1813 r. pod Lipskiem dowodził polską jazdą. Wyróżnił się w obronie Paryża w 1814 r. Powrócił do kraju eskortując ks. Józefa Poniatowskiego. Zginął w tragicznym wypadku podczas parady na Placu Saskim w 1816 r w Warszawie.
Gen. dyw. Almilkar Kosiński uczestniczył w szturmie Gdańska w 1809 r., organizował ruch partyzancki na tyłach armii austriackiej. W 1812 r. dowodził osłoną wschodnich granic Księstwa Warszawskiego. Pod koniec epopei napoleońskiej rozpoczął starania o utworzenie WP w poznańskiem pod protekcją Prus ( został gen. lient. armii pruskiej). W 1820 r. podał się do dymisji i osiadł na roli. Zmarł w 1823 r. w Targowej Górze.
Płk. Franciszek Garczyński po zdobyciu Słupska odszedł z 2 psk. pod Gdańsk, otrzymał wówczas dymisję ze względu na ranę ręki. Dzięki protekcji gen. Dąbrowskiego został komendantem placu w Rawiczu . Zmarł w 1812 r. jako bankrut. Jego syn Stefan był oficerem WP i adiutantem gen. Umińskiego w powstaniu listopadowym oraz dość popularnym poetą. Napisał „ Wacława dzieje”. Na podstawie jego relacji Adam Mickiewicz napisał „ Redutę Ordona”.
Wilhelm Joachim Reinhold hr von. Krokow. Po upadku Słupska walczył pod Tczewem, następnie w obronie Gdańska, również stanął przeciw gen. Sokolnickiemu do którego najwyraźniej miał pecha. W Laskach Oliwskich został ranny i pojmany do niewoli przez kpt. Antoniego Sokolnickiego. Chroniony przez Polaków uniknął linczu. Cieszył się wśród Francuzów złą sławą. Oskarżono go o rozstrzeliwanie Polaków lecz sąd, do którego go przetransportowano wydał w stosunku do niego wyrok uniewinniający. Po pokoju w Tylży powrócił do Pieszcza. Następnie związał się z tajnym ruchem „ Tugendbund” działającym wbrew woli króla. Za karę został osadzony w twierdzy kołobrzeskiej, spędził w niej rok. Król mimo nalegań nigdy nie przywrócił go do służby. Pod koniec życia pisał patriotyczne wiersze. Zmarł w roku śmierci Napoleona. Nie awansował, do końca był majorem.
Ferdynand Baptysta von. Schill ,brał udział w obronie Kołobrzegu. 28 kwietnia 1809 r. opuścił wraz ze swoim pułkiem Berlin. Granicę przekroczył 1 maja chcąc rozpocząć antyfrancuskie powstanie. Zginął 31 maja 1809 r. w m. Stralsund. Francuzi sprofanowali jego zwłoki i odcięli głowę, którą przekazano do uniwersytetu w Lejdzie. Głowa w 1836 r .powróciła do Prus 24.IX.1837 r. szczątki Schilla pochowano pod pomnikiem w Brunszwiku. Jego słynnym powiedzeniem było „ Lepiej koniec z trwogą niż trwoga bez końca”. /-/