| |
Moje spotkanie z GochamiW cyklu: I-sze Spotkania na Gochach (liczba artykułów 12)[NG: 34/35] Autor: Krzysztof Kowalkowski - Gdańsk (liczba artykułów: 2)Gochy. Wstyd przyznać, ale jest to region, przez który jedynie kilkakrotnie przejeżdżałem. No właśnie przejeżdżałem, a nigdy się na nich nie zatrzymałem. Zawsze nie było czasu. Gdzieś się spieszyłem, coś miałem do załatwienia. Aż nagle zaproszenie na I Spotkania publicystyczno- literackie na Gochach. Natychmiast odpowiedziałem. Dotychczas większość urlopów spędzałem na Kaszubach czy to początkowo w latach 80. w Dziemianach, a następnie w Chmielnie. Oczywiście w ciągu roku były wyjazdy do innych kaszubskich miejscowości. Lecz zainteresowania swe głównie koncentrowałem na Kociewiu. To kociewskim wsiom i parafiom poświęciłem swoje dotychczas wydane książki. Może z jednym wyjątkiem, gdyż pierwsza moja książka opisywała historię wsi i parafii Rytel. Skorzystałem, więc z okazji, aby w końcu, choć spojrzeć na Gochy, choć przez bardzo krótki czas, to jednak czas poświęcony wyłącznie Gochom. Już przyjazd do Tuchomia w piątek 9 listopada zapowiadał, że pobyt będzie wyśmienity. Budynek Stowarzyszenia Centrum Międzynarodowych Spotkań był pierwszym miłym zaskoczeniem, a serdeczne przywitanie ze strony Pani Dyrektor Aldony dopełniło gorącego przyjęcia w ten chłodny jesienny wieczór. Kolejna niespodzianka to uczestnicy zjawiający się na Spotkaniu. Kilkoro z nich znałem już wcześniej, inni to osoby zupełnie mi nieznane, a jak się później okazało także bardzo interesujące. Przyjeżdżających powitali gospodarze Spotkań- Prezes Centrum Zbigniew Talewski i Dyrektor CMS Aldona Gostomska, którzy jednocześnie zaprezentowali wystawę fotografii „Tuchomie” Autor wystawy Jan Woźniak uraczył zebranych przeglądem kilkudziesięciu fotografii, spośród, około 600 jakie zebrał, pokazujących Tuchomie na przestrzeni ostatnich 80 lat. Po wystawie zebrani mieli okazję obejrzeć spektakl teatralny „Elementarz, czyli jak przed laty dziateczki na Pomorzu uczono”. Dzieci pod kierunkiem Joanny Gil Ślebody z Dretynia, pokazały jak wyglądały lekcje w czasach zaboru oraz po wyzwoleniu Polski. Szczególne wrażenie wywarły na mnie zabawy, jakie odbywały się wówczas pomiędzy przerwami zaprezentowane przez dzieci. Wiele z nich, dziś zapomnianych, mam jeszcze w pamięci, choć do szkoły podstawowej uczęszczałem na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku. Sobotę rozpoczęliśmy od wysłuchania informacji o historii kościoła pw. św. Michała Archanioła oraz o jego organach zaprezentowanej przez Janusza Juchniewicza. Następnie prelegent, który jest nie tylko nauczycielem historii, ale także organistą w tym kościele uraczył nas koncertem organowym w swoim wykonaniu. Z Tuchomia droga powiodła nas na Górę Lemana w Piasznie. Tu powitał nas chlebem własnego wypieku sam Gospodarz Klemens Leman. To on postawił wieżę widokową, na trzeciej, co do wysokości górze na Pomorzu. Widok, jaki się z niej rozpościerał był cudowny, tym bardziej, że choć było zimno, to słoneczny dzień zapewniał daleką widoczność. Tak pięknego krajobrazu już dawno nie widziałem. Wieża dała okazję na obejrzenie z góry osady Gotów, jaka powstaje w gospodarstwie. Następnie, już pomiędzy domami, jej budowniczy pan Leman opowiedział o jej budowie i o planach związanych z osadą. A gdy na koniec pokazał swoje prywatne muzeum archeologiczne, nie znajdowałem wprost słów wyrażających zachwyt nad pracą i pomysłami pana Klemensa. Z Góry Lemana udaliśmy się na Wzgórze zw. Górą Piaszczatą pod pomnik poświęcony Kaszubom – Ofiarom II Wojny Światowej, gdzie wraz z przedstawicielami władz i mieszkańców złożyliśmy kwiaty i zapaliliśmy znicz. Stąd wąska i kręta droga, na której z trudem mijały się dwa auta, powiodła nas do wsi Borzyszkowy. Wiele słyszałem o tej wsi i o jednej z najstarszych parafii na tych ziemiach, ale nie myślałem, że ten drewniany XVIII wieczny kościół jest tak piękny. Czas mijał zbyt szybko, a musieliśmy jechać do wsi Łąkie, gdzie pod pomnikiem ofiar I Wojny Światowej czekali na nas mieszkańcy. Tu Pan Benedykt Reszka przedstawił jego historię. Kolejny etap naszej drogi powiódł nas do Brzeźna Szlacheckiego. Tu organizatorzy przygotowali uczestnikom spotkania przejażdżkę bryczkami ścieżką przyrodniczo – historyczną nad Jezioro Gwieździeniec i Gwiazdy. Niezapomniane wrażenia dla takiego mieszczucha jak ja. Po przejażdżce udaliśmy się do kościoła w Brzeźnie Szlacheckim. To kolejny piękny drewniany kościół, który jednak wymaga jeszcze wielu prac renowacyjnych. Jego historię i plany renowacyjne zaprezentował nam miejscowy proboszcz ks. Andrzej Diedrich. Po wyjściu z kościoła pod pomnikiem poświęconym udziałowi Kaszubów w bitwie pod Wiedniem złożyliśmy kwiaty. Spod pomnika udaliśmy się do szkoły, gdzie czekano na nas pomimo spóźnienia. Zresztą te nasze spóźnienia zaczęły się już rano, gdyż okazało się, że wszystko co nam pokazywali organizatorzy było tak interesujące, że czas jaki przewidywali na zwiedzanie w każdym miejscu zawsze się wydłużał. W szkole uczniowie przywitali nas kaszubskimi śpiewami i recytacjami, a wójt Gminy Lipnica krótko przedstawił informacje o gminie i jej przyszłości. Następnie Tadeusz Lipski przedstawił bardzo interesujący referat na temat „Hieronim Derdowski – Hymn Kaszubski oraz poemat : Kaszubi pod Wiedniem”, a Benedykt Reszka mówił o patriotyzmie mieszkańców Gochów na przykładzie ich udziału w wojnie obronnej 1920 r. i w czasach II Wojny Światowej oraz represjach sowieckich wobec nich po jej zakończeniu. Ostatnim tematem podczas spotkania i zarazem najważniejszym była promocja książki ks. prałata Henryka Cyrzana „Brzeźno Szlacheckie”. O przygotowaniu książki do druku opowiadał wydawca książki Tomasz Żmuda – Trzebiatowski, zaś o motywach jej powstania - autor urodzony w Brzeźnie Szlacheckim ks. Henryk Cyrzan. Książka cieszyła się ogromnym zainteresowaniem, a wiele osób, w tym także ja, uzyskało wpis autora w książce. Byłem ogromnie zadowolony ze spotkania i wysłuchanych referatów, tym bardziej, że w jednym z nich nieoczekiwanie wspomniany został mój wujek ks. Alojzy Kowalkowski. Cytował go Tadeusz Lipski, choć jako autora wymienił Mirosława Jesko. Jest to jeden z pseudonimów, jakie ks. Alojzy używał. Pan Lipski cytował pracę pt. „Sto pięćdziesiąt lat myśli polskiej na Pomorzu” wydaną w Londynie w 1945 roku. Tu warto dodać, że śp. ks. Alojzy Kowalkowski – profesor Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie jest autorem ponad 200 książek i artykułów. Po spotkaniu organizatorzy podjęli nas bardzo opóźnionym obiadem w „Kuźni”. Tu trzeba dodać, że to opóźnienie pomimo prób dyscyplinowania nas przez pana Zbyszka Talewskiego było naszą, uczestników, winą. Zakończenie pięknego sobotniego dnia odbyło się siedzibie CMS. Tu po kolacji czekał na nas program artystyczny. Najpierw piękne ballady zaprezentował ich autor i kompozytor pan Władysław Kowalski z Wojska Gm. Lipnica. Były one przeplatane, ku zaskoczeniu zebranych, monologami pani Aldony Gostomskiej Myślę, że wszyscy tak jak ja byli nimi zachwyceni. Następnie członkowie miejscowego zespołu kaszubskiego zespołu Gzuby zaprezentowali kilka znanych piosenek kaszubskich i tu czekała nas kolejna niespodzianka. Gdy na prośbę uczestników zespół miał zaśpiewać wybraną przez nich piosenkę okazało się, że nie za bardzo znają jej tekst. I tu z pomocą przyszła uczestniczka Spotkań pani Tatiana Kuśnierska, jak się okazało później solistka zespołu „Te rozmiesz”. Na koniec spotkania wystąpił zespół ukraiński z Bytowa Sióstr Bułek. Cztery siostry zaprezentowały nam piękne ukraińskie piosenki w nowej aranżacji. Ich gra porwała nie tylko słuchaczy, ale także członków zespołu Gzuby, którzy włączyli się ze swoimi instrumentami do gry dziewcząt. Występy nie zakończyły dnia, choć oficjalny program soboty się zakończył. Jeszcze długo dyskutowano o minionym dniu i wygłoszonych referatach. W niedzielę 11 listopada, w dniu Niepodległości, odbyła się msza święta koncelebrowana przez ks. prałata Henryka Cyrzana. On też w języku kaszubskim wygłosił kazanie. Mszę uświetnił chór kaszubski z Wiela, były sztandary Zrzeszenia Kaszubsko Pomorskiego z Lipnicy i Karsina- Wiela. Po mszy chór dał koncert urozmaicony recytacjami wygłoszonymi przez jak zawsze pełnego werwy seniora z Wiela Edmunda Konkolewskiego. Po mszy pożegnano nas kawą i kuchem. Żal było wyjeżdżać. Ale mam nadzieję, że te I Spotkania były rzeczywiście pierwsze, ale nie ostatnie. Pragnę podziękować bardzo organizatorom I Spotkań na Gochach za pomysł i organizację. Odkryłem Gochy nie tylko dla siebie, ale także dla bliskich i znajomych. Mam też nadzieję, że będą kontynuowane kolejne spotkania. Choć myślę, że korzystniejszym terminem były by pierwsze dni września, tej naszej cudnej polskiej jesieni. A więc do zobaczenia. |

![Krzysztof Kowalkowski [Gdańsk]](/foto/autorzy/14.jpg)