NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny
Autor w towarzystwie red. Andrzeja Obecnego (słupskie Moje Miasto) i fotoreportera Jana Maziejuka.

Autor w towarzystwie red. Andrzeja Obecnego (słupskie Moje Miasto) i fotoreportera Jana Maziejuka.


Ziemia Słupska XVII w.

Ziemia Słupska XVII w.


Próba odtworzenia sytuacji społecznej i etnicznej Pomorza Słupskiego u schyłku panowania dynastii Gryfitów napotyka na szereg trudności. Niewiele mamy trwałych śladów po tamtym okresie. A te źródła, które ocalały do naszych czasów, (co może także wiele znaczyć) nie zawierają na ten temat prawie żadnych wskazówek. Obserwujemy np. systematyczne niemczenie słowiańskich nazwisk. Skryba, Niemiec, zapisywał Słowińcowi nazwisko w pisowni niemieckiej. Słowiniec pisać nie umiał, więc nie protestował. Fonetycznie Bonck brzmiało prawie tak samo jak Bąk, więc często nawet nie podejrzewał, że mu nazwisko germanizowano.
W poprzednim odcinku ,,Spot­kań z przeszłością” wspominałem o tym. że wraz z przyjazdem koleino dwóch księżnych: Ertmunty a potem Anny do Słupska, a następnie do Smołdzina, proces germanizacji słowiańskich mieszkańców tych terenów wyraźnie nasila się, m.in. na skutek obecności dworzan i urzędników pochodzenia niemieckiego. Ale zanim tą kwestią zajmiemy się bardziej szczegółowo, najpierw spróbuję naszkicować ogólne ramy historyczne, w jakich mają miejsce interesujące nas zdarzenia.
Żeby od czegoś zacząć, przyjmijmy za punkt wyjścia datę przyjazdu księżnej Anny do Smołdzina, czyli rok 1623. Wprawdzie domenę słupsko-smołdzińską otrzymała ona od swego brata, ostatniego władcy Pomorza z dynastii Gryfitów, Bogusława XIV już w roku 1622, ale w tym czasie żyła tu jeszcze przez rok stara księżna Ertmunta, wdowa po księciu Janie Fryderyku, Niemka z pochodzenia, córka księcia brandenburskiego, Jana Jerzego. Księżna Anna, wdowa po księciu Croy-Archot prawie rok zwlekała z przyjazdem. Powód, dla którego na początku XVII stulecia rezydujący stale w Szczecinie Jan Fryderyk odesłał swoją żonę Ertmuntę na długie lata do odległego Słupska i Smołdzina to osobna historia.
Jest zatem rok 1623. Przypomnijmy: w Europie od pięciu lat trwają lokalne wojny, które z czasem przyjmują bardzo rozległe rozmiary i nazwę wojny trzydziestoletniej. Wywołał ją bunt Czechów, mających wyraźnie dość panowania habsburskiego. 23 maja 1618 roku „starym czeskim obyczajem" wyrzucają oni przez okna zamku na Hradczanach niemieckich namiestników cesarskich, ogłaszają odsunięcie Habsburgów od korony św. Wacława, i obierają sobie nowego króla.
Następnie wojska czeskie wypierają garnizony niemieckie z Czech i Moraw, ruszają na siedzibę cesarzy - Wiedeń, i atakują go, wspierani przez księcia Siedmiogrodu Gabora. Położenie cesarza jest rozpaczliwe.
I wtedy przychodzi mu z odsieczą... Polska.
Nie pierwszy to i nie ostatni błąd królów polskich w stosunkach z państwami niemieckimi. Jak widzimy - pierwszą polską odsiecz Wiednia zorganizował na wiele lat przed Sobieskim, Zygmunt III Waza, posyłając na pomoc zagrożonemu przez Czechów i Węgrów cesarzowi oddział wyjątkowo brutalnych wojsk, tzw. Lisowczyków.
Były to oddziały utworzone w okresie nasilonych walk Polski z Moskwą. Lisowczycy przechodzą Karpaty, wdzierają się na Węgry i 19 listopada 1619 roku zadają klęskę dowódcy wojsk Siedmiogrodu - Rakoczemu. To zdarzenie zmienia zasadniczo stosunek sił. W dwa lata później Czesi ponoszą straszliwą klęskę pod Białą Górą, która na dwieście lat pogrąży ich kraj w stagnacji i apatii.
Ale wojna się nie kończy, lecz przenosi w głąb Rzeszy niemieckiej. Włącza się do niej Francja kardynała Richelieu, a wkrótce także Dania Christiana IV oraz w kilka lat później Szwecja Gustawa Adolfa.
Przystąpienie do działań wojennych państw północnych sprawia, że spokojne dotąd Pomorze Zachodnie samodzielne księstwo słowiańskie, mające swe dziedziny na znacznym obszarze wybrzeża południowego Bałtyku staje się terenem morderczych i gospodarczo wyniszczających walk W marcu 1630 roku lądują na wyspie Uznam, ruszając w głąb Pomorza, wojska szwedzkiego króla Gustawa Adolfa. Jest to brutalne naruszenie suwerenności, ale państwo pomorskie nie ma siły na odparcie tak groźnego i licznego przeciwnika. Bogusław XIV zawiera ze Szwedami układ. Od tej pory ziemia słupska będzie systematycznie pustoszona raz przez wojska cesarskie, innym razem przez szwedzkie, i tak przez ponad 20 lat i w końcu, po śmierci Bogusława XIV w roku 1638, a zwłaszcza po pokoju westfalskim w roku 1648 ziemia słupska trafi pod panowanie brandenburskie, podczas gdy reszta Pomorza Zachodniego dostanie się na jakim czas Szwedom. Polska zajęta wojnami z Moskwą i Turcją myśli o pomnożeniu swych zdobyczy w innym kierunku. W roku 1648 udało się inkorporować do Polski, dane kiedyś Gryfitom w „wierne ręce” ziemię bytowską i lęborską. Ta sytuacja polityczna ówczesnego Pomorza wyjaśnia nam, dlaczego to siostra ostatniego władcy Pomorza, Bogusława XIV zamiast ludnego i bogatego Słupska, niedawnej stolicy księstwa, obrała sobie najpierw za letnią, a następnie niemal za całoroczną siedzibę Smołdzino leżące w centrum Ziemi Słowińców. Wojny, pożary, rozboje obcych wojsk, wreszcie liczne choroby i epidemie, jak np. odnotowana przez kronikarzy w roku 1629 epidemia dyzenterii, a w rok później morowej zarazy oraz klęski nieurodzaju czyniły w owych czasach Słupsk miejscem wyjątkowo niebezpiecznym.
Trzeba tu bowiem wyjaśnić, że aczkolwiek w owym czasie Pomorze było księstwem suwerennym, pozostawało jednakże w pewnej zależności od cesarza. W związku z tym miało obowiązek wspierania, również zbrojnie, poczynań cesarza, Warto przypomnieć, że cesarstwo popierała również w tej wojnie Polska rządzona przez Wazów.
W pierwszej więc fazie wojny trzydziestoletniej na tych terenach interesy Pomorza i Polski były niejako równoległe. Jeszcze w roku 1625 król polski informował swych pomorskich sąsiadów, w tym również władze miejskie Słupska, że Szwedzi rozpoczęli najazd na Inflanty, i prosił o co najmniej bierne
poparcie w walce z najeźdźcą. Liczył na zerwanie wszelkich kontaktów słupszczan, w tym również kontaktów handlowych z flotą szwedzką. Apel ten prawdopodobnie jednak nie odniósł skutku, gdyż dwa lata później król polski zawiadomił słupszczan, że jeżeli ich statki wpłyną do szwedzkich lub zajętych przez Szwedów portów, będą ostrzeliwane przez polskich kaprów tak samo jak szwedzkie. Znamienne, że z podobnym „dobrosąsiedzkim" apelem do słupszczan zwrócili się również Szwedzi, prosząc o zaprzestanie wszelkich kontaktów z polskim Gdańskiem.
Neutralność, o jaką prosiły Pomorzan walczące strony, one same łamały przy wielu okazjach. W listopadzie 1626 roku do Ustki, która była wtedy portem miejskim Słupska dotarł liczny oddział szwedzki, który zażądał przewiezienia go drogą morską do Pucka, W kilkanaście miesięcy później maszerujące pomorskimi drogami szwedzkie oddziały zaatakował polski dowódca Koniecpolski, zadając im klęskę pod Czarnem. Ale prawdziwe nieszczęście spadło na Słupsk wraz z pojawieniem się w mieście w roku 1627 aż ośmiu oddziałów wojsk ce­sarskich, dowodzonych przez generała Arnima. Nie dość, że miasto musiało utrzymywać te wojska, to jeszcze doznawało od nich licznych gwałtów i rozbojów.
Tymczasem u Słowińców żyjących wśród mokradeł i bagien otaczających jezioro Łebsko i Gardno, na terenie gęsto zalesionym żyło się, mimo wojny, względnie spokojnie. I ta odludna ziemia była także świadkiem licznych rozbojów dokonywanych przez miejscowe rycerstwo, wzorujące się na niemieckich raubritterach. I tu latami lała się krew spokojnych ludzi. W okolicach Gardny Wielkiej, Smołdzina i Retowa groźna była zwłaszcza rycerska banda składająca się z członków germanizującego się, zamożnego rodu słowiańskiego Bademerów (niegdyś Bodzimierzyców), która podstępem i rozbojem weszła w posiadanie wsi Witowo, Gąbino, Bukowo i Żelazo, Jak wynika z akt sądowych, rozbój uprawiały tu niegdyś również rody Puttkamerów, Zitzewitzów, Kleistów, Podewilsów i Wejherów. Ale od czasu, kiedy na skutek licznych skarg mieszkańców okolicznych wsi, książę Bogusław X dokonał w roku 1591 na stokach Rowokołu w Smołdzinie masowej egzekucji schwytanych na rozboju szlacheckich rabusiów - panował z ich strony względny spokój.
Podstawowym zajęciem Słowińców z Gardna, Smołdzina i Kluk było rybołówstwo i hodowla ryb, a także hodowla trzody chlewnej. Krów trzymano mało z powodu ogromnej ilości żmij, od których ukąszeń bydło padało. Powszechnie też zajmowano się zbieractwem. Zboża uprawiano niewiele. A ziemniaki po raz pierwszy na tym terenie posadził tamtejszy nauczyciel nazwiskiem Casten dopiero w roku 1729. Do upraw na folwarkach weszły dopiero w roku 1745.
Za to ryb starczało dla wszystkich. Choć już wtedy, mimo ich mnogości, wprowadzano ostre limity połowów, ale o tym przy następnym spotkaniu. /-/
 


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: obsługa recepcji