Długie i pełne najróżniejszych szczegółów opowieści zasłyszane w dzieciństwie od krewnych i sąsiadów z Gochów na temat rodowodu naszego nazwiska, pochodzenia naszego szlachectwa i udziału w Odsieczy Wiedeńskiej rozbudziły moje zainteresowanie tą tematyką tak, że w późniejszych, już dorosłych latach poświęciłem sporo czasu na weryfikację tych wiadomości.
Pierwszym elementem do zastanowienia stał się dopiero dostęp do opracowania Herberta von Schmude o historii mojej rodziny i co się okazało! -Nasze szlachectwo jest o przeszło 150 lat starsze od Odsieczy Wiedeńskiej, a sąsiadów czasem jeszcze starsze. A nadanie to nie było zupełnie od polskiego króla. Także stało się pewnikiem to, że pierwszy człon naszych nazwisk nie jest przydomkiem tylko pierwotnym nazwiskiem.
Następnie nastąpiło spotkanie z literaturą piękną - przede wszystkim z poematem heroikomicznym Hieronima (Jarosza) Derdowskiego „Kaszebe pod Widniem". A następnie sztuki Jana Kaniowskiego (Wosia Budzisza) „Kaszube pod Widnem" Czyżby rodowód tych ongiś zasłyszanych opowieści był literacki? Argumentem za powyższym było powielanie tych wiadomości przez miejscowego nauczyciela Pryczkowskiego, znawcy twórczości Derdowskiego.
Bo poszukiwania w źródłach naukowych początkowo nie przynosiły rezultatów. Następnie pojawiło się pierwsze wydanie „Bedekera Kaszubskiego" stworzonego przez Izabelę Trojanowską i Różę Ostrowską powielającego moje zasłyszane opowieści z dzieciństwa, ale także z odnośnikiem do powieści Henryka Sienkiewicza „Na polu chwały". Powieść Sienkiewicza, o dziwo bliższa była prawdzie, wspominała regiment kaszubski pięknie się prezentujący pod Wiedniem. Poza tym wyżej wspomniany bedeker często powielał niesprawdzone opowieści.
Historyk gdański prof. Wacław Odyniec wspomina w swoim opracowaniu „Sobieski na Pomorzu" dwa regimenty piesze z Prus Królewskich biorące udział w bitwie pod Wiedniem: pierwszy w liczbie 200 do 250 ludzi generała majora Eliasza Łąckiego dowodzony przez Franciszka Lanckorońskiego starostę stobnickiego, drugi nieco większy był dowodzony przez Władysława Denhoffa wojewodę pomorskiego - poległego 7 października 1683 roku w bitwie pod Parkanami. Prawdopodobny był również udział artylerii z garnizonu puckiego. I to jest właściwie jedyny artykuł poważnego historyka o udziale dwu oddziałów z Kaszub we wiedeńskiej wyprawie.
Husaria z Prus Królewskich nie zdążyła na bitwę wiedeńską, jak z resztą wiele innych jednostek w tym wojsko (Paców) z Litwy.
Trochę więcej tej tematyce poświęca Kazimierz Ostrowski z Chojnic w swym opracowaniu, „W trzechsetlecie odsieczy wiedeńskiej." Z treści tego opracowania można wywnioskować, że źródłem legendy wiedeńskiej były kolejno obchody 200 a następnie 250 rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej
Inicjatywa obchodów 200 lecia wyszła z Torunia, który w tym czasie pełnił rolę głównego ośrodka życia narodowego na Pomorzu i we Wielkopolsce. W niedzielę 16 września 1883 roku w diecezji chełmińskiej odbyły się nabożeństwa w intencji za poległych pod Wiedniem i za Jana III Sobieskiego. Obok uroczystości religijnych odbywały się zebrania lub wiece z bogatym programem artystycznym. W tym roku też Hieronim Derdowski wydał swój poemat o Kaszubach pod Wiedniem
W tym samym duchu odbyły się uroczystości 250 lecia Odsieczy Wiedeńskiej 1933 roku na Pomorzu w Chojnicach. Na czas przygotowania tej uroczystości powołano wielosekcyjny powiatowy komitet mający zorganizować rzeczoną uroczystość. Kulminacyjnym punktem tych uroczystości było odsłonięcie pomnika Jana III Sobieskiego, które odbyło się zresztą nie bez przeszkód.Uroczystość trwała dwa dni. „W sobotę 16 września po południu pod bramą człuchowską wjechał na rynek oddział tzw. Braci Kaszubskiej na koniach wierzchowych wypożyczonych przez barona Lorchenfelda z Żychc. Konny oddział przywitał radca Jan Kaletta, mówiąc, że stąd wyruszali i tu wrócili po odsieczy rycerze kaszubscy. Przemówienie wygłosił znany pisarz, sędzia Jan Karnowski. Wieczorem odbył się capstrzyk z pochodniami przez wspaniale udekorowane miasto, przy głośnych owacjach mieszkańców, ponadto przyglądano się pokazom strażackim. W niedzielę na stadionie miejskim mszę odprawił ks. kanonik Bolesław Makowski w asyście księży Borzyszkowskiego i Kamrowskiego, następnie przy dźwiękach orkiestr wyruszył pochód z udziałem około 5 tysięcy osób do lasu miejskiego, gdzie starosta Jan Mieszkowski dokonał aktu odsłonięcia pomnika i złożono pod nim kwiaty i wieńce. Po południu odbyły się dożynki i zawody sportowe, a wieczorem w Hotelu Centralnym - przedstawienie sztuki Jana Kaniowskiego „Kaszube pod Widnem" w wykonaniu zespołu amatorskiego z Chojnic, w reżyserii Juliana Rydzkowskiego". Pomnik został zniszczony w pierwszych dniach II Wojny Światowej przez Hitlerowców.
Obchody 250 rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej w Brzeźnie Szlacheckim odbyły się w dniu 23 września 1933 roku. Brali w niej udział przedstawiciele władz wojewódzkich z Torunia i starosta Chojnicki . I w tym miejscu ponownie zacytuję Kazimierza Ostrowskiego „...W sobotę 23 września odbył się szczególnie okazały capstrzyk z udziałem wojska, straży granicznej, banderii konnej, straży i wszystkich miejscowych organizacji. Następnego dnia od rana zjeżdżały tłumy gości ze wszystkich gmin powiatu chojnickiego, przybyło ponad 2 tysiące osób. Mszę polową, odprawioną przez proboszcza Franciszka Gabrycha, uświetnił chór pod dyrekcją Aleksandra Brzezińskiego. Tłumnie udano się następnie w wyznaczone miejsce na rozwidleniu dróg, gdzie odbyła się patriotyczna manifestacja, połączona z zasadzeniem lipy Jana Sobieskiego. Przemówienia do zgromadzonych wygłosili wójt Brzeźna Augustyn Lew Kiedrowski, wójt z Lipnicy i znany działacz Józef Słomiński oraz starosta Jan Mieszkowski. Zasadzenie drzewka utrwalono aktem erekcyjnym w zalakowanej butelce z podpisami dostojnych gości, którzy odebrali następnie defiladę kompanii wojska, straży granicznej, sokołów, kolejarzy, pocztowców, leśników, powstańców i wojaków młodzieży szkolnej. Barwnie prezentowała się w kolumnie marszowej Brać Kaszubska ze skrzydlatą husaria (z Żychc) oraz zespół przedstawiający sztukę „Kaszube pod Widnem”. Przedstawienie odegrano po południu w sali Kiedrowskich. Uzupełniały program zawody sportowe, pokazy strażackie i zabawa ludowa. Sprawozdawca „Dziennika Pomorskiego" podkreślił, że wśród wielu uroczystości rocznicowych w różnych miastach i wsiach ta była szczególnie nacechowana patriotycznym duchem i podniosłym nastrojem. Tłumy niedzielne, które wzięły udział mogą twierdzić, że sięgnęły w przeszłość po najlepsze tradycje krzepkości narodu i sławy szlachty kaszubskiej. Młodzież pójdzie śladami swoich praojców. Młodzież brzeźnieńska dla upamiętnienia rocznicy zasadziła w następnych dniach lipy po obu stronach głównej ulicy prowadzącej przez wieś, z których wiele rośnie do dziś i osiągnęło pokaźne rozmiary. Ulicę nazwano Aleją Sobieskiego"
Uroczystość ta pozostała w pamięci potomnych przez długie lata i kto wie czy nie jest ona początkiem legendy udziału Gochów w Odsieczy Wiedeńskej. Pozostałością tej uroczystości miała być nazwa drogi przechodzącej przez Brzeźno Szlacheckie - Aleja Jana III Sobieskiego,
Historyczna „Lipa Sobieskiego została wykopana i zniszczona w czasie okupacji hitlerowskiej przez jednego z niemieckich mieszkańców Brzeźna..
Kazimierz Ostrowski oparł się w swoim opracowaniu na wspomnieniach: Edmunda i Brunona Zmuda Trzebiatowskich, Anastazji Świątek Brzezińskiej, sołtysa Franciszka Grundemanna, Franciszka Myszki, Małgorzaty Zmuda Trzebiatowskiej i wielu innych
Wielka uroczystość odbyła się również w trzechsetlecie zwycięstwa pod Wiedniem w 1983 roku. Wtedy też odsłonięte w centrum Brzeźna Szlacheckiego pomnik upamiętniający tę bitwę. Pomnik z kamienia dostarczonego przez Kazimierza Zmuda Trzebiatowskiego z Gliśna został poświęcony przez biskupa ordynariusza chełmińskiego Mariana Przykuckiego w czasie wielkich uroczystości zorganizowanych przez miejscową ludność. Obecnie od kilku już lat odbywa się corocznie we wrześniu barwny festyn z okazji rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej.
Jedynym szerszym opracowaniem na temat udziału Kaszubów z Gochó w bitwie pod Wiedniem jest opracowanie Teofila Cichosza - przyczynkarza, pod tytułem „Historia rodu Zmuda Trzebiatowskich z Gochów" wydane własnym sumptem, a następnie wydane przez Radę Rodzin Trzebiatowskich, jako „Sagę rodu Zmuda Trzebiatowskich" w części trzeciej wydawnictwa cyklicznego „Trzebiatowscy" w 2003 roku.
Teofil Cichosz nie ujawniając źródeł , z których korzystał - trzeba przyjąć tezę, że źródłem większości jego wniosków i opisów była jego wyjątkowa fantazja - wyszedł z tezy, iż mieszkańcy Gochów wyruszyli pod Wiedeń pod dowództwem Andrzeja Teodora Grabowskiego herbu Zbiśnicz właściciela Grabowa Człuchowskiego oraz innych miejscowości w tym między innymi Brzeźna.. W owym czasie starościną człuchowską była Katarzyna Radziwiłłowa, siostra Jana III Sobieskiego i to na jej podobno apel Grabowski zorganizował chorągiew, a raczej oddział z mieszkańców Gochów,
Miejscem organizacji oddziału było Brzeźno, a agitacją pod hasłem wojny z niewiernymi i obrony chrześcijaństwa, zajął się proboszcz borzyszkowski kanonik kamieński Wawrzyniec Florian Ryndwelski. Przygotowaniem do wojny nie nawykłych posługiwania się bronią, zajął się osobiście Andrzej Teodor Grabowski. Pododdziałem składającym się z przyszłych Trzebiatowskich dowodził dziedzic Łąkiego Łącki. Wymarsz oddziału nastąpił w drugiej połowie czerwca 1683 roku z Brzeźna. Oddział stanowiła w zdecydowanej większości piechota.
W Odsieczy Wiedeńskiej Grabowski został ciężko ranny, stracił rękę, w nagrodę został przez Jana III Sobieskiego awansowany do stopnia rotmistrza. Ciężko ranny został również młody Łącki, któremu życie uratował podobnież Mikołaj Zmuda z Trzebiatków.. W wyprawie zginęło podobno 10 procent oddziału, a pozostali zostali podniesieni do stanu szlacheckiego.
Uroczystości powitania powracających odbyły się w Brzeźnie. Potem przez kilka kolejnych lat weterani spotykali się tam w rocznicę bitwy, potem ich potomkowie, co pięćdziesiąt czy sto lat.
Ponadto w swym opracowaniu Teofil Cichosz przyjął też zgoła nieprawdziwą tezę o bardzo młodym rodowodzie szlachty na Gochach. Nie przyjmował do wiadomości nadań książąt pomorskich i krzyżackich. Niestety również wielu obecnym badaczom szlachta kojarzy się z olbrzymimi majątkami, bez których należenie do stanu szlacheckiego wydaje się niemożliwym. Szlachectwo Grabowskich wydaje się niewątpliwym, ale dlaczego Pan Teofil Cichosz bez problemu uznaje szlachectwo Korzbok Łąckich, a takiegoż nie pozwala uznać Zmuda Trzebiatowskim, Szada Borzyszkowskim i szeregu innym. We wszystkich księgach parafialnych z Gochów Zmuda Trzebiatowscy zawsze są odnotowywani jako szlachta. Myślę, że są to braki warsztatu badawczego. Cóż w tym dziwnego, jeżeli nawet współcześni, notabene wysoko notowani badacze mają z tym duże problemy.
Musieliśmy jednak wspomnieć o opracowaniu Cichosza, bowiem jest ono jedyne na ten temat. Traktuje je jednak jako pewną sagę a nie źródło historyczne. Jest pewna potrzeba uzasadniania uroczystości rocznic Odsieczy Wiedeńskiej w Brzeźnie Szlacheckim i tą rolę wspaniale pełni beletrystyka Teofila Cichosza.
Reasumując: według dostępnych mi bardzo skąpych informacji z terenu Kaszub zwerbowano na wojnę z Turkami w tak zwanej Odsieczy Wiedeńskiej dwa oddziały piechoty, jeden z północy, liczniejszy, drugi z południa mniej widoczny. Ich skład to niezamożna szlachta i żołnierze pochodzenia chłopskiego. Reszta to tylko przypuszczenia i fikcja literacka..
Coraz mocniej przekonuję się do metodyki badań znakomitego socjologa i badacza Kaszub księdza profesora Jana Perszona.. W ogólnym zarysie można powiedzieć, że twierdzi on, że tak zwane zwyczaje ludowe mają stosunkowo krótki rodowód. Często wiadomość gdzieś zasłyszana, czy piosenka śpiewana w wojsku, przechodzi do tradycji ludowej i tradycji w ogóle, jako zwyczaj czy przypowieść ludowa.
Śmiem twierdzić, że głównym czynnikiem stworzenia tradycji na Kaszubach opowiadania o licznym udziale tutejszej ludności w Odsieczy Wiedeńskiej i nadania jej szlachectwa były masowe obchody jej dwusetnej i dwieście pięćdziesiątej rocznicy , a dodatkowo przyczyniły się do tego literackie jej przedstawienie w poemacie Derdowskiego, sztuce Karnowskiego czy beletrystyce Teofila Cichosza. Zaś same uroczystości rocznicowe zostały wywołane potrzebą mobilizacji patriotycznej w okresie zaborów, a następnie w nowopowstałej - wybuchłej Polce, stale zagrożonej przez państwa ościenne.
Teoretycznie na podstawie dostępnych źródeł można za fakt, przyjąć udział ludności kaszubskiej w wyprawie Sobieskiego ale udział ten był, co najmniej skromny. Musimy też pamiętać, że z powodu swego ubóstwa mogły to być jedynie regimenty piesze. W regimentach tych udział mieli chłopi, ale też drobna szlachta. Ich status majątkowy był zbliżony. Na pewno też nigdy dowódcą nie mógł być chłop, jak to sugerują zarówno Derdowski jak Karnowski. To w tamtych czasach było niemożliwe. Można dopuścić, że nastąpiło jednostkowe uszlachcenie pojedynczych uczestników tej wiedeńskiej potrzeby, ale nigdy nie było ono masowe. Większość szlachty na Gochach ma znacznie starszy rodowód./-/