NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny
Na pierwszym planie od lewej Andrzej Obecny, Małgorzata i Benedykt Reszka oraz Krzysztof Kowalski - II
Spotkania na Gochach.

Na pierwszym planie od lewej Andrzej Obecny, Małgorzata i Benedykt Reszka oraz Krzysztof Kowalski - II
Spotkania na Gochach.


Z Benedyktem Reszką autorem książki „Ewangelicy na Gachach'' rozmawia Andrzej Obecny – wydawca i redaktor naczelny słupskiego dwutygodnika „Moje Miasto”..

-W październiku ukazuje się pana książka „Ewangelicy na Gochacn", dlaczego pan napisał tę książkę?
-Myślałem o tym wiele lat wcześniej. Powodem moich myśli było to, że pamięć o tym kościele, o ewangelikach, którzy tutaj na Gochach kiedyś mieszkali - zaginęła. To był pierwszy powód. Drugim była słaba wiedza o tym fragmencie kaszubskiej historii na Go-chach. Historii, która dotyczyła reformacji i późniejszego harmonijnego życia na tej ziemi kaszubskich katolików i ewangelików. Dzisiaj prawie nikt z mieszkańców Borowego Młyna nie jest w stanie wskazać, gdzie w tej miejscowości był kościół ewangelicki. Wreszcie istotnym powodem opisania historii tej grupy wyznaniowej było to, że jako dziecko wychowywałem się razem z ewangelikami. To byli moi koledzy, z którymi się bawiłem, psociłem, pasłem krowy i dorastałem. To były dzieci, które doskonale mówiły po polsku, niemiecku i kaszubsku. Nie było między nami żadnych barier językowych, kulturowych czy religijnych. Na Gochach od pokoleń żyli w zgodzie zarówno katolicy jak i ewangelicy.
-Czy powodem napisania tej książki mogło być również to, że reformacja na Gochach nie znalazła podatnego gruntu. Tutaj było bardzo mało ewangelików?
-To prawda, w parafii borzyszkowskiej, która była centrum Gochów wiara ewangelicka wśród
miejscowego społeczeństwa się nie przyjęta. Dlatego, że tutaj było wiele szlachty, wprawdzie była to szlachta zaściankowa, jednak bardzo mocno związana z Koroną, z Polską. Dlatego szlachta ta nie bardzo ulegała presji kolejnych starostów człuchowskich, aby przechodzić na ewangelicyzm. A ci, którzy ulegli, jak chociażby Konarscy, w okresie kontrreformacji powrócili na łono Kościoła katolickiego. Wtedy to właśnie wytworzył się taki stereotyp, ze katolik to Polak, a ewangelik to Niemiec, Stereotyp, który nie jest prawdziwy.
-Czy podziela pan pogląd, że jedną z przyczyn ostoi katolicyzmu na Gachach była panująca tutaj bieda, pewne zacofanie cywilizacyjne. Czynniki te wynikały ze słabych, piaszczystych gleb i były powodem małej atrakcyjności Gochów dla ewangelickich osadników? Wiemy bowiem, że ewangelicyzm przyjmował się w pierwszym okresie, raczej wśród światłej części społeczeństwa.
-Jak najbardziej. Przede wszystkim najpierw ewangelikami zostawała magnateria, ludzie z wyższym wykształceniem, mieszczanie. Pierwszymi ośrodkami ewangelicyzmu na Pomorzu były przecież miasta: Gdańsk, Malbork, Elbląg, Toruń, Królewiec. Na wsi były opory, ludzie wiejscy bardzo mocno byli związani z wiarą katolicką. Piszę o tym w książce. Również o tym co pan powiedział. Na Kaszubach były słabe gleby. Nie było więc takiego napływu osadników, jak w ośrodkach, gdzie życie było lżejsze.
-Ale taki stan trwał do pewnego czasu. Bowiem również i na Gochach zjawili się ewangelicy:
-Tak. Pierwsi ewangelicy, których było niewielu -około stu, pojawili się w okolicy Lipnicy. Byli to przeważnie rzemieślnicy: szewcy, kowale, krawcy. Na rdzennych Gochach brakowało wykształconych rzemieślników, ponieważ miejscowych chłopów nie było stać na wysłanie swoich dzieci do miasta w celu nauki zawodu. W1750 roku na terenie Borowego Młyna było tylko sześciu ewangelików. Natomiast większy ich napływ miał miejsce dopiero po I rozbiorze Polski, czyli po roku 1772, kiedy te tereny włączono do Prus.
-Nie byłby pan sobą, gdyby w pana książce zabrakło przykładów biografii zwykłych ludzi. Przedstawia pan kilka rodów i ich historię, pokazując dobrosąsiedzkie stosunki pomiędzy ewangelikami i katolikami.
-Muszę powiedzieć, że na tych terenach, na Gochach naprawdę nie było żadnych antagonizmów pomiędzy ewangelikami czy katolikami, Kaszubami czy Niemcami. Powiem więcej, że napływowi ewangelicy zasymilowali się z rdzenną ludnością. To później byli
normalni Kaszubi. Mieli, może tą narodowość niemiecką ale to było szereg pokoleń, które tutaj się rodziło, żyło i umierało. Oni wszyscy doskonale mówili po kaszubsku i czuli się Kaszubami. W swojej książce podaje tego wielokrotne przykłady. Pamiętam, że wśród dzieci ewangelickich i katolickich nie było jakichkolwiek antagonizmów. To samo działo się miedzy dorosłymi. Moja matka była bardzo zaprzyjaźniona z rodziną ewangelicką, której pole graniczyło z naszym. To była wspólna pomoc w czasie żniw, czy w czasie kopania torfu. Między sobą mówili po kaszubsku lub niemiecku w zależności jak zaczęli rozmowę. Gdy ustanowiono granice i przedzielono nią sąsiadów nie stanowiło to dla ludności przygranicznej żadnej przeszkody. Dalej komunikowano się tak, jakby tej granicy nie było.
-Muszę powiedzieć, że trochę się zdenerwowałem po przeczytaniu pana książki. Bowiem, przygotowując się do tego wywiadu, podczas czytania szukałem słabych stron w pan dziele, t nie znalazłem ich. To nie książka, a encyklopedia wiedzy o ewangelikach na Gochach. Jest w nie) niemalże wszystko, nawet plany kościołów i koszty parafii ewangelickich. Wszystko to napisał pan w ciągu niespełna dwóch lat.
-Wiele czasu poświęciłem na zbiorach materiałów. A głównym źródłem było archiwum na zamku w Malborku. Niewyczerpane źródło wiedzy na temat Prus Zachodnich. Wszystko pisane jest gotykiem niemieckim. Aby sobie poradzić trzeba trochę znać ten gotyk. Gotyku nauczyła mnie matka, dlatego sobie z tym poradziłem.
-To była niemal benedyktyńska praca panie Benedykcie.
-To prawda, niektóre teksty były dla mnie bardzo cenne ale pisane kiepsko, były niewyraźnie pisane, właściwie bazgrane. Dlatego nieraz nad jedna strona siedziałem cały wieczór aby dokładnie przetłumaczyć na język polski. Dużo czasu poświeciłem na szkolnictwo ewangelickie.
-Należę do tych nielicznych szczęśliwców, którzy posiadają
już pana książkę, nawet z pana dedykacją. Chcę pana zapytać czy słupszczanie będą mogli kiedy i gdzie nabyć publikację „Ewangelicy na Gochach"?
-Te książki będą na pewno w słupskich księgarniach. Nakład jest stosukowo duży jak na wydawnictwo regionalne, bo około 1000 sztuk. W Słupsku książki pokażą się około połowy października. Cena jest niewielka jak na tak obszerne opracowanie, bo około 20 złotych.
Chciałbym aby młode pokolenie po przeczytaniu tej książki poznała jeszcze lepiej historię Kaszub, Gochów. Wiem, że narosło na temat historii tych ziem i Kaszubów wiele jednostronnych opinii. Poprzez swoją publikacje staram się pokazać wiele nowych aspektów mających znaczenie na obiektywne zrozumienie historii Kaszubów, Kaszub i Gochów.
-Dziękuję za rozmowę i serdecznie polecam Czytelnikom pana książkę „Ewangelicy na Gochach"
-Dziękuję.
 


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: kredyt na mieszkanie nad morzem pensjonaty darmowy katalog stron expekt życie miodem słodzone