NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny

Anna Łajming []

Uczony człowiek

[NG: 01]   Autor: Anna Łajming - (liczba artykułów: 2)

Lato w roku 1946 było suche i gorące. W jeden dzień, w duszny wieczór w biurze Zespołu PGR-u zebrali się robotnicy po wypłatę. Na parapecie okna siedział niemłody już ale pogodny człek, malarz, który wybielił wszystkie zabudowania gospodarcze a teraz spokojnie, cicho pogwizdując, również czekał na pieniądze. Siedział z dłońmi opartymi na kolanach, a u jego stóp drzemał pies. Czekając na kasjerkę, ludzie się niecierpliwili a nawet złorzeczyli, lecz ten na oknie, malarz swoim kresowym akcentem i łagodnym głosem uspokajał ich. Czas jednak mijał, a kasjerka nie przychodziła. Ten i ów czasem westchnął głęboko, inny niecierpliwie cmoknął. Po chwili ludzie znowu głośno zaczęli szemrać:

- Człowiek przez ten cały boży dzień o suchym chlebie na tym polu za maszyną się włóczył, na słońcu się smalił, a teraz stój posłusznie i czekaj jak ten pies dlatego tylko, że kasjerka z administratorem kolację żuje. A przecież nastały dla nas lepsze czasy. Podobno my, robotnicy teraz jesteśmy górą, czy nie tak?

- Niby jest równość, ale gdzie ona jest? – zapytał jakiś człowiek z Polesia.

- Ach, jaka tam równość! – żachnął się starszy mężczyzna i chrypiącym głosem dodał: – Panowie byli i zostali. Przeklęci.

- Człowieku, grzeszniku, nie przeklinaj! – odezwał się znowu malarz – Skąd tyle zarozumiałych myśli, żeby siebie wywyższać i zrównywać z panami. Napisane jest, że ostatni będą pierwszymi, pierwsi ostatnimi.

- Tyle gada się o równości – znowu zamruczał jakiś człowiek z Wołynia, a nam tu nawet wody nie postawią, by ugasić pragnienie. Biedni byli i biedni zostaną.

- Bardzo głupio robi ten – znowu spokojnie odezwał się malarz – jeśli uważa, że szczęśliwość tu, na tym świecie składa się z bogactwa. Nasza wiara głosi: Błogosławieni ubodzy i uciśnieni bo ich jest królestwo niebieskie.

- Ale my jesteśmy zmęczeni i chorzy – znowu odezwał się ów starszy człek niecierpliwie.

- Lepiej uzyskać przez chorobę zbawienie, aniżeli być zdrowym i na potępienie wieczne zasłużyć – pouczał malarz.

Pomruki niezadowolenia ustały i na chwilę znowu była cisza. Na malarza zerkano z szacunkiem. Ktoś nawet szepnął: Mądrze mówi.

Wreszcie jakiś Kaszuba, który wszystkim się przysłuchiwał, odchrząknął i zwracając się do malarza, nieufnie zapytał:

- A jaczi to jes wiare?

- Tej prawdziwej. Wiary prawdziwe są tylko dwie: żydowska i chrześcijańsko katolicka. Tak jest.

- A skąd ta pewność, że istnieje Bóg? – niespodziewanie zapytał jeden z uśmiechniętych młodzików spod Wilna.

- A skąd ta pewność, że Go nie ma? – zapytał malarz – Kto z was odważy się mówić, że Go nie ma. Tego nikt nie zrobi bo każdy Go czuje. On ma nas w swojej mocy. Mówią o nim wieki i wszystkie stworzenia. Mówi o nim przyroda, każde drzewo, każdy kwiat. A nawet ten pies, który się teraz przeciągnął, ziewnął i westchnął. A dlaczego westchnął? Bo czuje Stwórcę nad sobą. Tak jest.

- Uczony z ciebie człowiek, pięknie mówisz... – z podziwem wyrzekł jakiś człowiek z Podola i zaraz zapytał: – To opowiedz nam, mądry człowieku, coś o księżycu, o gwiazdach na niebie... Hę?

- O gwiazdach... Każdy człowiek ma swoją gwiazdę. Jak się urodzi przybywa jednej na niebie więcej. Jak choruje – migoce. A jeśli robi coś złego, to płacze. A jak człowiek umrze to gaśnie...

W takiej chwili weszła kasjerka. ludzie nieco oszołomieni rozmową, ustawili się w kolejce. malarz jako ostatni. Ale chłopi przez szacunek do niego, dobrotliwie proponowali że jako ten ostatni, niechże będzie pierwszy. Malarz bardzo się ociągał. Dziwna rzecz, koniecznie chciał być ostatnim. Ludzie więc zapchali go siłą do przodu i kasjerka wywołała jego imię: Kaczanka Józef! Miał pokwitować odbiór wypłaty. Był speszony. Zakłopotany niezgrabnie ujął pióro i długo obracał go w palcach. Chciał je nawet poślinić ale był atrament.

- No, podpisujcie się prędzej, przecież czekamy – zawołał niecierpliwie starzec.

Wreszcie z wielkim trudem, bo aż się zgrzał, ku zdumieniu obecnych skreslił niezgrabne trzy krzyżyki z kleksem.

*) opowiastka ta pochodzi z wydanego przez oficynę CZEC Elżbiety i Wojciecha Kiedroskich z Gdańska w 2000 r. zbioru jej opowiadań zatytułowanego „Z leśnych pustków”.


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: zestaw głośnomówiący Modna Bielizna firmy warszawa baterie łazienkowe