Abp. Karol Wojtyła z Jerzym Ciesielskim i jego żoną
Danutą.
Chwila zadumy i skupienia...
Załogi Rodzinki na Słupi
Uczestnicy spływu dotarli ze swoim sprzętem pociągiem do Bytowa 20 lipca 1964 r. Stąd samochodami, może autobusem, dojechali do Sulęczyna.
Malowniczy ale trudny szlak Słupi rozpoczyna się na Jeziorze Gowidlińskim, a kończy w Słupsku. Rodzinka postanowiła jednak rozpocząć spływ od jeziora Węgorzyno w Sulęczynie. Stało się tak być może ze względu na przeszkody, jakie czekały na „kajakowiczów” na rzece, w jej biegu między jeziorami Gowidlińskim i Węgorzyno.
Abp Karol Wojtyła przyjechał do Sulęczyna, jak ustalił brat Z. Joskowski, samochodem.
Spływ trwał do 31 lipca, gdy jego uczestnicy dotarli do Słupska.
Na szlak Słupi wyruszyło czternaście osób, płynących w siedmiu dwuosobowych kajakach: arcybiskup Wojtyła, Jerzy Ciesielski, Danuta Ciesielska, Celestyn (Leś) Brożek, Mieczysław Wisłocki, Ewa Wisłocka, Marian Wójtowicz, Maria Oświęcimska, Andrzej Zieliński, Zofia Bucholc, Władysława Bąk, Elżbieta Ostrowska, Zofia Rosińska, Jan Yetulani. Na jednym z biwaków „spływowiczów" odwiedzili Zdzisław Heydel, Wojciech Heydel i Grzegorz Lipczyński. Dowodził Jerzy Ciesielski, noszący tradycyjny tytuł admirała. W charakterze członka załogi płynęła z nim żona Danuta.
(zdj. Nr 5 Abp. K. Wojtył…a z Jerzym Ciesielskim i jego żoną Danutą)
Jerzy Ciesielski odgrywał od 1953 roku główną rolę w organizowaniu duszpasterstwa turystycznego wokół ks. Wojtyły. Jego szczególną zasługą było zainteresowanie członków Rodzinki turystyką kajakową. Tu był pierwszym admirałem i do końca życia pozostał najwyższym autorytetem. Jego żoną była Danuta, ich dom był zawsze otwarty dla osób ze Środowiska. W imprezach odbywających się w nim uczestniczył często aktywnie ksiądz Wojtyła. A potem, kiedy już Wielki Wujek został papieżem i odbywał peregrynacje do Polski, Danuta Ciesielska zwoływała przyjaciół rozproszonych poza Krakowem na spotkanie z Ojcem Świętym. Odznaczająca się dobrocią i cierpliwością Danuta była i pozostaje ważnym ogniwem Rodzinki, a później Środowiska.
Karol Wojtyła rozpoczynał szlak Słupi w jednym kajaku z Celestynem (Lesiem) Brożkiem, dla którego ta trasa była jedyną wyprawą kajakową (w odróżnieniu od jego siostry Marii, później Tarnowskiej, wielokrotnie uczestniczącej w spływach). Brożek później wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. W pierwszych dniach spływu, kiedy „Leś nieopatrznie chwycił za gałąź", zdarzyła się wywrotka. Po tym wydarzeniu admirał zmienił załogę. Odtąd w dalszym spływie towarzyszył Wujkowi Andrzej Zieliński, młody muzyk - wiolonczelista. Nieco wcześniej ukończył studia w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Krakowie (1962), a potem przeszedł wszystkie szczeble kariery akademickiej. Jak zanotował encyklopedysta: „był profesorem Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie, wykształcił prawie stu wiolonczelistów, był jurorem konkursów krajowych i międzynarodowych, solista, kameralista i koncertmistrz. Był członkiem i działaczem NSZZ «Solidarność», -sekretarzem Stanu, a następnie Ministrem Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2000-2001)".
Andrzej Zieliński rozpoczynał spływ z Zofią Bucholc, od wielu lat należącą do turystycznej Rodzinki, jeszcze w latach studiów zaangażowaną w chórze śpiewającym chorały gregoriańskie. Ukończyła prawo na UJ, znana była w Środowisku jako Sędzia, dziś na emeryturze w Krakowie. Na spływie, po wywrotce, płynął z nią Celestyn Brożek.
Małżeństwo młodych lekarzy Ewy i Mieczysława Wisłockich dołączyło do kajakowej Rodzinki u progu lat sześćdziesiątych, kiedy ksiądz Karol Wojtyła był już biskupem. W odróżnieniu od większości członków Rodzinki nie byli rodowitymi krakowianinami: Ewa pochodzi ze Lwowa, Mieczysław z okolic podkrakowskich. Byli członkami Iuventus Christiana, gdzie zaprzyjaźnili się z Jerzym Ciesielskim, a on wprowadził ich w Środowisko biskupa Karola Wojtyły. Słupia była ich pierwszym szlakiem kajakowym z Rodzinką. Płynęli pożyczonym od przyjaciół kajakiem. Z ich inicjatywy, przy wsparciu wielkiego Wujka, w 1967 roku w spływie Drawą wziął udział ich jedenastoletni wówczas syn Wojciech, co zapoczątkowało tzw. kajaki rodzinne. W kolejnych latach dołączyły na kajakowe szlaki ich córki: Bożena, Zofia (weteranka około trzydziestu spływów), Jadwiga, Maria, Anna i Aleksandra. Wyprawom tym pozostali wierni do ostatnich wspólnych z Karolem Wojtyła kajaków w 1978 roku nad jeziorem Krąpsko.
Potem także najstarsze z wnuków zaczęły wraz z rodzicami brać udział w kajakach rodzinnych. Po wyborze kardynała Karola Wojtyły na papieża doktor Wisłocki był zapraszany do Watykanu jako osobisty lekarz Ojca Świętego i towarzyszył mu w pielgrzymkach do wielu krajów.
„Kapitanem" kolejnej załogi był Jan Yetulani - Jaś, a „majtkiem" Zofia Rosińska. Yetulani był od wielu lat w turystycznej Rodzince duszą towarzystwa. Doświadczony uczestnik licznych wypraw turystycznych, aktywny towarzysz różnorodnych spotkań Rodzinki skupiał wokół siebie grono przyjaciół. Spływ Słupią był dla niego ostatnią wędrówką kajakową. W rok później 18 czerwca 1965 roku utonął w czasie Międzynarodowego Spływu Kajakowego na Dunajcu. W obecności nieprzebranych tłumów mszę żałobną z pięknym pożegnaniem celebrował arcybiskup - metropolita Karol Wojtyła.
Kolejną załogę stanowiły Władysława Bąk wraz z Elżbietą Ostrowską. Władysława Bąk (później Czechowska) była wówczas tuż po studiach lekarskich, pracowała potem przez wiele lat, jako chirurg w Bielsku--Białej, gdzie nadal mieszka, obecnie na emeryturze. Elżbieta Ostrowska przez wiele lat była nauczycielką zawodu pielęgniarstwa w Pomaturalnym Studium Pielęgniarstwa w Krakowie. Ich kajak nazywano „Ligą Kobiet".
Doświadczoną załogę stanowili Marian Wójtowicz i Maria (Marytka) Oświęcimska. Wójtowicz - późniejszy brat Marcin - to wyróżniająca się postać w turystycznej Rodzince. Był jej dobrym duchem, otwartym na Boga i ludzi. Jak wspominał Stanisław Rybicki senior: „Niewysoki, ciemnowłosy, małomówny, skromny, cichy, zawsze pogodny. Każdemu i przy każdej okazji niósł życzliwą pomoc [...]
Marian był inżynierem mechanikiem. Jakiś czas pracował w jednym z krakowskich biur projektów, gdzie ceniono jego umiejętności zawodowe. Długo szukał swego miejsca w życiu. Odbył nowicjat u ojców benedyktynów i tam otrzymał imię Marcin. Pracował w domach opieki społecznej. Ostatecznie uznał, że jego miejsce jest w Zgromadzeniu Brata Alberta. Za sprawą Karola Wojtyły został pierwszym albertynem - kapłanem. Dnia 29 kwietnia 1993 roku odszedł Marian - Marcin. Inżynier - albertyn - kapłan. Przyjaciel".
Płynąca z nim Maria Oświęcimska była już wówczas weteranką wielu wypraw pieszych i wodnych z udziałem księdza Wojtyły. Studiowała farmakologię, później pracowała naukowo, ostatnio jako docent zajmujący się surowcami leczniczymi w Zakładzie Farmakognozji Akademii Medycznej w Krakowie. Pasjami zbierała zioła i grzyby, których znała wiele rodzajów, suszyła je i obdarowywała nimi przyjaciół. Zmarła w 1999 roku.
Na jednym z biwaków tego spływu, jego uczestników odwiedzili: Zdzisław Heydel z synem Wojciechem oraz Grzegorzem Lipczyńskim („wspaniała postać, były więzień radzieckich łagrów" - jak napisała o swym wuju Maria Heydlowa). Zdzisław Heydel był jednym z animatorów turystyki kajakowej Rodzinki (należał obok Jerzego Ciesielskiego i Stanisława Rybickiego do pierwszej trójki admirałów). Jak wspominał Krzysztof Rybicki: „wybierał on zawsze ambitną trasę i ambitne dzienne zadania, czasem trudne do realizacji. Był także prawdziwym mistrzem w naprawianiu sprzętu; na każdym biwaku ustawiała się doń kolejka interesantów. Na wycieczkach Zdzisław był głównym członkiem «komisji liturgicznej. Cierpliwie i z wielkim zapałem improwizował ołtarze z kajaków, wioseł przywiązanych do drzew, bądź plecaków. Pilnował kapłańskiego stroju Wujka, służył do Mszy świętej, a potem rozkładał wszystko i przygotowywał do transportu. Zdzisław był przede wszystkim tą osobą, dzięki której do dziś przetrwały wyprawy kajakowe". Zdzisław przekazał zamiłowanie do kajakarstwa swoim trzem synom: Wojciechowi, Jerzemu i Maciejowi. Zmarł w 1993 roku.
Początek spływu był trudny
Patrząc na rzekę płynącą przez Sulęczyno wyobrażamy sobie, jak abp Wojtyła z Rodzinką zaczynał spływ. Pod mostem nieopodal szkoły, trzeba było brodząc w wodzie „przeciągnąć’ kajaki. W tym miejscu wartki nurt jest spieniony. Woda rozbija się o potężne głazy. Nie da się tam przepłynąć. Kolejna przeszkoda znajdowała się koło budynku urzędu gminy. Znowu most i trzeba było wówczas, przenieść kajaki. Za urzędem, Słupia przypomina górski potok, najeżony kamieniami. Niezwykle to niebezpieczny odcinek. Zapewne natrudzili się kajakowicze z Rodzinki. Kilkaset metrów prawdopodobnie dźwigali kajaki i sprzęt. Potem kolejna przeszkoda – kaskada, pozostałość po dawnej elektrowni wodnej i zaraz następna ...Po jej pokonaniu opuścili już Sulęczyno...
Henryk Walczewski: Wśród wartości, jakie przekazał nam Ojciec Święty, trzeba mówić także o radości chrześcijańskiej. Chcemy żyć radośnie, chcemy cieszyć się życiem. Dlatego tak, jak kiedyś z Nim, pływamy kajakami, chodzimy po górach, jeździmy na nartach. Z drugiej jednak strony chcemy dobrze żyć, uczciwie pracować i porządnie wychowywać nasze dzieci.
Karol Życzkowski: Mieliśmy wyjątkowe szczęście. Jako małe dzieci poznaliśmy osobiście Ojca Świętego. Pływaliśmy razem na kajakach. Przez to miał wielki wpływ na nasze życie. Każdy z nas mógł czerpać z Jego nauki, kroczyć za Jego przykładem.
Pamięć o duszpasterstwie turystycznym Karola Wojtyły przechowywana była zrazu w kręgu Rodzinki i Środowiska. Także Ojciec Święty przywiązywał do niej wagę, o czym wspominała Maria Ciesielska-Pikul: Podczas moich kilkakrotnych wizyt u Ojca Świętego miałam możliwość przekonać się, jak bliskie Jego sercu jest Środowisko i sprawy osób je tworzących. Zawsze zadawał mi pytania dotyczące swoich przyjaciół i ich dzieci, zaskakując swoją doskonałą orientacją i pamięcią o tym, czego dowiedział się od innych gości lub z listów. W rok po wyborze i w rok po ostatniej wyprawie kajakowej tak wspominał: „Dobrze by było, żeby Boniecki umieścił w biografii, którą pisze, trasy, wszystkie trasy, na których byłem [...] żebym tak był wrośnięty w polską ziemię ". Z czasem pamięć zaczęła zataczać coraz szersze kręgi. Spontanicznie, z inicjatywy lokalnych społeczności zaczęły powstawać na szlakach rzek miejsca upamiętniające duszpasterstwo wędrowne księdza Wojtyły.
Wspomnienia z spływu 1964 roku jej uczestników
Andrzej Zieliński: Niespodziewanie zjawił się u mnie Jasiu Yetulani z propozycją nie do odrzucenia: „Jedziesz na kajaki". Nie pomogły moje tłumaczenia, że m.in. nie mam sprzętu. Powiedział, że wszystko już załatwione. Zosia Buchołc - „ Sędzia " - wypożycza kajak, bierze kuchnię, ja tylko mam mieć rzeczy osobiste, namiot, materac i śpiwór. Postawił mnie przed faktem dokonanym. Pojechałem i byłem cały szczęśliwy -pierwszy raz na kajakach. Admirałem był Jurek Ciesielski. To była Słupia.
Trasa Słupi była bardzo trudna, zwłaszcza na początku. Codziennie przez pierwszy tydzień przybijaliśmy na biwak już po zmroku. Biwak rozbijaliśmy przy świeczkach i latarkach. W ciągu dnia było więcej ciągnięcia kajaka, przepychania go i przenoszenia niż płynięcia. Mimo to nie pamiętam szczegółów tej harówki, ale całą przygodę; całe te rekolekcje wakacyjne chowam w pamięci troskliwie. Wujek cały czas i we wszystkim był z nami! Atmosfera kajaków Wujkowych to podstawa powodzenia rekolekcji wakacyjnych, umiejętność harmonijnego połączenia wszystkich elementów spływu. I choć nie brakło fizycznego wysiłku i mozołu, nie brakło przeszkód, nie pamiętam złych humorów, naburmuszonych i niezadowolonych twarzy. Pogoda ducha, radość - to była właśnie ta atmosfera, do której się tęskni [...] Te pierwsze kajaki wspominam we wszystkich wymiarach, jako coś niezwykłego, cudownego. Najpierw Wujek -przez tyle dni z nami i dla nas. Rozmowy w kajaku i przy ognisku, wieczorna modlitwa, dni turysty, kiedy
Wujek często sam medytował, ale też często kogoś z nas zabierał na rozmowę.
Spływ nie był łatwy. Rzeka była w wielu miejscach zatarasowana głazami i przewróconymi drzewami, a z powodu niskiego stanu wody czasem trzeba było przeprowadzać kajaki „ na sznurku ". Z zapałem braliśmy udział w usuwaniu przeszkód [...] Byliśmy zafascynowani tym życiem na wodzie, wśród natury, obozowaniem w lesie, wieczornymi ogniskami i śpiewami. Najpiękniejszym przeżyciem były poranne Msze św. w lesie, odprawiane na ołtarzu zbudowanym z wioseł lub na odwróconym kajaku. Wszystkie te przeżycia umacniały więź między nami.
Bardzo podobała się organizacja spływu: dzień zaczynał się pobudką i pierwszym zadaniem było budowanie ołtarza, potem Msza św. Po śniadaniu likwidowano obóz i odpływaliśmy. Jurek zawsze bardzo dbał o to, aby starannie zatrzeć wszelkie ślady obozowania, co było obowiązkiem, łodzi zamykającej.
Ewa Wisłocka: Nasza pierwsza wyprawa na kajaki - była to Słupia -rzeka trudna, pełna przeszkód i powalonych pni. Jurek (Jerzy Ciesielski) zawsze był gdzieś blisko, stale widział nas jak sobie radzimy, to kazał płynąć swoim śladem, to coś poradził, to pomógł. Umiał to robić w sposób tak nie narzucający się, jakby przypadkowy. Podobnie było później.
Wojciech Heydel. Moje pierwsze wspomnienie Wujka na kajakach łączy się ze spływem na Słupi w 1964 roku. Dojechałem tam wraz z Tatą i wujem Grzegorzem Lipczyńskim. Pamiętam wieczorne ognisko i „Pana ", który wymachiwał ręcznikiem nad ogniem, śpiewając jednocześnie. Rano Tata wypłynął ze mną kajakiem na jezioro, a dlaczego dowiedziałem się po latach. Nad jeziorem (Węgorzyno) przyszły papież odprawił mszę św. Tata wywiózł mnie nie, dlatego, abym nie przeszkadzał, tylko, abym jako czteroletnie dziecko o tym nie wiedział, a tym samym o tym nikomu nie mówił. Było to, więc moje pierwsze zetknięcie z polową Mszą św., tyle, że zupełnie nieświadome. Wspominam o tym, aby tym, co nie wiedzą bądź zapomnieli, uzmysłowić, jakie wtedy były czasy.
Maria Bucholc: W czasie tej wyprawy była wywrotka, gdy Leś nieopatrznie chwycił za gałąź. Kajak obróciło i Leś z Wujkiem i całym dobytkiem wpadli do wody. Wszyscy, nurkując, wyławiali, co się dało. Wujek Lesiowi nie robił żadnych wyrzutów, ale... admirał przesadził Andrzeja Z. do Wujka, a Leś płynął z Zosią B.
Maria Oświęcimska: W1964 roku brałam udział w spływie Słupią. Byłam załogą Mariana W. Skończyliśmy wycieczkę wcześniej i razem z Wujkiem wynajętą olbrzymią taksówką pojechaliśmy ze Słupska do Gdyni.
Andrzej Zieliński. Kiedy skończyliśmy kajaki [...] wpłynęliśmy do portu w Ustce. Wysokie, jak na kajak, metrowe, ale długie fale, pozwałaby doznać swoistego huśtania: łagodnie w górę i w dół. Było to absolutnie coś nowego, czego na rzece takiej jak Słupia i na małych jeziorach nie mogliśmy nigdy doświadczyć. Gdy po ostrożnym nawrocie wracaliśmy, przygodni obserwatorzy na brzegu zaczęli wołać: „Do „Szwecji to nie w tę stronę!!!" Jaś Yetulani natychmiast sparował: „My już ze Szwecji wracamy!" W tamtym czasie, jeszcze resztek „żelaznej kurtyny", trudno było wyjechać za granicę. Głośne były ucieczki z kraju, i to różnym sposobami. W naszym Środowisku nikt w tym trudnym, ze względu na wyznanie i poglądy, czasie nie porzucił Ojczyzny ".[...].
(Gabriela Czarnik, Z Karolem Wojtyłą na szlaku Słupi, Słupsk 2004)
* Karol Wojtyła - Papież Jan Paweł II był i pozostanie dla turystów wzorem do naśladowania. Zarówno osobisty przykład, jak i nauczanie Ojca Świętego dostarczają bezcennych drogowskazów na uporządkowanie swego życia, na sensowną jego organizację, w której bardzo ważne jest również miejsce na sensowny wypoczynek, turystykę, kontakt z przyrodą, na głębszą kontemplację... ".
Pomorska pamięć
Pierwszy w kraju pomnik- na pamiątkę ostatniego pobytu Ojca Świętego na pomorskich wodach, powstał nad jeziorem Krąpsko Średnie. Umieszczono na nim napis: X Kardynał Karol Wojtyła - Papież Jan Paweł II wypoczywał tu w lipcu 1978 roku.
Po tej pierwszej inicjatywie przyszły kolejne. Z woli lokalnych społeczności podjęto wiele działań - piszemy o nich w tym opracowaniu. Przede wszystkim relacjonujemy realizacje głównego przedsięwzięcia 9 miast i gmin z Dorzecza Słupi, w wyniku, którego, oznaczono dziesięcioma kamiennymi Obeliskami – Słupie, rzekę, jako jedną z dróg, którą wędrował, przyszły papież, Jan Paweł II. Obeliski te postawiono na brzegach rzeki, m.in. w miejscach gdzie biwakował w 1964 roku, będąc tu ze swoją „kajakową Rodzinką”.
To są, także posadzone ( VII i VIII Przystań) z tej okazji dęby papieskie, których nasiona poświęcił papież., jak również szkoły im. Jana Pawła II w Niepoględziu, Nożynie czy Gowidlinie, nazwy ulic, ołtarze papieskie w Sierakowicach i Matemblewie, przydrożne kapliczki, medale i medaliony czy też … strofy wierszy poświęconych Karolowi Wojtyle i Ojcu Świętemu, napisane przez miejscowych poetów. A przede wszystkim jest to przyjęcie przez Jana Pawła II, nadanego mu w 2003 roku – Honorowego Obywatelstwa Miasta Słupska.
Niektóre inicjatywy upamiętniające Karola Wołtyłę na Pomorzu - po za obszarem Słupi
Brda
Czarnica na Zaborach. Z inicjatywy wspólnoty parafialnej w Brusach wzniesiono tam, w 1998 roku, w dwudziestą rocznicę pontyfikatu Jana Pawła II - leśną kapliczkę z figurą Matki Bożej i napisem: „Panu Bogu Wszechmogącemu z wdzięcznością za obecność ks. Karola Wojtyły podczas wodnych wędrówek po kaszubskiej ziemi w latach 1953-1966".
Swornegacie na Zaborach stanął tu krzyż z wiosłem, na którym umieszczono napis: „Papieżowi Janowi Pawłowi II na szlaku Brdy. Pracownicy Wymiaru Sprawiedliwości 1953-1966".
Sąpolno gm. Przechlewo na Gochach. W pięćdziesiątą rocznicę spływu kajakowego Karola Wojtyły mieszkańcy wsi Sąpolno w gminie Przechlewo, nieopodal przystani
na Brdzie, upamiętnili ten fakt, krzyżem i kamieniem z wyrytym napisem: „Był taki czas, kiedy ludzie nie przestawali wędrować".
Nowa Brda Gm. Przechlewo na Gochach. Z inicjatywy Oddziału Zrzeszenia Kaszubsko - Pomorskiego w Człuchowie, odsłonięto obelisk upamiętniający wędrówki kajakowe – trzykrotne – Brdą ks. Karola Wojtyły, późniejszego papieża Jana Pawła II. Kamień na ten obelisk pochodzi z Olszanowa, a okolicznościowy napis na nim głosi: „Tu w Nowej Brdzie 23 VIII 1953 roku rozpoczął swoje kajakowe wędrówki ks. Karol Wojtyla Papież Jan Paweł II”, a odremontowany most na Brdzie, obok Obelisku, nazwano Mostem Karola.
Wda (Czarna Woda)
W maju 2002 roku ksiądz biskup Jan Bernard Szlaga odsłonił i poświęcił tablicę-obelisk, będący znakiem upamiętniającym spływ kajakowy ks.Karola Wojtyły z 1956 roku rzeką Wda. Znak ten powstał z inicjatywy parafian w Czarnej Wodzie w trakcie IV Diecezjalnego Spływu Kajakowego Wdą: „Śladami Jana Pawła II.”
Młynki nad Wdą k/Lubichowa na Kociewiu.
25 sierpnia 2006 r. odbyła się tam podniosła uroczystość „Papieska”.
W Księdze Parafialnej parafii Czarna Woda odnotowano: „ 21 lipca 1956 r. - grupa młodzieży, pod opieką księdza Karola spłynęła do Młynek... Ten ksiądz nazywał się Karol Wojtyła - wielki miłośnik ojczystej przyrody, rozkochany zwłaszcza w górach, zapalony kajakarz, wielki Papież”.
Przyjaciel ks. Karola Wojtyty - ks. prof. infułat, Jerzy Buxakowski, wieloletni rektor WSD w Pelplinie, podobnie jak nasz Papież - wielki przyjaciel przyrody i leśników, w wygłoszonej podczas tej uroczystości homilii, - bez wielkich słów wspomniał o Człowieku, który nad życie umiłował Boga i jego dzieła - a nade wszystko przyrodę. Wspominał, iż Papież w sposób wyjątkowy i nadzwyczaj wrażliwy potrafił wyczuć piękno przyrody w każdym jej zakątku. I potrafił to piękno i niezwykłość przekazać młodzieży, pokazując w niej obecność i wielkość Boga.
Z tej okazji w Młynkach, poświęcono zwykły, polny kamień, upamiętniający ten tam pobyt ks. Karola Wojtyły. Nie wystawiono na tą okazję żadnych marmurów, ani granitów – jak podkreślano w wystąpieniach - bowiem Papież nade wszystko umiłował prostotę i skromność. - Nie chodzi – jak podkreślał ks. Jerzy Buxakowski - o to, by miejsce to było miejscem pobytu Wielkiego Człowieka, ale żeby było okazją do własnej, osobistej i głębokiej refleksji nad drogą życia. Byśmy przystanęli tu w pewnej zadumie, nad wartościami, które wyznaczają kierunek nie tylko naszej drogi, ale i następnych pokoleń…
Ziemia Bytowska
(Dni Papieskie- niektóre działania na polu kultury-październik 2006)
Gimnazjum w Nożynie Gm. Czarna Dąbrówka. Nauczyciele i uczniowie spotkali się na uroczystej akademii. Placówka miała szczególne powody do świętowania. Po raz pierwszy obchodziła Dzień Papieski, nosząc imię Jana Pawia II. Uczniowie w montażu słowno-muzycznym przypomnieli głębokie słowa papieża, wielkiego nauczyciela. Tego dnia harcerze pełnili wartę w szkolnym miejscu pamięci oraz złożyli kwiaty w Izbie Papieskiej.
W kościołach na Bytowszczyźnie odbyły się uroczyste msze święte w ramach Tygodnia Modlitw o szybką beatyfikację Jana Pawła II. Np. w Pomysku Wielkim nabożeństwo uświetniły dzieci z miejscowej szkoły. Czytały informacje o życiu i pontyfikacie Jana Pawła II. Z tej okazji w pomyskim kościele wystąpiły chóry Oaza z Rekowa oraz Essatha z Niezabyszewa.
Zespól Szkół Ekonomiczno-Rolniczych w Bytowie. W rocznicę wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, uczniowie tej Szkoły spotkali się w Bibliotece Miejskiej. Czwartoklasiści prezentowali wiersze autorstwa papieża, fragmenty z jego encyklik oraz okolicznościowe anegdoty.
* Módlmy się i prośmy Boga, aby misja Jana Pawła II nie poszła na marne! Bądźmy przy tym świadomi, że to zależy tylko od nas by Jego nauki i pasterska troska przynosiła dzisiaj i w przyszłości owoce. To my przede wszystkim sami kształtujemy nasze życie i świat - który Ojciec Święty chciał uczynić dobrym dla nas wszystkich...!/-/