NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny
Ostatnie groby ewangelickie na cmentarzu w Borowym Młynie. (Fot. B. Reszka)

Ostatnie groby ewangelickie na cmentarzu w Borowym Młynie. (Fot. B. Reszka)


Okładka

Okładka


Kooeciół ewangelicki w Borowym Młynie przed zburzeniem w 1967 r.
(fot. A. Ulatowski).

Kooeciół ewangelicki w Borowym Młynie przed zburzeniem w 1967 r.
(fot. A. Ulatowski).


Benedykt Reszka obdarzył nas pierwszą pracą o ewangelikach nie tylko na Gochach, ale także na terenie Kaszub, gdyż dotychczas nie mieliśmy takiej pozycji.
Jakie są pozytywne cechy tej publikacji? Autor urodził się w Borowym Młynie, szkołę średnią skończył w Bytowie, a studia pedagogiczne w Gdańsku i Katowicach. Jako pochodzący z Gochów znał je dobrze i stąd był jak najbardziej predestynowany do jej napisania.
Jego uwagi nie uszedł fakt, że niektórzy ewangelicy mówili po kaszubsku z sąsiadami Kaszubami. Tego rodzaju przykłady znajdujemy również w przeszłości w Egiertowie i twórczości Anny Łajming.
Na s. 72-73 czytamy o osuszaniu bagien Rosocha, na których powstały liczne łąki, co jest dobrym przykładem pruskiej gospodarki rolnej. Tego typu prace melioracyjne czy osuszanie jezior znajdujemy z tego czasu m.in. w Śluzie k. Tuszków, Lipuszu, Bałachach, Chwaszczynie czy - na Karwieńskich Błotach.
B. Reszka oddał właściwy szacunek ks. F. Perschkemu, którego zaproszono na uroczystości 50 lecia ewangelickiej gminy w Borowym Młynie. Co więcej, o jego uwolnienie w czasie pierwszego aresztowania starali się Artur Rohde z Upiłki i Schil z Parszczenicy. Przy drugim aresztowaniu, które miało nastąpić, tenże Rohde 8.8.1940 r. ostrzegł ks. Perschkego, który zdołał zbiec. Takich ostrzeżeń ze strony niektórych Niemców na Pomorzu Gdańskim było więcej. Niektórzy Niemcy bronili przed władzą hitlerowską polskich księży. Nawet niemieccy księża spowiadali polskich partyzantów jak n.p. K. Reich z Żarnowca, Reiche w Sierakowicach i Stein z Kościerzyny.
Wyrazem obiektywizmu autora jest podany fakt o ewangelickim nauczycielu, który zbytnio karał chłostą polskie dzieci.
Po I rozbiorze Polski i włączeniu powiatu człuchowskiego do Prus, zaczęli na Gochy napływać osadnicy, głównie rzemieślnicy (s.45,85). To prawda, ale wypada dodać, że to byli Niemcy i działo się to w ramach pruskiej kolonizacji Fryderyka Wielkiego. Gospodarczo te tereny nieco się ożywiły, ale wiadomo także, że Niemcy później wchodzili w posiadanie młynów, tartaków, leśnictw, karczm, funkcji sołtysów i w ten sposób polski areał ziemski znacznie się kurczył. Pozycja Niemców stawała się coraz silniejsza, bo panujący byli Prusakami, a lepsze stanowiska i urodzajniejszą ziemię siłą rzeczy obejmowali w swoje posiadanie. Również zgodny z prawdą jest fakt (s.133), że Fryderyk starał się o kształcenie i wychowanie swoich poddanych, przy czym wypada nadmienić, że z tym szła równolegle germanizacja polskich dzieci.
W tej publikacji czytamy, że na temat wojny i czasów powojennych nie zamierzał pisać w omawianej książce, bo dał temu wyraz w publikacjach „Czas zła” i „Ich losy”, a także dali ją inni jak Teofil Cichosz, Marian Fryda i Alfons Kiedrowski.
Przedmiotem „Ich losy” stały się biogramy powołanych do Wehrmachtu, udział w polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, rozstrzelanych na miejscu, zabranych do obozów w Stutthofie i Potulicach, pracujących u niemieckich bauerów i wywiezionych za Ural.
Osobną grupę stanowili Kaszubi biorący udział w ruchu oporu m.in. Franciszek Golis, Józef Olik, Bronisław Rutza, Jan Topka, Klemens Gawron i Alfons Fryda.
Te liczbę można by jeszcze uzupełnić o dalsze nazwiska jak F. Borzyszkowski rozstrzelany koło Męcikała. Paweł Jakusz z okolic Swornegaci, Leon Cupa, Antoni Swierczyński z Parszczenicy - zmarły w Stutthofie, Makary Kiedrowski, Józef Wielewski, Mieczysław Ryngwelski, Lipiński z Osowa, Ksawery Kiedrowski, Edmund Kempiński, Marceli Gliwa, Bernard i Maksymilian Hapkowie, nauczyciel Słomiński z Lipnicy, Bolesław Machut i wielu innych (Por. Borzyszkowy i Borzyszkowscy, Bąk - Karsin 2004; Chojnice dzieje miasta i powiatu. 1971: K. Ciechanowski, Ruch oporu na Pomorzu Gdańskim 1939-1945, Warszawa 1972; E.A. Cysewski. Był tak czas kiedy las był moim domem, Gdańsk 1972 s.71.
Do oddziału partyzanckiego przeniknął fałszywy kapłan, który nawet odprawiał msze i spowiadał. Okazał się zdrajcą i został zlikwidowany. Może nim. był Japan nazywany także Pupilkiem (J. Weltrowski, Drukarnia w Borach Tucholskich z lat 1941-1943, Tczew 1995 s.60; Chojnice 1939-1945, Chojnice Komitet Redakcyjny...s. 57, 66. Prowincja Maryi...s. 126.)
Na s. 64-65 B. Reszka pisze o kłopotach, które spotkały rodzinę Bartz po II wojnie światowej ze strony polskiej, których jednak nie można oddzielać od niemieckiego ludobójstwa stosowanego względem Polaków w czasie II wojny światowej, zamordowanych na miejscu, w obozach koncentracyjnych, w partyzantce, wypędzonych do Generalnego Gubernatorstwa i na pracy przymusowej w gospodarstwach niemieckich bauerów. Wówczas inaczej się patrzy na niemieckie cierpienia. Wtedy przypomina Niemcom, że to oni wywołali II wojną światową i jej nieszczęścia, które spadły na całą Europę.
Do książki wprowadzono pojęcie władzy nazistowskiej (s.159). Ze swej strony dodałbym, że Hitlera w 1933 r. poparli nie tylko naziści, ale według bpa Kallera na Warmii udzieliło mu głosu 75% katolików, czyli poważna większość narodu i to ma swoją tragiczną wymowę. Podobnie większość Niemców w Rzeszy w 1933 r. opowiedziała się za nim. Dlatego nie należy się dziwić, że w 1945r. antyniemieckie nastawienie było w całej Polsce i ich losowi prawie nikt nie współczuł.
Autor konkluduje na s. 95, że „w Borowym Młynie już od dawna panują dobre stosunki miedzy ewangelikami i katolikami, panuje pokojowa i przyjacielska atmosfera”. Nie przeczę, że w niektórych przypadkach tak mogło być, ale biorąc pod uwagę całe Kaszuby, często bywało inaczej, zwłaszcza, gdzie Kaszubi byli podwładnymi niemieckich właścicieli czy urzędników. To samo odniósłbym do zdania, że ewangelicy z czasów swej młodości bardziej trzymali się swojej wiary (s. 100) i byli bardziej pobożni niż katolicy - gdy autor wspomina o swojej matce.
Ewangelickie cmentarze w Polsce po II wojnie światowej spotkał smutny los, uległy, bowiem poważnej dewastacji i to jest prawda. Nie można tu wykluczyć celowej dewastacji, by niszczyć to wszystko, co było germańskie, gdy wszyscy byli jeszcze pod wrażeniem spustoszenia, jakiego dokonali Niemcy na ziemiach polskich łącznie z rozbijaniem kaplic przydrożnych, ścinania krzyży i zamalowanie polskich napisów na nagrobkach.
Ząb czasu też zrobił swoje - a wiadomo, że cmentarze, które nie mają opiekunów, ulegają dewastacji i naturalnemu niszczeniu, a to dotykało także inne cmentarze jak żydowskie, menonickie - prawosławne i jeszcze innych wyznań.
Nasuwa się tu pytanie, jaka jest zaleta tej książki? Po pierwsze, że w ogóle, się ukazała drukiem i można ją traktować jako materiał do ewentualnej przyszłej monografii protestantyzmu na Pomorzu Gdańskim.
Autor korzystał z wielu materiałów archiwalnych, których sporo zamieścił w tej publikacji, podobnie i zdjęć fotograficznych, szczególnie kościołów, osób, nagrobków i krzyży ewangelickich, co trzeba zaliczyć na jego korzyść. Te materiały uzupełniają spisy ewangelickich parafian i pastorów.
Na s. 274-285 zamieszczono ostre kolorowe zdjęcia świadczące o dalszych walorach tej pracy. Kilka polskich i niemieckich map, począwszy od Atlasu Schröttera aż do współczesnych daje lepsze rozeznanie w treści tej publikacji jak i na omawianym terenie. Załączone niemieckie streszczenie (s.231-242) ułatwia korzystanie niemieckim czytelnikom z tej książki, podobnie i indeks nazwisk i miejscowości, poza polskimi sponsorami druk wsparła także Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej, co ma również swoją wymowę.
Autor korzystał z niemieckich opracowań i statystyk ludnościowych m.in. Dabinusa, w których istniała tendencja do powiększania liczby Niemców i pomniejszania stanu Polaków oraz wprowadzała sztuczny podziałów na Polaków, Kaszubów i Niemców. Np. dla Konarzyn Dabinus podał 36 Niemców, 47 Kaszubów i 20 Polaków, a faktycznie było raczej 17 osób niemieckich, 14 Polaków i 72 Kaszubów, a w Gemel (Jemioły) zamiast 64 -Niemców było ich najwyżej 14.(M.Fryda, Kaszubsko-niemieckie relacje na pograniczu na przełomie XVIII i XIX w. na przykładzie parafii Konarzyny (w). Z dziejów kultury Pomorza XVIII-XX wieku pod red. J. Borzyszkowskiego, Gdańsk 2001 s.20-21.)
Omawiana pozycja nie jest monografią, a raczej materiałem do przyszłej syntezy ewangelików na Gochach.
B. Reszka zatytułował swoją książkę „Ewangelicy na Gochach” i takiej nie ma na Pomorzu Gdańskim. Niektórzy czytelnicy mogliby sądzić, że najwięcej ewangelików było na tym terenie, tymczasem na obszarach wiejskich po lewej stronie Wisły były ziemie, gdzie zamieszkiwało ich o wiele więcej. Nasuwa się tu propozycja dla autora, by także wydał również publikację „Katolicy na Gochach” jako zrównoważenie pierwszego tytułu.
Do tego ewentualnego tytułu proponowałbym rozwiniecie tematu o obronie granicy państwowej w 1919 r., przy której zasłużyli się ks. Franciszek Gabrych z Brzeźna, ks. Bernard Gończ, Józef Spiczak-Brzeziński, Ks. Jakub Zieliński, ks. Alfons Schulz, ks. W. Rygielski z Brzeźna, ks. Niklewski wikary z Borzyszków, ks. L. Reimer, proboszcz z Borzyszków, Paweł Olik, Marcin Breski i Franciszek Myszk (Borzyszkowy i Borzyszkowscy, Tuchomie 99 s.112, 116, 125; Kurier Bytowski 6.12.2001; M. Cyrzan, Brzeźno Szlacheckie, s.133, W. Szulist, Studia Pelplińskie 35:2004 s.177-178).
Gochy nie pozostawały na uboczu, gdy wybuchł strajk szkolny w 1906/7 i wówczas domagano się nauczania religii w języku polskim, Brały w nim udział m.in. dzieci z Konarzyn, Borowego Młyna, Brzeźna, Borzyszków, Karpna, Kiedrowic, Zapcenia, Mielna, Nierostowa, Upiłki, Prądzony, Swornegaci (Rocznik Gdański 1998 z. 1 s.104; Chojnice dzieje miasta i powiatu...s.171.)
Jeszcze głębszego rozpracowania domaga się okres II wojny światowej jak partyzantki, wysiedlenia m.in z Żychc, eksterminacja księży... Należy tu wymienić ks. A. Schulza, który zginął 25.5.1940 r. w Stutthofie, B. Gończa w Sachsenhausen +12.7.1940r., P. Gabrycha +20.11.1942r. w Dachau, Józefa Czapiewskiego +18.4.1940r. w Stutthofie, Władysław Brzóskowskiego +1.11.1939 r. w Dolinie Śmierci w Chojnicach, Jan Gajkowski z Zapcenia, wyzwolony w Dachau 29.4.1945r.,Władysława Rolbieckiego z Konarzyn, zwolnionego ze Stuthofu 15.3.1941 r. Kapelan sióstr w Lipnicy ks. Bernard Cysewski został zwolniony z Dachau 16.4.1941r. Gdy chodzi o eksterminację z Gochów w czasie II wojny światowej warto zaznaczyć że tylko z Brzeźna Szlacheckiego zginęło 48 osób (H. Cyrzan, Brzeźno Szlacheckie, Gdańsk 2007 s.26).
Na terenie Gochów w czasie II wojny światowej funkcjonował tylko jeden stały ksiądz S. Felchner zwolniony z obozu 11.11.1940r., który przebył Stutthof i Sachsenhausen, godząc się na podpisanie niemieckiej listy, narodowościowej i w ten sposób Borzyszkowy doczekały się swego proboszcza. Kazimierz Raepke podaje datę powrotu ks. S. Felchnera z obozu na 9.11.1940r. (Borzyszkowy i Borzyszkowsy, Tuchomie 99 s.52). Wspomina, że o jego zwolnienie starali się Hans i brat Karol Ziegert, pastor gminy ewangelickiej, rodem z Parszczenicy, tamże s.54).
Do Konarzyn i Swornegaci w czasie wojny dojeżdżał ks. A. Skierka z Sąpólna, a Johannes Grunzewski do Brzeźna z Miastka (Studia Pelplińskie 38:2007).
Cenna jest statystyka wyznaniowa przytoczona przez B. Reszkę z 1753r. (s.43), ale niemniej interesujący jest rejestr mieszkańców parafii borzyszkowskiej sporządzony w 1662r. (J. Kowalkowski, Spis ludności parafii borzyszkowskiej w powiecie człuchowskim /w/ Borzyszkowy i Borzyszkowscy, Tuchom 99, s.25-42), przez ks. Krzysztofa Prądzyńskiego, gdzie podano imiona i nazwiska mieszkańców poszczególnych miejscowości z ich stanem społecznym jak szlachcic, owczarz, parobek, czeladnik, ogrodnik,- komornik, dziewka, żebrząca, poganiacz, kowal Niemiec, chałupnik, Brzeziński komornik i inny Brzeziński w chałupie, Brzeziński ogrodnik, kilka żebraczek. Ta statystyka wprowadza nas jasno w rozwarstwienie społeczne wsi i trzeba ją będzie uwzględnić w przyszłej monografii gminy Lipnicy. Ta statystyka uszła uwagi B. Reszki.
Bliscy Gochom są wybitne jednostki jak prof. Zygmunt Trzebiatowski, były prezes PAN i prof. Edmund Wnuk-Lipiński (Naji Gochë styczeń-luty 2003 s.33).
Gochy tak zwarta nie tylko jednostka gminy Lipnica, ale także kościelna czeka na swoją monografie, gdyż ma w sobie sporo właściwych dla tego terenu elementów pod względem językowym, etnograficznym i historycznym i stąd zasługuje na taką publikację, zaś pozycja B. Reszki może do tego walnie się przyczynić. /-/
 


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: Lektury-wydania różneszkolne,podręczniki Akcesoria ogrodowe Najlepsze szkolenia bhpSzkolenia BHP firmy bydgoszcz ciekawe porady.forum,porady