NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny
Piotr Wiktor Grygiel

Piotr Wiktor Grygiel







¬21 listopada 2008 r. w Ośrodku Wczasowym Zawiaty leżącym nad jeziorem Jasień w gminie Czarna Dąbrówka odbyła się prezentacja debiutanckiego tomiku Piotra W. Grygiela - mieszkańca Jasienia. - zatytułowanego „Na grzbiecie lśniącej Minerwy”.

Współorganizatorami tej udanej ze wszech miar promocji był Wojciech Gralak wójt oraz Rada Gminy Czarna Dąbrówka a także starostwo słupskie.

Promowany tomik wydany został przez starostwo słupskie a jego redaktorami są Zbigniew Babiarz Zych i Mirosław Kościeński. Ponadto przy jego wydaniu pomogli – jak dziękuje autor - „…jego dzieci, zięć Wojtek za wydruki komputerowe. /…/ Szczególnie dziękuję Zbigniewowi Babiarzowi - Zychowi i Miroslawowi Kościeńskiemu za ich wskazówki meryto¬ryczne i jakże „zaraźliwe" pasję do pracy nad sobą, co czyni ich wrażliwość skuteczną w wydobywaniu ukrytych talen¬tów, niezależnie od przeżytych lat i doświadczeń….”

Skasowałem swą młodość
Tak zatytułowany jest wstęp do tego zbiorku napisany przez Mirosława Kościeńskiego, który tak go ocenia i prezentuje:

Tom wierszy „Na grzbiecie lśniącej minerwy" jest debiutem książkowym Piotra Wiktora Grygiela, chociaż z dużą dozą uczciwości można śmiało stwierdzić, że tak do końca nie, gdyż poeta pisze i drukuje od ponad czterdziestu lat. Jego teksty były zamieszczane nie tylko w tygodnikach, almanachach, także w wielu publikacjach książkowych.

Nieprzypadkowo Grygiel w tytule tomiku nawiązuje do Minervy, w mitologii rzymskiej, italskiej bogini mądrości, opiekunki rzemiosł, sztuki i literatury, uważa¬nej także za boginię wojny w słusznej sprawie. Stąd świadomie do tego faktu autor nawiązuje w wielu wierszach, podkreślając, że uprawianie sztuki, a szczególnie poezji to swoista walka, czy wręcz wojna poety z samym sobą, swoją weną czy materią słowa. Minerwa potocznie jest po prostu kobietą mądrą i piękną, o czym pisze w cyklu tekstów poświęconych swojej żonie, Ewie.

Generalnie twórczość poety oscyluje wokół dwóch tematów: przemijania czasu, utraty młodości, oczekiwania na kres życia (oraz jego sumowanie), drugi - to w szerokim pojęciu przyroda. „Skasowałem swoją młodość" - pisze w wierszu „Bilet" - i stwierdza Grygiel - „zrobiłem to lekką ręką".

Najtrafniej łacińskie porzekadło mors certa, hora incerta (śmierć jest pewna, godzina jej przyjścia niepewna - to z napisu na zegarze ratuszowym w Lipsku) autor podkreśla w wierszu „Przemijanie":

„Czasami idziemy bez celu,
Bez czucia i siebie, i dnia
Upajać się cudzą goryczą
Bez szczęścia do granic i dna".

Najszczęśliwiej Grygiel czuje się w krainie wiecznej młodości, bo tam „zostało marzenie poety", co podkreśla w wierszu „Srebrzysta nić". Stwierdza dalej:

„Tak z trzaskiem starej konnicy
Upada człowiek - dąb stary
By swojej wiecznej młodości
Składać wieczyste ofiary".
Dramatyczne pytanie pada w wierszu „Podróż":

„Gdzie są tylko aniołowie
Co zastępy świętych liczą
Czy mnie też przyjmą na służbę
Czy skończy się obietnica?"

Drugim, jakże jasnym tematem, który podejmuje autor niniejszego tomu jest przyroda. Wszak Grygiel ukończył Akademię Rolniczą w Poznaniu i zajmował się nią nie tylko z zamiłowania, także zawodowo. Przez pięć lat był członkiem Rady Społeczno - Naukowej przy Parku Krajobrazowym „Dolina Słupi", wiele lat w Kole Przyjaciół „Doliny Słupi". Stąd wiele wierszy o przyrodzie, których przykładem jest „Kolumna", tekst o urokach Doliny, pełnej „Uskoków jelenich, co to w dawne czasy / Wpędzone w gęstwinę nikt już nie dogoni". W tych wierszach znajdziemy wiele perełek poetyckich, metafor i porównań.

Osobna jest kolekcja kwiatów, których poetyckie opisy znajdziemy w każdym rozdziale. Oczywiście Grygiel napisał ich o wiele więcej, jednak zamieszczenie tych wierszy w niniejszym tomie zburzyło by jego konstrukcję. Osobliwy „Zielnik kwiatowy" zamierza wydać w osobnej książce.

Nie sposób pominąć teksty poświęcone matce i ojcu oraz dzieciom. Szczególnie wzruszające są wiersze o ojcu, weteranie czterech wojen, który po II wojnie światowej za brak lojalności „nowej" Polsce zostaje nagle zdemobilizowany jako zawodowy oficer. Pozbawiony środków do życia wraca z obozów jenieckich i wojennej tułaczki do pustego domu.

Zastanawiające są wiersze poświęcone dzieciom. Tytuły - „Na gruzach", czy „Obojętność" dają wiele do myślenia. Ten ostatni, poświęcony synowi Maciejowi zaczyna się tak:

„Jeśli Homer jest Atlantydę
A Twoja droga do Emaus wieczną
Równiną o monotonnej żółci
Pogłębiaj oddech!"

Jakby autor nawiązując do starożytnej maksymy Seneki Młodszego „Mors malum non est, solą ius aequ-um generis humani" chciał dobitnie wszystkim powiedzieć - śmierć nie jest złem, lecz jedynie prawem obowiązującym cały rodzaj ludzki.
I mając tę przestrogę przed oczyma należy ten tom kilkakrotnie przeczytać. I zrozumieć jego ponadczasowe przesłanie.

Mirosław Kościeński
Wiceprezes Słupskiego Oddziału
Związku Literatów Polskich

*
Poeta współpracuje m.in. jako niecodzienny „Prognosta pogody” z tygodnikiem - Dziennik Bytowski. Tak o nim z okazji wydania niniejszego tomiku pisze redakcja tej gazety.

Słowo od redakcji
Grzegorz Popławski

Piotr Grygiel współpracuje z naszą redakcją od ponad roku. Co tydzień przygotowuje prognozę pogody, zawsze wzbogacaną o ciekawostki ze świata przyrody, która cieszy się dużym zainteresowaniem czytelników. To bowiem nie tylko prognoza pogoda, ale także bardzo cenne rady dla rolników, myśliwych, wędkarzy, grzybiarzy... Meteorologia jest jedną z wielu pasji Piotra Grygiela. Drugą, równie wielką, jest poezja. Jego wiersze publikowaliśmy często na naszych łamach. Pisze od ponad 30 lat, ale dopiero od niedawna jest członkiem bytowskiego „Wersu". Teraz zdecydował się na wydanie pierwszego tomiku pt. „Na grzbiecie lśniącej minerwy”./…/ Gratulujemy…

*
POSŁOWIE
Uroda życia polega i na tym, że pojawiamy się na¬gle bez jakiejkolwiek świadomości w miejscu, i u osób, z którymi jesteśmy związani już do końca swego istnienia. Mama była z miasta, tata ze wsi. Tu sto procent i tu sto procent. Ja po pięćdziesiątce. Może już stąd moja melancholia i neoromantyzm. Do tego ojciec dwa pokolenia starszy ode mnie i po wielu osobistych przeżyciach. Kiedy miałem kilka lat, rodziców zmuszono do opuszczenia gospodarstwa. Ojciec - przedwojenny oficer został pszczelarzem, mama bez pracy - przy dzieciach. Panował głód. Pamiętam jak jako kilkuletni chłopak podkradałem warzywa z miejscowego PGR-u i z ojcem nocą skradałem się do sterty słomy po plewy do trociniaka, by w domu było choć trochę cieplej. Tata był za to bity. Żyliśmy w stra¬chu. W wieku sześciu lat chodziłem z łopatą, wydobywałem korzenie chrzanu, sprzedawałem je handlarzowi, a zarobione pieniądze przynosiłem mamie na chleb.

Pod koniec lat pięćdziesiątych wróciliśmy wojskowym samochodem do zdewastowanego gospodarstwa. Ojciec mając prawie sześćdziesiąt lat zaczynał gospodarzenie od zera. Żadnej ulgi, żadnej pomocy. Zadłużaliśmy się. Żyliśmy nader biednie. Mama chorowała. Ja się uczyłem i pracowałem ponad siły. Uczyłem się nocami. Młode, piękne lata spędziłem w pięciohektarowym sadzie. Był to sad, a właściwie ogród, ponieważ były w nim drzewa gatunkowo zróżnicowane* jakie tylko w naszym kraju mogą rosnąc, a w nim bażanty, kuropatwy, dzikie króliki, tchórze, zające, różne ptaki śpiewające, zwierzęta i ptaki domowe. Ogród - bajka. Tak go zapamiętałem, mimo ciężkiej w nim pracy i kilku godzin snu na dobę.

Drogę do szkoły podstawowej pokonywałem piechotą dwa i pół kilometra w jedną stronę. To też mnie uczyniło wytrwałym. Tak „podstawówka", jak i „ogólniak" to szkoły klasyka poezji wiejskiej Jana Kasprowicza, a jego dalszy szlak też był związany z późniejszą moją koedukacją. Kiedy rodzice musieli sprzedać gospodarstwo zrozumiałem co utraciłem. Pogłębiło to mój żal i smutek za utraconym nagle światem dzieciństwa i dorastania. Wkrótce też pojawiły się moje pierwsze wiersze. Jest w nich tęsknota, jest przemijanie, odwoływanie do symboli przyrodniczych, szczególnie zapamiętanych i ukochanych.

Pisać jest mi łatwo, mam w rodzinie literatów, ba przecież mój ojciec napisał wiersz na rozpoczęcie 1918 roku: „Witaj nam roku, a Roku Nowy"... A pod poduszką do końca swoich dni trzymał książkę Marii Konopnickiej - jej „Wybór poezji". Moje zainteresowania humanistyczne, takie jak: historia, literatura, sztuka czy filozofia pochłaniały mnie bez reszty. Umiłowanie życia, przyrody doprowadziły do pogłębienia wiedzy poprzez ich studiowanie i wreszcie do zdobycia zawodu. Drogę do i z zajęć wspólnie z kolegą pokonywaliśmy chodząc pod mieszkaniem poetki Kazimiery Iłłakowiczówny, lecz wejść i poznać ją osobiście nie mieliśmy odwagi, a potem było za późno!

Tak więc od pługa oderwało mnie przemożne parcie do ksiąg. I to mi się udało, choć nogami dalej stałem mocno na ziemi. Pogoń za poszukiwaniem prawdy, jak u wielu tych urodzonych przede mną i po mnie, uzbrajała więź wiedzy i dociekliwości. A pierwiastki bezinteresowności, współczucia, obaw i wzruszeń budowały moje „ja" jako materii wzruszeń estetycznych, moją psychologię moralności - etykę, psychologię piękna - estetykę. Szybko przyszło mi odróżniać, co jest ciałem, a co jest duszą, choć oba pojęcia tworzą całość organiczną. Instynkt - to tęsknota, współczucie - sympatia i tak wydaje mi się postrzegałem ludzi i przyrodę. Taki wydaje mi się artysta jako jednostka moralna. Oręż, o którym piszę wyżej, próbuję nieustannie wzbogacać, aby nie czynić dwujaźni, a to poeta - artysta, a to poeta - woli (energia życia plus energia intelektualna). Tak poznawane w miarę upływu czasu zagadnienia miłości i grzechu, dobra i zła, praw życia, w tym własnego, szczęścia, niedoli, rozkoszy, bólu - jako walki dobra i zła życia wiekuistego i doczesnego w sferze życia duchowego - jako moment łamania się szczęścia i miłości ludzi, i własnej.

Myśl ta przenika mnie nieustannie wywołując refleksje, wzruszenia i niepokój mojej wyobraźni. Uzbrojony w ostatnie narzędzie, jakim jest pióro, umieszczam ją na papierze.

Zawsze lubiłem być wśród ludzi, zwłaszcza tych ciekawych inaczej, twórczych, mądrych, nierzadko o podobnych upodobaniach. I to mi się udawało.

Pierwsze moje teksty bardziej „konferansjerskie" popełniłem w poznańskich klubach studenckich - „fizis" w „Teatrze 8 Dnia", otarłem się również o kabaret „Tey". Był to początek lat siedemdziesiątych. Później, w latach osiemdziesiątych z inicjatywy niestrudzonego dr inż. Jó¬zefa Cieplika „sztambuchowe" wiersze powędrowały na cykliczne spotkania przyrodnicze organizowane przez STSK w Słupsku, znalazły się w niektórych publikacjach książkowych i broszurowych, w tym w „Informatorze" Pomeranii red. dr Janusza Kowalskiego. Oprócz spotkań z młodzieżą miałem swój wieczór autorski w Zamku Książąt Pomorskich w Słupsku.

W Słupsku też poznałem na jednym ze spotkań literackich poetów Stefana Milera i Jerzego Fryckowskiego. A dzięki dodaniu mi odwagi przez poetę Mirosława Kościeńskiego, będącego na jednym ze spotkań przyrodniczych i z poezją Łukasza Tomczaka, dostałem się pod „zielony parasol" spotkań literackich organizowanych przez Starostwo Słupskie, prowadzonych po „ojcowsku" przez Zbigniewa Babiarza-Zycha. Pomimo znacznego ubytku na zdrowiu i odległości do starostwa uczestniczę w tych spotkaniach z dużą przyjemnością zawsze z drugą połową mojego „ja". Bo, jak mówi pan Zbyszek: „Jeżeli nawet jednej osobie przypadnie do serca choćby jeden wiersz, to trzeba i dla niej ukazać swoje wnętrze".

Mam cichą nadzieję, że tak się zdarzy w moim przypadku. Edmund Burkę powiedział: „Aby zło zatriumfowało, wystarczy, by dobry człowiek niczego nie robił." Nie skarżę się na los, piszę wiersze. W ten sposób znalazłem się w antologii „Pod parasolem zieleni", również w antologii „Bytów literacki", w dodatku literackim do „Powiatu Słupskiego" - „Wsi Tworzącej", w „Dzienniku Bałtyckim Powiatu Bytowskiego". Od roku jestem też członkiem Klubu Literackiego „Wers" w Bytowie. (Piotr W. Grygiel)

*
Piotr W. Grygiel

Przemijanie
Czasami idziemy bez celu,
Bez czucia i siebie, i dnia
Upajać się cudzą goryczą
Bez szczęścia do granic i dna.

By myślą jak ślimak różkami,
Przeniknąć i przestrzeń, i czas,
Gdy z liści utkanych dywanach
Pojawia się obraz - cień nasz.

Zziajani jak w wilczym zapędzie,
Stygniemy w poczuciu i zła
W przekrwionej źrenicy księżyca
Jest senne marzenie i mgła.

Stąpany z asystą i bez niej
Z uśmiechem choć też w nim jest łza
Wtopieni w pulsujące brzemię
Zegara na wieży i dnia.

Zmieszani podwójnym zachodem
Wśród maków kwitnących i traw
Zbudzeni tak nagłym podmuchem
Wracamy do siebie i spraw.

Natura nie wzruszy się nami
Choć z smutku też w sobie coś ma
Jak piłka w ping-pongu powraca
Ten gość: tik-tak, tik-tak, tik-tak!...
(Poznań, lata siedemdziesiąte.)

Srebrzysta nić
W krainie wiecznej młodości
Zostało moje marzenie
I trudno odgadnąć dzisiaj
Co prawdą a co złudzeniem.

W śniegu dwie plamy odciska
Złowieszczy popęd wichury
Nad polem w lśniącym galopie
Jakby przebłyski uśmiechu.

Będzie ujawniać cierpienie
Skuty las u stóp jeziora
Jak kupiec w płaszczu upiora
Miażdżąc oceną swych oczu.

Powrócą do gniazda ptaki
I słońce wyjdzie z ukrycia
Nad plażą zjawią się mewy
Przywrócą fale do życia.

Zdarzenia lecą jak chmura
Nienasyconej szarańczy
W przystępie dużej goryczy
Szarość z szarością tańczy.

Tak z trzaskiem starej konnicy
Upada człowiek - dąb stary
By swojej wiecznej młodości
Składać wieczyste ofiary.
(Poznań, początek lat siedemdziesiątych).

Podróż

Kiedy spojrzę hen za siebie
Spokorniały, wyciszony
Pogodzony sam ze sobą
By opuścić stare strony.

Kiedy chyłkiem wzrok zabłądzi
I zahaczy ponad chmury
Myśl zakrada się znienacka
Płynąc wyżej tam do góry.

Gdzie są tylko aniołowie
Co zastępy świętych liczą
Czy mnie też przyjmą na służbę
Czy skończy się obietnicą?

Rozgrzeszenie już dostałem
Tak jak tu mi obiecano
Z czystym przecież już sumieniem
Budzę się tak też co rano.

Trapi mnie jednak ta nutka
Melancholii z życia wzięta
Zamiast cieszyć się z inności
Starych grzechów nie pamiętać.

Również wątpliwości snuję
Czy świętych tam nie za dużo?
Czy znajdzie się miejsce dla mnie
Może odczekać z podróżą?...

(Jasień, 15.12.2007 r.)

Obojętność
(Synowi Maciejowi –
w jego dorosłe życie)
Jeśli Homer jest Atlantydą
A Twoja droga do Emaus wieczną
Równiną o monotonnej żółci
Pogłębiaj oddech!
Twoja jazzująca warga rodzi dźwięki
Podobne do fiszbinowego syku kaszalota
W bezmiarze oceanu trans - materii,
W której Ty pozostajesz.
Nawet poezja Norwida zabrzmiała
Estymą wobec powagi życia jej autora
I beznadziei współczesnego mu świata.

Twoje kaznodziejstwo jest tyle warte
Ile Twój zamysł przerwania bariery
Wyczerpanego tematu,
Bądź sensu zmiany
Swoistej Golgoty.
Nie przyjadą po Ciebie rydwany
Ze złotymi cielcami A lejce, choć nie złote...
Pociągaj! - Przecież są Twoje...
(Jasień, 30.01.2008 r.)

Ojczyzna

Czujesz Ją wszystkimi zmysłami
Jak rodzoną matkę
A jeśli Jej zabraknie
Odwołujemy się do Niej

Poszukujemy duchowej tożsamości
Aby nie być jak ten wyrzucony pies
Zdany na pastwę pogody
I nędzne ochłapy
Z wielkim NIKIM

Ojczyzna rodzi się w nas
A kiedy już jest
Jest Tobą
Drzewem, ptakiem, kamieniem
Grudką ziemi, wiatrem
Twoją radością i smutkiem
Oczekiwaniem i spełnieniem
Jest wszystkim

I od Ciebie zależy jak długo będziemy
Razem KIMŚ
Bez bolesnych ofiar
Zaniedbań i nieprzemyślanych decyzji
Zapisanych na kartach historii
Tabliczkach nagrobnych, pomnikach
I naszej pamięci...

(Jasień, listopada 2O08r. )

* Na zdjęciach prezentujemy fragment fotograficznego zapisu z promocji tej poetyckiej książki, jakiego dokonał red. Jan Maziejuk. /tz/


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: filtry zewnętrzne Catering