NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny
Uroczystoość 50-lecia pożycia małżeńskiego pp. Borzyszkowskich (1979). Marcina Borzyszkowskiego dekoruje Zbigniew Studziński - przewodniczący GRN w Lipnicy. Z lewej Leopold Jankowski - naczelnik Gminy Lipnica.

Uroczystoość 50-lecia pożycia małżeńskiego pp. Borzyszkowskich (1979). Marcina Borzyszkowskiego dekoruje Zbigniew Studziński - przewodniczący GRN w Lipnicy. Z lewej Leopold Jankowski - naczelnik Gminy Lipnica.


„Wpływ czasu pomniejsza obrazy,
ale nie potrafi ich całkowicie wymazać”
(Andrzej Stasnik)

Są miejsca, zdarzenia, przedmioty i osoby, o których pamięć wydaje się trwała. Dla mnie takim miejscem jest i chyba pozostanie gmina Lipnica, a szczególnie szkoła w Lipnicy i związani z nią ludzie. We wrześniu 2001 roku minęło 30 lat, jak przekroczyliśmy z żoną jej progi. Przepracowaliśmy 25 lat, w tym jednym, jakże sympatycznym miejscu.

Ówczesny inspektor oświaty w Chojnicach Henryk Kostuch powierzył obowiązki kierownika internatu w Lipnicy mojej żonie Urszuli, a ja otrzymałem etat nauczyciela. Dzięki temu mogliśmy pracować w jednej szkole, co przedtem było niemożliwe. Mieliśmy też, jak na owe czasy, bardzo dobre warunki mieszkaniowe (3 małe pokoje, kuchnia, łazienka). Był to rok 1971.
Podróż autobusem „san” Wiele – Chojnice – Lipnica trwała bardzo długo, wydawało się, że cel podróży to koniec świata.
Pierwszym napotkanym człowiekiem w budynku szkoły, był nie kierownik Stanisław Lorczak, a woźny – Marcin Borzyszkowski. Dla dwojga młodych, pełnych obaw przed nowym nauczycieli, jego powitanie w gwarze kaszubskiej spowodowało, że poczuliśmy się pewniej, prawie jak u siebie.

Postać pana Borzyszkowskiego przypomina mi do dziś woźnych z powieści Kornela Makuszyńskiego. Był dumny ze swojej funkcji. Wypełniał obowiązki wzorowo. Miał posłuch u dzieci i autorytet wśród pracowników szkoły. Dobrze radził sobie z problemami wychowawczymi uczniów. Jego osobowość i stosunek do pracy, tak głęboko utkwiły w świadomości współpracowników , ze gdy po nim obowiązki przejął syn Edward, długo nie można było się przyzwyczaić.

Mam też osobistą satysfakcję z nim związaną. Po latach pełniąc funkcję przewodniczącego Gminnej Rady Narodowej w Lipnicy, wręczyłem panu Marcinowi i jego żonie medale z okazji 50-lecia pożycia małżeńskiego.

Wśród pracowników szkoły i internatu było więcej osób zasługujących na naszą pamięć. Wypełniając obowiązki wychowawcy w internacie podziwiałem pracę pani Skibowej. W internacie przebywało wówczas około 90 dzieci. Pani Skibowa w bardzo prymitywnych warunkach (piwnica, pralka „frania”, brak magla) musiała przygotować dla nich pościel i posprzątać pomieszczenia internackie. Nigdy nie narzekała na ogrom obowiązków. Była pogodna i zawsze znalazła czas na miła pogawędkę. Pozdrawiam ja serdecznie w imieniu własnym i żony.

Dzieci mieszkające w internacie, oddalone od najbliższych na cały tydzień, miały to szczęście, ze nocą opiekowała się nimi pani Monika Gostomczyk. Pełniąc swoje obowiązki starała się mieć kontakt z każdym dzieckiem, poznać jego potrzeby. A te były różnorodne – przebywały tutaj dzieci z klas I – VIII. Osobowość pani Moniki budziła sympatię i bardzo potrzebne zaufanie wśród dzieci. Ciepło, które z siebie dawała sprawiało, że dzieci łatwiej znosiły tęsknotę za domem.

W każdej zbiorowości ludzkiej (skoszarowanej) ważną rolę odgrywają posiłki. W kuchni internackiej szefowała pani Stanisława Sikau. Pomagały jej panie: Helena Gliniecka, Łucja Gliniecka (potem intendentka i sekretarka) i Maria Liberska. Dzieci były zadowolone z posiłków, ich różnorodności i walorów smakowych. W internacie nikt nie mógł być głodny, jedzenia było pod dostatkiem.

Ważną rolę w internackiej społeczności spełniał Alojzy Piechowski, woźny i palacz. Jego zadaniem było dbanie o budynek internatu, a także pomoc w kuchni, która mieściła się w budynku szkolnym.

Wiadomo, że internat przy szkole podstawowej był złem koniecznym. Jednak przy dużych odległościach, braku dobrych nawierzchni dróg i niedogodnej komunikacji, spełniał w tym czasie rolę domu.

Myślę, że dzięki takiemu personelowi udało się to osiągnąć. Czy mam rację? Ciekawe, czy moją subiektywna ocenę podzielają byli jego wychowankowie?


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: witaminy dla ryb