Andrzeja Watemborskiego rozmowy na Gochach
/ rozmowa z Benedyktem Reszką autorem książki „Czas zła”/
Redaktor Andrzej Watemborski / A W /
19 października 2001 roku odbywała się w szkole w Borowym Młynie promocja pańskiej książki „Czas zła" Co skłoniło pana do zajęcia się tą tematyką ?
Benedykt Reszka / B R /
Chciałem zachować pamięć o ludziach, którzy doznali zła w obozach radzieckich, jak również i tutaj, na terenie samego Borowego Młyna w miejscowym areszcie a także w podobnych miejscach zatrzymań, które Sowieci utworzyli w Brzeźnie Szlacheckim, Nierostowie, a także na terenie bytowskiego zamku. A potem w obozach etapowych jakie były na trasie ich marszu na wschód. Znajdowały się one na terenie Grudziądza, Działdowa, Ciechanowa oraz w Iławie.
Uwięzieni byli źle traktowani a drogę od miejsca uwięzienia do poszczególnych obozów etapowych musieli oni przebywać pieszo. Były to długie i wyczerpujące marsze, często dla niektórych były one „marszami śmierci”.
A W
Kim byli ci ludzie?
B R
Była to miejscowa ludność - przeważnie miejscowi rolnicy i robotnicy leśni. Nie byli wśród nich tylko, jak to określano Volsdeutsche czy Niemcy, byli to przede wszystkim Kaszubi i Polacy. Wywożono nawet tych, którzy w momencie aresztowania nosili na ramieniu znak w postaci litery „P” – Polak. Goszczę w tej chwili u siebie panią Wandę Doberszyc z Bydgoszczy, córkę Marcelego Czapiewskiego z pobliskiego Buksrewa, którego właśnie zaopatrzonego tym znakiem aresztowano. Do zatrzymania Marcelego Czapiewskiego doszło na terenie jego rodzinnego domu, włączony go bez jak w tych przypadkach było uzasadnienia do kolumny marszowej w której wraz ze współwięźniami doszedł do Działdowa, z którego transportem kolejowym został wywieziony do Białorecka , na południe Uralu i tam zginął.
A W
Proszę mi powiedzieć, jakim kluczem, czy kryteriami kierowali się ci oprawcy, zabierając mieszkańców Borowego Młyna i innych miejscowości Gochów do rosyjskich łagrów ?
B R
Nie było w tym względzie jakiś reguł. Zabierano jak popadło – wszystkich mężczyzn, których z góry uważano za potencjalnych przestępców i wrogów. Zatrzymywano nawet 16 letnich chłopców. Np. Franka Trzecińskiego, którego zabrano do pędzenia zarekwirowanego bydła do Rosji. Wśród zatrzymanych byli także 18-to latkowie. Bo w takim wieku mogli być w tym czasie mężczyźni, których Niemcy nie wcielili jeszcze do wojska, lub byli to ludzie w podeszłym wieku i starcy. Większość tutejszych mężczyzn /ponad stu / zostało wcielonych do Wehrmachtu, a ci, którzy pozostali byli jak powiedziałem za młodzi lub za starzy albo chorzy, stąd nie nadawali się do niemieckiej służby wojskowej. Stąd właśnie spośród tych najwięcej trafiło do radzieckich łagrów. Wśród zatrzymanych była też miejscowa inteligencja. Los wywózki spotkał np. Wojciecha Mądrawskiego leśniczego z Osusznicy., a także miejscowego nauczyciela Rogalę, który ostatni okres wojny ukrywał się przed Niemcami w leśnym bunkrze koło pobliskiej osady leśnej Skryte. Tusz po wkroczeniu Rosjan, opuścił on swoja kryjówkę, myśląc, że jest już wolny i bezpieczny. Pomylił się! Rosjanie zatrzymali i jego, wywożąc go wraz z innymi na Ural do obozu pracy. Rogala nie wytrzymał trudów ponad miesięcznej podróży i umarł na ostatnich kilometrach, przed Czelabińskiem.
A W
Jaką metodologią posługiwał się Pan przy opracowaniu niniejszej książki. Czy oparł ją Pan tylko na wspomnieniach, czy również na potwierdzających te wywózki dokumentach ?
B R
Przede wszystkim miałem zasób wiedzy własnej w tym względzie. W 1945 roku miałem już 10 lat, stąd dosyć dobrze pamiętam tamten czas zła, to co się tutaj działo. Pamiętam gwałty, które dokonywały się na moich oczach. Oczywiście nie zdawałem sobie wówczas z tego sprawy, jako dzieciak do końca nie wiedziałem wówczas co się wokół mnie dzieje. Było do dla mnie wielkim strasznym przeżyciem, zwłaszcza dlatego, ze po prostu nie wiedziałem dlaczego i co się wokół dzieje. Byłem tym wszystkim ogromnie przerażony.
Znałem osobiście tych wszystkich wywiezionych z naszej wsi ludzi. Wśród zabranych byli także moi krewni, bracia mojej matki. Byli to dwaj Kowalikowie z pobliskiej Rowisty. Jeden z nich przesiedział w łagrze koło Ufy ponad rok a drugi w tej niewoli był aż do 1949 roku. Szczęście ich nie opuściło, bo inaczej nie przeżyliby i nie przetrwaliby tej syberyjskiej katorgi.
Pyta się Pan skąd brałem materiały ? Zacząłem ich szukać po rodzinach wywiezionych. Zbierałem dokumenty, informacje ustne, metryki wystawione w okresie powojennym przez sądy, które uznawały daną wywiezioną osobę za zmarłą. Mam też 4 karty repatriacyjne, ponadto wypis z rosyjskiego archiwum, a także zapisy , które odnotowałem z parafialnej księgi zgonów. Wśród nich jest np. zapis dotyczący zgonu wymienianego już Franciszka Trzecińskiego, że „zmarł z wycieńczenia”. W tym samym tonie brzmią i pozostałe zapisy. W przypadku losu Franciszka Szypryta dane uzyskałem z archiwum moskiewskiego. Odpis tego dokumentu przedstawiam w tej książce.
Początkowo nie zdawałem sobie sprawy jak dużą ilości rodzin Borowego Młyna spotkały te represje. W miarę zbierania materiałów dochodziłem do przerażającego odkrycia, że tych prześladowanych w mej wsi przez Rosjan były dziesiątki, że w ich wyniku poniosło śmierć 20 osób, że do Rosji wywieziono 36-ciu, a 33 więziono w miejscowych aresztach i obozach.
Warto jeszcze wspomnieć, że tych nieszczęśników zsyłano z Borowego Młyna do: Czelabińska, Kopiejska, Białorecka, Ufy, oraz w lasy i na bagna w okolicach na północ od Moskwy.
A W
Do kogo została zaadresowana ta książka ?
B R
Jest ona głównie adresowana do współczesnych mieszkańców wsi i borowiackiej parafii aby nie zapomniano tutaj o tym co działo się tutaj nie tylko przed i w samej wojnie, ale tez w 1945 roku po wyzwoleniu. Chciałbym zwłaszcza by młodzi ludzie dowiedzieli się o tym co spotkało Kaszubów i autochtonów po wkroczeniu na nasze tereny Armii Czerwonej. Oni nie pamiętają tych czasów, ani o nich nie słyszeli ani w szkole ani w domu a to dlatego, że starsi zapomnieli albo nie chcą o tym mówić. Taka postawa zmieniła się na szczęście w latach 90-tych, zaczęto coraz śmielej mówić otwarcie także i o tych bolesnych sprawach. Dobrze, że tak się stało bo wszystko to poszłoby w zapomnienie.
A W
Na szczęście są jeszcze tacy ludzie jak Pan dla których historia nie jest tylko dla nich jakimś epizodem, ale czymś bardzo ważnym ?
B R
Tak. Opracowanie to powstawało w okresie 3 lat. Do wielu ludzi, z powodu ich śmierci nie udało mi się dotrzeć. Dzisiaj tylko dwóch żyje z tych co przeżyli tamten „czas zła” wywózki i obozowego życia. Są to pani Gertruda Jutrzenka-Trzebiatowska z Borowego Młyna i pan Alfons Kiedrowski z Nierostowa.
A W
Czy można powiedzieć, że zasmakował Pan w tego rodzaju działalności dokumentującej dawne czasy, zdarzenia i historie okolic urodzenia ?
B R
Chyba tak! Robię to nie tylko dlatego, że jestem tu urodzony, ale że widziałem całe dziejące się tu wówczas zło. Nie mogłem tego przeboleć, a zwłaszcza tego, że wydarzenia te pogrążone by zostały w okrutnej niepamięci. Wszystkim bohaterom tych zdarzeń o których wspominam w swej książce należy się nasza godna o nich pamięć, po to chociażby aby taka tragedia, taki czas zła, nigdy się tu nie powtórzył. Tego nam wszystkim życzę, a zwłaszcza abyśmy mogli dziś spokojnie i szczęśliwie żyć.
• O Benedykcie Reszce i jego książce pt. „Czas zła” pisaliśmy w poprzednich numerach NG, drukując także jej fragmenty.
• Redaktor Andrzej Watemborski – kierownik redakcji słupskiej Radia Koszalin, rozmowę tą przeprowadził po promocji ww książki w listopadzie ubr . Wywiad ten był emitowany 21 listopada 2001 r. w ramach Magazynu Kaszubskiego / magazynu tego można słuchać w każdą pierwszą i trzecią niedziele miesiąca o godzinie 19,30 na fali 103,2 UKF /, którego A. Watemborski jest redaktorem.
/ tz /