W ciemnym pokoju na wygodnej kanapie siedziała Helena. Z ciekawością spoglądała na przybysza i zastanawiała się jak sądzę czy aby wygląd gościa nie świadczy o wspólnym pochodzeniu? Ciekawość po chwili została zaspokojona i ku obopólnej radości rozpoczęło się wspominanie wszystkiego tego co dotyczyło naszych wspólnych przodków. Gdyby mi ktoś wcześniej powiedział, że spotkam po wielu latach tak wspaniałą osobę, pamiętającą wiele szczegółów z życia naszych przodków, nie wierzyłbym. To co przeżyłem w trakcie tego spotkania i usłyszałem mogło by posłużyć do napisania niejednego scenariusza filmowego.
Do tego stopnia Helena potrafiła wczuć się w przeszłości, że obecni w pokoju w całkowitej ciszy słuchali z wielkim zaciekawieniem słuchać jej wspomnień.
Ale najciekawsze miało dopiero nastąpić, bowiem Helena podchodzi do wielkiej szafy ustawionej w odległym kącie pokoju i wyjmuje z niej zabytkową szkatułkę zapinaną na metalowe okucie. Z niej wyjmuje plik starych zdjęć, nieco przykurzonych co świadczy, że nie były one od dawna ruszane. W czasie wydobywania przez nią tego skarbu miałem czas by rozglądnąć się z ciekawością po wszystkich kątach przestronnego pokoju w którym było mnóstwo starych i pamiątkowych rzeczy ustawionych tak jakby pozostawił je w tych miejscach ojciec Heleny – Antoni, który był moim wujkiem.
To wprost niewiarygodne – pomyślałem sobie – aby na tym pustkowiu, z dala od skupisk ludzkich spotkam kogoś kto w taki wyjątkowy sposób pielęgnuje pamięć o tym co już dawno odeszło. Helena nie tylko w sercu zachowała pamięć o swym ojcu, ale także z dużym pietyzmem dbała i na co dzień obcowała z pamiątkami i przedmiotami , które zachowała po nim. Wśród tego otoczenia postać Heleny nabierała szczególnego wyrazu . Kosmyki jej siwych włosów, które opadały na poorane zmarszczkami czoło dodawały jej dostojeństwa, a wzrok spotęgowany w czarnej oprawce okularami, nabierał ożywczych iskier gdy oglądała wyblakłe stare fotografie a na nich postacie swych bliskich, którzy już dawno odeszli.
Te zdjęcia zapoczątkowały jej długą opowieść o życiu nie tylko Antoniego lecz całej , wielodzietnej kaszubskiej rodziny - KOTŁOWSKICH mieszkającej na „pustkach” zwanymi Śnice, położonymi w okolicach Stężycy w powiecie kartuskim.
To ich gburskie siedlisko oddalone o 3 km od wsi było dla ich 14 – to osobowej rodziny ich „małą ojczyzną”, w której przyszło im żyć i pracować na przełomie XIX i XX wieku.
Śnice dla przybysza były i są nadal urokliwym miejscem, terenem wyjątkowo ciekawym. Pola i lasy sosnowe nadają krajobrazowi imponujący spokój. W jego aurze można jednocześnie dostrzec wiele przyciągających i ujmujących szczegółów. Na jego obraz składa się bowiem wiele elementów: stara kaszubska checz kryta strzechą, obora z ciosanego kamienia, chlebowy piec, klomby drzew i krzaków jaśminu, wzgórze za okalającą siedlisko łąką. Krzywa stara sosna i w jej pobliżu na rozdrożu krzyżujących się dróg stary krzyż postawiony przez seniora rodu Bazylego w 1936 roku. A dalej kapliczka z Madonną stojąca w centrum wsi, okoliczne parowy, leśne kępy i torfowiska z brunatną wodą i rozkrzewione jałowce.. To wszystko w całości komponuje jeden harmonijny obraz. Słowem są to okolice, po których godzinami można wędrować wśród tego naturalnego piękna i .... słuchać wszech obecnej ciszy !
Dodać należy także, że ten uroczy zakątek położony pomiędzy Kościerzyną a Kartuzami na także niepowtarzalny koloryt fioletu dojrzewającego łubinu, który przemiesza się ze złotawą żółcią żarnowca. W takim to właśnie urokliwym zakątku na przełomie XIX i XX wieku zamieszkiwali Kotłowscy.
Seniorzy rodu Prakseda i Bazyli z gromadą 12 dzieci, wśród których był Antoni wiedli codzienne bogate w gospodarskie wydarzenia życie. Ramy tych wspomnień nie pozwalają mi na dokładne opisanie losów każdego z członków tej rodziny nie mniej mogę zarysować ramy codziennego rytmu ich rodzinnego życia i na tej podstawie częściowo odpowiedzieć na pytanie jaką stanowili oni rodzinę, jaką zajmowali pozycje społeczną, jaki mieli światopogląd, jak wychowywano w niej dzieci, pracowano, jedzono, bawiono się i przyjmowano nieuchronność śmierci...
Szczególnym wyróżnikiem wszystkich gburskich - kaszubskich rodzin w tym i Kotłowskich była ich niepowtarzalna rola w utrzymaniu polskości Kaszub. Mimo iż była to nieliczna warstwa ówczesnego społeczeństwa jej wpływ na poczucie narodowe w tej części będącej pod zaborami Polski był nie pośledni. To Kaszubscy chłopi – gburzy, stanowili ostoje , stanowili przysłowiowy „mur” / „gbur – mur” / dla germanizacji.
Jak daleko ludność kaszubska potrafiła utrzymać polskość, można było określić po powrocie w 1920 roku Pomorza do Polski. Niewątpliwy wpływ na takie a nie inne propolskie zachowania Kaszubów mieli znani, wybitni działacze społeczni tamtych czasów tacy jak: Krzysztof Celestyn Mrongowiusz, Jan Hieronim Derdowski czy Antoni Abraham zwany popularnie „królem kaszubskim” i wielu, wielu...innych wybitnych Kaszubów.
Dzień 8 lutego 1920 roku stał się dla tej części Polski dniem szczególnym bowiem oddziały pierwszego pułku ułanów krechowieckich, „Błękitnej Armii ” gen. Józef Hallera przybyły do Kartuz. Tak jak na całych Kaszubach , tak i tu Wojsko Polskie zostało owacyjnie powitane przez mieszkańców Kartuz i okolic, wśród witających nie mogło zabraknąć prawie całej rodziny Kotłowskich.
Dzisiaj, jak dawniej rodzina Kotłowskich posługuję się mową kaszubską. Dla Bazylego i całej rodziny ten miejscowy język był podstawą do porozumiewania się. Zawsze i wszędzie słychać go było nawet wówczas gdy odmawiano modlitwę i śpiewano pieśni kościelne czy też załatwiano sprawy urzędowe. Również w czasie tego spotkania o którym wspominam z Heleną wszystkie fakty z życia Kotlowskich opowiadane były nie tylko ze swada, ale jakże pięknym językiem kaszubskim.
Wracając do wspomnień Heleny , posłuchajmy ich i odnotujmy ich ciekawe wątki.... Otóż; Prakseda Kotłowska seniorka rodu siedzi sobie jakby nigdy nic w kuchni na ławie, a tu sprowadzona akuszerka stwierdza, że za moment wyda ona na świat kolejne, szóste już dziecko. Był 5 maja 1906 rok. Na świat przychodzi ANTONI. Poród jak zwykle odbył się bez komplikacji w „pańskiej izbie”, ówczesnej checzy. I tak w tym to dniu rozpoczęło się burzliwe i nie za długie , jak się okazało życie - Antoniego Kotłowskiego.
Gostomie jest pierwszą miejscowością, którą mały Antoni musiał często odwiedzać uczęszczając tam do szkoły powszechnej. Tam kończy cztery klasy i jak przystało na dziecko „gbura”, czynnie uczestniczy we wszystkich pracach związanych z prowadzeniem ponad 100 hektarowego gospodarstwa. W wieku 20 lat powołany zostaje do odbycia służby wojskowej, którą odbywa w jednostce w Starogardzie Gdanskim.
Częste wypady w niedzielne wieczory na tańce do niedalekiego Sikorzyna zaowocowały poznaniem urokliwej panienki – Praksedy Szulfer. W 1931 roku w kościele parafialnym w Gołubiu odbywa się ich ślub oraz huczne weselisko. Z związku tego na świat przychodzi czwórka dzieci w tym Helena , która urodziła się w 1932 roku jako pierworodna córka. Okres okupacji i pobyt w niemieckim obozie pracy w Potulicach dopełniają trudy a zwłaszcza udręki okupacyjnego życia Antoniego. Umiera nagle przeżywszy zaledwie 59 lat.
Widzę zmęczoną twarz Heleny, wpatrzoną w postrzępione zdjęcia. Zastanawiam się o czym ona w tej chwili myśli, jak przeżywa tamten miniony czas swego dzieciństwa i młodości, utrwalony na tych zachowanych przez nią - papierowych obrazkach.
Wielu określa dzieciństwo jako czas magiczny, którego wartość nabiera ogromnej wagi z biegiem przeżytych lat. Może dlatego, że zdarzenia z tamtego czasu otula mgiełka tajemniczości i niezwykłości. Dzieciństwo to także okres kiedy najpełniej przeżywamy wszystkie nasze radości a zwłaszcza klęski. Dorosłych trudniej zranić, lepiej potrafią bronić się przed niespodziankami i przeciwnościami życia.
Te wysłuchane wspomnienia Heleny o Antonim , wzbogaciły mnie o dodatkowe a przy tym o inne od dzisiejszych współczesnych wartości. Pozwoliły dostrzec otaczający mnie „ osobisty świat” z perspektywy innej „istoty rzeczy”, której sens wyznaczać także mogą dzieje nie tylko wielkiej ale także zwykłej historii i koleje życia jednostek. .
Odwracając oczy od zadumanej Heleny ogarniam wzrokiem pokój, w którym dane mi było usłyszeć jakże ciekawe i nieznaną mi do końca rodzinną historie.. W pokoju zwraca uwagę oprócz pamiątek i starych sprzętów , także wykonany z białych kafli, zdobionych niebieskimi motywami roślinnymi i o bogatej fakturze piec. Jego drzwiczki i znajdujące się na nim motywy wykonane są przez miejscowego kowala co nadaje im urok i niepowtarzalności. Ponadto nastrój wypełniają wiszące na ścianach liczne obrazy świętych.
Na jednej ze ścian zawieszona jest także stara półka a na niej poukładane są talerze i dzbanki z kaszubskimi motywami. Słowem wszystko to co tu zobaczyłem i usłyszałem jest wyjątkowe.
Helena odwraca w moim kierunku zmęczone oglądaniem wyblakłych zdjęć oczy.
Może lepiej będzie – zwraca się do mnie – jeśli zamiast dalej słuchać mych opowieści , sam przejrzysz pozostałe...
Uczyniłem to i w skupieniu zacząłem oglądać następne.....
• Autor jest Senatorem RP obecnej kadencji parlamentu. Powyższe wspomnienia dotyczą rodziny jego matki , pochodzącej z kaszubskiego rodu Kotłowskich.
Sprawy regionalne interesują autora od wielu lat, stąd traktują o nich jego kolejne książki, które wyszły spod jego pióra, mianowicie:
„Pożegnanie łzami, czyli dzieje rodu Kotłowskich” i „Borzytuchom” Ta ostatnia pozycja jest monografią nie tylko tej pod bytowskiej gminnej wsi, rodzinnej dla autora, ale poświęcona jest także pobliskim Osiekom, Jutrzennce i Struszewu.
/ tz /