| |
Refleksja po WdzydzachW cyklu: Widziane z Gdańska (liczba artykułów 5)[NG: 06] Autor: Ryszard Ciemiński - Gdańsk (liczba artykułów: 20)XXVI Spotkania Wdzydzkie 2001 r. Od lewej Jan Ponownie po latach wielu nadarzyła się sposobność ażeby odwiedzić Wdzydze. Kaszubi zaprosili na spotkanie pisarzy kaszubskiego kręgu kulturowego. Wdzydze zobaczyłem jakieś smutnawe. Pozamykane od wszelkich możliwych stron, zamglone. Tablica na domu, w którym przez wiele lat pomieszkiwała Róża Ostrowska upodobniła się w swojej barwie do tła. I trzeba doprawdy wprawnego oka aby odczytać napis. Mnie się udało, tylko dlatego, żem był na jej odsłonięciu. Intonowaliśmy, pomnę hymn Kaszubów „Tam gdze Wisła łed Krakowa w Płelsci młerze płenie”. Była wśród nas Iza Trojanowska, był Leszek Bądkowski. I tak oto doszedłem do refleksji na temat stałego odpływu z kaszubskich szeregów tych najlepszych. Leona Roppla, który niegdyś na wdzydzkich spotkaniach, w sposób jakże nie formalny, promował swoje książki bodaj własnym sumptem wydane. W tym jedną, o nietypowym formacie – o małżeństwie Teodorze i Izydorze Gulgowskich. Już kilka lat później kronikarz tych spotkań Jasiu Machut wspominał swego, niedawno zmarłego preceptora. Czynił tą z typowo Jasiową czułością w głosie. Jedno odchodzili w ciszy, nieledwie w zapomnieniu. Jak choćby historyk Edwin Rosenkranz, z który niegdyś we Wdzydzach wybrałem się na grzyby. Inni którzy, jak choćby Feliks Marszałkowski na koniec swoich dni bardzo się po kaszubsku uaktywnili i zaczęli bywać we Wdzydzach. Doczekali, już po swoim odejściu, kto wie czy nie najładniejszego na całych Kaszubach grobowego epitafium. Tyle, że Pana Feliksa zabrakło... Gust Necel dał się poznać wdzydzkim biesiadnikom jako skąpiec nie na żarty. 100 złotych do wspólnego kapelusza włożył z zastrzeżeniem: „Tilko młejej bialce nic nie godojta...” Bolka Faca spamiętałem w momencie gdy zwiedzaliśmy wdzydzki skansen. Na moje zapytanie, gdze tu je szitus, spytał: „A co to takiego ?”. No i z owej półlitrówki, w którą mnie zaopatrzył ażebym robił za Borysa Polewoja w trakcie grzybnej wędrówki po wdzydzkim lesie z Guenterem Grassem. Do tego stopnia bywał zapobiegliwy wobec swego gościa. Wdzydzkich sióstr Knutówien też już pośród nas nie ma. Została jedynie z tercetu śpiewaczego Władzia Wiśniewska. Zgadało nam się na temat grobu Gulgowskich we wdzydzkim skansenie. Okazuje się, że bywały niejakie problemy z katolickim pochówkiem najsampierw Izydora, w wiele lat później jego małżonki. Grób poza terenem poświęconym? Toż to nie uchodzi. No i zwiedziałem się z tej okazji, iż po pochowaniu Teodory, okienko, niestety, zniknęło. Brakuje pośród żywych Franka Fenikowskiego. Srodze narozrabiał podczas jedynej swojej we Wdzydzach bytności. Bodaj, w pijanym widzie, przez okno od strony balkonu wchodził do poszczególnych pokoi motelu „Pod Niedźwiadkiem”. Można sobie jedynie wyobrazić na jakie sceny natykał się wówczas... Klemens Derc – przypomnę, animator życia teatralnego na Kaszubach – i prof. Andrzej Bukowski ustawili się do pamiątkowej fotografii, która uwieczniła ich obu nieomal obok siebie. Profesor tylko raz jeden zaszczycił Wdzydze, ale za to w jak bardzo pamiętny sposób! Dwudniową zażartą polemiką wiedzioną pomiędzy nim i Lechem Bądkowskim. W spotkaniowych przerwach pan profesor, jak gdyby nigdy nic, okazywał uśmiechniętą twarz. I taką też została ona utrwalona na fotografiach Wasta Kaminscigo. Podobnie raz jeden odwiedził spotkania pisarzy kaszubskich, jeszcze wówczas nie sygnowane nazwą „wdzydzkie” – Jasiu Drzeżdżon. Było to na ich pierwszej edycji w Osuszynie. Z Jasiem trochę sobie wówczas w kuluarach pogwarzyliśmy. Był usposobiony mocno refleksyjnie, czuło się w nim owo wewnętrzne napięcie, które już niebawem zaowocować miało długa serią książek. Z tych spotkań pamiętam Michała Misiornego wówczas nadwornego krytyka kulturalnego „Trybuny Ludu”. Ten, jak się zdeklarował, Kociewiak, mocno wówczas zachwalał prozę Necla. Pewno mu pasowała do socrealistycznych koncepcji w sztuce. Niegdyś był czas stosowny po temu ażeby ustawić się do pamiątkowej fotografii pod kościerskim pomnikiem Józefa Wybickiego. Dzięki temu są na niej wszyscy. Ci co odeszli wcale nie w bezpamięć – choć kościerskich prominentów tamtego czasu na niej nie brakuje, co do jednego winniśmy im wdzięczne wspomnienie, za to, że chciało im się chodzić wokół wdzydzkich spotkań – obok tych, co jeszcze się bronią przed odejściem na kaszubską wachtę. Tegoroczne spotkanie... Nie było klimatu by zrobić sobie zdjęcie. By odwiedzić wdzydzki skansen. Pono sobota to zły dzień po temu ażeby wpuszczać doń gości. Przeto nie napiszę o nim nic złego, ale i dobrego także nie. Bo niby z jakiego powodu. Że nie dane mi było odwiedzić grób największych w dziejach Wdzydz pp. Gulgowkich? Czym przez wszystkie te lata były i nie były wdzydzkie spotkania ? Na pewno nie stały się okazją do poznania ludzi innych aniżeli pisarska profesji. Wawrzyńca Sampa, dla przykładu, autora pomnika pp. Gulgowskich we wdzydzkim skansenie, do dziś na własne oczy nie oglądałem. W końcu nie wymyślono jeszcze spotkań malarzy, rzeźbiarzy, grafików na kaszubskie tematy tworzących. Nie ma też w zwyczaju urządzania interdyscyplinarnych spotkań – wespół z reżyserami /Mirosław Bork, Maciej Dejczer /, malarzami / prof. Włodzimierz Łajming /, aktorami / Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Danuta Stenka /. A skoro tak, trudno się dziwić, iż się nie znamy i niezbyt wiemy co sobie wzajem mielibyśmy do powiedzenia. Na rozmaitych zjazdach kaszubskich bywają głównie tzw. działacze... * Niniejszy tekst powstał po udziale jego autora, na kolejnych - XXVI Spotkaniach Wdzydzkich /30 rocznica/, które odbyły się 16-17.11.2001 r. /tz/ |

![Ryszard Ciemiński [Gdańsk]](/foto/autorzy/157.jpg)