NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny

Zbigniew Studziński []

Martin- o czasie kiedy las był jego domem -

[NG: 08]   Autor: Zbigniew Studziński - (liczba artykułów: 25)

„ Nie cały minę. Boć zostanie owo.
Kochanie ziemi w bajorku i w oście..”
/Stanisław Grochowiak

Bogactwem gminy Lipnica są niewątpliwie lasy. Aby mogły cieszyć oko, być ukojeniem, miejscem odpoczynku, dostarczać cennego materiału budowlanego i opałowego, dawać zatrudnienie, muszą i niewątpliwie musiały mieć ludzi, którzy służyli im zawsze z największym oddaniem.
W pięknie położonych leśniczówkach rozsianych po całych Gochach i Zaborach w tym podlegających Nadleśnictwu Osusznica, można było spotkać takich ludzi – leśniczych, którzy mocno zbratani z lasem opowiadali z wielką pasją o swojej pracy, o ciekawym drzewostanie , o roślinności, ptakach i zwierzynie. Rozmawiając z nimi zawsze też miałem wrażenie, że trudno będzie im znieść całkowite oddalenie i zerwanie z lasem, któremu poświęcili dziesiątki lat swego życia. Gotowi, byli bowiem jeszcze jedno życie poświęcić tej służbie tej służbie, tak wiele mieli z niej satysfakcji. Takimi leśniczymi, których pamiętam m.in. byli: w Starym Moście – Kornel Trzebiatowski, w Lubaszkach – Franciszek Szreder , w Modrzejewie – Witold Turowski, a w Kiedrowicach – Jan Martin. Przechodząc na emeryturę nadal żyli w bliskim sąsiedztwie lasu, bowiem mieli absolutną pewność, że przekazują leśne gospodarstwo w dobre ręce, bo w ręce synów, którzy do dziś godnie kontynuują ich dzieło kształcąc już następców.
Jan Martin, którego sylwetkę pragnę przypomnieć służył lasom prawie 50 lat. Urodził się 28 maja 1909 roku w Wawrzyńcu powiat Gorzów Wielkopolski województwo poznańskie jako najstarszy syn z pięciorga rodzeństwa. Ojciec Antoni był pracownikiem kolejowym, jak się dawniej mówiło – niższym funkcjonariuszem kolei. Matka z domu Nowak – utrzymywała dom i wychowywała dzieci.
Na „drogę przez las” wkroczył Jan Martin w szesnastym roku życia jako praktykant leśny w Nadleśnictwie Szczepanowo na terenie Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu. Praktykę zdobywał w latach 1925 – 1930. Przedtem w latach 1919 – 1925 uczęszczał do szkoły średniej w Myśliborzu / 3 lata / i Inowrocławiu. Potem była Szkoła dla Leśniczych w Margoninie w Wielkopolsce. 26 lipca 1931 roku otrzymał świadectwo ukończenia tej szkoły, 31 października 1932 roku zgłosił się do „...służby praktykant leśny p. Martin” w Nadleśnictwie Państwowym w Rytlu. Warto odnotować, że przyrzeczenie służbowe złożył wobec Nadleśniczego Państwowego pana
Stanisława Romanowskiego o następującej treści : „Obejmując służbę państwową przyrzekam uroczyście: dobro Państwa Polskiego oraz dobro publiczne mieć zawsze przed oczyma, Rzeczypospolitej Polskiej wierności dochować; Narodowi Polskiemu wiernie służyć, wszystkich obywateli kraju w równym mając zachowaniu , przepisów prawa strzec pilnie, obowiązki swoje spełniać gorliwie i sumiennie, polecenia przełożonych wykonywać dokładnie, tajemnicy urzędowej dochować”.
Trzy lata później zdaje egzamin, „kandydatów na stanowisko III kategorii państwowej służby leśnej, ochronnej i technicznej w Dyrekcji Lasów Państwowych i Nadleśnictwach”. 1 lipca 1935 roku odbiera dekret nominacyjny na podleśniczego w Nadleśnictwie Rytel, które miało szczęście do dobrej kadry pracowników. W hodowli i pielęgnacji, w pozyskaniu drewna i żywicy nadleśnictwo to przodowało w okręgu i kraju. – także po wojnie.
Miał więc dobre przygotowanie praktyczne do dalszej samodzielnej już służby. W Rytlu poznał Jadwigę Katarzynę Biały, z którą w 1936 roku zawarł związek małżeński. Nowy etap w życiu Jana Martina zaczął się 15 kwietnia 1939 roku, kiedy to na własną prośbę został przeniesiony do Nadleśnictwa Osusznica i podjął obowiązki leśniczego w leśnictwie Kiedrowice. Nie przypuszczał, że 1 września tego roku opuści żonę, dwuletnią córkę Krystynę i uda się na wojnę.
W ciągu niespełna trzech miesięcy przeszedł przez kilka obozów jenieckich m.in. Gross Born, Norynbergia, Hammerstiw by 15 listopada 1939 roku „znalazł” się w Chojnicach. Następnego dnia zgłosił się do pracy. Został zatrudniony w „swoim” leśnictwie Kiedrowice jako pracownik leśny. Administracja leśna była niemiecka ale lasy polskie. Nie wątpił, że wrócą w prawowite władanie. Zachował z tego okresu dokument w języku niemieckim zaświadczający o pracy. Od 4 grudnia 1944 roku do 5 maja 1945 roku przebywał w obozie pracy na terenie Czechosłowacji w miejscowości Czeska Lipa. Po kapitulacji Niemiec, początkowo internowany, wrócił do domu na początku czerwca 1945 roku.
Nominacja Dyrekcji Lasów Państwowych Okręgu Gdańskiego z siedzibą w Sopocie na leśniczego w Kiedrowicach nosi datę 15 czerwca 1945 roku. Nie licząc 5 miesięcy 1939 roku, było to pierwsze samodzielne gospodarstwo Jana Martina. Trzeba było organizować pracę w nowej powojennej rzeczywistości. Pracował na 1400 ha. W pracy zawsze obowiązkowy solidny i punktualny. „Swoje gospodarstwo” nadzorował pieszo lub jeździł rowerem. Później kupił motocykl – „wuefemkę”. Drewno pozyskane trzeba było przekazywać do stacji PKP w Nowej Brdzie. Stąd to przynajmniej raz w miesiącu musiał odbywał na tę stacje wędrówki piesze lub rowerowe. Później - latach 70 – tych Nadleśnictwo Osusznica dawało samochód, którym leśniczowie dojeżdżali by załatwiać swe służbowe sprawy m.in. w Nowej Brdzie. Syn Jana – Stanisław Martin, wspomina dzisiaj, że jego ojciec w lesie spędzał więcej czasu niż w domu.
W międzyczasie Janowi Martynowi powiększa się rodzina. Poza córką Krystyną i synem Edmundem / 1942 / w 1952 roku urodził się Stanisław, w 1955 – Adam. Skromne uposażenie trzeba było wspierać pracą na deputatowej roli, hodowlą inwentarza. W gospodarstwie były świnie, krowy, drób a nawet koń ! Dzieci uczyły się w mieście, mieszkały w internatach. Trzeba było niemałego wysiłku, żeby podołać obowiązkom w pracy i domu. Dzielnie wspierała go żona Jadwiga. Oboje małżonkowie cieszyli się dużym szacunkiem w okolicy. Dom był zawsze otwarty, gościnny i bardzo religijny. Dbano o tradycje, obyczaje i zwyczaje. W niedzielę tradycyjnie cała rodzina bryczką zaprzężoną w konika udawała się na pierwszą mszę świętą do kościoła w Zapceniu. Małżonkowie zawsze siedzieli w ławce razem i na tym samym miejscu.
Jan Martin utrzymywał koleżeńskie kontakty z sąsiadami z leśnictw oraz z księdzem Otto Konradem – proboszczem z Zapcenia, któremu prowadził także księgi parafialne. Wspólnie z leśniczym z Bukówek – Janem Wojciechowskim, z Witoldem Turowskim z Modrzejewa i księdzem proboszczem spotykali się w jesienno – zimowe wieczory grając w skata. Państwo Turowscy są rodzicami chrzestnymi Stanisława, co świadczy, że byli przyjaciółmi Martinów.
W 1967 roku los okrutnie doświadczył pana Jana – zmarła żona Jadwiga, zostawiając męża z dwoma synami – Adamem 12 lat i Stanisławem – 15 , pozostałe dzieci były samodzielne.
Trzeba było ograniczyć inwentarz do minimum i zmniejszyć uprawy. Tak zwanymi czynnościami domowo – kobiecymi, zajęła się zatrudniona pomoc.
Leśniczy Jan Martin pracował aktywnie do 1 listopada 1974 roku, kiedy to na własną prośbę przeszedł na emeryturę mając 65 lat. Zmarł w 1983 roku w74 roku życia. Zawsze skromny, pracowity i uczciwy nie „wypinał” piersi do odznaczeń, orderów, zaszczytów. Nie włączał się w życie polityczne środowiska, nie należał do żadnej partii, nie był radnym. Mimo to szanowali go wszyscy, którzy go znali. Stawiał bowiem, na pierwszym miejscu rodzinę, pracę i przyjaźń. Swą wiedzę i pasje przekazał młodszemu pokoleniu. Najwyraźniej widoczny jest ten wpływ w rodzinnym kręgu.
Córka Krystyna całe życie zawodowe przepracowała w samorządzie w Chojnicach; Edmund z wykształcenia leśnik – pracuje w Nadleśnictwie Miradz
/ Strzelno / ; Adam zmarł młodo; Stanisław objął obowiązki w leśnictwie Kiedrowice po ojcu i pracuje jako leśniczy do dziś. Godnie kontynuuje dzieło ojca służąc lasom. Leśnictwo pod jego kierunkiem osiągało i osiąga dobre wyniki w Nadleśnictwie Osusznica. Staś, podobnie jak jego ojciec, jest wzorem człowieka skromnego, koleżeńskiego, zakochanego w przyrodzie, oddanego pracy w lasach.
7 lipca 1979 roku zawarł związek małżeński z Elżbietą Orzłowską / jest nauczycielką w Lipnicy /, mają trzech synów: Dawida – studiuje w Uniwersytecie Warszawskim muzykologię; Kamil uczy się w Technikum Leśnym w Tucholi; Maciek jest uczniem Gimnazjum w Lipnicy.
Dom Elżbiety i Stanisława Martinów jest tak samo gościnny , jak za życia Jana i Jadwigi. Dodatkowo pogodną atmosferę tworzy w nim także
Matka Eli – Marta.
Sylwetka Jana Martina , dzieje jego pracowitego i godnego życia utwierdzają mnie w przekonaniu , że to las, kształtuje postawy tych, którzy z nim się stykają i mu służą, i że ta symbioza , im trwa dłużej to dla lasu jak i człowieka - przynosi pożytek, Ta współzależność i wzajemna służebność ma również przemożny wpływ na to, że człowiek staje się lepszy i jest bardziej wrażliwy na wszystko co go otacza..

 


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: odżywki pogotowie wodociągowe kraków Najlepsze szkolenia bhpSzkolenia BHP kreatyna Skrzynia drewniana