Tadeusz BOLDUAN – publicysta, historyk, znawca problematyki kaszubskiej. Jest ostatnim żyjącym reprezentantem pokolenia, które debiutowało w początkach lat 50 – tych XX wieku. Rówieśnik Lecha Bądkowskiego. Syn przedwojennego burmistrza Wejherowa, potomek pastorów Pomorza Zachodniego, z wojny wyszedł jako sieroce dziecko. Przeszedł przez sopocki dom dziecka. Przez wiele lat pełnił odpowiedzialne funkcje w wybrzeżowej prasie. Był redaktorem naczelnym dwutygodnika „Kaszebe”. Był wiceszefem „Liter” oraz tygodnika „Czas”. W r. 1990 pełnił obowiązki redaktora naczelnego „Dziennika Bałtyckiego”. Obecnie, przebywając na emeryturze, jest wykładowcą Szkoły Dziennikarstwa. Autor wielu książek. Prac o Antonim Abrahamie, dziejach symbolu gryfa pomorskiego, książki o swoim ojcu Teodorze Bolduanie „Burmistrz”. Pracy o dziejach Zrzeszenia Kaszubsko – Pomorskiego. A także „Bedekera kaszubskiego”.
Tadziu, co się porobiło. Kaszubami rządzą groby i uczeni.
Dość długo rządzili nimi także księża...
Ten Twój niepoprawny antyklerykalizm...
Tak naprawdę Kaszubami rządzą niektóre groby.
Kogo masz na myśli? Czyżby „Zrzeszeńców” ?
Legitymują się, z małymi wyjątkami, zbyt skromnym dorobkiem.
Jestem innego zdania . Taki Jasiu Trepczyk...
Akurat Trepczyk to wyjątek od reguły. On faktycznie posiada bardzo okazały piśmienniczy i myślowy dorobek.
Co masz do zarzucenia Aleksandrowi Labudzie? Przecież jako Guczowy Mack oddziałał na kilka pokoleń kaszubskiej inteligencji. Poważył się na pierwszy kaszubski „Słowórz”.
Jego trzeba cenić jako felietonistę. Co do grobów....Potrzebna jest monografia „Kaszub”, dodatku do „Gazety Kartuskiej”. Jak również wejherowskiej „Kleki”.
Osobiście najdotkliwiej odczuwam brak pracy poświęconej „Zrzeszyńcom”. W końcu to oni byli najbardziej sekowani, na równi przez sanację, jak i przez ideologów PRL-u. Przez takiego, dla przykładu Andrzeja Bukowskiego.
Ciekawa sprawa. Co do jednego przeżyli wojnę.
Jak myślisz, dlaczego?
Bo z racji przyjętej przez ich rodziny tzw. III grupy narodowościowej, zostali wcieleni do Wehrmachtu. To ich, na marginesie, uratowało. Inaczej podzieliliby los innych kaszubskich inteligentów.
Mało znana jest ciągle twórczość Jana Rompskiego. Jego dramaty zalegają w postaci rękopisów w magazynach Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko – Pomorskiej w Wejherowie.
Nie wiem także czemu zawdzięcza to, że dożył czasów powojennych.
Tak, akurat dla niego, dramatycznych. Przecież groziło Mu w pewnym momencie wieloletnie wyroki uwięzienia
Czy aby grób Lecha Bądkowskiego nie ciąży dziś Kaszubom najbardziej?
Może i by tak było, gdyby Jego myśl polityczna nie zakończyła się na młodzieńczych, jeszcze wyspiarskich, dokonaniach.
A trzy tomiki opublikowane w oficynie „Czec”?
Te z kolei nie zdążyły przeniknąć do świadomości Kaszubów.
A grób Izy Trojanowskiej?
Iza ma swoich uczniów . O paradoksie, poszli całkiem różną od Niej samej drogą. Ona przez całe swoje życie zajmowała się pisaniem przewodników turystycznych, opiekowała się artystami ludowymi. Nawet nie umiem powiedzieć jakie miała poglądy polityczne.
Bądkowski był za za to bez wątpienia reprezentantem postępowej demokratycznej lewicy. Z kolei Ty za swoje poglądy bywasz odsądzany od czci i wiary przez ZCHN-owców, w osobie chociażby Jacka Kurskiego.
Bywam przez niego posądzany o trzy rzeczy. O to, ze byłem oficerem UB. Że pracowałem w informacji wojskowej. Że byłem niszczycielem patriotów kaszubskich. I, że byłem oficerem informacji wojskowej.
To są de facto cztery zarzuty. Zastanawia mnie czemu Zarząd Główny Zrzeszenia nie zajął stanowiska w sprawie
W kilku innych, choćby w „sprawie Arendta”, również milczał jak zaklęty. Skoro jednak trudno doczekać się jasnego stanowiska Zrzeszenia w sprawach tak istotnych dla Kaszub, jak bezrobocie, sytuacja gospodarcza regionu, trudno ażeby w sprawach indywidualnych zajmowało Zrzeszenie, jego Zarząd Główny, klarowne stanowisko.
Jest wielu przeciwników fuzji Kaszub z Pomorzem....
Ja – za Bądkowskim zresztą – uważam, że było bardzo fortunną rzeczą wspólne działanie Kaszubów i Pomorzan. Kaszubom zawsze brakowało działaczy politycznych. Pomorze, choćby w osobie Józefa Wybickiego, uzupełniało tą lukę. Kaszubi , działając oddzielnie, są zbyt słabi. Najczęściej we własnym będąc gronie , rozpoczynają dyskusję o języku kaszubskim. W ogóle jestem zdania , że dominacja językoznawców kaszubskich jest w naszym środowisku zbyt znacząca. Próby ujednolicenia kaszubszczyzny uważam za fatalny pomysł. Od zawsze istniały na Kaszubach trzy dialekty – południowy, środkowy i północny. W tym kontekście denerwuje mnie uparte nazywanie Władysławowa Wielką Wsią. Jak też próby dwujęzycznych nazw miejscowości i ulic na helskim półwyspie . Doszło już do pisania nazwiska Bernarda Sychty per Sechta. Kompletne bałamuctwo. Sychta w grobie się przewraca.
Sierakowice szykują mu reedycję Jego 7 – tomowego „Słownika”
Udźwigną ten ciężar? I czy istnieje potrzeba tego rodzaju? Przecież w domowej biblioteczce każdego działacza kaszubskiego „Słownik” Sychty istnieje.
Jak oceniasz młodych z kręgu dawnej „Tatczezny” ?
To jeszcze nie jest kaszubska falanga, czyli obóz radykalno – narodowy, ale z czasem może się nim stać. I pomyśleć, że Iza, której poglądy polityczne były mało sprecyzowane, by nie rzec żadne, wychowała ich na swojej piersi... No i są oni, co do jednego, absolwentami polskiego Uniwersytetu Gdańskiego. Jakie są podstawy tworzenia narodu kaszubskiego ?
Gerard Labuda dał im niechcący argument do ręki, pisząc, że Kaszuby sięgały, hen, do przedmieść Hamburga.
On to ujmował orientacyjnie. Kreślił niegdysiejsze zakresy operowania Słowian. Wiadomo, że z upływem setek lat wycofywali się Kaszubi coraz bardziej ku wschodowi. By na koniec stać się niewielką enklawą pomiędzy Słupskiem i ujściem Wisły.
W jakim języku rozmawiali Twoi przodkowie, pastorzy rejonu Trzebiatowa ?
Po niemiecku. Był to czas reformacji. W Trzebiatowie nikt o Kaszubach wówczas nie słyszał.
Czemu tak bardzo nielubiany był na Kaszubach Józef Piłsudski ?
Bo na Kaszubach rej wodziła endecja. Endekami byli księża. Endekami byli Grucza, Łoziński, Wrycza, Bolt.
A ks. Konstanty Dominik ?
Nie identyfikował się politycznie i partyjnie.
Jak oceniasz fakt istnienia Instytutu Kaszubskiego ?
To arcyważna instytucja. Gdybyż jeszcze jego prace nacechowane były większą dozą syntezy, gdyby publikacje tych prac poprzedziła staranna selekcja, nie wypychało się do druku tego, co aktualnie zalega w szufladach.
Jaki byłby Twój los życiowy, gdyby nie wybuchła wojna i Twój ojciec dożył okresu powojennego ? Myślisz zapewne o tego rodzaju sprawach.
Owszem. Nie wiem tylko czy ojciec chciałby awansować ponad stanowisko burmistrza Wejherowa...Miał tyle problemów na co dzień. Endecy uchwalali mu budżet. Taki bowiem był ówczesny skład Rady.
Jak to się jednak stało, że Ty po wojnie znalazłeś się w ramię w ramię z budowniczymi Polski Ludowej?
Z wojny z bratem Rajmundem wyszliśmy obaj bardzo zbiedniali. I dla nas także fakt wychowania w sopockim domu dziecka, gdzie przebywały sieroce dzieci z całej Polski, miał ogromne znaczenie. To była szansa na wyjście z kręgu beznadziejności oraz nędzy.
Wiedziałeś co władza ludowa robiła z Kaszubami? Wiedziałeś o masowych wywózkach na Sybir?
Nawet, mieszkając w Kościerzynie, byłem mimowolnym świadkiem wywożenia, liczącej 400 osób grupy moich rodaków. Mało z nich powróciło.
I co, ten obraz nie dał Ci do myślenia?
Dał, ale na krótko.
A o wysyłkach dzieci z rodzin, które przyjęły grupy narodowościowe niemieckie do robót w kopalniach Śląska oraz brygadach budowlanych wiedziałeś?
Owszem, wiedziałem. Zresztą wkrótce otrzymałem powołanie do wojska. Zacząłem redagować pisma wojskowe. Sporo pisywałem na ich lamach o sprawach kaszubskich.
Choćby o „sprawie Słowińców”. Należałeś - obok Lecha – do czołowych publicystów tego tematu.
Leszek otrzymał powołanie do wojska. Z nim się jednak cackano. Pamiętano mu, że był dowódcą w formacjach wojskowych na zachodzie. I że bił się o Narvik. Jednak dwa szkolenia wojskowe i jego nie ominęły. W końcu został z wojska zwolniony. Ja pozostałem w na dłużej.
Lata stalinowskie były czarną dziurą w dziejach Kaszub. Jeszcze zdołano reaktywować po wojnie „Zrzesz Kaszebską” . Urządzić Kongres Kaszubski.
W Wejherowie działało Towarzystwo Kultura i Sztuka. Pamiętam jakiś tomik Franciszka Sędzickiego na powielaczu. To było całkowicie nieczytelne. Stanowiło jednak o marginesie na jakim problematyka kaszubska wówczas się znalazła.
Nieomal w podziemiu....
Pamiętam postać Huberta Sucheckiego. Zdołał on w r. 1952 założyć Zespół Pieśni i Tańca Marynarki Wojennej. Nawet miał dwa zespoły z utworami kaszubskimi w swoim repertuarze. Przyjeżdżał z nimi do Warszawy na rozmaite przeglądy i wówczas w Warszawie, służąc w wojsku, miałem okazję je oglądać. To był taki zabawny epizod w dziejach Kaszub tamtego okresu.
Wojna była prawdziwą hekatombą w dziejach Kaszub, pogłębiona o okres powojenny. Choć dwaj najwięksi Aleksander Majkowski i Jan Karnowski – umarli śmiercią naturalną tuż przed wybuchem wojny.
Młodej dowojennej inteligencji trudno się było przez ich indywidualności przebić. Oni ciążyli na tradycji tej ziemi. I wtedy wybuchła wojna. A zaraz po wojnie nastąpiła transformacja ustrojowa i kolejne uderzenie w samo serce ruchu kaszubskiego. Do wojny studenci Kaszubi, zarówno z Warszawy, jak i z Poznania spotykali się, choćby wakacyjnie, w Kartuzach. Później i takie spotkania już możliwe nie były.
Prymicyjne spotkanie ks. Gruczy w Gowidlinie w r. 1938 było arcyserdeczne. Spotkali się na nim Młodokaszubi z Zrzeszyńcami.
A w okresie wojennym nawet przyjęcie przez Gruczę wraz z Jego rodziną – za radą biskupa Spletta – III grupy nie uchroniło Go od Stutthofu.
W monografii Derdowskiego brakuje mi polemiki Zrzeszyńców z autorem „Jaśka z Kniei” .
To już sprawa recepcji Jego twórczości.
A problem ludowego antysemityzmu Derdowskiego?
Ten problem faktycznie nie został przez autora dostrzeżony. Skoro jednak ks. Wryczy nie wypomina się, ze nie dopuszczał żydowskie dzieci do nauki religii wraz z dziećmi kaszubskimi...
Niektóre postacie zagubiliśmy po drodze. Choćby osobę Ignacego Szutenberga. Mam do siebie pretensję , że za życia Go nie odwiedziłem.
To był działacz robotniczy....
Ale współzałożyciel Zrzeszenia po Październiku. To on szedł siedzieć za kary redaktorów „Zrzeszy”. Fenomen gdyńskich „czerwonych Kosynierów” istniał naprawdę? Nie był on wytworem hitlerowskiej propagandy?
Oni istnieli rzeczywiście. I niczym ułani szablami atakowali czołgi, oni to samo czynili kosami. Był to jednak epizod tej wojny, z częściowym tylko udziałem Kaszubów.
Czy Kaszubi skonsumowali przemiany demokratyczne w naszym kraju?
Nie. Stało się to z winy częściowo polityków, którzy nie dorośli do powagi sytuacji, w tym i polityków – Kaszubów. Zbyt wiele drzwi zamknięto przed Kaszubami wyłącznie z powodu niemądrych słów, decyzji i stwierdzeń niektórych ludzi znaczących w ruchu kaszubskim.
Jak widzisz rolę i znaczenie Zrzeszenia?
Uważam, że w pełni się sprawdziło. Stale przybywa jego oddziałów terenowych. Wiele z nich objawia znaczną aktywność . Gdybyż jeszcze nie zdawało się być na co dzień organizacją, jak ja to nazywam, „pielgrzymkowo – językową”. Organizacja społeczna, taka jaką jest Zrzeszenie, musi zabierać głos nie tylko w sprawach kultury, ale i w sprawach gospodarczych, umieć odnieść się do problemu bezrobocia. Być siłą partnerską dla władz wojewódzkich, powiatowych, gminnych, miejskich itp. Stąd gwałtowna potrzeba reaktywowania spotkań wdzydzkich, na których niegdyś uchwalano postulaty tego rodzaju, spotkań publicystycznych. Zbyt często nad działalnością Zrzeszenia dominują trzy niemożności rodem z „Z życia i przigód Remusa” Majkowskiego.