| |
Byłem na GochachW cyklu: I-sze Spotkania na Gochach (liczba artykułów 12)[NG: 34/35] Autor: Andrzej Szutowicz - Drawno (liczba artykułów: 26)I Spotkania na Gochach, Borzyszkowy - Andrzej Szutowicz trzeci z lewej, drugi Rafał Narloch - wójt gminy Lipnica. W marcu tego roku uczestniczyłem w świetnym polsko-niemieckim sympozjum „Wspólnota historyczna pogranicza”. Odbyło się ono w Policach. W ramach prezentowanego dorobku lokalnych muzeów przedstawiłem prezentację „Izby historycznej” z Drawna, która jest pod moją merytoryczną opieką. Przedtem jednak odbyła się prelekcja historyczna nt. Pomorza Zachodniego. Prelegent bardzo ostrożnie podszedł do tematów drażliwych, trochę w moim odczuciu w tej ostrożności „zagalopował się”, gdyż użył sformułowania, którego sens zrozumiałem następująco - „dla rodzimej ludności Pomorza kultura niemiecka była bardziej atrakcyjna, dlatego ją tak łatwo przyjęła”. Nie mogąc zgodzić się z tym poglądem postanowiłem na zakończenie mego wystąpienia wtrącić swoje uwagi. Ostrożnie spytałem: „Czy ktoś z Państwa słyszał coś o ks. Domańskim?” – zapanowała cisza, nie słyszał nikt. Tak samo było (co w tym przypadku jest zrozumiałe) przy następnym pytaniu: „Czy Państwo słyszeli takie nazwisko jak Werra, Styp- Rekowski?”. Zagadnąłem krótko o ks. Domańskim, Związku Polaków w Niemczech, o „Prawdach Polaków” (nic o nich nie wiedziano) i o tym, że jest taka kraina, gdzie „widać kultura niemiecka nie była aż tak atrakcyjna. Wiecie Państwo jaka to kraina? – TO KASZUBY” - podkreśliłem. Niemieccy goście tym razem ożywili się. A ja kontynuowałem, powiedziałem, że cierpień nie można przemilczać. Spytałem o Piaśnicę – nikt o tej miejscowości nie słyszał. „A o Katyniu Państwo słyszeli?” – „Ja, ja, tak, tak” – słychać było z sali. „Widzicie Państwo w Katyniu zginęło ok. 4 000 oficerów, okrutna zbrodnia, cały świat o niej wie. A w Piaśnicy zamordowano 11 000 może 12 000 ludzi, głównie przedstawicieli pomorskiej polskiej inteligencji. Bo Piaśnica proszę Państwa, to „Katyń Pomorza”. I w takich kategoriach powinien być rozpatrywany. Niestety o Pisanicy się milczy, śmiem twierdzić, że koniunkturalnie… Katyń i Piaśnica to tragiczne pamiątki „kultury zbrodni” totalitarnych systemów. Przepraszam- kontynuowałem - ale uważam, że nasze sympozjum nie tu powinno się odbyć. Uważam, że najlepszym miejscem na spotkania o kulturze i historii pogranicza są właśnie Kaszuby. Tam w Płotowie małej kaszubskiej wiosce jest szkoła. Polska szkoła z 1932 r. i jest cmentarz gdzie spoczywa Bernard Werra i rodzina Styp – Rekowskich. Nie ma lepszego od Płotowa. miejsca by rozmawiać i dyskutować o historii pogranicza. Tak się złożyło, że niemal w Święto Niepodległości przypadł mi zaszczyt uczestniczenia w „I Spotkaniach Publicystyczno - Literackich na Gochach”. Przyjechałem na nie pełen obaw. Okazały się niepotrzebne. „Lodów” nie musiałem topić, zaufania nie musiałem zdobywać. Niemal z marszu poznałem, że jestem w przyjacielskim gronie. Wydarzeniem nie tylko artystycznym był zaprezentowany pierwszego dnia spektakl „Elementarz, czyli jak przed laty dziateczki na Pomorzu uczono”. Od razu nasunęło mi się skojarzenie do tego, co powiedziałem podczas Sympozjum w Policach. Kolejne dni utwierdziły mnie jedynie w słuszności zaprezentowanych wówczas poglądów. Tempo spotkań nie pozwalało zebrać myśli, historia, współczesność, piękno krajobrazów, martyrologia, kultura. Wszystko to przewijało się jak w kalejdoskopie, którego główną oprawą jest tradycja. Wszędzie można było znaleźć odniesienie do tradycji. Nawet Góra Lemana w Piasznie to nie tylko widoki, ale także prahistoria, czyli tradycja. Tu na Gochach obok wspaniałych obiektów kultury sakralnej znajdują się groby ludzi, którzy tworzyli historię tej ziem, trwali w jej kulturze, a gdy trzeba było walczyli o wolność i godność. Zaskoczyło mnie małe, Łąkie które nie tylko przepięknym pomnikiem ku czci wojennych ofiar, ale także świątecznym oflagowaniem narodowym zaświadczyło o trwaniu przy biało – czerwonej. Borzyszkowy to kościół i tragiczny Józef Gierszewski, dziś (przez niektórych) opluwany „major Ryś”. Składając kwiaty na jego mogile pomyślałem o innym niesłusznie szkalowanym majorze, co ciekawe, jego nazwisko jest obecne w miejscowej tradycji w osobie historycznej postaci tutejszego proboszcza ks. Sucharskiego. Borzyszkowy to także pomnik – krzyż na Piszczanej przypomina o męczeństwie Gochów. To tu zwróciłem uwagę, że młodzież z powagą i zrozumieniem odnosi się do miejscowej i narodowej tradycji. Nie było ironicznych uśmiechów, znużenia, lekceważenia, typowych objawów obojętności tak często spotykanych wśród młodych. Czuło się już ich pełne zaangażowanie w wcześniej prezentowanym przedstawieniu o dawnej szkole, podczas koncertu skrzypcowego w kościele w Tuchomiu, tak było też w Borzyszkowach na Piszczanej i w szkole w Brzeźnie Szlacheckim. Występy dzieci w gimnazjum w Brzeźnie Szlacheckim to nie tylko było piękno mowy kaszubskiej, wspaniale odśpiewany „Kaszubski hymn”, stroje, i poezja, był tam też Jan III Sobieski, który patrzył na wszystkich z rozwiniętego sztandaru szkoły. Jan III Sobieski, król Polski, zwycięzca. Czyż może być lepszy patron na Gochach ? Roman Drzeżdżon w broszurce „Klëka albo kaszubskie ABC” (wyd. Region Gdynia 2007) na str. 20 napisał: Działacze akcentujący odrębność Kaszubów uważają, za hymn pieśń Jana Trepczyka „ Zemia rodnô ”. Odrzucają tekst Derdowskiego, któremu zarzucają brak kaszubskiego ducha. Szczególnie wersy „pólskô mówa nigdë nie zadżinie” nie przystają do współczesności ponieważ wiara Kaszubów ma wymiar uniwersalny (katolicki), a ich mową ojczystą jest język kaszubski”. Kaszubi z Brzeźna Szlacheckiego w 1683 r. pomogli Sobieskiemu rozgromić turecką nawałę. A w 2007 r. podczas „I Spotkań…” pan Tadeusz Lipski w Brzeźnie Szlacheckim przeprowadził wspaniałą analizę, podkreślając nadrzędne wartości utworu „Kaszëbsczi marsz” i zwycięsko udowodnił, że utwór ten jest pełnowartościowym hymnem. Niestety książeczkę Romana Drzeżdżona czytają i czytać będą osoby postronne nieznające tematu i na pewno uwierzą, że tekst Derdowskiego jest bez (jak wspomniano) „kaszubskiego ducha”. Natomiast myślę, że argumenty przytoczone w książeczce mówiące, że pewne wersy nie przystają do współczesności są niedorzeczne. Dąbrowski nie maszeruje już z Włoch, nie trzeba nam przechodzić Wisły, Warty, pływać przez morze, odbierać wolność szablą. To wszystko historia. Ale żaden Polak nie zakwestionuje „ Mazurka Dąbrowskiego” jako hymnu polskiego. Brak tolerancji wśród zaborców oraz ogromna patriotyczna rola kościoła katolickiego spowodowała, że wiarę katolicką utożsamiano z polskością. Tak było na wschodzie gdzie „ każdy katolik to Polak” i taki trend był w zdominowanym przez ewangelików zaborze pruskim. Katolicyzm jako „ polska wiara” był i jest elementem nie tylko tradycji, ale i pamiątką narodowego cierpienia. Poprzez wierny lud, kościoły i liczne kapliczki jest widoczny i utożsamiany z polskością, dlatego idealnie pasuje do słów hymnu jako „Pólskô wiara”. Wypada przypominać, że to nie inna tylko katolicka procesja spod Borowego Młyna rozpoczęła walkę o prawo powrotu Gochów do Polski. Negujących hymn Derdowskiego razi określenie„ pôlskô mówa” . No cóż, Polak jak się dobrze wsłucha zrozumie kaszubski, Niemiec nie. Nic, więc dziwnego, że już w XIX w. Derdowski utożsamiał mowę kaszubską z polskością. Natomiast trudno zrozumieć, dlaczego kwestionujący jego hymn jednocześnie przyznają, że jest on uznawany za takowy przez starsze pokolenie Kaszubów. Czyżby odczucia tego pokolenia się nie liczyły? Jeśli tak, to swoista to demokracja. Kaszuby to klejnot, który świeci w polskiej koronie, jak się go stamtąd wyrwie przestanie świecić, a i korona stanie się uboższa. Młodzież Gochów jest gwarantem, że klejnot w koronie pozostanie. To zrozumiałem na Gochach. Czas spędzony na Gochach utwierdził mnie w przekonaniu, iż to tu najlepiej poznawać prawdę o polsko- niemieckim pograniczu. Bo czyż nie pięknie dla polskiego ucha brzmi przewijające się niemal w każdym zakątku nazwisko Żmuda – Trzebiatowski. O czym można było się przekonać z wystąpienia Zdzisława Żmuda- Trzebiatowskiego. Duchem Spotkań był Zbigniew Talewski, tak jak Trzebiatowskich tak i Jego wszędzie na Gochach pełno. To dzięki niemu wrażeń było moc. Nic, więc dziwnego, że końcowy wieczorny program artystyczny stał się dla wszystkich doskonałą zabawą, której apogeum przypadł na występ ukraińskiego zespołu (rodowitych bytowianek) sióstr Bułka, gdy przy ukraińskiej muzyce bawić zaczęła się kaszubska brać. I chyba to jest największe przesłanie „I Spotkań…”. Gochy są nasze, wspólne. Z tym przekonaniem wróciłem do Drawna i już myślę jak i gdzie tu na zachodnich kresach wkomponować tablicę z rodłem i „Prawdami Polaków” bo ; „ Tam gdze Wisła ód Krakówa |

![Andrzej Szutowicz [Drawno]](/foto/autorzy/26.jpg)