X
Lipiec był niemal zawsze radosnym okresem wypoczynku na który nie tylko uczniowie ale i my starsi pracujący z utęsknieniem wyczekiwaliśmy wykonując swą pracę ...Słowem był to pierwszy miesiąc wakacji i masowych urlopów – był..... co oznacza, że nadal nim nie jest, ale dla wielu już nie jest takim samym okresem wypoczynku jak to .... „za komuny” bywało. Czemuż? Otóż wielu z nas - nawet Ci z długoletnimi stażami pracy , przymusowo muszą pożegnać się z pracą i przejść ...na urlop... na przymusowy urlop, pełen beznadziejności jutra, przepełniony zgryzotą i nostalgią za tym co było i się utraciło.....Po upadku kolejnego „giganta” i satelickich szczecińskiej stoczni zakładów, rośnie wśród Pomorzan stan frustracji, wprost proporcjonalny w swym natężeniu do możliwości przetrwania.....
Gdy brakowało chleba w myśl rzymskiej maksymy robiono igrzyska. Zrobiono, ale nam, naszym orłom nie udało się, bowiem i w kopaniu piłki... Polak już także nie potrafi ...za wiele ! Dobite za przyczyną naszej reprezentacji w piłce nożnej przez Koreańczyków i Portugalczyków ... nastroje, które i tak już uprzednio były fatalne z powodu narodowego bezrobocia, nie chciejstwem części społeczeństwa co wstąpienia nas do UE a część, że to przyjęcie może się opóźnić , naciskami Rosji o królewiecki korytarz a ponadto nadwyżką gazu i zboża ; nieodzownie wiedzie nas do psychicznego „dna”.
Na nic zdają się protesty Samoobrony w tej ostatniej wymienionej przeze mnie kwestii – nazwijmy ją umownie zbożowej. Andrzej Lepper, który nie tylko wysypywanym ze swymi towarzyszami „importowanym zbożem”, którego ponoć nie ma , czyni wysiłki, które w przysłowiu określamy ...jako syzyfowym „rzucaniem grochu o ścianę”, bądź przypominają słowa ludowej piosenki o pewnej rozmowie, która podobnie jak jej /piosenki/ słowa oznajmiają nam jej skutek, „...że chłop przemówił do obrazu, a obraz doń ani słowa.... taka była ich rozmowa”. Może nie do końca tak jest, bowiem z różnych stron „Obrazowych postaci” nie wyłączając niektórych hierarchów kościelnych. Stąd słyszymy oceny w stylu np. porównywania do szefa Banku Zbożowego – filmowo powieściowego Dyzmy. Niejednokrotnie słyszy się nieb4ezpieczne pomruki gróźb , a w wyniku ich występowania działacze Samoobrony muszą prosić o ochronę. Dzisiaj już nie można nam wmawiać, że to tylko Lepper, a reszta jego działaczy to figuranci, niedouczeni obywatele...wieśniaki.. a przede wszystkim , że wśród nich nie ma - a jeżeli już są – to bywają kiepskimi politykami i liderami lokalnymi, że w tej partii tylko jej wódz – jak go co niektórzy złośliwie określają - pcha się na afisz (czytaj np. do programów TVP ) bo...się wyrobił i potrafi tylko oskarżać. Otóż ostanie programy telewizyjne, zarówno Tygodnik Polityczny czy Forum i inne, udowodniły, że Samoobrona ma nie tylko Lidera... lecz równie poza Nim, wielu oddanym sprawie swych członków, w tym ludzi młodych czego przykładem była występująca w jednym z majowych programów Forum - pani Jankowska, studentka i działaczka Samoobrony. A czy pan przewodniczący Andrzej Lepper bezpodstawnie wyraża swe, a przede wszystkich tych , którzy mu wierzą – a jest ich sporo o czym świadczą kolejne sondaże – określone obawy , okażą po części wyniki jesiennych wyborów samorządowych !
XX
Na tragifarsę zakrawa prawie już trzyletnie mamienie przedwyborcze a potem po zdobyciu władzy przez liderów i ekipę rządową SLD łącznie z Panem Prezydentem RP, urodzonym i wychowanym przecież tu wśród nas - nie realizowanie a wręcz dzisiaj sabotowanie , społecznie autentycznych, lokalnych oczekiwań co do utworzenia województwa środkowopomorskiego.
Czy na kpiny nie zakrawa - ostatnie zdyscyplinowanie przez prezydium klubu poselskiego SLD, parlamentarzystów koszalińsko – słupskich tej partii (30-tu), którzy zgłosili w tym względzie do Marszałka Sejmu, poselską inicjatywę ustawodawczą Zarzuty iż działają wbrew woli SLD w tym względzie, są wyraźnym zaprzeczeniem co do roli jaką to poseł musi spełniać w stosunku do oczekiwań swych wyborców. Taka dyktatorska i jednocześnie dogmatyczna reakcja ze strony władz klubu i kierownictwa SLD, wobec swych parlamentarzystów a przez nich przede wszystkim do członków swej partii z tego terenu a zwłaszcza swych wyborców, pokazuje, że wszyscy poniżej wysokiego kierownictwa są traktowani instrumentalnie. Ci co bezwzględnie podporządkowują się woli czołówki partyjnej (w historii to już nie raz przerabialiśmy zarówno w postaci faszyzmu jak komunizmu) w swym wyborcom pokazują iż omylili się powierzając im swe głosy, że w wielu przypadkach głosowali nie na swych – terenu przedstawicieli, a w niektórych przypadkach, na bezwolne marionetki, ślepo wykonujące polecenia swej partyjnej zwierzchności.
Inicjatora działań poselskich w tym względzie - posła Edwarda Wojtalika ostrzega się dzisiaj , że za brak dyscypliny partyjnej w tym względzie może być ukarany wykluczeniem z klubu SLD. Grozi to prawdopodobnie także i innym naszym posłom ( SLD ) , którzy nie porzucą marzeń rewizji granic wojewódzkich . Sądzę, że te odgórne pokrzykiwania i pobrzękiwania laską marszałkowską - zaognią tylko sytuacje i zdeterminują w dwójnasób wszystkich bojowników tej sprawy bez względu na przynależność partyjną. A nawet – jaki to byłby piękny ślub – może doprowadzić iż wyrzuceni ze swych klubów posłowie SLD I PSL przyłączą się np. do klubu parlamentarnego Samoobronny..... Czy z taką ewentualnością nie liczy się „Kierownicza Warszawka?”
Czyżby dla wielu z nas - opowiadających się za powołaniem województwa środkowopomorskiego , a tym samym oczekujących, że zgodnie ze swym programem wyborczym SLD – UP – PSL - naprawi – nazwijmy to delikatnie okolicznościową pomyłkę popełnioną przy podziale administracyjnym kraju przez swych poprzedników – to dzisiejsze stanowcze nie ! - wyartykułowane w tej materii z warszawskich gabinetów, oznacza dla nas już definitywny kres dawanym nam nadziejom , które okazały się tylko polityczną grą i ułudą !
XXX
Wzorem inicjatywy ogólnopolskiej, również my Kaszubi – a jak... nie można to? chciałoby się wszem i wobec zadziwionym powiedzieć – zorganizowaliśmy konkurs – dyktanda pisanego w języku kaszubskim ! Oczywiście pochwalam tą inicjatywę, lecz nie byłbym sobą gdybym nie miał swego – „rechtu” i w tej sprawie ! Otóż dyktando to odbywało się pod hasłem i umownym patronatem „Hieromina Derdowskiego”, którego w tym roku w sposób szczególny upamiętniamy z okazji 100 rocznicy śmierci. O co mi w tym względzie chodzi – mianowicie o to, że ten Wysoki Patronat ni jak nie pasuje do stosunku i opinii jakie za swego życia prezentował Derdowski, wobec zafascynowanego ideami panslawistycznymi Floriana Ceynowy, który był twórcą gramatyki i pisowni tego jak dotąd mówionego języka regionalnego. Odsyłam do zamieszczonego w tym numerze „NG” artykułu red. Zbigniewa Studzińskiego, zwracającego uwagę na stosunek H. Derdowskiego w tym względzie.
A propos języków mniejszości , czy też gwar to we wstępie Jacka Perlina w książce „Polityka językowa a języki mniejszości” autorstwa Jose Maria Tortosa natrafiłem na ciekawy fragment warty zacytowania, dot. pow. kwestii, otóż: „...wszelkie podziały na języki i dialekty oparte zostały wyłącznie na kryteriach wyłącznie nielingwistycznych - mianowicie socjologicznych a ściśle socjologiczno – polityczno – kulturowo- historycznych. Język słowacki jest na przykład o wiele bliższy strukturalnej literackiej polszczyźnie niż dialekty kaszubskie uważane za gwary języka polskiego. Fakt, że nigdy nie łączono słowackiego i polskiego w jeden język, dialekty kaszubskie zaś włączono do polszczyzny, ma swe oczywiste przyczyny w uwarunkowaniach historycznych i politycznych.”
A dalej m.in. czytamy: „W przypadku języków mniejszości...to co prywatne, wyraża się w kombinacji idei miłości z poszukiwaniem korzeni. Miłość – nie ma potrzeby odwoływania się do Alberoniego – jest formą odnalezienia się w kimś drugim. Powiedzmy jasno: jest to pewien sposób wyalienowania się. Osobnik zakochany w swoim języku zamyka się w nim i nie chce zrozumieć, że inni nie pragną tego samego. Jest to zarazem przykład na poszukiwanie korzeni. Chodzi jednak o coś dokładnie przeciwnego niż w przypadku miłości, a mianowicie o identyfikowanie się z sobą samym, ze swoja przeszłością i historią. Jak łatwo zrozumieć, powiązanie miłości z tożsamością prowadzi do narcyzmu. Inaczej mówiąc – do lokalnego patriotyzmu ( J.M Tortosa)”
Eugeniusz Gołąbek swój polemiczny artykuł w majowo – czerwcowej „ODRODA” zatytułowany: „Kaszebi w Europie” ( generalnie wyraża w nim swój sprzeciw przystąpienia Polski do UE bo „przestąpienie do Unii zniszczi polską ( i kaszebską ) wieś” ) kończy zawołaniem: „Chceme ( my Kasubi – red.) le sa trzemac raza z Polochama!”
Drechu Eugeniuszu, czy nie identyfikuje się Wasta z powiedzeniem ks. Sychty:
„nieprawdą jest, że Kaszuby należą do Polski, one są Polską !” ?
XXXX
Przez 5 miesięcy - od stycznia do czerwca br. przyszło mi pełnić funkcje zarządcy komisarycznego jednego jeszcze działającego na Kaszubach państwowego przedsiębiorstwa turystycznego i stadniny koni. Przedsiębiorstwo to objąłem pełen zapału i wiary iż je wyprowadzę „na prostą” lub z korzyścią dla wszystkich, a zwłaszcza dla załogi i miejsca w którym ono się znajduje przekształcę w nowy podmiot gospodarczy, który spełniać będzie w nowej formule swe zgodne z zapotrzebowaniem funkcje. Marzyło mi się by w tej postępującej dzisiaj biedzie i ubożeniu społeczeństwa, na pomorsko – kaszubskim rynku usług turystycznych pozostałby chociażby jeden publiczny zakład turystyczny, otwarty na kieszeń przeciętnego obywatela. Już widziałem tu gromady uśmiechniętych dzieciaków z rodzin patologicznych, biednych i te z domów dziecka - nawet już wyszedłem z inicjatywą do Kuratorium, do odpowiedniego departamentu w Urzędzie Marszałkowskim, do Powiatowych Ośrodków Pomocy Społecznej i Rodzinie, by wspólnie podjąć program w tym względzie nazwany przez siebie „Dar z serca”. Muszę przyznać, że znalazłem odzew na ten swój zapał. Uwierzyła mi jak sądzę także załoga , którą poniosła ma wizja nie tylko przetrwania ale i rozwoju, gwarantująca - zwłaszcza im na tych kaszubskich – somińskich – „przemysłowych pustkach” – pracę ! Mając ten pełen optymizmu i sił zapał – nie przestraszył mnie stojący przede mną ogrom zadań, determinowany: finansowym krachem ekonomicznym firmy, zużytą bazą i „resztką z kiedyś dużego i w dobrej kondycji stada koni”. Te cudowne rumaki , które tam zastałem w swej przewadze zasługiwały za swą długoletnią pracę na ...godną emeryturę...
Słowem , przechodząc w styczniu przez bramę OW „Kaszubski Bór” niestraszna była mi „skrzecząca tam rzeczywistość”. Niemniej uważam ,że wszystko to co – jak już wspomniałem - zastałem tam po swych poprzedniczkach, które przy bierności organu założycielskiego przez dwa lata przejadły majątek firmy, wprowadzając ją pod każdym względem w stan agonalny....musi być wyjaśnione. Również i to z jakiego powodu w 2000 roku, w dobrze prosperującym zakładzie wprowadzono zarząd komisaryczny a także dlaczegoż to 1 czerwca br. w przede dniu sezonu turystycznego przygotowany do niego zakład, postawiono w stan likwidacji. Ciekawym jest kto za tymi wszystkimi poczynaniami – „stał”. W pewnym sensie odpowiedź na te pytania da cena za którą on zostanie sprzedany lub przekształcony, a przede wszystkim to - kto go personalnie nabędzie...., ale to już nie moje zmartwienie, lecz tych co odpowiadają za praworządność !
Ale cóż - jak powiedziałem powyżej - dla mnie wiecznego idealisty, wojownika zawsze lepszej sprawy – Kaszuby, któremu nie straszny jest ani „strach – trud i nie warto” naturalnym obowiązkiem było podjęcie tego wezwania ...
Przy życzliwości wielu osób, okolicznych rolników ( kredytowali sprzedaż paszy ) , władz gminy, energetyki i wielu innych instytucji i osób prywatnych – których nie sposób wymienić tu wszystkich, udało mi się bez grosza w kasie , przy zablokowanych kontach bankowych
( też zerowych ) przetrwać wraz z załogą i inwentarzem, ten najgorszy - bez produktywny dla takiej jak ta firma - zimowy okres. Co więcej w miarę możliwości... mej kieszeni, (pożyczałem firmie czyli sam sobie ) udało mi się przygotować w dużej części bazę Ośrodka , do sezonu i zagwarantować „gości” na zbliżający się sezon....czyli nadzieja, która była w nas tam pracujących , zaczęła się materializować – poczęły wpływać pierwsze pieniądze....!
W międzyczasie złożyłem program naprawczy , uzgadniałem ze swą „Górą” przedsięwzięcia , które podejmę w zakresie prywatyzacji...prowadziłem rozmowy z potencjalnymi nabywcami firmy, bądź chcącymi z załogą utworzyć spółkę pracowniczą i przejąć od państwa ten majątek... I co...?
Chyba było za dobrze... bo jak grom z jasnego nieba gruchnęło, że przedsiębiorstwo zostaje postawione w stan likwidacji... a ja? ... za bramę! Likwidator przysłany przez Pana Wojewodę z Gdańska ( mnie także – jak m.in. oznajmiano w miejscowej prasie – komucha - na to stanowisko powołał w/w ) z całą swą 4 osobową ekipą ( która żyć będzie na koszt tej umęczonej do stanu nędzy - firmy ) jeszcze w przededniu objęcia przez siebie „władzy” , z ironią pokazał mi bramę....było to podczas spotkania z załogą ( po raz któryś ogłupioną, nie wiedzącą o co w tej dwuletniej po raz czwarty zakręconej karuzeli personalnej chodzi ) kiedy to - poprosiłem by przyjął spisany przeze mnie indeks bieżących spraw firmy...” – to on z dużą osobistą kulturą, jak na urzędnika wojewódzkiego przystało – oficjalnie krzyknął , „że mam się od niego odpieprzyć” !
No cóż za Wyspiańskim chciałoby się powtórzyć ( o sobie ) – że „miałeś...ale nie dla ciebie chamie był ten....złoty róg...” !, albo na cygańską nutę – pełną nostalgii i obaw za tym co pozostawiłem, zanucić....że „ jest mi koni żal” , a na serio przed wszystkim szkoda mi pracujących tam od lat oddanych tej firmie ludzi, którym nie dane mi było nawet podziękować za współpracę... Czynie to teraz.... i w tym miejscu. Dziękuję !
Zbigniew Talewski.