NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny

Zbigniew Studziński []

Derdowski o Kaszubach

[NG: 09]   Autor: Zbigniew Studziński - (liczba artykułów: 25)
Nadal wędrujące przez
Kaszuby „społeczne niemoce”
- Trud, Strach i Nie Warto.

Nadal wędrujące przez
Kaszuby „społeczne niemoce”
- Trud, Strach i Nie Warto.


Wiatrak

Wiatrak


Rok 2002 – Rokiem Hieronima Derdowskiego

Przeszło półroczna podróż i pobyt w Petersburgu / o czy pisałem w poprzednim numerze „NG” / były dla Derdowskiego pod wieloma względami kształcące. Pożyteczne i owocne było przede wszystkim zetknięcie się w Petersburgu z prof. Bogusławskim, który od wielu lat zajmował się Słowiańszczyzną zachodnią. Codziennie kilka godzinne studiuwanie historii, geografii i etnografii Kaszub zaowocowało pracą poety „O Kaszubach”, która ukazała się w 1883 roku w „Przeglądzie Polskim”.
Na owe czasy rozprawka „O Kaszubach” stanowiła najwszechstronniejsze źródło informacji o żuciu i charakterze ludu polskiego, mieszkającego nad Bałtykiem. Zbierając do niej materiały, Derdowski zapoznał się dokładnie z danymi, których dostarczyli między innymi: Lorela, Hilferding i Ceynowa. Znal także działalność Mrongowiusza. Poza tym korzystał z bogatych własnych obserwacji i doświadczeń.
Na wstępie omawia historię „szczepu polskiego” zwanego Pomorzem. Podkreśla, że „wojny królów piastowskich z książętami pomorskimi były wielkimi błędami politycznymi ze strony polskiej, bo coraz więcej osłabiały pobratymczy szczep, tak bardzo potrzebny do wspólnej walki z Niemcami”
Dalej mówi, że cudem ocalał tutejszy język , którego używano pomiędzy Słupskiem a Gdańskiem. Okolice te nazywano Kaszubami od zakasanych szubów czyli baranich kożuchów,które nosili tamtejsi mieszkańcy, tak mężczyźni, jak kobiety.
Charakteryzuje oprócz stroju, także krajobraz, gościnność, wierzenia, przesądy tego ludu. Dłużej zatrzymał się przy Słowińcach, używając na ich określenie nazwy „kabatków”. Resztki tego kaszubskiego szczepu – pisze Derdowski – mieszkają pomiędzy jeziorami Gardno i Łebsko, gdzie wyparci zostali przez Niemców. Ubolewa, iż zaledwie 3000 mówi narzeczem kaszubskim.
Opisuje tą ziemie m.in. pisząc: „Na Kaszubach południowych role tylko dobre pod kartofle lub tatarkę, żytko nie bardzo się obradza”.
Dużo miejsca poświęca wzmagającym się tendencjom germanizacyjnym. Niepokoi go budowa kolei, ponieważ przy tworach tworzą się osady niemieckie. Uważa, że treści germanizacyjne płyną z Gdańska przez tamtejsze pismo: „Westprenssisches Volksblatt”. W powiecie puckim już prawie każdy chłop wiejski mówi tak dobrze po niemiecku, jak po polsku. Stwierdza, że „najsilniej stoi narodowość polska w kaszubskich wsiach gospodarskich ( Wiele, Karsin, Borzyszkowy )”. W tych wsiach najbiedniejszy wyrobnik czyta pismo ludowe – „Przjaciela” lub „Pielgrzyma”.
W dalszej części tej pracy opisuje obyczaje i wierzenia Kaszubów. Mówi, że „zabobonność i łatwowierność, to wadliwa strona w charakterze ludu kaszubskiego, ale ta własnie strona pokazuje nam naturalną prostotę i naiwność”.
Na kartach tej rozprawki autor daje obraz rodzimej literatury, zamykający się w dwóch nazwiskach: Ceynowy i swoim własnym. Pisze, że Ceynowa - „...chociaż pracował może w najszczerszych chęciach, niczym się Kaszubom nie przysłużył, owszem, wiele nam zaszkodził, przedstawiając nas jako osobny naród, rozpowszechniając drukiem najbrudniejsze piosenki i to śpiewane Bóg wie gdzie, tylko nie na Kaszubach, zaszczepiając pomiędzy prostaczkami idee ateistyczne i siejąc niezgodę pomiędzy ludem a szlachtą”.
Niepotrzebnie też tworzył dla narzecza kaszubskiego dziwaczną ortografię na podstawie języka łużyckiego i czeskiego, co było skutkiem zaznajomienia się podczas jego studiów na uniwersytecie wrocławskim z Hórnikiem i gronem akademików czeskich. W ortografii nie był Ceynowa nawet konsekwentnym; błąkał się , jak to było w czasach pierwszych druków polskich XVI wieku.”
Powyższa ocena jest niewątpliwie bardzo surowa i niesprawiedliwa. Czyżby Derdowski chciał pokazać, że jest lepszy od Ceynowy ?
Pisząc o sobie o swojej twórczości, wypowiada się Derdowski o swym programie, różnym od tego , który realizował Ceynowa. W tym względzie tak go przedstawia: „Kaszubom, których narzecze jest tylko słabym odcieniem gwary mazowieckiej, właściwie osobnej literatury nie trzeba. Mówiąc pacierz, starają się go wymawiać jak najczyściej po polsku, nie czytają też innych książek do nabożeństwa i z powieściami, tylko polskie. Ale można by jednak, choćby tylko po dyletancku, jak to czynią Niemcy w narzeczu plattdeutsch, podejmując dalej rozpoczętą pracę nad pielęgnowaniem tego jędrnego narzecza, w którym wyrazy prawie same z siebie układają się w obrazy idyliczno – naiwne, w jakich się przedstawia lud kaszubski we wszystkich stosunkach życia”.
Dalej przytacza fragment przez siebie napisanego „Czorlińskiego” i na jej kanwie snuje swą ocenę na temat istoty i roli kaszubszczyzny: „Z powyższej próbki narzecza kaszubskiego widać, jak dalece jest ono zbliżone do czystego języka polskiego. Czasem razić może używanie germanizmów, jak: doch – jednak, le – tylko, kiej – kiedy, ale Kaszubi coraz więcej się ich pozbywają a starają się mówić coraz poprawniej...Kaszubi jeszcze długo nie nauczą się mówić z pańska, górnie, gładko a wygadano, jak mówią w Poznaniu, Krakowie, Warszawie, bo ciężko im odzwyczaić się od starej rdzennej mowy przodków, a niestety , jak wszystko co stare wobec nowej mody tego doznaje, często tą mową
wystawiając się na śmieszki i przekąsy. Dlatego też w głąb Polski ich wiele nie pociąga, a z drugiej strony bory, piaski i bagna kaszubskie nie nęciły i nie nęcą Polaków znad Wisły do zwiedzania tego kraiku. Toteż jedni i drudzy mało o sobie wiedzą”.
Podobny pogląd na sprawę mowy kaszubskiejwypowiedział poprzednio w „Czarlińskim...”:
„ Ale ma le mowę naszą serdecznie kohejma
I po polsku coraz lepi godac sę starejma!
Le słuchejma co niedzelę polsciego kozania
Choc gadają u nas dzyso w każdy wse jinaczy,
Ciej le wjedno będzem dzałac rączo i wetrwale,
W kuńcu tak jak we Warszawie będzeme godale”.

W końcowej części swojej pracy „O Kaszubach”, wyraża słowa pełne żalu, a jednocześnie świadczące o dużej trosce Derdowskiego w sprawie mu najbliższej – Kaszubów i ich istnienia:
„ Za mało, za mało dotąd zajmowano się Kaszubami, w literaturze polskiej prawie nic o nich nie spotykamy. Wincenty Pol w „Pieśni o ziemi naszej” ani słowem nie raczył o nich wspomnieć. A trzeba pamiętać, że Kaszubi to dzisiaj jedyny lud polski i czysto – słowiański nad Bałtykiem, garstka niedobitków i milionów Pomorzan, już zawsze straconych dla Słowiańczczyzny”.

• Bibliografia
1/ Derdowski H. – „Pisma prozą”; Kartuzy 1939 r.
2/ Bukowski A. – „Regionalizm Kaszubski”, Poznań 1950 r.
 

 


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: Piaskownica