Na zdjęciu z 1944 roku: po lewej - Astrid i Irmgard
Był rok 1944. Trwała okrutna wojna. Alianckie naloty na Berlin trwały dzień i noc. Wówczas wiele niemieckich rodzin z bombardowanego Berlina wysyłało swe dzieci do małych, bezpiecznych miejscowości, aby im dać bezpieczne schronienie.
Mała miejscowość Przechlewko – na owe czasy, była jedną z tych „Oaz” spokoju - gdzie można było przetrwać tą straszną wojnę.
Moja żona Irmgarda miała wtedy 8 lat, a jej koleżanka zabaw w Przechlewku, która w tym czasie wyemigrowała z Berlina, miała 7 lat.
Kiedy zimą 1945 roku do Przechlewka zbliżał się ze wschodu front - Astrid wyjechała z Przechlewka i tym samym drogi przyjaciółek rozeszły się, jak się okazało na długie lata.
Astrid z innymi niemieckimi rodzinami opuszczały Przechlewko udając się na zachód. Nie wszyscy Niemcy opuszczali te okolice , bowiem rodzina mojej żony pozostała na miejscu.
Po wyzwoleniu Rodzina żony przyjęła obywatelstwo polskie. Stąd w dowodzie moja żona dostała nowe polskie imię : Irena.
W latach późniejszych siłą rzeczy musiało nastąpić sprostowanie tego niezgodnego z metryką urodzenia zapisu. Było to konieczne w momencie wyrabiania paszportu, czy też gdy założyliśmy rodzinę.
8 czerwca 1957 roku pobraliśmy się . W 1974 roku przeprowadziliśmy się do Kędzierzyna – Koźla.
Tak jak dla wielu rodzin polskich, okres tych lat był dla nas bardzo trudny. Codzienne życie utrudniało nam życie - ciągłe braki w zaopatrzeniu. To m.in. sprawiło , iż podobnie jak wiele rodzin mających niemieckie pochodzenie wyemigrowaliśmy do RFN- u. Stało się to 1 października 1988 roku . Z powodu motywów tej późnej emigracji - nazywa się nas w Niemczech Wirtschaptsnssiedler..ami – późnymi wysiedleńcami.
Ale wracam do tematu.
Stare przysłowie mówi: „Góra z górą nie zejdzie się , ale człowiek z człowiekiem - tak” ! Stąd nic dziwnego, że po 58 latach mogło dojść do spotkania koleżanek z dzieciństwa - spędzonego w Przechlewku. A więc spotkały się - Astrid z Irmgardą w Berlinie.
Nie sposób opisać radości chwili tegoż po latach - spotkania. Słowem - wzruszeń, opowiadań oraz wrażeń i wspomnień z okresu dzieciństwa spędzonego przez nie w Przechlewku było z tej okazji, co nie miara.
Przyjaciółki owe spotkanie mogły zawdzięczać przypadkowemu ogłoszeniu w
miejscowej gazecie.