| | SKĄD NASZ RÓDW cyklu: Skąd nasz ród (liczba artykułów 7)[NG: 09] Autor: Eugeniusz Buczak - Koszalin (liczba artykułów: 7)“ZIEMIA GROMADZI PROCHY” (4) Świadectwem słowiańskości terenów za Odrą oraz Pomorza Zachodniego było też pochodzenie rodów książęcych władających poszczególnymi plemionami słowiańskimi. Nic przeto dziwnego, że Józef Kisielewski w każdym niemal rozdziale swej książki powołuje ich na świadków, aby poprzeć swą tezę: „myśl jasna i oczywista, że Prusy na całej przestrzeni nie mają pod sobą ani kawałka, ani kilometra ziemi niemieckiej ...”. Z udowodnieniem tej tezy nie ma problemów, ponieważ historia terenów pomorskich i zaodrzańskich – po Lubekę – aż roi się od dowodów słowiańskiej przeszłości. Kisielewski zachwyca się często demokratycznymi formami sprawowania rządów przez książąt słowiańskich. Pisze: „Państwo obotryckie miało charakter monarchiczny, w przeciwieństwie do Weletów, którzy byli demokratycznego ducha. Często czyta się w kronikach imiona książąt obotryckich: jeden książę nazywał się Drożko, inny Sławomir, Mściwoj, Gotszalk, Henryk, Kruto ... Obotrycki książę Przybysław tak przemawiał na rynku w Lubece latem 1156 roku do starogardzkiego biskupa Gerolda, który przyjechał namawiać Słowian do przyjęcia chrześcijaństwa: „Książęta sascy z taką surowością obchodzą się z nami, że z powodu uciemiężeń podatkami i niewolą wolimy śmierć niż takie życie. Oto w tym roku my, mieszkańcy tego malutkiego zakatka, zapłaciliśmy księciu 1000 grzywien, potem hrabiemu holsztyuńskiemu tyle to set, i jeszcze tego nie dość, codziennie krzywdzą nas i ciemiężą aż do zupełnego zniszczenia. Czy moglibyśmy więc poświęcić się tej nowej religii, żebyśmy pobudowali kościoły i chrzest przyjęli, kiedy nam codziennie ucieczka przed oczami staje? O, gdybyśmy przynajmniej mieli dokąd uciekać! Przejdziemy za rzekę Trawę – i tam podobneż nieszczęścia; pójdziemy nad rzekę Pianę – i tam toż samo. Cóż więc nam pozostaje, jeżeli nie porzucić naszą ziemię, przenieść się na morze i zamieszkać wśród fal?”. Podobny los spotkał władców słowiańskich z Rugii. Józef Kisielewski jest wręcz zachwycony dziejami dynastii rugijskiej. Pisze: „Na wyspie Rugia od dawien dawna panowała dynastia książąt obotryckiego władcy Kruka. Z tej dynastii pochodził stary król Rec, którego synami byli Tetysław i Jaromir. Po śmierci Jaromira I linia książęca rozdzieliła się na główną i boczną. Ci ostatni, potomkowie Stoisława, osiedli w Podbórzu i siedzą tam do dni naszych jako „Furst bon Pottbus”. I tu znów warto zwrócić uwagę na to, że dynastia książąt słowiańskich, niegdyś panów na Rugii, przetrwała do czasów prawie nam współczesnych. Czy miała ona świadomość słowiańskiego pochodzenia? Jak najbardziej. Kultywowała ona m.in. tradycje nadawania dzieciom imion słowiańskich, pielęgnowała dawne obyczaje. Wróćmy jednak do tego, co o władcach Rugii pisze Józef Kisielewski. „Z głównej linii, szli jeden po drugich, panując nad całą Raną: Boranta, Wieszesław I (1218-1250), Jaromir II (1250-1260), Wieszesław II (1260-1302), Wieszesław III (1303-1325), a piszą się wszyscy już „z bożej łaski książęta Ranów”. Któż pamięta, że na tych terenach nadbałtyckich były nie tylko dynastie słowiańskie, nie tylko szło regularne następstwo panowania, ale daty poszczególnych władców są przez historię odnotowane. Któż o tym pamięta?” Dodajmy: któż pamięta o tym, że Rugia wchodziła w skład państwa polskiego? Było to za czasów Bolesława Krzywoustego. Z tego właśnie okresu mamy przekaz kronikarski Ottona z Fryzungi, który pisze, że król polski dokładnie w 1135 roku złożył hołd cesarzowi Lotariuszowi z Pomorza Zachodniego i Rany. J. Kisielewski pisząc o tym dodaje: „Ten zapisek kronikarski oznacza nie mniej nie więcej tylko to, że Rugia przez jakiś czas należała do Polski ...”. Przejdźmy do omówienia dziejów dynastii książąt zachodnio-pomorskich, jako że zajmuje ona w książce Kisielewskiego najwięcej miejsca. I chociaż obecna wiedza jest o wiele bogatsza niż przed 1939 rokiem, to jednak warto przytoczyć sądy autora „Ziemia gromadzi prochy”, ponieważ są one poparte pasją odkrywcy. A Józef Kisielewski czuje się nieustannym odkrywcą. Przedstawia społeczeństwu z końca lat trzydziestych rzeczy i dzieje historyczne, które były mu dotąd zupełnie nieznane. Prawdą okazała się bowiem dotychczasowa legenda o wbijaniu słupów granicznych w rzece Łabie przez Bolesława Chrobrego, jak również – że na terenach zaodrzańskich mieszkały niegdyś liczne plemiona słowiańskie, że olbrzymia część III Rzeszy hitlerowskiej składała się z terenów niegdyś zamieszkałych przez żywioł słowiański przez spory szmat czasu związany z Polską piastowską. Nic przeto dziwnego, że Kisielewski szczególnie dużo miejsca w swej książce poświęca dynastii pomorskiej. Pisze on: „Zarówno polscy i niemieccy uczeni ustalili na podstawie dokumentów, że pierwszym historycznym księciem Pomorza Zachodniego był z rodu słowiańskiego – Warcisław I. Mieściło się jego panowanie gdzieś około lat 1120-1136. Lecz kto był przed nim? Wiadomo, że byli książęta słowiańscy, notatki o tym luźne zna historia, ale trudno z nich wyprowadzić logiczną całość ... Na ogół wszyscy się z tym godzą, ze przed okresem Mieszka na Pomorzu Zachodnim panowały miejscowe rody książęce. Biorąc ten fakt pod uwagę jeden z uczonych polskich dynastię książąt pomorskich wyprowadza właśnie z tych dawnych tubylczych rodów. Droga miała być taka sama, jak Popielów i Piastów (...) Inni uczeni uważają, że rody pomorskie musiały ustąpić miejsca woli zwycięzcy Chrobrego, który osadził na grodzie książęcym swego przyrodniego brata Świętopełka. Od niego rozpoczęła się historyczna dynastia pomorska. Dynastia piastowska (...) W każdym razie ta rzecz jest ponad wszelką wątpliwość pewną – był to ród słowiański, do połowy XIII wieku ani jednej niemieckiej cechy nie posiadający. Pierwszy historyczny książę, na którego się wszyscy zgadzają, Warcisław I, sam reprezentował cechy słowiańskie i dwór swój w tym charakterze utrzymywał. Dzierżył on całe Pomorze, składając z niego hołd lenny władcom Polski”. Dalsze poglądy J. Kisielewskiego na tę sprawę można streścić w następujący sposób. Warcisław I posiada całe Pomorze Zachodnie i zaodrzańskie, zwane kilka wieków później Maklemburgią. Jeszcze za życia podzielił swoje księstwo pomiędzy dwóch synów – Bogusława i Kazimierza. Pierwszy z nich otrzymał Pomorze zaodrzańskie z siedzibą w Wołogoszczy, a drogi Pomorze Zachodnie z siedzibą w Kamieniu Pomorskim. Bogusław spowinowacony był z Piastami, bowiem miał za żonę Anastazję, córkę Mieszka Starego. Dalej losy obu księstw potoczyły się różnymi drogami. Raz książęta składali hołd cesarzom niemieckim, raz znów królom polskim. Kiedy jednak w oczy zaglądało im niebezpieczeństwo, najczęściej zwracali się w stronę Polski. Powoli jednak – jak pisze J. Kisielewski – Pomorze Zachodnie ulega przemocy niemieckiej. Dzieje się to na skutek nieustającego naporu germańskiego, który później nazywany zostanie „Drang nach Ost” i zamieni się w polakożerną akcję. „Ale poczucie łączności książąt z Polską nie ginie. Można rzec, ze dopiero teraz, po pogrążeniu się w pętlę niemiecką, budzi się na dobre poczucie przynależnienia do słowiańskiej rodziny, do jedności z Polską. Uwidacznia się to w licznych i bardzo ścisłych związkach z krajem ojczystym. Owe związki odbijają się na obyczaju, na stylu życia dworskiego i na żonach. Wśród małżonek książąt pomorskich wiele pochodzi z Polski. Owe mariaże nie pozostają bez znacznego wpływu na charakter życia nad Odrą”. Latem 1937 roku urządzono w Szczecinie wystawę poświęconą książętom pomorskim, z okazji 700-lecia powstania ich dynastii. Wystawa zgromadziła dokumenty, portrety i sprzęt obyczajowy; liczne a luksusowo wydane monografie roztoczyły przepych rekwizytu zdobniczego, jakim się tutejsze dwory książęce otaczały. „Tak przy tym pokierowano dobrem eksponatów – pisze J. Kisielewski – że charakter słowiański książąt został zupełnie lub prawie zupełnie zatuszowany. Raz jeszcze sprzeciwiono się prawdzie, bowiem znaną jest prawdą, że do czasów reformacji dwory tutejsze miały silny koloryt słowiański, polski”. Trzeba tu jednak gwoli prawdzie historycznej dodać, że właśnie reformacja obudziła, głównie wśród ludności słowiańskiej, poczucie narodowe. W tym czasie ukazało się wiele wydawnictw w języku rodzimym. W kościołach aż do wieku XIX wygłaszano kazania w językach kaszubskim i polskim. „Ci dwaj Kazimierzowie są – pisze Kisielewski – ze sobą wielokrotnie spokrewnieni; względy rodzinne, ale i dynastyczne zbliżają ich ze sobą. Kazimierz Wielki ma jeden jeszcze powód do takiego zbliżenia: wiadomo już, że zejdzie do grobu nie zostawiwszy następcy. Wówczas przychodzi adopcja Kaźka przez Kazimierza Wielkiego i testamentarne nadanie mu Ziemi Łęczyckiej, Sieradzkiej... Ten osobliwy akt dokonał się z myślą wprowadzenia na tron księcia pomorskiego. Sprawę jednak po śmierci Kazimierza Wielkiego przeinaczono. Przeinaczyli ją ponownie małopolscy, którzy obaliwszy wkład wezwali na tron Ludwika Węgierskiego. Ten moment był historyczną zwrotnicą: odsuwał Polskę od Bałtyku na długie wieki, pozwolił na swobodne pęcznienie Zakonu Krzyżackiego, na powstanie Prus”. /cdn/ |
