NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny

Na zaproszenie „Europaische Akademie – Akademii Bałtyckiej” w Sankelmark koło Flensburga w Niemczech w pobliżu granicy z Danią, która ma swą siedzibę w pięknie położonym kompleksie starych budynków, stojących przy jeziorze i w parku ze starym drzewostanem, uczestniczyłem od 19 do 21 kwietnia br. w seminarium, pt. „Kaschuben und Pommern” („Kaszubi i Pomorze”).
Wśród uczestników tej konferencji byli m.in. prof. Józef Borzyszkowski i dr Cezary Obracht – Prondzyński , obaj z Instytutu Kaszubskiego w Gdańsku; prof. Wiesław Gruszkowski z Sopotu, prof. Zbigniew Zielonka z Pomorskiej Akademii Pedagogicznej w Słupsku, dr Miloś Reznik z Pragi, dr Marianne Wannow – była Konsul Generalna Niemiec w Gdańsku, p. Maria Puttkamer z Niemiec, Piotr Dziekanowski – red. Nacz. „Kuriera Bytowskiego”, p. Czeslaw Meyer z Chojnic, p.p. Salomea i Georg Oberzig z Rumi oraz wielu innych gości z Polski i Niemiec. W seminarium udział wzięło około 50 osób.
Spotkaniu patronował w/w Instytut Kaszubski z Gdańska, Europejska Akademia Sankelmark, Niemiecki Ośrodek Kultury Europy Wschodniej w Poczdamie oraz Stowarzyszenie Katolików Gdańskich w Niemczech, któremu aktualnie prezesuje p. Gerhard Nitschke.
Akademia Baltica w swych założeniach ideowo – naukowych, nawiązuje do tradycji Ostsee – Akademie w Travemunde – Lubece.. Jej celem nadrzędnym jest stwarzanie podstaw do zawiązywania się partnerstwa i współpracy między narodami Europy Środkowej i państw nadbałtyckich. Stąd realizuje ona wiele międzynarodowych spotkań, w których przede wszystkim udział biorą intelektualiści, zwłaszcza reprezentujący młode pokolenie naukowców, artystów, animatorów życia społecznego z Litwy, Łotwy, Estonii oraz Polski. Te spotkania odbywają się bądź na miejscu w Akademii lub na sesjach wyjazdowych we wspomnianych krajach. Jedno z takich spotkań odbyło się także w Bytowie w hotelu „Bismark”, a brali w niej udział przedstawiciele miejscowej ludności autochtonicznej Kaszubów i mniejszości niemieckiej i ukraińskiej, a także Niemców. Tematem wiodącym tego spotkania było: „Sąsiedztwo na Pomorzu”. Podobne seminarium z tym samym tematem odbyło się także w Kołobrzegu.
Jeszcze w tym roku, jak wynika z programu pracy Akademii, zorganizowane będą kolejne spotkania, których tematem m.in. będzie: „Młodzież W Europie”; „Łotwa wczoraj, dzisiaj i jutro”.; „Pomorze- Gdańsk i Malbork”, oraz innych wiele, ciekawie zapowiadających się konferencji i seminariów naukowych.
Jak wspomniałem, tematem seminarium, w którym uczestniczyłem były; Kaszuby i Pomorze. Kwestie dotyczące tego tematu pogrupowane zostały i omówione w następujących blokach tematycznych:
- Kaszubi wczoraj i dziś;
- Kościoły i klasztory na Kaszubach;
- Historiografia i tożsamość;
- Kaszubi po 1945 roku
- Kaszubsko- Pomorska Ojczyzna. Historia i teraźniejszość;
- Kaszubi pomiędzy Niemcami a Polską;
- Projekcja filmu pt. „Między narodami”. Po projekcji,
- odbyła się dyskusja;
- Codzienne życie na Kaszubach dawniej i dziś.
Poszczególne te tematy, zostały w sposób wysoce profesjonalny zarówno przygotowane, jak i przedstawione przez wybitnych znawców tematyki pomorsko – kaszubskiej - wymienionych: prof. Józefa Borzyszkowskiego i dr Cezarego Obrach – Prondzyńskiego, oraz dr Dietmara Albrechta; dr Miloś Reznika, dr Hanne Nogosek z Niemieckiego Kulturforum; dr Christiana Pletzinga z Akademii Baltica, inż. Arch. Gerharda Nitschke – wyróżnionego odznaczeniem- „Zasłużony dla Miasta Gdańska” i prof. Zbigniewa Zielonkę z PAP ze Słupska.
A, że przedstawione tematy były prezentowane na wysokim poziomie i wzbudzały ogromne zainteresowanie, zaświadcza fakt, iż po wykładach, dyskusje na ich temat przeciągały się do późnych godzin wieczorowych.
A oto wnioski jakie osobiście nasunęły mi się po wysłuchanych referatach i dyskusji seminaryjnej.
Otóż Kaszubi, jeszcze za rządów książąt pomorskich zamieszkiwali całe Pomorze – od Bałtyku po Noteć i Wartę oraz po Wisłę i Odrę. W wyniku kolonizacji i podboju germańsko – skandynawskiego zaczęło postępować – przede wszystkim na Kaszubszczyźnie Zachodniej (Pomorzu Zachodnim) zanikanie i zatracanie się na tym terytorium, języka staropomorskiego, którym był i jest język kaszubski. Nie mniej od skutków tego procesu były wyjątki i język ten nadal przez wieki pozostawał w lokalnym użyciu jak to miało miejsce np. na Ziemi Pyrzyckiej, gdzie przetrwał on do XVII wieku. Również podobnie było w okolicach Słupka na Pobrzeżu Słowińskim, gdzie mowa słowińska przetrwała do 1945 roku. Dopiero bezwzględnie zastosowana tu przez ówczesne władze polityka repolonizacji Słowińców, poprowadziła do emigracji resztek tych kaszubskich Słowian , za Odrę , do Niemiec, przyczyniła się do zaniku tego języka w tej okolicy.
W ten sposób doszło do dzisiejszego stanu posiadania, w którym stan obecny obszaru kaszebizny w porównaniu z tym sprzed wieków uległ wielokrotnemu pomniejszeniu. Warto podkreślić, że zwłaszcza w okresie powojennym w sposób szczególny niszczono każdy przejaw „regionalnej inności”, w tym najzacieklej walczono z tożsamością Kaszubów. Pomimo tego Kaszubi przetrwali do dziś i mają się dobrze... . Na powrót odnajdują i używają swego języka, którego się nie wstydzą. Z ogromną energią i skutkiem odbudowują i rozwijają swoją kulturę.
Dr C. Obracht – Prondzyński – autor niedawno wydanej i napisanej przez niego książki pt. „Kaszubi”, ocenia, iż językiem kaszubskim włada na co dzień około 300 tys. osób, a dalsze 200 tys. poczuwa się Kaszubami. Wg, autora, brak jest tożsamości jednoznacznej, którą zastępuje tożsamość dwuznaczeniowa: – „jestem Kaszubą, i jestem Polakiem”, bądź - „jestem Kaszubą i Niemcem”
Wspomniana książka stanowi wszechstronne i rzetelne opracowanie wiedzy o Kaszubach. W trakcie dyskusji uczestnicy seminarium wypowiedzieli się o niej, po za kilkoma uwagami – bardzo pozytywnie. A na podjęcie szerokiej dyskusji na jej temat, prawie przez wszystkich dyskutantów umożliwił bardzo cenny fakt, iż napisana ona jest, zarówno w języku polskim, jak i niemieckim.
Szkoda – jak wypowiadał się profesor Z. Zielonka ze Słupska- że nie została ona również napisana w wersji językowej – kaszubskiej.
Głównym założeniem tego spotkania było przede wszystkim ukazanie- poparte historycznymi faktami – wielowiekowych aspektów z zakresu współżycia Kaszubów i przybyłych tu na Pomorze – Kaszuby: Polaków i Niemców – ewangielików. Poznanie ich nawzajem uzupełniającej się kultury, tradycji i obyczajów oraz będących tu w użyciu języków: - niemieckiego i kaszubskiego, który na tych ziemiach dominował aż do czasów po drugiej wojennie światowej.
Przy okazji należy przypomnieć iż na Kaszubach w tym na Gochach, nie było na przestrzeni stuleci, antagonizmów pomiędzy Kaszubami a ewangielikami, których identyfikowano z Niemcami. W samym mym rodzinnym – Borowym Młynie – ewangelicy przykładnie współżyli z miejscowymi. Nie mniej ściśle przestrzegano zasady nie zawierania małżeństw mieszanych. Znany mi jest jeden przypadek, w tym względzie, kiedy to poślubiona żona, ewangieliczka, przed ślubem, przeszła na wiarę męża – katolika.
Na mocy Traktatu Wersalskiego z 1920 roku, ziemia kaszubska została rozdarta. Powiat bytowski i lęborski znalazł się w granicach państwa niemieckiego. Podobnie Kaszubi gdańscy znaleźli się w granicach Wolnego Miasta Gdańska. To wewnętrzne rozbicie w sposób wysoce obrazowy i sugestywny, w oparciu o realia historyczno – społeczne, przedstawia w swych powieściach Ginter Grass – laureat Nagrody Nobla- Gdańszczanin – na wpół Kaszuba. Bowiem matka jego jak i jej cala rodzina jest rodowita – kaszubska. Szczególnie cenną w tym zakresie jest jego powieść: „Blaszany bębenek”. Dzięki tej pozycji Kaszubi jako naród zamieszkujący ziemię pomorską znany jest na świecie, a szczególnie pamięć o nas – Kaszubach - przywołano w Niemczech. Stąd w świetle powyższego ważną dziś kwestią jest rychłe, wspólne opracowane przez historyków polskich, a zwłaszcza kaszubskich a także niemieckich - niezafałszowanej historii Kaszub. Temu celowi dobrze już służą m.in.. jak to seminarium , w którym uczestniczyłem, jak i inne spotkania organizowane przez Akademie Sankelmark.
Seminarium towarzyszyła wystawa książek, czasopism i folderów związanych z promocją Kaszub. Korzystając z tej okazji wystawiłem również swą niedawno napisaną książkę „Czas zła”, która wzbudziła określone zainteresowanie i znalazła wielu nabywców. Podobnie zaprezentowałem kilka egzemplarzy naszego dwumiesięcznika „Naji Goche” – który był jak się okazało jedynym prezentowanym na tej wystawie regionalnym czasopismem. W swoich wypowiedziach podkreślałem i apelowałem o wsparcie finansowe tegoż czasopisma w postaci określonych dotacji, podkreślając iż jak dotąd jest ono wydawane dzięki heroicznemu zaangażowaniu jego wydawcy i redaktora – Zbyszka Talewskiego i daleko idącej w tym względzie życzliwości finansowej - państwa Grażyny i Witolda Zblewskich , właścicieli słupskiej zakładów poligraficznych „Grawipol”, gdzie jest ono drukowane. Również wszyscy związani z pismem autorzy, są wielce zaangażowani w jej trwanie, wszystkie swe materiały do kolejnych jej numerów piszą nie pobierając honorarium.
Moim życzeniem jest, aby takich intelektualistów: - pasjonatów i społeczników jak wyżej wymienieni całym sercem oddanych „swej kaszubsko – pomorskiej Tatczeźnie” było jak najwięcej.
Z ubolewaniem muszę przy okazji stwierdzić, że Urząd Gminy Lipnica, jak i pozostałe samorządy gmin leżących na Gochach i Zaborach, są w niewielkim stopniu zainteresowane wsparciem finansowym tegoż pisma, które
w sposób wysoce skuteczny promuje tą ziemie, wspomagając bądź w wielu wypadkach społecznie wypełnia zadania działów promocji tych urzędów, powołanych do realizacji tych zadań.
Wśród wyróżniających się wydawnictw tej wystawy był niewątpliwie folder przedstawiający gminę Tuchomie, był on również wydany dwujęzycznie ; polsko – niemieckim. Przy tej okazji pragnąłbym zadać kolejne pytanie władzą naszej lipnickiej gminy: - „czy nas Lipniczan, tak jak sąsiadów, nie stać na wydanie podobnego jak w Tuchomiu – folderu?” W czym problem, tegoż tu występującego braku jakikolwiek inicjatywy, zmierzającej do „ otworzenie się naszej gminny na świat”? Czy w niemocy, czy być może w zaniedbaniu?
W obecnie łączącej się Europie, także nasza lipnicka gmina winna szukać partnerów na zachodzie, tak jak to uczyniło już wiele naszych sąsiadów- kaszubskich gmin i miast. O korzyściach z takiej współpracy jakie dla społeczności gminnej ona może przynieść nie będę już wspominał. Ci co chcą je naocznie zobaczyć, niech udadzą się np. do sąsiadów do Przechlewa, Studzienic, Parchowa, Tuchomia itd. Czy nie warto i nam wykorzystać naszych np. rodzinnych powiązań z wieloma naszymi krewnymi, byłymi mieszkańcami ziemi bytowskiej i Gochów, którzy osiedlili się w okolicach niemieckich miast: - Braunschweigu i Frankenbergu – Tam nasza gmina ma naturalnych partnerów do wzajemnej współpracy.
Czas w tym względzie byśmy już rozdzielili wszystkie te wczorajsze , dzisiaj już historyczne nieszczęścia i szkody , które spowodował i przyniósł również do naszej gminy, totalitaryzm Stalina i Hitlera, a zwłaszcza II wojna światowa w wyniku, której w samej parafii Borowy Młyn zginęło 80 osób tzn. co 13 mieszkaniec wsi, a wielu jej mieszkańców w okresie powojennym zaznało określonych rosyjskich represji.
Dzisiaj by uniknąć w przyszłości takich jak te wyżej wspomniane okropności i krzywdy musimy robić wszystko i to oddolnie, wyzwalać w tym względzie społeczne inicjatywy w tym względzie w każdej naszej kaszubskiej wsi, by wyzwolić w nas Kaszubach potrzebę dołączenia do wspólnej europejskiej wspólnoty narodowych i regionalnych Ojcowizn. Bo taka a nie inna jest nasza lokalna – kaszubska alternatywa na rozwój a tym samym na zachowanie swej kulturowej tożsamości.

 


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: tanie podręczniki księgowość toruń odżywki dla sportowców wszystkich dyscyplin sportowych Hyundai serwis kulturystyka sklep