NAJI GOCHE - regionalny magazyn społeczno-kulturalny

Ryszard Ciemiński [Gdańsk]

Kaszubski Hall Of Fame (cz.II)

[NG: 10]   Autor: Ryszard Ciemiński - Gdańsk (liczba artykułów: 20)
Autor (w okularach) podczas spotkania na cześć G. Grassa 13.12.1999 r. w gdańskim „Latającym
Holendrze”, obok z prawej E. Puzdrowski, z lewej prof. Jerzy Samp.

Autor (w okularach) podczas spotkania na cześć G. Grassa 13.12.1999 r. w gdańskim „Latającym
Holendrze”, obok z prawej E. Puzdrowski, z lewej prof. Jerzy Samp.


(zobacz cz. I)

Dorobek ludzkości polega na dokładaniu kolejnych pokoleń swoich cegiełek do dorobku poprzedników. Cóż jednak począć z tymi, których osiągnięcia, pomimo wysiłków wielu, unoszą się daleko ponad pospólne spełnienia.

Zrzeszeńcy. Może ich program był w nadmiarze radykalny. Być może, iż chcieli nazbyt wiele w świecie, który nie dorastał do ich tęsknych marzeń. Jednak na wszelki wypadek działali. Wykreowali „Zrzesz Kaszebską”, pismo, które z racji jego temperatury, wigoru publicystycznego jego autorów, można z zainteresowaniem lekturować także i dzisiaj.

Brali baty. Decyzją władz sanacyjnych Jan Trepczyk otrzymał karę banicji do wielkopolskiego Rogoźna. Nie przejął się tym zbytnio. Tworzył nadal. Opublikował w drukarni w Rogożnie słownik kaszubski.

Aleksander Labuda – Guczów Mack – zapełniał łamy kaszubskich czasopism – a obok „Zrzeszy” ukazywała się w Wejherowie „Kleka” – swoimi uciesznymi godkami. Jak bardzo były one po kaszubsku autoironiczne przekonać się mogłem po wielu latach, gdy Janek Piepka zjechał do kartuskiego liceum ze swoim kaszubskim kabaretem o nazwie dziś z kretesem zapomnianej – „Roztrębacze”.

Bo gdy już można było publikować po kaszubsku, gdy minęła na Kaszubach głęboka stalinowska noc, kaszubskie szuflady nie okazały się być puste. Zalegały w nich m.in. owe Guczowego Macka gódki ucieszne. Na ile wyprzedziły one w czasie dokonania Klemensa Bruskiego, ks. Romana Skwiercza.

Augustyn Gust Necel. Przechowuję Go we wdzięcznej pamięci wraz z Jego lososiami, które zanosił paniom redaktorkom Jego książek w Ludowej Spółdzielni Wydawniczej. Jako kaszubskiego sknerę z wdzdzkich literackich spotkań. Jako monografistę martyrologii kaszubskich księży. O muzeum Jego imienia we władysławowskiej wilii Neclów musiała wystarać się Jego rodzina. Podobnie, jak wokół polskich edycji Jego kolejnych książek zabiegi rozmaite czynił niemałe Wielkopolanin, Poznaniak spowinowacony z Kaszubami skala swych literackich zainteresowań Franciszek Fenikowski.

Franciszek Sędzicki ze swoim opasłym tomem wierszy „Jestem Kaszubą” długo po wojnie bywał jedynym twórcą kaszubskim z własną książką. Ten wieloletni pracownik Biblioteki PAN w Gdańsku, doczekał przeto pamiątkowej tablicy na jednej ze ścian w hallu tejże biblioteki. A także ulicy Swego imienia w każdym nieomal kaszubskim mieście. W Kartuzach sygnowano Jego imieniem nowe osiedle mieszkaniowe. Tyle, że z rzadka bywa wznawiany i – co gorsza – czytany...

We Wdzydzach bardzo długo w sposób regularny odbywały się Wdzydzkie Literackie Spotkania. Niejedno z nich rozpoczynało się tradycyjnie u stóp pomnika-monumentu twórcy polskiego hymnu Józefa Wybickiego.

Jacyś, rzadko wymieniani z imienia i z nazwiska oraz stopnia służbowego ludzie za tymi spotkaniami – jak i za kreacją tego pomnika – stali. To dobrze, że „cna” Kościerzyna zdobyła się niegdyś, aż na tyle samorodnych inicjatyw.

Dobrze, także iż Władysławowo pospołu z Puckiem zadbało o Spotkania Publicystyczne. A że nie dotrwały do naszych dni, to już całkiem inna sprawa.

W swej trwającej już bez mała 40 lat publicystyczno-reportażowej wędrówce po Kaszubach, napotykałem na swej drodze ludzi częstokroć nietuzinkowych. Wdzięczne przechowuję wspomnienie o Leonie Młyńskim, dowojennym pracowniku urzędu wojewody toruńskiego, powojennego autora pierwszej na Kaszubach monografii wsi kaszubskiej. Tej o Załakowie. Opublikował ją własnym sumptem, na powielaczu. Dopiero w ślad za nią poszły kolejne. Dziś mamy ich cały zalew. Mieszkaniec sopockiej ulicy Szopena był jednak na początku tej drogi piśmienniczej przez Kaszuby.

Spotykałem dyrygentów Kaszubów, znakomitych fotografów (Klejna), reżyserów filmowych (Ireneusz Engler, autor „Sierpień ‘80” oraz „Mementa grudniowego”, absolwencie kartuskiego liceum), zwiedziałem się o Danucie Stence i Teresie Budzisz-Krzyżanowskiej, współautorce pamiętnego spektaklu w krakowskim Starym Teatrze autorstwa Jerzego Jarockiego, w którym opowiedziała oniemiałej widowni, o Swoim praprzodku Derdowskim. Podążałem trop w trop za „Zrzeszyńcami”, dzięki czemu mogłem opisać fenomen twórczości translatorskiej (Biblia) ks. Franciszka Gruczy. Zapisać mogłem, mocno zawisłe, dzieje jego „zrzeszyńskiego” kompana Brunona Richerta. Zaprzyjaźnić się wręcz z Feliksem Marszałkowskim, sekretarzem, na równi, Majkowskiego - lekarza, jak i kartuskiej edycji „Zrzeszy”. Taki osobisty po wielekroć kontakt dawał szansę na ocenę rzeczywistej wielkości tych wszystkich postaci z kaszubskiego panteonu.

Cóż, na naukową monografię „Zrzeszyńców” przyjdzie nam jeszcze poczekać dekad kilkoro. Tak wielkie świadomościowe wyrwy uczynił by swoją political corectness na kaszubskie tematy prof. Andrzej Bukowski.

Po wojnie Kaszubi zdobyli się na swoją Orzeszkową w osobie, zamieszkałej w Słupsku, Anny Łajming. Na „Kaszebscze Abecadło” autorstwa Witolda Bobrowskiego i Katarzyny Kwiatkowskiej. O Marianie Falskim, autorze polskiego elementarza wiedziały w Polsce pokolenia dzieciaków. O autorach kaszubskiego odpowiednia tegoż abecadła cisza póki co trwa kompletna. Zdaje mi się nadto, iż spory wkład w jego edycję miał polityk, syn kaszubskiej ziemi Donald Tusk. Nie wiem tego dokładnie, jako że mało kto Tuska o te sprawy wypytuje. Nieważne. „Kaszebscze abecadło” istnieje i trafiło pod kaszubskie strzechy.

Dawnymi laty dokonałem swoistego odkrycia, iż o dziejach Kaszub największym stopniu stanowią wielkiej zacności kaszubskie familie. Owych Bolduanów, Kiedrowskich, Grzędzickich, Hinzów, Labudów, Trepczyków, Gruczów, Netzlów, Borzyszkowskich, Obracht-Prondzyńskich, Żmudów-Trzebiatowskich, Wnuków-Lipińskiech, Jantów-Połczyńskich. Moja rozmowa z prof. Edmundem Wnuk-Lipińskim, znakomitym socjologiem, politologiem wciąż zalega w przepastnych szufladach miesięcznika „Pomerania”. Ważne , iż gdy zostaną otwarte, nie okażą się pustymi...

W panoramie Kaszub sporo waży emigracja. Rozsiana od Kanady i USA, przez Anglię, Francję – tłumaczka na język francuski „Żeca i przigód Remusa” pod tytułem „Colporteur aux etoiles” Jacqueline Dera-Gilmeister – wręcz po Australię i Nową Zelandię.
Lata powojenne sprzyjają – i na Kaszubach także – rozkwitowi tzw. kultury masowej. Jednym z jej elementów stał się sport. Tak się składa, że Kaszubi dołożyli swą, całkiem pokaźną, cegiełkę do obrazu sportu polskiego. Tu dwa nazwiska: Andrzej Wroński, dwukrotny złoty medalista igrzysk olimpijskich w Seulu (1988) i w Atlancie (1996). Najlepszy zapaśnik w stylu klasycznym, jakiego kiedykolwiek Polska miała. Gdzie się wybudował ostatnio?

A jakże w Żukowie, gdzie pobierał pierwsze lekcje zapasów u trenera Henryka Boreckiego.

Andrzej Grubba, choć urodzony na Kociewiu, za to z ojca Gdynianina i z matki Kaszubki rodem ze wsi Olpuch k. Kościerzyny. Ileż lat musiało minąć ażeby sam mistrz pojął to moje uporczywe Go kaszubizowanie. Długo myślał o sobie jako o ... Kociewiaku.

Jestem zwolennikiem nie zamykania Kaszub w naukowo-literackiej wieży z kości słoniowej. Lubię ich odnajdywać pośród biznesmenów (Ryszard Krauze), ceramików (Neclowie), skrzętnych i jakże dynamicznych gospodarzy (cukiernicy Wentowie z Lęborka), wojskowych (gen. Gereon Grucza-Romanowski, mający wielkie zasługi w powstaniu, na równi Kaszubskiej Brygady, jak i w dziale ochrony wybrzeża w październiku 1956 roku, przed inwazją sowieckiej marynarki).

Sprzyjam twórcom Kaszubskiego Liceum w Brusach, Witoldowi Bobrowskiemu z małżonką, faktycznym twórcom, trapionej kłopotami, kaszubskiej, podstawówki w Głodnicy. Markowi Byczkowskiemu, panu na dwóch już ludowych kaszubskich uniwersytetach. Jego opowieść o tym, w jaki sposób zjednywał sobie niegdyś sympatię niejakiego Jerzego Jaskierni, szefa ZMS na Polskę, ówczesnego patrona tychże ludowych uniwersytetów, ma w sobie coś z klimatu gódek Guczowego Macka.
Akurat politycznymi awansami Wyrowińskich, Wittbrottów, Kupperów, niezbyt się zachwycam. Byłbym raczej skłonny wiedzieć, co też takiego uczynili dla swojej małej kaszubskiej ojczyzny.

Ustawienie się - w pierwszym rzędzie – do pamiątkowej fotografii Kaszubów na kartuskim rynku, porą bezpośrednio poprzedzającą wybory do parlamentu, zdało mi się wręcz działaniem żenującym. Toteż, mimo iż byłem ta upalną porą w Kartuzach, z planu zdjęciowego salwowałem się ucieczką w stronę sklepiku zawierającego kaszubskie przewodniki, książki, mapy, hafty, które od lat oferuje do sprzedaży pewna, nieznana mi z imienia oraz z nazwiska, przemiła Kartuzianka ...


 


NAJI GOCHE | e-mail:
Polecamy: metki akwarium opti white Suplementy oraz odżywki białkowe w najlepszych cenach