| |
Chojnice 1 września 1939W cyklu: Historia (liczba artykułów 64)[NG: 10] Autor: Wiktor Zybajło - Człuchów (liczba artykułów: 11)Pomorze Zachodnie wiosną i latem zamienione zostało w jeden duży obóz wojskowy. Lasy pełne były żołnierzy Wehrmachtu. Budowano rowy strzeleckie, schrony betonowe, przeszkody z drutu kolczastego. Większość tych budowli powstała w rejonie Człuchowa, Złotowa i Piły. Nasilono budowę fortyfikacji po odrzuceniu przez Polskę niemieckich żądań włączenia Gdańska do III Rzeszy i eksterytorialnej drogi do Prus Wschodnich. W sierpniu 1939 roku zakończono formowanie na Pomorzu Zachodnim 4 armii agresora, której największą siłę uderzeniową stanowił XIX korpus pancerny gen. Heinza Guderiana. W skład tego korpusu wchodziły trzy dywizje: 2 i 20 zmotoryzowana oraz 3 dywizja pancerna. Zadaniem 4 armii dowodzonej przez von Kluge było zaatakowanie Polski ze stanowisk wyjściowych położonych w okolicach Człuchowa, Złotowa i Szczecinka w kierunku Wisły. O przygotowaniach agresji na Polskę z Pomorza Zachodniego tak pisze w wspomnieniach polski attache wojskowy w Berlinie ppłk. A. Szymański: „...W ostatnich dniach poprzedzających wojnę 27-30 sierpnia odbywałem ostatnią podróż terenową po nadgranicznych obszarach północnych Niemiec (...) W powrotnej drodze do Berlina przez Szczecin, począwszy od Chojnic, zaraz po przekroczeniu granicy wpadłem w centrum koncentracji jednostek niemieckich. Pod samymi Chojnicami byłem świadkiem ewakuowania z przygranicznej strefy wszystkiego, co mogłoby przeszkodzić w rozpoczęciu działań wojennych. Oczyszczono tory z miejscowego taboru kolejowego, ale pod parą stał natomiast pociąg pancerny ...”. Zauważony przez polskiego dyplomatę pociąg pancerny był przydzielony do XIX korpusu pancernego i jego zadaniem było opanowanie stacji kolejowej w Chojnicach ważnego węzła komunikacyjnego. W ostatnich dniach sierpnia 1939 roku w ramach Grupy Operacyjnej „Czersk” dowodzonej przez gen. bryg. Stanisława Grzmot-Skotnickiego utworzono Oddział Wydzielony „Chojnice” pod dowództwem płk Tadeusza Majewskiego. W skład jego wchodziły: 18 pułk ułanów – dowódca płk Kazimierz Mastalerz, I batalion strzelców dowódca – ppłk Gustaw Zacny, 85 batalion piechoty (ON „Czersk”) dowódca – kpt. Feliks Szymański, 81 batalion piechoty (ON „Tuchola”) dowódca – kpt. Stanisław Ziemba, 1 dywizjon 9 pułku artylerii, kompania saperów KOP „Hoszcza” z Hoszczy na Wołyniu oraz oddziały straży granicznej z rejonu Chojnic. Nocą 31 sierpnia płk T. Majewski poinformował sztab GO „Czersk”, iż słychać po stronie niemieckiej wzmożony warkot motorów, co wskazuje na przesuwanie się oddziałów do polskiej granicy. Gen. Grzmot-Skotnicki zlekceważył meldunek i nie zezwolił na założenie dodatkowych pól minowych. Nie zdecydował się też na wstrzymanie ruchu tranzytowego. 1 września 1939 roku około godziny 4.30 dyżurny ruchu stacji Chojnice odebrał ze stacji kolejowej Wierzchowo Człuchowskie zgłoszenie, że wyjechał z tej stacji planowy pociąg pośpieszny nr 702 relacji Berlin – Królewiec. Polecił więc zwrotniczemu przygotowanie toru w kierunku Czerska i wyszedł na peron, ażeby przyjąć awizowany pociąg. Ku jego zaskoczeniu na peron wjechała drezyna pancerna i pomknęła w kierunku Czerska. Dalej wypadki potoczyły się błyskawicznie. Wjechał pociąg pancerny, z którego wyskakiwali żołnierze Wehrmachtu – w sile około dwóch plutonów. Niemcy bez trudu opanowali dworzec i rozpoczęli przeszukiwanie obiektów kolejowych, zabierając do niewoli napotykanych polskich żołnierzy, kolejarzy, osoby cywilne. Strzelali do tych, którzy próbowali ucieczki. Byli zabici i ranni. Wkrótce pociąg pancerny ruszył w kierunku Czerska. Nie zajechał daleko. Polscy saperzy wysadzili zaminowany wiadukt kolejowy za Chojnicami. Pociąg nie mając możliwości jazdy w zaplanowanym kierunku wrócił na stację i rozpoczął ostrzeliwanie miasta z dział i broni maszynowej. W międzyczasie walkę z desantem na dworcu nawiązała 1 kompania 1 bs. omimo wsparcia z pociągu pancernego Niemcy znaleźli się w trudnej sytuacji. Dowódca postanowił zabrać desant do pociągu i wycofać się z pola rażenia. Nie było to proste, bowiem ogień polskich żołnierzy paraliżował ruchy nieprzyjaciela. Wtedy hitlerowcy zastosowali metodę walki często później stosowaną: zabrali z dworca jeńców wojennych i osoby cywilne i pod ich osłoną załadowali się do pociągu pancernego. Nie odjechali daleko, bowiem polscy artylerzyści celnym ogniem zniszczyli wieżę działową zabijając jednocześnie dowódcę. Odcięto również dalszą drogę, wysadzając most kolejowy nad szosą do Angowic. Zastępca dowódcy pociągu starając się osłabić ogień polskiej artylerii utrzymywał go w ciągłym ruchu. W pewnym momencie jeden z wagonów wjechał na zniszczony most i runął w dół. Pociąg pancerny został unieruchomiony stanowiąc dobry cel dla polskiej artylerii. Niebawem zaczął płonąć. Zmusiło to załogę do opuszczenia go i zajęcia stanowisk bojowych obok, gdzie broniła się do czasu nadejścia głównych sił niemieckich. Nie lepszy los spotkał drezynę pancerną: skierowana w Rytlu na boczny tor, zakończony odbojnikiem, została staranowana przez polski pociąg ewakuacyjny. Po krótkiej walce zginął jeden z żołnierzy niemieckich, pozostałych wzięto do niewoli. Mimo niepowodzeń na dworcu kolejowym – nie słabło niemieckie natarcie na polskie pozycje. Szczególnie silne były ataki na odcinku Chojnice – Jezioro Charzykowskie, gdzie bronił się 85 batalion piechoty. Działająca w mieście „piąta kolumna” wskazywała cele niemieckiej artylerii. Pociski spadały na koszary wojskowe, budynki straży granicznej, gazownię, wieżę ciśnień. Nie ostrzeliwano jedynie rejonu stacji kolejowej, gdzie znajdował się unieruchomiony pociąg pancerny. Rozbite zostały punkty obserwacyjne i dowodzenia ppłk G. Zacnego, por. Wojciechowskiego i por. Wilkiewicza, ostrzelano punkt dowodzenia płk K. Mastalerza. Około godz. 9 mgła powoli zaczęła opadać. Do akcji włączyło się niemieckie lotnictwo, które bezkarnie bombardowało i ostrzeliwało z broni pokładowej pozycje Oddziału Wydzielonego „Chojnice”. Atakowane bez przerwy 1 batalion strzelców i 85 batalion piechoty – toczyły ciężkie boje z niemiecką piechotą, wspieraną samochodami pancernymi i transporterami opancerzonymi. Kilka z nich zniszczono. W ciężkich walkach około godz. 10 odparto hitlerowskie natarcie na tym odcinku. Toczyły się również ciężkie boje na odcinku obrony 18 pułku ułanów, który atakował 76 pułk 20 DP Zmot. Rozgorzały walki o wieś Lichnowy, która zaczęła płonąć. Niemieckie natarcie początkowo udało się zatrzymać. Podczas walk zginął ppor. Roman Ciesielski. Pod silnym naciskiem ognia artylerii i lotnictwa dowódca 18 pułku ułanów płk K. Mastalerz około godz. 11 wydał rozkaz wycofania się na kolejną rubież obronną w rejonie wsi Pawłowo-Racławki. Wycofujący się 18 pułk ułanów odsłonił południowe skrzydło 1 batalionu strzelców, w wyniku tego dowódca ppłk G. Zacny zmuszony został do przeniesienia punktu dowodzenia na zapasowe stanowisko w rejonie zakładu poprawczego w Chojnicach. Na prawym skrzydle 1 bs, Niemcom udało się włamać w głąb obrony 1 kompanii, która poniosła duże straty. Dochodziło do walki wręcz. Lżej ranni nie opuszczali stanowisk bojowych. Kto jeszcze mógł władać bronią – pozostawał na stanowisku. Pomimo bohaterstwa polskiego żołnierza nie można było bronić Chojnic. Przewaga nieprzyjaciela byłą zbyt duża. Dowódca Oddziału Wydzielonego „Chojnice” płk Tadeusz Majewski około godziny 14 wydał rozkaz wycofania się z miasta i przejście w rejon Rytla. O końcowych walkach tak wspomina jeden z obrońców Chojnic Maksymilian Lipski: „Byłem plutonowym w 1 kompanii batalionu ON „Czersk”. Zajmowaliśmy stanowiska na rozgałęzieniu szos na Jezioro Charzykowskie. Około godz. 14 zauważyłem wycofujące się oddziały 1 batalionu, broniące wzgórz bytowskich i szosy człuchowskiej, o czym zawiadomiłem dowódcę kpt. Alojzego Szczepańskiego. Nasze stanowiska ogniem ciągłym ostrzeliwała niemiecka artyleria. W pewnym momencie przy stanowisku ckm, gdzie znajdowaliśmy się – wybuchł pocisk, zabijając kpt. A. Szczepańskiego, a mnie zranił. Niemcy znaleźli się na naszych tyłach, udało mi się jednak przedrzeć przez okrążenie i dotrzeć do Rytla, gdzie znajdowali się już żołnierze z innych rozbitych oddziałów broniących Chojnic”. Dowódca OW „Chojnice”, ażeby umożliwić wycofanie się piechocie i taborom, po uzgodnieniu z gen Grzmot-Skotnickim wydał rozkaz dowódcy 18 pułku ułanów powstrzymania Niemców. Pod wsią Krojanty doszło do szarży ułanów na piechotę niemiecką, wspieraną wozami pancernymi. Nieprzyjaciel został powstrzymany, ale pułk poniósł ciężkie straty. Poległ m.in. dowódca płk Kazimierz Mastalerz. Niemieckie plany zajęcia Chojnic przez zaskoczenie poniosły fiasko. Żołnierz polski, jak długo pozwalały warunki, bohatersko stawiał czoła agresorowi, musiał jednak ulec przeważającej sile wroga. Hitlerowcy w walkach o miasto ponieśli znaczne straty, przyznał to nawet H. Guderian, który napisał w swych wspomnieniach: „20 zmotoryzowana dywizja piechoty nie bez trudności opanowała Chojnice”. Chojnice – miasto przy granicy – zamieszkiwała liczna grupa Niemców. Oni też urządzili owacyjne powitanie hitlerowskim oddziałom wkraczającym do miasta, wywieszając na domach flagi ze swastyką. Przyczynili się też do martyrologii chojniczan, z których wielu zostało rozstrzelanych w pierwszych dniach września, inni znaleźli się w obozach koncentracyjnych, z których nigdy nie powrócili do domu. |

![Wiktor Zybajło [Człuchów]](/foto/autorzy/63.jpg)