| | Rodne zeńdzetwa.. Ruszyli się Kaszubi. Przemiany po r.1989 postanowili „skonsumować” na swój sposób. Organizacją rodzinnych zjazdów. (Uprzednio siedzieli na swych ojcowiznach cichutko, jak mysz pod miotłą, rzadko objawiając familijną wspólnotę). Jako pierwsi ruszyli się potomkowie kaszubskiej, tej herbowej, ale nie tylko, szlachty. Owi Chamier-Gliszczyńscy (wieś Gliśno na Kaszubach, w jej części zachodniej Gochami zwanych, jest ich rodową), Żmuda-Trzebiatowscy (z Trzebiatkowa) – zarówno ci o przydomku Żmuda, jak i Jutrzenka – Borzyszkowscy (ze wsi Borzyszkowy), Obracht-Prądzyńscy (Prondzona), Borzestowscy (Borzestowo). A także – last but not least – Chamier-Ciemińscy (dla których wieś Ciemno jest rodową ostoją). Na swą kolej czekają Wnuk-Lipińscy (z Lipnicy. Dla tych ostatnich wielce znaczącą postacią jest ceniony socjolog i politolog prof. Edmund Wnuk-Lipiński. Całkiem ostatnio do ataku ruszyli Lew-Kiedrowscy. Serią spotkań organizacyjnych, które poprzedziły spęd rodzinny we wsi Pażęce k.Stężycy, zainaugurowali cykl działań upamiętniających, jakże różnorodne i skomplikowane, dzieje tej familii. To wszystko teraz, w tuzin lat, które minęły od czasu, gdy historia pisana z dużych liter umożliwiła tworzenie tej pisanej z liter nieco mniejszego, bo rodzinnego, kroju. Ale, że ojczyzna rodziną silna – bądź też słaba, jeśli ta prezentuje kondycję słabowitą - przeto, uznało grono inicjatorów zjazdu, warto skrzyknąć wszelkie odmiany i rodzinne warianty zewsząd w jednym, zawczasu uznanym za centralne, miejscu. Pażęce...To nie wieś właściwie. Wybudowanie raczej. Kaszubi mają na nie swój termin: perdegone. O tyle zostały trafnie obrane, że gospodarstwo Kiedrowskich dotrwało do naszych czasów w znacznym stopniu zwartości. Nie poddało się szaleństwom nadmiernego rozdrobnienia. Nie musi więc być na siłę komasowane. Składa się jak Bóg przykazał, z zacności domu rodzinnego, z kilku zabudowań gospodarskich, z hodowli, a jakże, koni, z obszarów łąkowych, polnych oraz leśnych. Nic dziwnego, iż łatwo było je przystosować do wymogów najazdu kilkuset, spokrewnionych z sobą – na równi po mieczu, jak i po kądzieli – osób. Zjechali z całego nieomal Pomorza. Bo z Tczewa – w tym familijny zapiewałło; w jednej osobie, wcale dowcipny, choć momentami nazbyt w swojej konferansjerce frywolny, rzecznik Urzędu Miasta Tczewa, posiadacz pięciu sklepów sieci restauracji w Lipuszu nie opodal Kościerzyny, odłamy rodzinne ze Złotowa, ze Słupska, wreszcie, dziś zamieszkali w Trójmieście, w prostej linii potomkowie Lew-Kiedrowskich z Kiedrowic (tych ostatnich na zjeździe potraktowano, o paradoksie, jako linię rodu... boczną). Msza święta, celebrowana przez proboszcza kościoła w Stężycy, w scenerii plenerowej, tuż obok zagród rodzinnych, już tradycyjnie, zainaugurowała ów zjazd rodzinny. Poszczególne części liturgii czytane były po kaszubsku. Znak, coraz silniejszej, obecności kaszubszczyzny w kościele. Niedostatki mszalnej homilii – aż prosiło się o, krótką choćby, refleksję na temat roli rodziny na Kaszubach; podobnie, jak o dywagacje na temat tkwiącej w rodzinie sile polskości i...kaszubskości). Nastąpiło poświęcenie, wcale okazałej, figurki Chrystusa Frasobliwego. Poczym był czas po temu ażeby sprokurować zdjęcie rodzinne kilkuset uczestników Zjazdu. Franciszek Kiedrowski, właściciel gospodarstwa w Pażęcach – prócz tego bankowiec ze Stężycy; z czegoś w końcu mająteczek rodzinny utrzymany być musi – przywołać miał słowa Henryka Sienkiewicza z jego opowiadania „Na polu chwały”... „... lecz najokazalej przedstawiał się regiment kaszubski, w błękitnych kaletach z żółtymi ładownicami, złożony z tęgich na schwał chłopów, rosłych i tak dobranych, że jeden wydawał się być drugiemu bratem. Ciężkie muszkiety poruszały się w ich dłoniach jak trzciny...”. Ten to prawdziwie umiał autor trylogii krzepić narodowego ducha. Kreował go wszelako na bazie solidnej, często dziś zapoznanej, oddolnej, lokalnej historii swego kraju. W jej wielości barw i odcieni. Opis powyższy dotyczył sławnej Odsieczy Wiedeńskiej. Owej wielkiej bitwy, w której, nie po raz pierwszy – uprzednio choćby pod Cecorą oraz Chocimiem – ów kaszubski regiment, swymi bitewnymi przewagami, praniem Turków, jak pod Wiedniem, w efekcie zaś budową solidnego przedmurza dla katolicyzmu i jego obrony przed ekspansją islamu, przyczynił się, tyle samo, do wykreowania na przyszłe pokolenia własnej rodowej krzepy, jak i przewag dla całego państwa polskiego. Sienkiewicz o nich nie zapomniał. Szedł w tym zresztą po śladach założonych przez kolejnych królów polskich. W tym nade wszystko przez Jana III Sobieskiego, nie szczędzącego aktów strzelistych darowizn – w tym i herbowych – majątkowych swoim dzielnym przywódcom. Przyznawaniem siół kaszubskich w ich wieczyste władanie. Owych Kiedrowic, Lipnicy, Ciemna, Półczna (Jantów-Połczyńskich), Gliśna, Trzebiatkowa, Prądzony, Borzestowa, Borzyszków, Brzeźna Szlacheckiego (Brzezińskich)... Pamiętny moment odsłonięcia - w roku 1984, na 300-lecie wiedeńskiej odsieczy – pomnika upamiętniającego ten moment we wsi Brzeźno Szlacheckie. Wokół dawały o sobie znać wszelkie symptomy stanu wojennego – choćby pod postacią transparentów PRON-u antruażu owych symboli tamtej chwilowej władzy – nie mniej Kaszubi wykorzystując te nic dla nich nie znaczące elementy czynili swoje. Upamiętniali tamten dla ich tożsamości istotny historyczny moment przed prapokoleniami. W efekcie odbyły się dwie uroczystości jego, pomnika, odsłony. Poranna, z udziałem ks. bp. Mariana Przykuckiego - Ordynariusza Chełmińskiego, który poświęcił ten obelisk i popołudniowa - „świecka”. Oba z licznym udziałem delegacji oddziałów ZK-P i tłumów gości, którzy przybyli ze wszystkich stron nie tylko Pomorza. Poczym w majątku Janowo – ślad w nazwie po sławetnym wójcie tej okolicy Janie Kiedrowskim, w scenerii przepięknego jeziora, w mająteczku zawiadywanym obecnie przez pp. Kłonczyńskich, odbyła się co się zowie kaszubska biesiada. Teraz jednak, z okazji I Zjazdu Rodziny Kiedrowskich sięgnięto pamięcią oraz wspomnieniem do owego Martina von Loewe Kiedrowskiego (ur.1670). Do Jakoba, już von Lew Kiedrowskiego (1702). Do Franciszka Lew Kiedrowskiego (1758), a także jego braci Mateusza, Pawła i Kazimierza (1761-1766). Do Franciszka-Michała (1796) oraz jego braci Pawła-Piotra oraz Józefa (1801-1810). Do osoby Michała-Ignacego (1832) i jego braci Kazimierza, Jana, Piotra, Antoniego (1835-52). Do osoby Franciszka (1870). Na koniec do linii Romana i Antoniego. Od tego drugiego wywodzi się obecny właściciel mająteczku Kiedrowskich we wsi Pażęce. Na użytek I Zjazdu Lew Kiedrowskich uznanej za prawdziwie rodową. Każdemu wolno tak mniemać, jeżeli włożył tyle trudu w organizację tego zjazdu... Nie zapomniano bowiem o przystosowaniu jednej z podwórzowych wiat do pełnienia funkcji zaimprowizowanego salonu wystawowego. Nie brakowało w nim zdjęć rodzinnych, herbu rodowego, licznych drzew genealogicznych. Owych plastycznych znaków rodzinnej pamięci. Dopiero teraz stało się widoczne, jak wiele tych pamiątek w pożogach czasu zaborów, dwóch światowych wojen, w czasach PRL-u musiało, w sposób bezpowrotny, zaginąć. Uchowały się skrawki, zetlałe kartki, niedoświetlone bądź prześwietlone fotografie. Z tej historycznej pożogi należało je uratować, objawić sobie samym gwoli lepszego o sobie wzajem pamiętania. Od suto zastawionych wszelkim dobrem doczesnym stołów biesiadnicy byli odrywani. A to do sadzenia drzewek na potrzeby tworzonej przy okazji Zjazdu Alei Potomków. Owych tuj, modrzewi, sosenek, świerków, jałowców, które po latach wielu mają zaświadczać o zjazdowych aspiracjach uczestników. Na specjalnym podeście prezentowały siebie oraz swoje wewnętrzne bogactwo i zróżnicowanie poszczególne człony rodzinne. Wychodziło, iż większość z nich objawia się całkiem niezłą, rokującą dobre nadzieje na przyszłość... plennością. Odbyła się, trwająca kilka godzin, licytacja fantów, której całkowity dochód ma zostać przeznaczony na ufundowanie jednego z witraży w stężyckim kościele. Ów witraż ma opatrzyć napis: „Ufundowane przez uczestników I Zjazdu Rodziny Lew-Kiedrowskich”. Miała miejsce prezentacja albumów rodzinnych. Był też czas sposobny dla rodzinnego w pełni ogniska i śpiewów kaszubskich. Odczytany też został, specjalnie na okazje Zjazdu sporządzony, wiersz pióra Henryka Lew Kiedrowskiego zaczynający się od słów... Ludzie się rodzą wieki mijają Na początku pewnej drogi przez dzieje kaszubskich – na równi tych poszlacheckich, jak gburskich )bogatych kaszubskich wieśniaków) a także inteligenckich – rodzin była próba naukowego ich opisania przez, niedawno zmarłego badacza, etnografa toruńskiego prof. Ryszarda Kukiera. To on, jako pierwszy, po latach milczenia wokół tego tematu, dostrzegł w swojej, jakże solennej, pracy „Kaszubi bytowscy” ową ambonę w kościele w Borzyszkowach, na której widnieją od stuleci herby pięciu najznamienitszych rodów kaszubskich – Szadów-Borzyszkowskich, Darzyn-Ciemińskich, Obracht Prązyńskich, Wnuków-Lipińskich i Lew-Kiedrowskich. Trochę o tej pracy po latach wielu zapomniano. Dobrze, iż naukowym dociekaniom – lepiej późno niż wcale – idą w sukurs owe, nierzadko owocujące albumami, kronikami rodzinnymi, ekspozycjami, strzeliste poematy, prace sporządzana z okazji rodzinnych zjazdów. Tyle samo amatorskie, co i naukowe. One wespół czynią bogatszą, bardziej wewnętrznie zróżnicowaną, tę kaszubską krainę. |

![Ryszard Ciemiński [Gdańsk]](/foto/autorzy/157.jpg)