| | Kim jesteśmy, gdy nagle zmienia się nasze życie? Czy nadal jesteśmy takimi, jacy byliśmy? – gdy zmienia się świat, który nas otacza, gdy spoglądają na nas ludzie, których nie znamy. A my? Kimże jesteśmy w obliczu całego świata? Tak dostałam się na studia do Warszawy. Szczęśliwie jestem na II roku geoinformatyki na Wojskowej Akademii Technicznej. Na początku obce mi miasto i obcy ludzie z pewnością spowodowali, że w moich oczach malował się niepokój rodzący pytania: „gdzie ja jestem i kim jestem tu”? Niemniej ma młodość, a zwłaszcza cechująca ją ciekawość a przez nią zainteresowanie wszystkim tym co mnie otacza, zwyciężyło ten początkowy strach przed nieznanym mi dotąd „światem”. Na przykład początkowe moje zagubienie i błądzenie w tym wielkim mieście, a także porażki, które m.in. z tego powodu doznawałam szybko utkwiły mi w pamięci, więc z czasem wydeptałam ścieżki, dziś doskonale i bez pudła prowadzące mnie do wytyczanych sobie celów. Na swej uczelni , podjęłam się pełnienie funkcji starosty grupy, co dało mi przewagę w zaadaptowaniu się w środowisku uczelnianym. Do tego doszła pracą, którą udało mi się podjąć, która pomogła mi w utrzymaniu się , bo przecież nikt mi tu nic za darmo nie da. Stąd muszę tę pracę szanować i by jej nie stracić muszę ją wykonywać z wielkim, osobistym zaangażowaniem i często w dwójnasób. Dlatego nie mam tu czasu na użalanie się nad sobą , ani nie mam go za dużo na odpoczynek, nie mówiąc - na wyjazdy do domu. Domu, za którym tęsknię, a zwłaszcza za jego atmosferą: kochanymi rodzicami, rodzeństwem, a zwłaszcza za bliźniakami. Brak mi tu otoczenia do jakiego przywykłam, a które jest wokół mej rodzinnej checzy, tej cudownej, przepływającej obok niej rzeczki, ścielących się przy jej brzegach łąk i podchodzących pod próg domu - bezkresnych lasów. To wszystko niczym w albumie liczne fotografie, mam ciągle w swej pamięci. Teraz pod wpływem nowego miejsca mojego pobytu spotęgowała się ma pewność, że najpiękniejszym miejscem na świecie są moje – nasze Kaszuby. Kaszuby gdzie lasów i jezior a w nich bez liku i grzybów, jagód i ryb, ich najcenniejszy skarb... mieszkający tu ludzie. Początkowo z dala od domu, sama odmierzałam czas małymi krokami. Z czasem przyszło mi się już przyzwyczaić do tego nowego co mnie otacza. Poznałam mnóstwo różnych ludzi, a oni pomogli mi przetrwać ten początkowy, trudny okres. Często zadawano mi pytania skąd jestem, skąd pochodzę. Na wielu twarzach pytających malowało się zdziwienie bądź zakłopotanie, a czasem zainteresowanie kiedy odpowiadałam na to zapytanie. W końcu byłam kimś innym. Niektórzy nie wiedzieli nawet co to są i gdzie leżą te moje Kaszuby. A ci co coś niecoś o nich wiedzieli, wyrażali różne opinie. Na ogół kojarzy się nas – Kaszubów jako twardzieli, uparciuchów w dążeniu do celu, że nie warto z nimi zadzierać bo wiedzą czego chcą, broniąc tych racji a przy tym, że są kreatywni, samodzielni, przedsiębiorczy, samodzielni i odważni. Padały także opinie, że Kaszubi są odpowiedzialni, niezwykle uczuciowi, że dbają o własną kulturę, dumni są ze swej historii i ziemi. Bo tam gdzie zamieszkują – u brzegów morza i czystych jezior - jest „raj na ziemi”. Dumna jestem słysząc takie jak wyżej opinie. Z czasem w swoim otoczeniu spotkałam i zaprzyjaźniłam się z uczącymi i jak ja mieszkającymi tu ludźmi z Pomorza. To wspaniałe uczucie, gdy w tym otaczającym cię tłumie znajdujesz nagle kogoś , kto jest ci bliski miejscem wspólnego pochodzenia. Ta wspólnota w tej diasporze łączy rozmowami o domu o rodzinnych stronach. Ci, których jak dotąd poznałam – żołnierze, podchorążowie, studenci pochodzą z Ustki Koszalina, okolic Słupska, Gdańska, Bydgoszczy, Kościerzyny, a więc z Pomorza i Kaszub. To wspólne, nawet okazjonalne obcowanie z nimi pozwala mi i na pewno im również, poczuć bliskość swych pomorskich stron i rodzinnych domów. Podobnie jest w pracy, gdzie „szefostwo” zwraca się do mnie sympatycznie per „Kaszubko”, i interesuje się „co nowego słychać” w kaszubskich stronach. Ciekawi są mych opowiadań, a zwłaszcza tych przepełnionych zdarzeniami, które dla nich są jak gdyby „z innego świata”. A, że w wykonywaniu swych obowiązków jestem solidna – doceniają nie tylko mnie osobiście, ale w mej postawie mają potwierdzenie , że Kaszub to solidna i niezawodna - „pracownicza firma”. Z tego i z wielu innych powodów, a przede wszystkim dlatego iż w sposób naturalny poczuwam się do swej etniczności, ni wstydzę się głosić, że jestem Kaszubką, i że jestem z tego dumna. Ta moja kaszubskość - tu w warszawskiej metropolii - pozwala mi usamodzielnić się i osiągać postawiony sobie cel ! A co potem...? Wiem, że mój jedyny, prawdziwy dom to Kaszuby – gdzie będę zawsze z utęsknieniem powracać. |

![Ewa Bukowska [Warszawa]](/foto/autorzy/56.jpg)