| | Pytanie przywodzi na myśl stereotypową wypowiedź kronikarzy niemieckich z XVI względnie z XVII wieku: „Cssubia non cantat !” – której z biegiem czasu nadano coraz bardziej pejoratywne znaczenie. Tę samą wymowę mają wyrażone pod koniec XIX wieku przez etnografów niemieckich (H. Hoffmann i O. Knoop ze Słupska) poglądy, że ludność kaszubska w ogóle nie zna pieśni, bowiem podczas wywiadów w terenie ani razu nie udało się nakłonić kogokolwiek do śpiewu. Czyż było tak naprawdę? – chciałoby się zapytać. Takie stawianie sprawy ignoruje przecież fakt, że śpiew nie jest zjawiskiem, które można całkowicie wyłączyć z życia społecznego. Ze swej strony szukamy eksplikacji powyższych poglądów głównie w tym, że usiłowano wówczas za wszelką cenę potęgować i propagować hasło niemieckiej twórczości i kultury na tych ziemiach , obciążając przy tym zbiorowość kaszubską znaczeniami negatywnymi, które stawiać się miały substytutem rzeczywistości. Była to jednak opinia fałszywa, narzucona nam gwałtem. Prawda wygląda jednak inaczej. Przejdźmy więc na drugi kraniec widnokręgu. Cóż tam widzimy? Śpiew kaszubski w czasach ekspansji niemieckiej „prosperował” w najlepsze; ani myślał umierać. Był specyficzną formą odrębnej świadomości społecznej, dość trwałą i skuteczną, ponieważ wyobrażenia i emocjonalne postawy, uzyskane za jego pośrednictwem, przenosiły się z pokolenia na pokolenie, żyły długo, przetrwały. Przeszłość i teraźniejszość dostarczają nam aż nadto dowodów, że było tak właśnie. Próby wypaczenia i zniekształcenia z całym dynamizmem zaatakował na początku XX wieku kaszubski kaznodzieja Marcin Golac, mając odwagę zapuszczać się w zastrzeżone dotąd rewiry krytyki i wyrobić nam swego rodzaju alibi. Najwidoczniej poczuł się sprowokowany, chwycił bowiem za (słowną) broń i „dosolił” wspomnianym etnografom – nieźle. Nie skąpił przy tym dosadnych określeń o drugostronnych umiejętnościach w tym zakresie. Przypomniał m.in. , że Cezar Juliusz Apostata, słysząc nad Renem śpiew prawobrzeżnych germanów, zawołał: „to krzyk ptaków drapieżnych!”. Natomiast Arab At Tartuszy w X wieku wyznał: „najbardziej odrażający jest śpiew niemiecki, rozlega się jak szczekanie psów, jednak bardziej zwierzęco”. Równocześnie odważny kaznodzieja wskazał, że opinia etnografów świadczy o nieznajomości kontekstu, w jakim osadzony jest folklor kaszubski. Kaszubi tamtych czasów byli rolnikami, nie byli pisarzami i intelektualistami. Z przestrzenią, w której żyli, nie łączył ich zwykły związek funkcjonalny, ale głęboka więź uczuciowa. Ich śpiewu nie da się zatem oddzielić od pracy i emocji związanych ze szczególnymi sytuacjami ich bytowania. Toteż motywy nawiązujące do słowiańskiego kodu kulturowego często przybierają kształt antropomorficzny, ściśle związany z symboliką kosmiczną, pamiętającą o wielkich rytmach przyrody, jak wiosna, lato, jesień, zima. Nietrudno jest zatem wskazać na przyczynę tego, że kaszubi woleli uparcie milczeć w obecności obcych przybyszów. Odpowiadając na pytanie – piosenki nie były elementem koniecznym, organizującym wokół siebie wydarzenia. Żaden Kaszub nie może śpiewać bez współuczestniczenia w wyimaginowanym przez śpiew wymiarze, bez transponowania słów i dźwięków na głębsze doznania. Piosenka na żądanie czy zamówienie w pojęciu Kaszubów byłaby tylko anonimowym widmem, z którego nie dociera nic oprócz głosu, który nie działa na głębokie warstwy podświadomości. Milczenie jest samoobroną przed obcymi, nie mającymi narzędzi służących do percepcji własnych wartości duchowych. Przykład jest o tyle interesujący, że wskazuje na pewną specyfikę folkloru kaszubskiego – nie tak zresztą odosobnioną, jak mogłoby się zdawać. I dalej M. Golac wołał: „ludność kaszubska ma mnóstwo do powiedzenia w pieśniach. Woli śpiewać niż mówić, gdy jest wzruszona. Rozejrzyjcie się tylko dokoła! Patrzcie! Tam jeszcze starc (starosta) przy dźwiękach tarakawy (burczybasu) i gusla (gęśli) prowadzi orszak do domu weselnego w Charbrowie (gm. Główczyce). Tam w Główczycach, po ostatnim snopku, wiejska zbiorowość śpiewa i tańczy pod prastarymi dębami, świętując „starego”. Posłuchajcie śpiewu dziewcząt w Budowie ( gm. Dębnica Kaszubska ), związany z rytmem pracy przy sianokosach: W końcu zaproszono etnografów niemieckich na tzw. skuski (skaski) w sobótkową noc czerwcową, gdzie usłyszeli z ust starej góderaczki: Goście woleli wówczas wycofać się cichaczem. – Uwierzyli nie tylko w istnienie kaszubskiego śpiewu, ale również i w skuteczność jego słów. Szkoda jednak, że (w przeciwieństwie do minionych czasów) obecnie śpiew kaszubski odrywa się stopniowo od praktyk rytualnych, odzwierciedlających owe wielkie rytmy przyrody. Przetrwały natomiast wartości kulturalne, nadal urzekające, oraz uczuciowe, głęboko zapisane w pamięci i mające zadatki odnowy. W 1945 roku na naszym terenie słupsko – bytowskim rozpoczęło się odradzanie śpiewu kaszubskiego. Obok wiejskich amatorskich zespołów pieśni i tańca kaszubskiego (pierwszy był pod kierownictwem Anny Gawron w Niezabyszewie) powstał obchodzący dzisiaj swe 50 – lecie Kaszubski Zespół pieśni i Tańca „Bytów” – wówczas w 1952 roku jako zespół kaszubski przy Domu Kultury w Bytowie. To odtąd w zupełnie nowych warunkach, śpiew kaszubski wkroczył w nową erę swej świetności. Rozwijać się zaczęła tendencja do łączenia tradycyjnego śpiewu ze swobodą interpretowania, typową dla współczesnej generacji Kaszubów. Widać to chociażby na przykładzie rozwoju naszych lokalnych zespołów, wymienionego Zespołu „Bytów” jak i „Jasień” z Jasienia, doboru przez nie autentycznego kaszubskiego programu, a przede wszystkim ciągłość ich trwania, czego gwarantem jest systematyczny nabór do swego składu młodych ludzi - uczni miejscowych szkół. Bezsprzecznie należą się słowa uznania licznej grupie animatorom kaszubskiego folkloru , kierownikom artystycznym zespołów, tym wszystkim , którzy pozwolili wykonawcom na improwizację zarówno w tekstach i dialogach wykonywanych utworów. To m.in. dzięki temu dzisiejsze występy wielu kaszubskich zespołów osiągnęły autentyczność słowa i gestu w takiej intensywności, że nie dostrzega się dzisiaj tego, że jest to praca odtwórcza bowiem artystyczne zaangażowanie w prezentowanym przekazie pozwala nam – odbiorcom - w pełni wejść w świat kaszubskiego folkloru. Niemniej rodzi się obawa – czy – ten w gruncie rzeczy przecież abstrakcyjny śpiew w dzisiejszych zespołach nie zagłuszy fascynującego w swej prostocie i estetyce śpiewu autentycznie kaszubskiego? Pomimo tych wątpliwości tak naprawdę nie obawiam się tego. Wierzę w to, że obie formy, choć dysponują specyficznymi możliwościami i kroczą własnymi drogami, uzupełniają się, splatają się nierozłącznie, bowiem stosunek ludzi do przyrody i otoczenia jest nadal ważnym składnikiem ich życia. Jeszcze obecnie, przy odrobinie szczęścia, usłyszeć można w późnych godzinach wieczornych pieśń zakochanego chłopca, który w rytm mocno bijącego serca obiecuje kochanej dziewczynie: Albo w ciemna dżdżystą noc, kiedy krople wody z gałęzi sosen spływają do jeziora Boruja obok Rekowa, a stary rybak w swoim czółnie śpiewa tęsknie: Jest to fabuła, podobna do przekazów Herodota o jeziorze i rzece Borysthenes, gdzie z długich rzęs nimf, mieszkających w sosnach nad wodą, spływają jasne krople bursztynowe, które następnie nocne tchnienie wiatru wpędza do morza – hen, daleko – gdzie nie tylko niebo i woda, ale i czas i przestrzeń dotykają się. Tak się dzieje od wieków, bo nimfy składają swoją daninę bóstwom mieszkającym w toni morskiej. Tęsknota? Pesymizm? Raczej nieodparta potrzeba guasi-biologiczna, trwała jak sam ludzki rodzaj, chociaż współcześni niekiedy negują potrzeby wyobraźni, nie liczą się z prawem do marzeń. Konkludując – muszę stwierdzić, że wbrew temu, co nam wmawiano kiedyś i od czasu do czasu wmawia się nam – Kaszubom teraz – śpiew kaszubski ma jeszcze mnóstwo do powiedzenia. A stary slogan można zamienić na przeciwstawny – „CASSUBIA CANTAT” i żyje także poezją... |
